Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 17 gości.

T. Czepiec: Inteligencja a kultura

Władysław Bieńkowski "T.Czepiec" (1906-1991)

Nr 36


1942 wrzesień. Warszawa. Artykuł Władysława Bień­kowskiego („T. Czepca") z „Przełomu" Inteligencja a kultura — analizujący rolę i zadania inteligencji w procesie tworzenia kultury narodu.
 
 
 
 
INTELIGENCJA A KULTURA
 
 
 
 
 

  1. Granice problemu.

 
 
 
 
 
 
Zagadnienie wymienione w tytule jest wielopłaszczyznowe Trzeba się z góry zastrzec, że poruszy się tu tylko jedną stronę obszernego problemu. Sprawy arcyważne: roli i udziału inteli­gencji w procesie produkcji, miejsca inteligencji w klasowej strukturze społeczeństwa — będą co najwyżej dotknięte margine sowo. Skupi się raczej uwagę na roli inteligentów jako twórców kultury, szczególnie kultury duchowej. Ta bowiem rola społeczna inteligencji pozwoliła tym i owym wyodrębnić ją, umieścić tia ,,wyżynie ponadklasowej", uznać, że istotną rolą inteligencji jest izolowanie się od walk społecznych i „bezinteresowne" tworzenie dóbr kulturalnych, tworzenie wartości, które winno się mierzyć ich miarą własną, bez odwoływania się do sprawdzianów społecz­nych. Treść intelektualna tej problematyki straciła już swoją palącą aktualność. Tym niemniej praktyczny problem bierności, izolacji, zwężania kręgu odpowiedzialności inteligencji pozostał żywy i aktualność jego dzięki układowi stosunków rośnie, a nie maleje.
 
 
 
 
 
 
Masy ludowe rozumieją, że nie wolno im w obliczu przyszłości oddać darmo tej krwi. którą z nich wytacza obecna imperiali­styczna wojna. Z walk tych musi wyrosnąć nowy porządek spo­łeczny. Jak zawsze w historii, będzie on rewolucyjnym dziełem przodującej klasy społecznej, dziś: proletariatu miast i wsi.
Doświadczenie socjalistycznych rewolucji naszego wieku wysu­nęło jako pierwsze zadanie przy organizowaniu nowego porządku całkowitą zmianę aparatu administracyjno-państwowego daw­nego życia. Te stanowiska, które wymagają kwalifikacji szczegól­nej, dostarczonej przez szkoły wyższe, nie mogą pozostać nie ob­sadzone.
Słowa te nie zwracają się do tych, którzy świadomie wybrali współpracę z reakcją, którym pesymistyczna niewiara w postęp czy cyniczny interes własny każą pracować nad utrzymaniem istniejącego porządku społecznego, dla których ojczyzną jest świat wyzysku człowieka przez człowieka, wyzysku maskowanego od­pustowymi modlitwami i jałmużną.
 
 
 
 
 
Słowa te kierują się do tych wszystkich, którzy sądzą, że wolno im. a nawet powinni zachować postawę emigracji wewnętrznej, że działalność ich w dziedzinie kultury duchowej wymaga sztucz­nej izolacji od procesów społecznych i ich treści politycznej, że zakres ich odpowiedzialności nie wykracza poza dziedzinę two­rzenia, przekazywania i hierarchizowania dóbr duchowych. Nawet wtedy, gdy żyją nie w świecie dóbr, lecz w świecie towarów w którym uczciwiej kupuje makler giełdowy swe akcje, niż dziennikarz sprzedaje swoje słowo.
 
 

  1. Kultura duchowa  w łożysku spraw społecznych.

 
 
 
 
 
Scharakteryzowane tylko co stanowisko opiera sią na szeregu nieporozumień teoretycznych. Tworzenie wartości duchowych nie może dokonywać się, bo właśnie nie dokonuje się nigdy w izo­lacji od reszty życia społecznego i w oderwaniu od praw, które tym życiem rządzą. Procesy rozwojowe kultury mają charakter zdecydowanie allogenetyczny [1] . Poza sferą życia duchowego trzeba szukać bodźców i czynników tę właśnie sferę kształtujących. Po­dobnie jest z funkcją społeczną kultury. Rzeźba, symboliczny kształt szlachetnego piękna, inną ma funkcję w salonie ban­kiera, czy nawet izolowanym od mas muzeum pomyślanym jako przybytek dla fachowców i kształconych, a inną na placu pu­blicznym.
 
 
 
 
 
Rozumiała to Komuna Paryska 1871 roku, gdy rzeźbami Luwru chciała ozdobić ludowe przedmieścia. Lecz co myśleć o szeregu ówczesnych artystów i pisarzy, którzy ten projekt potępili?
 
 
 
Z twierdzeń powyższych wynika jasno, że środki tworzenia no­wych wartości kulturalnych, narzędzia materialne i duchowe tej działalności leżą poza sferą wyłącznie duchowej kultury. Stanowi je cały aparat życia społecznego, nieodłączny od swoich treści politycznych. Zatem i odpowiedzialność społeczna inteli­gentów nie obejmuje tylko ich dziedziny pracy — kultury du­chowej — przenosi się na jej materialne, społeczne, polityczne podłoże. Szeroka jest baza twórczości — szeroki krąg odpowie­dzialności.
 
 
 
 
 
 
Łudzą się ci, którzy mniemają, że w historii stawanie się kul­tury duchowej dokonywało się mimo katastrof społecznych. Jeśli katastrofy wrogie postępowi nie pociągały za sobą ruiny życia duchowego — o tym decydował przypadek. Za taką interpretacją przemawia dzisiejsza wojna totalna, która na przypadek nie zo­stawia miejsca. Jeszcze jedna taka wojna imperialistycznego fa­szyzmu — za lat powiedzmy dziesięć — jeszcze nowe trzylecie obozów, więzień i rozstrzeliwań, a znacznie nawet bogatsza kul­tura niż polska nie podniesie się. To, co po tej wojnie zdołamy uratować, będzie rezultatem największego heroizmu jednostek i narodów.
 
 
  2.Zadania inteligencji.

     
     
     
    Trzeba szukać jasnej i ostrej wiedzy, co w życiu społecznym, co w kulturze jest dziełem reakcji, a co postępu.
     

    a) Inteligent nie może być nieobecny przy budowie nowego ładu, obowiązkiem jego jest pełne współdziałanie, ofiarowanie swej wiedzy i kwalifikacji masom ludowym, armii postępu. Bo postęp społeczny jest jedynym i koniecznym fundamentem po­stępu i kultury duchowej.


    b) Inteligent nie może izolować się od życia społecznego, nie może zamykać się w swojej fachowej dziedzinie czy twórczej specjalności. Nie może uznawać za ojczyznę swoją świata tradycji kulturalnych w danej dziedzinie życia duchowego, nie może pod­porządkowywać się tylko tym tradycjom i uważać ich za jedyne imperatywy swojej twórczej działalności. Obowiązkiem jego jest działać tak, by budowanie kultury i jej nowych form było jedno­cześnie w płaszczyźnie społecznej budowaniem postępu i jego no­wych dróg.
     
     
     
     
    c) Inteligent nie może zwężać kręgu swojej odpowiedzialności do zakresu norm rzemiosła w dziedzinie, w której pracuje. Po­wieść czy wykład nie może być tylko na wysokim poziomie z punktu widzenia wewnętrznych, formalnych rygorów. Musi się czuć odpowiedzialność za całość spraw społecznych. Odpowiada się za służbę reakcji lub postępowi.
     
     
     
     
    d) Inteligent nie może uznać, że wszystko jest dopuszczalne w dziedzinie kultury duchowej, że jedyną wiarą jest indywidualistyczny liberalizm. Obowiązkiem jego jest czujna kontrola: co może współdziałać z budowaniem świata postępu, a co może być maską kryjącą społeczną reakcję. Nie idzie tu o żadną cenzurę. Był czas, że twórca postępu służył Bogu, potem własnej osobowości — były to zresztą maski klasowego interesu — dziś mówimy jasno o służbie zbiorowości klasowej, o służbie klasie postępu w walce z reakcją.
     

     
    Wyżej wymienione postawy negatywne, przyjęte na ogół przez inteligencję, opierają się na fałszywych przesłankach teoretycz­nych. Należałoby je porzucić. Utrzymanie ich przy życiu może leżeć tylko w interesie reakcji, gdyż maskuje jej cyniczną robotę.
     
    Natomiast druga, pozytywna część każdego z powyższych punk- tów zawiera to, co doniosłe dla postępu, a co wynika z rzeczywi­stej wiedzy o świecie.
     
     
     
     
    4. Czy możliwa jest ponadklasowa, niezdeterminowana społecznie
     
    twórczość kulturalna?
     
     
     
     
     
      Po pierwsze sądzi się błędnie, że dla pełnego i swobodnego rozwoju wartości duchowych, których stawanie się rzekomo zależy od praw im tylko właściwych, należałoby izolować się od życia społecznego i działalności politycznej, ograniczając się tylko do spraw kultury. Podstawę myślową tego stanowi idealizm filozoficzno-historyczny doktryny reakcji. Istotą tych stanowisk bę­dzie przekonanie o swobodnej twórczości „ducha" niczym nie zde­terminowanej. Ten idealizm będzie przejawiał się w interpretacji i  zarówno procesów tworzenia kultury, jak przekazywania i utrzymywania jej oraz w zakresie selekcji czy hierarchizacji wartości kulturalnych. To znaczy, że twórca tworzy rzekomo swobodnie, co chce, że żaden interes społeczny o jego twórczości nie decy­duje. Podobnie nic rzekomo nie ma interes społeczny do tego, co  i jak z dóbr kulturalnych przekazuje dalszym pokoleniom, np.
    szkoła. Jak też niby nic nie ma interes społeczny do tego, co w danym środowisku i czasie uważa się za mniej czy więcej cenne spośród dóbr kulturalnych, a co za szkodliwe. Komizm tych twier-
    dzeń jest uderzający. Czyżby w istocie tylko „czyste" umiłowanie kultury kazało Polakom w niewolnej Polsce przemilczać wspaniałą twórczość ostatnich lat Mickiewicza-demokraty i zohydzać ją słowem Tarnowskich i Tretiaków jako mistyczny obłęd? Czyżby tylko „czyste" umiłowanie kultury kazało w liberalnej — do licha — Polsce czasów międzywojennych czytać po szkołach tylko „dobrze myślących pisarzy", gdy Broniewski już był na indeksie? , A któż śmiałby powiedzieć, że pisał złe wiersze?
     
     
    Twierdzenie o autonomiczności kryteriów kulturalnych w ka­pitalistycznym porządku społecznym jest tylko maskowaniem kla­sowej przemocy reakcji w dziedzinie kultury, a przez nią w dzie­dzinie wychowania.
     
     
    Przekonanie, że wybór tego, co się tworzy, co się przekazuje, co się ceni, zależy jedynie od wewnętrznej wartości danego dzieła,o d autonomicznych kryteriów wartości — jest bezmyślnym ak­ceptowaniem presji klasy panującej. Bo jeśli się rzekomo odrzuci w tworzeniu kultury walkę społeczną — to chyba tylko wtedy i po to, by być jej ofiarą (czasem dobrze płatną).
     
     

     
     
     
    5. Czy możliwe jest poprawne
    pozaklasowe pojęcie człowieka — twórcy kultury?
     
     
     

     
    I drugi argument przeciw analizowanemu twierdzeniu o całko­witej swobodzie i niezdeterminowaniu procesów tworzenia war­tości kulturalnych, który to indeterminizm ma niby uwalniać inteligencję od troski o sprawy i sprawdziany społeczne. Otóż konsekwencją idealizmu, który gruntuje ten autonomizm kultury, jest przekonanie, że twórcą kultury jest człowiek pojęty albo jako racjonalnie nieujmowalna osobowość indywidualna — albo jako indywiduum biopsychiczne. Łatwo jest uzasadnić fałszywość kon­cepcji człowieka. Indywiduum biopsychiczne jest faktem naturalnym — nie kulturalnym. W dziedzinie kultury psychika ludzka nie jest faktem najbardziej podstawowym. Jest, przeciwnie, dość ab­strakcyjną konstrukcją wspartą na danych historii i socjologii. Przeżycia nasze są nam dane wprawdzie bezpośrednio, ale fakty psychiczne — nie. Obserwujemy fakty psychiczne (nie nasze przeżycia) podobnie jak wszelkie inne fakty fizyczne czy spo­łeczne. W rzeczywistości kulturalnej psychika ludzka jest wytwo­rem dziejów i środowiska klasowego. Rządzą nią prawa społecz­ne — właśnie jako produktem życia społecznego, niezależnie od jej subiektywnych poczuć danych w świecie przeżyć. Można się na przykład czuć subiektywnie wolnym w ustroju kapitalistycz­nym, ale faktem psychicznym nie będzie tu to poczucie swobody. Faktem psychicznym będzie złożony stan rzeczy, w którym psy­chika, będąca wytworem społecznym, przeżywa iluzję swobody i samostanowienia o sobie. Z określonych przyczyn twórca kul­tury w dziełach swych wyraża nie siebie, lecz swoją klasę, i dla­tego kultura duchowa jest wytworem społecznym, ma funkcję społeczną, winna podlegać sprawdzianom społecznym.
     
     
     

    Poza tym zaś być może, iż w społeczeństwie bezklasowym na­dejdzie czas, gdy człowiek będzie wypowiadał siebie, gdy jedynym imperatywem będzie jego psychologiczne „ja". Tymczasem jed­nak, jak to słusznie sformułował Karol Marks, żyjemy w świecie panowania wytworu nad jego twórcą. Ustrój kapitalistyczny niszczy możliwości swobody indywidualnej, nawet wewnętrznej (o ile nie rozumiemy jego sensu i nie chcemy mu się w wysiłku rewolucyjnym przeciwstawić). Prawa świata towarowego rządzą nami niezależnie od naszych indywidualnych chceń. Potwór kapi­talistycznej gospodarki z mechaniczną dokładnością kroczy droga wyznaczoną przez prawa jego wewnętrznej struktury. Bodaj najistotniejsze z nich to prawo wyzysku człowieka przez człowieka Kto z nim świadomie nie walczy, kto ucieka w zaczarowaną krai­nę „wewnętrznej swobody", łudzi się: może być tylko wyzyski­wanym lub wyzyskiwaczem.
     
     
     

    Jeśli zaś idzie o drugą koncepcję człowieka twórcy kultury — jako nieobejmowalnej rozumem całości, osobowości wyższego lub niższego rzędu, tzn. jako narodu lub duchowości indywidualnej to jak powiedziało się wyżej, sprawa postępu zależy od rzeczy­wistej wiedzy o świecie. Irracjonalna blaga — to maska reakcji Tego dowodem choćby dzieje XIX wieku. Budowanie empirycznej humanistyki: ekonomii i socjologii jest dziełem bojowników o po­stęp. I nie idzie tu jedynie o Marksa, to samo da się powiedzieć o Comcie, o Spencerze, o Abramowskim, o Webbie i o Krzy­wickim. Lecz konsekwencją empirycznej socjologii jest rozumienie człowieka — twórcy kultury tylko jako członka klasy społecznej, jako rządzonego przez prawa społeczne, a nie indywidualne do wolności. Oczywiście możliwa jest empiryczna koncepcja indy­widuum, psychologiczna czy biologiczna, lecz te stanowiska — jak się wyżej rzekło — nie są przydatne przy interpretacji zagad­nień kulturalnych. Chcąc więc utrzymać indywidualizm w pojmo­waniu kultury, trzeba się wyrzec empiryzmu, trzeba pójść z ko­nieczności na koncepcję irracjonalistyczną. W socjologii zaś em­pirycznej pojęcie indywiduum musi być ugruntowane na pojęciu klas. Tego dowodzi wielokrotne odwoływanie się Marksa w jego analizach, że prawdziwe są one w odniesieniu do całej klasy ro­botniczej, do całej klasy kapitalistów, nigdy w odniesieniu do pojedynczego robotnika lub kapitalisty branych w oderwaniu od swoich klas. Wyzysk społeczny to problem klasowy, choć psychologicznie, pozaspołecznie, indywidualnie rzecz biorąc  są „dobrzy ludzie" wśród kapitalistów i zadowoleni ze swego losu wśród robotników. Lecz co to ma wspólnego ze straszliwą rzeczywistością społeczną, o której mówią nam dzieje klasowego wyzysku?
     
     

     
    Na utrzymaniu tej absurdalnej koncepcji irracjonalnego indywidualizmu może zależeć tylko reakcji. Maskuje ona rzeczywisty idasowy charakter procesów stawania się kultury, utrzymuje ilu­zje swobód indywidualnych twórcy i kryje pod piękną dekoracją ohydny wyzysk i przemoc klas pracujących.
     
     

     
     6.Czy postawa społeczna twórcy wnosi zbędne walki do życia kulturalnego?
     
     

       
       
       
      Po drugie twierdzi się, usprawiedliwiając absenteizm i izolację inteligencji, że określona postawa społeczna to „zdrada clerków" [2], „zdrada kultury", że to przynosi kulturze klęski i nieszczęście, że wnosi do życia kulturalnego złowieszcze, niszczące walki polityczne, oddaje dzieła kultury na pastwę namiętności politycznej — gdy izolacja chroni przed tym wszystkim i pozwala wyrobić autonomiczne kryteria rządzenia kulturą. Że to ostatnie jest możliwe — wykazało się wyżej. Jakże jest jednak z tymi klęskami, które przynosi świadome wprowadzenie kryteriów spo­łecznych do rządzenia kulturą? Niewątpliwie obowiązkiem inte­ligenta jest walka z reakcją także w dziedzinie kultury. I to jest tytułem do dumy, a nie do rozpaczy. Ideologia rewolucyjna nie niszczy kultury, chce ją uprzystępnić masom. Stosuje własną hie­rarchię wartości. Lecz i „clerkowska", rzekomo autonomiczna hierarchia nie jest wszechogarniająca, też przewiduje selekcję, wybór, czyli — jak wykazywaliśmy — musi być i jest klasowa. Dopiero bowiem współżycie dóbr rzekomo „ocalonych" przez clerków z całą resztą życia społecznego stanowi o sensie ludzkim kultury: wychowuje konsekwentnie człowieka. W ustroju kapita­listycznym wychowuje typ konsumenta pełnego cynizmu, typ niszczyciela kultury. Hitlerowski barbarzyńca jest szczytowym produktem tej polityki. Cóż znaczą rzekomo izolowane muzea i biblioteki, jeśli ich widz i czytelnik poza godziną obcowania z kulturą żyje w świecie towarowym, świecie rządzonym przez gwałt i wyzysk. Naiwną jest wiara w wychowawczą moc kultury duchowej, która nie jest zespolona z wychowującym postępowym porządkiem społecznym, z ludzkim i sprawiedliwym ładem gospodarczym. Inteligent ponosi odpowiedzialność za całość życia spo­łecznego, nie za sztucznie wyabstrahowany wycinek kultury. Tylko w stanowisku myślowym, dogodnym dla trwania obecnej rze­czywistości klasowej, tkwi uzasadnienie tez clerkowskich. To sta­nowisko akceptuje istniejącą podbudowę, nie chcąc z nią walczyć na niej chce gruntować swą pracę nad kulturą. Ta więc podbu­dowa staje się cząstką tej wypracowanej kultury.
       
       
       
       

       
      7. Czy inteligencja jest pozaklasową grupą  twórców  kultury?
       
       
       
       

       
      Po trzecie mówi się czasem, że klasowa interpretacja rzeczy­wistości społecznej jest ciasna. Inteligencja, jako osobna grupa, stanowi właśnie zespół „bezinteresownych" twórców kultury ludowej. Zadaniem jej jest zatem tylko wyrabianie w sobie i pielęgnowanie w sobie tej „bezinteresowności".
       
       

      Gorycz zalewa serce, gdy pomyśli się, że jest to zdanie współczesnego reformisty-socjalisty. Jak daleko jesteśmy od Norwida i jego kultury, która wyrasta na trudzie rąk robotnika i chłopa jako ich uwieńczenie, jako treść ich treści, krew ich krwi. Jak głęboko tkwimy w błocie kołtuństwa i najemnego frazesu. A co za bezmyślność tej elitarystycznej postawy — toć jej jedynym uzasadnieniem są zanalizowane powyżej błędne uroszczenia — maski reakcji.
       
       
       
       

       7.Wnioski.

         
         
         
         
         

        Zatem rola inteligencji? Zająć stanowiska wynikające ze spe­cjalnego przygotowania intelektualnego w robotniczo-chłopskiej armii postępu budującej nowy ład.
         
         
         
        Budować kulturę w oparciu o mocną świadomość klasową, o mocną świadomość zadań walki o postęp.
        Nieobecność, izolacja — to służba kapitalizmowi, którego impe­rialistyczna polityka prowadzi do faszyzmu, do periodycznych wojen: a to oznacza zdziczenie i zagładę kultury. 
        Odpowiedzialność za to wszystko spoczywa może w najwięk­szym stopniu na inteligencji.
         
         
         

        T. Czepiec [3]
         
        „Przełom" nr 1. wrzesień 1942 r., 8. 2—6.
         
        [1] Allogenetyczny- helerogenelyczny, Innogatunkowy, powstały drogą heteroge-nezy Heterogeneza — odmienność pochodzenia, pochodzenie istot organicznych z ma­terii nieorganiczne), zjawisk uczuciowych od zjawisk umysłowych albo aktów woli W danym wypadku chodzi o stwierdzenie, że procesy rozwojowe kultury mają cha­rakter zdecydowanie materialistyczny
         
         

        [2]  Clerk — uczony lub literat trzymający się z dala od życia politycznego.
         
         
         

        [3] „T. Czepiec" — literacki pseudonim Władysława Bieńkowskiego (1906-1991). Bieńkowski był w młodości działaczem Organizacji Młodzieży Socjalistycznej "Życie" i Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, później współtwórcą PPR, działaczem PZPR i ministrem oświaty w latach 1956-59. W 1970 roku wyrzucony z PZPR. 
         
         
         
         

        Źródło: Publicystyka konspiracyjna PPR 1942-45, wybór artykułów, tom pierwszy, str. 88-97
         

        Wersja elektroniczna: Władza Rad, www.1917.net.pl, 2010

        Społeczność

        jednolity front