Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 22 gości.

Lars T. Lih: Frakcja to nie partia

Lenin partia

 
 
Lars T Lih: Frakcja to nie partia
 
Poniższy tekst ukazał się oryginalnie w języku angielskim numerze 912 „Weekly Worker” z 3 maja 2012 r. i dostępny jest pod adresem: http://www.cpgb.org.uk/home/weekly-worker/912/a-faction-is-not-a-party

 
Czy bolszewicy chcieli w 1912 roku stworzyć „partię nowego typu”? Lars T Lih rzuca okiem na fakty historyczne
 

W ostatniej debacie internetowej kwestia poglądów Lenina na relację między bolszewizmem i partią jako całością podnoszono dość często. Chciałbym rzucić trochę światła na tą kwestię, badając jego poglądy w trzech różnych momentach: w 1912, 1917 i 1920r. W pierwszej części rzucę okiem na materiał z 1912 roku.
 
 
Poglądy Lenina na ten temat w okresie poprzedzającym I wojnę światową można streścić zwięźle: bolszewizm była frakcją (frakcija), jedną z części większej całości, mianowicie Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji (SDPRR). Bolszewizm był partią w partii: tak jak SDPRR popierała określony program w ramach społeczeństwa, bolszewizm popierał pewien zbiór poglądów taktycznych w ramach większej socjaldemokratycznej całości. Niczym partia polityczna vis a vis społeczeństwa, frakcja bolszewicka miała określone poglądy na to jak należy kierować partią: propagowała te poglądy i starała się zapewnić, że centralne instytucje partyjne będą się nimi kierować. Ale nawet jeśli bolszewizm kontrolował komitet centralny, nie stawał się partią. Można było być członkiem partii, ale nie bolszewikiem – w rzeczywistości uznawano to za normalną sytuację. Frakcija nie jest partija: frakcja to nie partia.
 
 
Ale można by zapytać, jeśli takie były poglądy Lenina i innych bolszewików, co w takim razie z konferencją w Pradze w styczniu 1912 roku, kiedy bolszewicy zdobyli większość w komitecie centralnym? Czyż liczni pisarze nie zapewniają nas współcześnie, że konferencja ta oznaczała stworzenie nowej, bolszewickiej partii, że stara fracija stała się całą partiją? Jeśli jednak zajrzymy do źródeł z tego okresu, jedna rzecz staje się jasna: Lenin i w ogóle bolszewicy nie wyznaczyli sobie jako celu stworzenia partii bolszewickiej, nie uważali, że stworzyli partię bolszewicką i zawzięcie zaprzeczali, że zwołali konferencję w tym celu. Nie tylko taki wynik nie był ich celem: to nie miałoby dla nich sensu.
 
 
Niedawno Paul Le Blanc napisał długi i pouczający esej o konferencji praskiej, który podsumowuje, że „praktycznie rzecz biorąc, partia, która wyłoniła się z ogólnorosyjskiej konferencji SDPRR w Pradze w 1912 roku, była partią bolszewicką”.i Kluczowe są tu słowa „praktycznie rzecz biorąc”. Paul wskazuje szereg powodów dla postawienia znaku równości między bolszewizmem i partią: nowo wyłoniony komitet centralny składał się w zdecydowanej większości z bolszewików; z prób utworzenia przez bolszewików koalicji z „mienszewikami-partyjniakami” niewiele wynikło; inne frakcje nie uznały legalności instytucji centralnych wybranych na konferencji w Pradze i próbowały (niezbyt skutecznie) ustanowić konkurencyjne instytucje; istnieje bezpośrednia ciągłość organizacyjna między komitetem centralnym z 1912 i Partią Komunistyczną z 1918, która dodała do swojej oficjalnej nazwy słowo „bolszewicka”.
 
 
To wszystko prawda, ale nie jest w żaden sposób sprzeczne z moim wcześniejszym twierdzeniem o poglądach i celach Lenina i bolszewików w 1912 roku. Przeciwne twierdzenie Paula jest po części kwestią źródeł. Twierdzi, że opiera się na „źródłach bezpośrednich”, przez co ma na myśli materiał pochodzący od bezpośrednich uczestników przedwojennego życia partyjnego. Jednak opiera się w zdecydowanej większości na źródłach spisanych po wydarzeniu, a zwłaszcza po rewolucji rosyjskiej 1917 roku. Używanie pamiętników i innych źródeł spisanych później jest zawsze sprawą delikatną, ale istnieje szereg przyczyn, dlaczego są szczególnie mało wiarygodne, jeśli chodzi o konferencję praską. W latach 20. Faktycznie istniały dwie partie, co sprzyjało patrzeniu na przeszłość przez pryzmat bieżącej sytuacji. Dodatkowo, co istotne, do lat 20. sama idea frakcji w partii uległa delegitymizacji.
 
 
Inny powód, dlaczego późniejsze źródła są mało wiarygodne jest fakt, że sytuacja wewnątrzpartyjna w 1912 roku była szaleńczo skomplikowana. Znajomy historyk powiedział mi, że „nie mógł pojąć 1912 roku” – i takie samo było moje nastawienie zanim się zainteresowałem tym tematem do tego stopnia, że spędziłem kilka miesięcy na samo przyswojenie szczegółów niezbędnych przy czytaniu dokumentów z tego okresu. Wiele późniejszych źródeł poświęca pojedyncze zdanie lub akapit wewnątrzpartyjnym konfliktom w latach 1910-1914 (najlepsze są wspomnienia, które szczegółowo opisują życie partyjne w tym okresie). Powinniśmy mieć świadomość, że każde źródło, które sprowadza konflikt do „bolszewicy kontra mienszewicy” nadmiernie upraszcza sprawę. (Ja również zmuszony będę znacznie uprościć sytuację, aby przedstawić swój pogląd.)
 
 
Paul Le Blanc używa jednego źródła, które pochodzi bezpośrednio z okresu przedwojennego: pisma samego Lenina. Myślę, że jeśli weźmie się wszystkie bezpośrednie odniesienia Paula do Lenina, wyłania się inny obraz niż ten wyłaniający się z jego własnych wniosków. Np. słusznie zauważa, że w 1912 roku Lenin nie podważał jeszcze prawa do istnienia skrzydła oportunistycznego w partii socjaldemokratycznej – co pozostawia nas z dziwnym obrazem Lenina tworzącego partię bolszewicką, w której zezwala się na oportunizm.
 
 
Mimo wszystko uważam, że Paul niedostatecznym stopniu dopuszcza możliwość, iż bolszewickiego poglądu na sprawę w 1912 roku nie można wywnioskować wprost z tego, co okazało się „praktycznie rzecz biorąc” ostatecznym wynikiem. W moim własnym eseju odniosę się do motywów z pism Lenina i innych, do których Paul się nie odniósł lub odniósł się w stopniu niewystarczającym. Uczynię to odnosząc się w dużym stopniu do materiałów Lenina opublikowanych w wspaniałej Leninowskiej antologii autorstwa samego Paula „Revolution, democracy, socialism” (Londyn, 2008).
 
 
Jeszcze jedna uwaga w kwestii źródeł zanim zaczniemy. Jak wspomnieliśmy wyżej radziecka partia komunistyczna w sposób radykalny delegitymizowała frakcje w partii. Dlatego reżim był zażenowany sposobem, w jaki Lenin i inni mówili o frakcjach w tym okresie. Aby oszczędzić sobie wstydu przynajmniej w tłumaczeniu, nie chciano po prostu tłumaczyć frakcija jako „faction” (frakcja) i używano eufemizmów w rodzaju „group” (grupa) lub „section” (sekcja, część). Znalazłem przykłady tej praktyki w tłumaczeniach Lenina, Stalina i Krupskiej. W poniższym omówieniu, poprawiłem te zafałszowane tłumaczenia.
 
Frakcija nie jest partija
 

Jeden dokument odnoszący się do naszego tematu wart jest dłuższego cytatu, ponieważ Lenin w sposób jednoznaczny przedstawia swój pogląd na różnicę między partią i frakcją. Rzecz dzieje się na spotkaniu frakcji bolszewickiej w 1909 roku. Lenin twierdzi, że frakcja – zdefiniowana jako grupa o „określonej fizjonomii taktycznej” – może wyrzucać członków w oparciu o kryteria, które byłyby nie na miejscu w przypadku partii (tekst z „Revolution, democracy, socialism”, str. 202-203, ponownie przetłumaczone tam, gdzie to konieczne).
 
 
„W naszej partii bolszewizm reprezentowany jest przez frakcję bolszewicką. Frakcja nie jest partią. Partia może zawierać całą gamę opinii i odcieni opinii, których skrajności mogą być ostro przeciwstawne. W partii niemieckiej obok zdecydowanie rewolucyjnego skrzydła Kautskiego widzimy ultra rewizjonistyczne skrzydło Bernsteina. Nie ma to miejsca w przypadku frakcji. Frakcja w partii to grupa osób o zbliżonych poglądach utworzona głównie w celu wpływania na partię w określonym kierunku, w celu zabezpieczenia akceptacji ich zasad w partii w najczystszej możliwej formie. W tym celu konieczna jest prawdziwa jednomyślność. Różne standardy stawiane wobec jedności partii i jedności frakcji muszą być zrozumiane przez każdego, kto chce zrozumieć, jak kwestia wewnętrznych różnic naprawdę jest stawiana w frakcji bolszewickiej.”
 
Lenin potem rozwija swój pogląd, że „likwidatorstwo” nie powinno być zrównywane z mienszewizmem, ponieważ „mniejszość wśród mienszewików” również jest antylikwidatorska. Zapewnia swoją bolszewicką publiczność, że nie wymięka w stosunku do mienszewizmu [going soft on Menschevism]:
 
Nie ma mowy o puszczeniu w niepamięć naszych taktycznych różnic z mienszewikami. Walczymy i będziemy walczyć z największym uporem przeciw mienszewickiej dewiacji w stosunku do linii rewolucyjnej socjaldemokracji. Nie trzeba dodawać, że nie ma mowy o rozpuszczeniu frakcji bolszewickiej w partii. Bolszewicy wiele uczynili dla uczynienia pozycji partyjniackich dominującymi, ale pozostaje w tym kierunku jeszcze wiele do zrobienia. Frakcja bolszewicka jako określony trend ideologiczny w partii musi istnieć jak do tej pory”.
 
 
Lenin kończy chwaląc bolszewików jako frakcję najbardziej oddaną „zachowaniu i konsolidacji” partii, tzn. stawianiu czoła wyzwaniom wobec jej podstawowego programu i instytucji. Właśnie z powodu tej roli „w tej godzinie przeciwności zbrodnią byłoby nie wyciągnięcie ręki do partyjniaków w innych frakcjach, którzy stają w obronie marksizmu i partyjniactwa przed likwidatorstwem”.
 
 
Lenin nie mógł wyrazić się jaśniej: frakcja jest zupełnie innym bytem niż partia, z znacząco różnymi kryteriami członkostwa. Obecne niebezpieczeństwo wobec partii nie wynika poglądów taktycznych frakcji mienszewickiej. Walka z tymi poglądami taktycznymi musi trwać dalej, ale w zupełnie innym duchu niż walka z likwidatorstwem. Bolszewicy powinni starać się przewodzić partii, ale z pewnością nie stać się partią.
 
 
Jeśli Lenin z pełną świadomością chciał w 1912 roku stworzyć partię bolszewicką, to musiał radykalnie zmienić swoje poglądy między 1909 i 1912 rokiem. Zmienił? W swoich wspomnieniach Nadieżda Krupska przedstawia swoje zdanie w tej sprawie:
 
 
 
Doświadczenie z szkołą na Capri pokazało jak względna i idiosynkratyczna jest często frakcyjność robotników. Chodziło o to, żeby istniało zjednoczone centrum partyjne wokół, którego mogliby się gromadzić masy socjaldemokratycznych robotników. Walka toczona w 1910 roku była walką o samo istnienie partii, o wywieranie wpływu na robotników przez medium, jakim jest partia. Włodzimierz Iljicz nigdy nie wątpił, że w partii bolszewicy będę w większości, że ostatecznie partia podąży bolszewicką ścieżką, ale musiałaby to być partia, a nie frakcja. Iljicz przyjął tę samą linię w 1911 roku, kiedy organizowano pod Paryżem szkołę partyjną, do której obok bolszewików przyjmowano wperiodystów i partyjniaków-mienszewików. Tą samą linię przyjęto na praskiej konferencji partyjnej w 1912 roku. Nie frakcja, ale partia wypełniająca bolszewicką linię.”
 
 
Paul Le Blanc cytuje część tego akapitu (w mylącym tłumaczeniu z czasów radzieckich) i komentuje: „mówiąc ‘nie grupa’ Krupska zdaje się mieć na myśli raczej całą SDPRR, niż pojedynczą frakcję”. Uwaga Paula jest słuszna, ale nie należy wyciągać stąd wniosku, że Krupska chciała, aby frakcja bolszewicka stała się „całą SDPRR”. Wprost przeciwnie: przewidywała, że bolszewicy będą walczyć o swoje poglądy, nie ogłaszając się całą partią, ale przekonując większość partii.
 
 
Weźmy pod uwagę następujące zdanie z zacytowanego fragmentu: „Walka toczona w 1910 roku była walką o samo istnienie partii, o wywieranie wpływu na robotników przez medium, jakim jest partia.” Walka omawiana przez Krupską nie toczyła się, o to które poglądy, bolszewickie czy mienszewickie, powinny być propagowane przez partię. To była inna, bardziej normalna, mniej egzystencjalna walka. Chodziło prędzej o groźbę, którą postrzegano jako zagrażającą samemu istnieniu instytucjonalnemu podziemnej partii oraz jej misji propagowania podstawowego programu socjaldemokratycznego wspólnego dla bolszewików i mienszewików. Jedynie z tego powodu bolszewicy mogli apelować do podobnie myślących mienszewików o wspólną walkę.
 
 
Kiedy to porównamy z twierdzeniami Lenina z 1909 roku, zobaczymy, że Krupska niezwykle jasno stwierdza, że Lenin nie zmienił swoich poglądów między 1909 i 1912 r. oraz że dalej dostrzegał podstawową różnicę jakościową między frakcją i partią.
 
 
Dwie partie
 

We wspomnieniach gruzińskiego mienszewika Gregorego Uratadze znajdziemy następujący prawdziwy opis spraw partyjnych w tym okresie:
 
 
„Wokół ‘likwidatorstwa’ wybuchła bardziej zażarta walka niż wokół bolszewizmu i mienszewizmu. Słownictwo partyjne wzbogaciło się o nowe terminy: ‘likwidator’, ‘antylikwidator’, ‘partyjniak’ [ktoś kto chciał zachować podziemie], ‘partyjniacy-leniniści’, ‘partyjniacy bolszewiccy’, ‘partyjniacy mienszewiccy’, ‘likwidatorzy podziemni’, ‘trockista-partyjniak’, ‘trockiści-likwidatorzy’, ‘plechanowcy-likwidatorzy’ itd. I to wszystko w jednej partii!”ii
 
 
Terminy „likwidatorstwo” i „likwidator” były na tyle ważne, że spowodowały powstanie odpowiadających im określeń dla ich przeciwników: partyjnost’ i partiets, które można przetłumaczyć jako „partyjność” i „partyjniak”. Partyjniacy twierdzili, że bronili samego istnienia partii przed atakiem. Jest to powód, dlaczego spór likwidatorów i partyjniaków był tak zażarty i dlaczego, jak pokazał Uratadze, przebiegał w poprzek zwyczajnych granic frakcyjnych.
 
 
Bolszewicki atak na likwidatorstwo można podsumować w ten sposób, że ta tendencja stanowiła zagrożenie dla istnienia partii i dlatego inne różnice frakcyjne nie powinny mieć wpływu na skoordynowaną walkę przeciw niemu. Sprzeciw wobec likwidatorstwa opierał się na dwóch ważnych założeniach:
 
 
 

  1. Odrzucając potrzebę [istnienia] nielegalnego podziemia, likwidatorzy narażali istnienie partii socjaldemokratycznej głoszącej socjalizm i rewolucję przeciwko caratowi – poglądy, których nie można było legalnie wyrażać w Stołypinowskiej Rosji (Stołypin był premierem Rosji przez większość tego okresu).
  2. Likwidatorzy byli również winni sabotowania prób przywrócenia do funkcjonowania centralnych ciał kierowniczych i zrobili co w ich mocy, aby zapobiec odnowieniu komitetu centralnego i zwołaniu konferencji ogólno partyjnej.

 
 
Nie musimy ogłaszać werdyktu co do słuszności tych oskarżeń. Chodzi o to, że bolszewicy twierdzili, iż w przeciwieństwie do normalnej walki frakcyjnej o kontrolę nad polityką partii likwidatorzy stanowili zagrożenie dla samego istnienia partii (wg słów Krupskiej) jako „medium” „wywierające wpływ na robotników”.
 
 
Sprawa przeciwko likwidatorstwu jest przedstawiona dość obszernie (ponad 200 stron) w „Dwóch partiach” napisanych przez Lwa Kamieniewa w 1911 roku, tj. dokładnie wtedy, gdy organizowano konferencję w Pradze. Jak wskazuje Kamieniew, jego książka została napisana w ścisłej konsultacji z Leninem. Może być więc określona jako manifest, w którym bolszewicy wyjaśniali, co chcieli osiągnąć na konferencji w Pradze.
 
 
W 1924 roku, kiedy ponownie opublikowano książkę (gdy polemiki przeciw Trockiemu w niej zawarte mogłyby być przydatne z punktu widzenia Kamieniewa), napisał on we wstępie do reprintu: „Tytuł całego dzieła – Dwie partie – podkreśla fakt, że mimo formalnej jedności partii patrzyliśmy na bolszewików i mienszewików nie jak na dwie frakcje tej samej partii, ale jak na dwie wrogie partie walczące ze sobą.”iii
 
 
To dobry przykład robienia retrospektywnych porządków. We wstępie do pierwszego wydania w 1911 roku Kamieniew pisał coś zgoła innego:
 
 
„Jako stanowczy zwolennicy bezlitosnej walki ideologicznej z grupami i grupkami, których mamy wysyp w atmosferze kontrrewolucyjnej, jesteśmy równie stanowczymi zwolennikami jedności pod partyjnym sztandarem wszystkich rewolucyjnych marksistów – niezależnie od frakcji i tendencji i mimo takich lub innych różnic w konkretnych kwestiach bieżącej polityki… SDPRR wykorzystać swoją energię i całą swoją siłę, aby wspomóc i służyć wszechstronnie, niezależnie od frakcji i tendencji, wszystkim kółkom, grupom i stowarzyszeniom robotniczym pracującym legalnie lub nielegalnie dla odrodzenia i wzmocnienia organizacji proletariackiej w Rosji” [podkreślenia - Lars T. Lih]iv
 
 
Różnica jest uderzająca. W 1924 roku Kamieniew twierdził, że popierał traktowanie mienszewików jako odrębnej i wrogiej partii. Kiedy przeczytamy, co naprawdę napisał w 1911 roku, stwierdzimy, że apelował do wszystkich socjaldemokratów „bez względu na frakcję” do przyłączenia się do walki z likwidatorstwem. W rzeczywistości Kamieniew podkreśla, że od 1909 r. idea wyciągnięcia dłoni do partyjniaków-mienszewików „determinowała cały wewnątrzpartyjny kurs bolszewików”.v
 
 
Kamieniew podkreśla jak może: nie musicie być bolszewikami, aby popierać nasze dążenie do wyrzucenia likwidatorów. Nie chcemy narzucić partii poglądów wyłącznie bolszewickich, ale ocalić partię dla nas wszystkich.
 
 
Slogan „dwie partie” nie był, więc wezwaniem do stworzenia nowej partii – a już na pewno nie nowej partii mającej propagować poglądy wyłącznie bolszewickie. W rzeczywistości slogan stanowił próbę obrony starej partii przed ludźmi, którzy (wg Kamieniewa) starali się zbudować nową partię. Kamieniew mówi do likwidatorów: proszę bardzo, stwórzcie swoją nową partię – bez wątpienia są ludzie, którzy was poprą – ale nie róbcie tego w sposób niszczący SDPRR.
 
 
 
Być może uczyni się zastrzeżenie, że „partyjniacy-mienszewicy” stanowili bardzo nieliczną mniejszość i że „praktycznie rzecz biorąc” bolszewickie próby stworzenia koalicji z nimi spełzły na niczym. To zastrzeżenie ma oparcie w faktach (przynajmniej jeśli ograniczymy się do polityki na emigracji), ale mimo wszystko nie przekreśla to mojego opisu tego, co bolszewicy myśleli, że robią. Myśleli, że tworzą ponadfrakcyjny blok przeciwko określonemu zagrożeniu egzystencjalnemu dla samego funkcjonowania partii. Np. w 1910 r. Lenin pisze w liście, że uważa, iż mienszewiccy robotnicy w samej Rosji są w zdecydowanej większości partyjniakami. W 1915 r. mimo wielu rozczarowań w związku z Plechanowem (przywódcą partyjnym wiązanym z mienszewickim partyjniactwem), ciągle pisał, że „najlepsi mienszewicy” czuli odrazę do likwidatorstwa.
 
 
Lenin naprawdę wierzył w możliwość takiego poandfrakcyjnego bloku. Nieprzychylni obserwatorzy wtedy i później myśleli, że to całe mówienie o „partyjnym mienszewizmie” było podstępem i wymówką do stworzenia partii wyłącznie bolszewickiej. Twierdzą, że skrycie zrównywał likwidatorstwo z mienszewizmem jako takim. Wydaje mi się, że każdy kto mówi, że Lenin świadomie tworzył partię bolszewicką ma zbliżony pogląd na temat dwulicowości Lenina.
 
 
Partia nowego typu
 
 

Rozłam w partii można uzasadnić na dwa całkowicie różne sposoby. Pierwszy: wasze poglądy są nie do przyjęcia, musicie odejść. Drugi: tylko moje poglądy są do przyjęcia, tylko moja grupa może zostać. Pierwszy punkt widzenia wyklucza konkretną grupę. Drugi wyklucza wszystkich poza konkretną grupę.
 
 
Jakiego uzasadnienia użyto podczas konferencji praskiej? Z pewnością pierwszego. Poza wszystkimi argumentami, które właśnie przedstawiłem, możemy wskazać na rezolucje konferencji, w których jedynie ściśle określoną grupę pisarzy związanych z kilkoma gazetami określono jako „[znajdującą się] poza obrębem partii”.
 
 
 
Ten typ wykluczenia nie jest nie do pogodzenia z praktykami „partii starego typu”, jeśli rozumiemy przez to zachodnie partie socjaldemokratyczne w czasach II Międzynarodówki. Te partie tworzono z myślą o propagowaniu określonych poglądów i wyrzucały grupy, które negowały podstawy tych poglądów – najsłynniejszy jest przykład anarchistów w latach 90. XIX wieku. W obronie konferencji praskiej Lenin przypominał ten epizod razem z innymi aktami dyscyplinarnymi i wykluczeniami podejmowanymi przez zachodnie partie socjaldemokratyczne.
 
 
 
Lenin twierdził również, że nie chciał wykluczyć oportunistów w ogóle – innymi słowy, nie chciał całkowicie oczyścić partii z przedstawicieli frakcji mienszewickiej. Każdy taki opis tego co chciał zrobić, był – jak powtarzał europejskim socjalistom – podłym oszczerstwem. Obstawał, że żadna partia europejska nawet przez sekundę nie tolerowałaby sabotażu i braku dyscypliny zarzucanych likwidatorom. Jak mówią słowa piosenki: „Gdybyś tam był, gdybyś to widział, zrobiłbyś to samo”.
 
 
 
Istnieje długo utrzymująca się interpretacja tego, co miało miejsce na konferencji praskiej – mianowicie, że dała początek „partii nowego typu”, która różniła się mocno od socjaldemokratycznych partii starego typu nowym naciskiem położonym na jednorodność. W tym wypadku mielibyśmy do czynienia z logiką wykluczenia drugiego typu wg, której jedna frakcja staje się całą partią. Logika, którą wcześniej Lenin zastrzegł dla frakcji – jednomyślność „podobnie myślących jednostek” – teraz (jak się twierdzi) rozszerzona na całą partię. Od tej pory tylko ci, którzy zgadzali się z bolszewizmem, byli mile widziani w partii.
 
 
Ta interpretacja została uświęcona w sławnym „Krótkim kursie historii WKP(b)” opracowanym przez rząd Stalina w latach 30. Oczywiście była ona wygodna dla reżimu, który zdelegalizował frakcje wewnątrz partii. Niestety była również niezgodna z źródłami historycznymi – do tego stopnia, że materiałów z konferencji praskiej nawet nie opublikowano do końca lat 80. Ta sama logika „partii nowego typu” jest również głównym punktem w interpretacji pracy Cartera Elwooda, głównego znawcy akademickiego konferencji praskiej.
 
 
W swojej antologii Leninowskiej Paul Le Blanc pisze:
 
 
 
SDPRR była strasznie podzielona na frakcje likwidatorskich i nielikwidatorskich mienszewików, leninistowskich i antyleninistowskich bolszewików i inne – w tym antyfrakcyjną frakcję Trockiego! Lenin i zgromadzeni wokół niego doszli do wniosku, że efektywna praca rewolucyjna nie mogła zostać osiągnięta przez taki byt i zreorganizowali się w 1912 r. jako Socjaldemokratyczna Partia Robotniczej Rosji odrębna od wszystkich innych bytów o tej samej nazwie… (str. 198)
 
 
Le Blanc wyraźnie odrzuca interpretację z „partią nowego typu”. Jednak jego słowa mogą być odczytane (wg mnie błędnie) jako sugerujące, że Lenin uważał wielofrakcyjną partię jako nieefektywną per se, więc upewnił się, że tylko jedna frakcja pozostanie w „zreorganizowanej” partii. Le Blanc nie zaznacza wystarczająco jasno, że Lenin nie chodziło o to, że praca partyjna stała się nieefektywna przez wysyp frakcji, ale przez działania konkretnej grupy: mianowicie likwidatorów.
 
Lenin rozumiał, że w partii jest wielu ludzi przeciwnych likwidatorom, ale nie zgadzającymi się co do konieczności ich wykluczenia – lub być może po prostu nie zgadzali się z sposobem, w jaki ich wykluczył. Ci ludzie musieli dokonać wyboru, ale Lenin mimo wszystko był zadowolony, że ma ich w partii i nie można powiedzieć, że ich wykluczył w jakiś znaczący sposób.
 
 
Moim zdaniem dyskusja o to, czy partia bolszewicka powstała w 1912 r. czy nie, jest mniej ważna od mocnego odrzucenia interpretacji z „partią nowego typu” i wszelkich twierdzeń, że Lenin stosował teraz wobec całej partii logikę odpowiednią dla frakcji. Dane historyczne zdecydowanie pokazują, że w 1912 r. Lenin wierzył, że „frakcja to nie partia”.
 
Uzurpacja czy ciągłość?
 

W rozdziale swojej antologii zatytułowanym „Ostateczne zerwanie z mienszewikami” Le Blanc przedstawia sprawozdanie Lenina z niedawnej konferencji praskiej dla socjalistów zachodnioeuropejskich. W tym sprawozdaniu Lenin tak pisze o procesie organizacji konferencji: „Ogólnie rzecz biorąc 20 organizacji ustanowiło bliskie stosunki z komisją organizacyjną odpowiadającą za przebieg konferencji, tzn. praktycznie wszystkie organizacje, zarówno mienszewickie jak i bolszewickie, aktywne na chwilę obecną w Rosji” (str. 204).
 
 
Można pomyśleć, ze to śmieszny sposób organizacji ostatecznego zerwania z mienszewikami – uczynienie gestu dobrej woli przez reprezentację wszystkich rosyjskich organizacji podziemnych niezależnie od frakcji. Na tym się paradoks nie kończy, ponieważ Lenin obstawiał przy ciągłości między instytucjami kierowniczymi wybranymi w Pradze i starą partią. Twierdził, że komitet centralny wybrany w Pradze jest miarodajnym reprezentantem tej partii i wiernym wykonawcom wcześniejszych decyzji partyjnych (zwłaszcza z konferencji partyjnych w 1908 i 1910 r., w których uczestniczyli mienszewicy i na których poparli oni ważne rezolucje).
 
Jeśli celem konferencji praskiej było stworzenie partii bolszewickiej, to Lenin czynił bardzo aroganckie roszczenia do wspólnego dziedzictwa mienszewików i bolszewików. I rzeczywiście częstą wrogą łatką przypinaną Leninowi wewnątrz partii była łatka „uzurpatora”. Jeśli jego celem naprawdę było stworzenie osobnego bolszewickiego bytu, to łatka ta wydaje się odpowiednia.
 
 
W swoim wkładzie do ostatniej dyskusji Paul D’Amato przyznał, że sposób w jaki Lenin opisał swoje działania europejskim socjalistom był dwulicowy, jakby Lenin rzeczywiście robił, to co twierdzi D’Amato.vi D’Amato ewidentnie usprawiedliwia tą dwulicowość jako, że miała być w dobrej wierze. Tak czy siak, myślę, że lepiej rozumie problem niż Paul Le Blanc, który zdaje się nie dostrzegać sprzeczności między jego opisem działań Lenina (tworzenie „osobnego bolszewickiego bytu”) i własnym opisem Lenina ze sprawozdania dla II Międzynarodówki.
 
 
 
To czy bolszewicy rzeczywiście wykonali gest dobrej woli organizując prawdziwą „konferencję ogólno partyjną” jest kwestią drażliwą. Podczas przeglądu przez mnie dokumentów z tego okresu byłem pod wrażeniem ciągłego i energicznego upierania się, że nie organizują konferencji frakcyjnej. Niektóre niebolszewickie opinie również częściowo potwierdzały ich roszczenie do reprezentacji przynajmniej organizacji podziemnych Rosji właściwej.
 
 
 
Dodam ściśle osobistą opinię, którą wyraziłem już gdzie indziej: jeśli Lenin rzeczywiście chciał stworzyć partię bolszewicką, to zrobił to w sposób zwodniczy, nielojalny, destrukcyjny i niegodny naśladownictwa.
 
 
 
Po Pradze
 
 

Przyglądając się działalności socjaldemokratycznej między styczniem 1912 r. (datą konferencji praskiej) i 1914 rokiem, nie znajduję wiele dowodów na to, że ludzie myśleli w kategoriach dwóch osobnych partii. Ludzie raczej dalej myśleli o mienszewikach i bolszewikach jako dwóch frakcjach pojedynczej partii, frakcjach z osobnymi organizacjami i oddanymi (tak jak zawsze) destrukcyjnej, wyniszczającej wojnie, które jednak ciągle myślały o sobie jako częściach słabo zdefiniowanej, ale mającej znaczenie całości. Innymi słowy sytuacja po 1912 r. nie wydawała się jakościowo nowa.
 
 
 
Kilka przykładów, żeby pokazać co mam na myśli. Jakiś miesiąc po Pradze gazeta powołana przez konferencję „Prawda” opublikowała pierwszy numer zawierający wstępniak – tak się składa, że napisany przez Józefa Stalina – wzywający do jedności partyjnej niezależnie od frakcji. W walce między „Prawdą” i jej rywalem „Łucz” o wybór kandydatów socjaldemokratycznych do nadchodzących wyborów parlamentarnych, obie strony opierały swoje stanowisko na idei jedności partyjnej. „Prawda” wzywała do dyscypliny partyjnej, „Łucz” wzywał do wspólnego frontu.
 
 
 
W latach 1912-1914 Lenin często bronił prawdystów (notabene: nie bolszewików jako takich), twierdząc, że reprezentują ogromną większość socjaldemokratycznych robotników w Rosji. Oznacza to, że mimo usunięcia pewnych grup „likwidatorskich” na konferencji praskiej, Lenin ciągle automatycznie myślał w kategoriach oportunistycznej mniejszości wśród robotników jako uprawnionej części socjaldemokracji, chociaż pozostającą w błędzie.
 
 
 
W swojej historii partii napisanej w latach 20. Zinowjew czyni, moim zdaniem, wprowadzający w błąd komentarz o Pradze jako „momencie całkowitego zerwania z mienszewikami” (np. twierdzi również błędnie, że na konferencji nie było mienszewików). Więc sporo mówi fakt, że zaraz po uczynieniu cytowanego komentarza pisze on: „ostateczne zerwanie z mienszewikami miało miejsce nie w 1912, ale w 1917 r. … Aż do tej chwili wszyscy wierzyli, że po upadku caratu socjaldemokracji uda się zjednoczyć i że bolszewicy zespolą się z mienszewikami.”vii
 
 
 
Przedstawiłem swoje wrażenia, ale z pewnością to temat do dalszych badań.
 
 
Podsumowując: Paul Le Blanc dobrze udowadnia, że po Pradze SDPRR była „praktycznie rzecz biorąc” partią bolszewicką. Ale ten wniosek nic nam nie mówi o tym, jak Lenin i bolszewicy postrzegali relacje między frakcją i partią. Źródła historyczne są w tej kwestii jednoznaczne: wierzyli oni (lub zachowywali się, jakby wierzyli), że frakcja i partia to dwie różne rzeczy – bolszewicy byli frakcją, a nie partią – i że konferencja praska naprawdę była, tym czy twierdzili: mianowicie konferencją ogólno partyjną. Odrzucali jako oszczerstwo pomysł, że oczyszczali partię z oportunizmu. Nie myśleli w kategoriach „partii nowego typu”, ale zamiast tego usprawiedliwiali się wg norm powszechnych w całej II Międzynarodówce.
 
Możemy zaakceptować lub odrzucić te poglądy, ale uważam, że nie możemy twierdzić, iż bolszewicy ich nie reprezentowali.
 
 

i P Le Blanc, ‘The birth of the Bolshevik Party in 1912’: http://links.org.au/node/2832.

ii G Uratadze Reminiscences of a Georgian Social Democrat Stanford 1968, str. 218

iii L Kamenev Dve partii Paris 1911

iv L Kamenev Dve partii Leningrad 1924.

v Tamże, str. 103

vi Patrz D’Amato, ‘The mangling of Tony Cliff’: http://links.org.au/node/2726 oraz komentarz ‘Falling out over a Cliff’ Weekly Worker z 16 lutego.

vii G Zinoviev History of the Bolshevik Party: a popular outline London 1973 (oryginalne wydanie rosyjskie - 1923), str. 12. Cytat można również znaleźć na: www.marxists.org/archive/zinoviev/works/his­tory/ch01.htm. Dyskusja Zinowjewa w swoich wykładach nad różnymi możliwymi momentami narodzin partii bolszewickiej jest bardzo istotna dla obecnej dyskusji o 1912 r.

Portret użytkownika tres
 #

Ciekawy i pożyteczny tekst wyjaśniający relację pomiędzy linią poszczególnych frakcji a generalną linią partii oraz faktyczne poglądy Lenina na te kwestie. Obala on obecny m.in. w "Historii WKP(b)" stalinowski mit że "partia bolszewicka" zawsze była niezwruszonym monolitem i że stworzenie takowej (należy dodać - pozbawionej frakcji) było czymś w rodzaju genialną ambicją Lenina a linię tę rzekomo miałby kontynuować "wierny uczeń" Lenina Stalin.

Tymczasem w partii bolszewickiej aż do X zjazdu 1921 roku formalnie działały frakcje a później - do 1927 roku - rozmaite platformy opozycyjne i stanowiło to nieodzowny element jej demokratycznego życia politycznego które zniszczył Stalin, represjonując opozycję i budując partię-monolit której członkowie byli de facto pozbawieni prawa do własnego głosu i nazywając tę partię "leninowską".

To prawda, że również w pierwszym okresie ery radzieckiej partia bolszewicka miała monopolistyczną pozycję. Utożsamianie tych dwóch spraw oznaczałoby jednak poczytywanie pozorów za istotę rzeczy. Zakaz partii opozycyjnych był środkiem przejściowym, podyktowanym warunkami wojny domowej, blokady, interwencji i głodu. Życie wewnętrzne partii rządzącej, w tamtym okresie reprezentującej organizację awangardy proletariatu, było pełnokrwiste; walka ugrupowań i frakcji do pewnego stopnia zastępowała walkę partii. Obecnie, kiedy socjalizm zwyciężył „ostatecznie i nieodwracalnie" utworzenie frakcji karane jest jeżeli nie rozstrzelaniem, to obozem koncentracyjnym. Zakaz innych partii z przejściowego zła przekształcono w zasadę.

http://marxists.org/polski/trocki/1936/zdr-rew/10.htm#1003

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Obama rev