Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 23 gości.

Wariat i jego huragan

Tusk wariat

Śląsk zostanie najmocniej uderzony falą kryzysu, która nadciąga. Stracimy dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Setki firm ogłoszą bankructwo. Ludzie, którzy dziś, jeszcze jakoś sobie radzą, z dnia na dzień zostaną dziadami. Fala, która nadciągabędzie, jak huragan Katrina dla Nowego Orleanu, albo Sandy dla Nowego Jorku. Tylko ofiar będzie więcej.
 
Jesteśmy do tego absolutnie nieprzygotowani. Z winy rządu. Bezpowrotnie straciliśmy już wystarczająco dużo czasu. Tracimy go nadal. Jeżeli nie zmusimyrządu do działania, wszyscy zapłacimy ogromną cenę. Jeśli nie uda się zmienićpodejścia rządu, trzeba jak najszybciej zmienić rząd. Temu ma służyć Strajk Generalny na Śląsku. Przygotowują go największe centrale związkowe,apelując o poparcie do różnych grup społecznych. Celem naszego działania nie jest jednak Strajk. Celem jest zmiana polityki społeczno-gospodarczej rządu, tak aby udało się uratować nasze zakłady, nasze miejsca pracy, nasze wynagrodzenia,nasz poziom życia.
 
Jeśli uda się tego dokonać bez Strajku, to bardzo dobrze. Rząd jednak musi mieć świadomość, że jesteśmy zdeterminowani i nie cofniemy się przed Strajkiem.Nie cofniemy się, bo nie mamy dokąd!
 
Fala kryzysu, która przelała się kilka lat temu przez świat i Europę, miała charakter kryzysu finansowego. Obejmowała głównie instytucje finansowe i banki. To od nich zaczął się efekt domina, który później uderzył w inne sektory gospodarki i całespołeczeństwa. Skutki tego odczuwamy do dzisiaj, głównie wtakich krajach jak Grecja, Hiszpania, Włochy, czy Portugalia.
 
Ten kryzys w dużej mierze ominął Polskę. Nie dlatego, że jesteśmy tak wybitni i wspaniali, ale przede wszystkim dlatego, że sektor bankowy i kreacja wirtualnegopieniądza przez instytucje finansowe, nie miała i nie ma w naszym kraju takiego wymiaru, jak w USA i Europie Zachodniej. Zadłużenie kredytowe Polaków,choć rośnie, nadal jest nieznaczne, w porównaniu do długów obywateli USA lub Europyzachodniej. Statystyczny Polak jest zadłużony na niewiele ponad 1000 złotych, Amerykanin na ponad 51 tysięcy dolarów, czyli ponad 160 tysięcyzłotych!
 
Dźwignie, lewary finansowe i kreacja pieniądza, które były przyczyną upadku banków i instytucji finansowych, w naszym  kraju stosowane są na nieznaczną skalę. Przez chwilęwpadliśmy w szaleństwo tzw.  opcji walutowych i skutki tego były dramatyczne. W krótkim czasie z realnej gospodarki banki wyssały miliardy złotych.
Wiele firm, mimo niezłej kondycji, z dnia na dzień bankrutowało, a większość polskichprzedsiębiorców, definitywnie zniechęciło się do stosowania tych nowoczesnych instrumentów finansowych. Ci, którzy podjęli tę ryzykowną grę w ruletkę,skończyli marnie, skutecznie odstraszając innych od kasynowego kapitalizmu. Sparzenipolscy przedsiębiorcy z rezerwą traktują teraz tego typu kuglarstwo finansowe. Przed kryzysem uratował nas więc nie rząd i jego wirtuozeria, ani polityka„nicnierobienia”, tylko „niedowład” i „niedorozwój” naszego systemu finansowego ibankowego. Polska nie była i nadal nie jest na tym etapie „kasynowegokapitalizmu”, gdzie stosowanie wirtualnej księgowości i finansowych machlojekna niespotykaną, gigantyczną skalę, puszczania w obieg setekmiliardów dolarów i euro, nieist niejącego pieniądza, mogło poczynić takie spustoszenie jak w USA i Europie Zachodniej. Dostaliśmy zaledwie rykoszetemtego uderzenia kryzysu. Nasz „niedorozwój” w tym zakresie uratował nas przed katastrofą.
 
Jednak kryzys, który obecnie nadciąga, ma zupełnie inny charakter. Jego symptomy są już widoczne, a jego skutki uderzą w nasz kraj i region w najbliższychmiesiącach z całą niszczycielską siłą. Tymczasem rząd rżnie głupa i nie robi nic.Kryzys, który nadchodzi będzie kryzysem uderzającym w realną gospodarkę. Likwidacjiulegną miejsca pracy. Bankructwa czekają setki firm.
 
Wiąże się to z „nieróbstwem” rządu, kontynuacją kryzysu, jaki przechodzi przez kolejne kraje europejskie – stale się tam pogłębiając i rozszerzając – a także ze zobowiązaniami przyjętymi przez nasz rząd, w tym w ramach tzw. pakietu klimatycznego oraz z decyzjami podejmowanymi przez wielkie koncernyi korporacje, mającymi swoje problemy i kłopoty, a bez zachęty ze strony naszego rządu nie chcącymi ratować miejsca  pracy w jakimś peryferyjnym kraju, jakim jest Polska. Fala, która uderzy w Polskę i Śląsk dotyczyć będzie wszystkichbranż i zakładów, a także sektora usług publicznych, służby zdrowia i edukacji. Symptomy i zapowiedź burzy można napotkać na każdym kroku:
 
„Wprost” z 6 listopada 2012 roku: „Rekordowa ilość bankructw w Polsce. Za rok będziejeszcze gorzej”. Czytamy dalej: „Rok 2012 jest rekordowy jeżeli chodzi o ilość bankrutujących przedsiębiorstw. Od początku roku upadły już 774 firmy, zczego 93 w samym październiku – donosi Gazeta Wyborcza i ostrzega - za rok będzie jeszcze gorzej. Niemal setka bankructw w październiku pozbawiłopracy około 5,5 tysiąca osób. Od stycznia upadły 774 firmy cooznacza, że wzrost upadłości wyniósł 25 procent”!
 
Radio Szczecin: „Czeka nas wielka fala bezrobocia?”. „Polska gospodarka hamuje, a bezrobocie  utrzymuje się na poziomie najwyższym od sześciu lat. W lipcu do urzędówpracy trafiła rekordowa liczba zgłoszeń o planowanych zwolnieniach grupowych” – alarmuje „Rzeczpospolita”. „Ze statystyk Ministerstwa Pracy wynika, żew pierwszym miesiącu wakacji zwolnienia grupowe zapowiedziały 174 firmy. Mają one obejmować prawie 10 tysięcy osób, czyli ponad dwa razy więcej niżprzed rokiem!”. Podobnie było w kolejnych miesiącach. I na koniec już tylko tytuły z ostatnich miesięcy, na temat sytuacji na rynku nieruchomości, który jestuważany – i słusznie – za barometr sytuacji gospodarczej. Wystarczy  tylko przypomnieć, że to od krachu na rynku nieruchomości, zaczęły się kryzysy w StanachZjednoczonych, czy Hiszpanii:
 
„Deweloperzy kamuflują obniżki cen mieszkań” – wyborcza.biz „Czeka nas znaczny spadek cen mieszkań” – onet.pl „Rekordowy miesięczny spadek indeksu cen mieszkań” – bankier.pl
 
„Gwałtowny spadek cen  mieszkań. Ponad tysiąc złotych za metr” – gazetaprawna.plNajmocniej skutki kryzysu uderzą w Śląsk, który bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, jest sercem gospodarczym kraju. Gdzie jak nie tu, będą one bardziej  odczuwalne, skoro nadal Śląsk „przemysłem stoi”. Pracę tracić będą hutnicy, kolejarze, racownicy przemysłu motoryzacyjnego.
 
Ale także pracownicy służby zdrowia, nauczyciele, pracownicy handlu, bankowcy imenadżerowie firm. Nie ma branży ani zawodu, który zostanie oszczędzony. Gdzie niezadziała kryzys, tam swoje zrobi rząd, jak w przypadku nauczycieli, czy pracowników służby zdrowia. Zajęcie będą mieć wyłącznie komornicy.
 
Opel i Fiat już zapowiedziały, iż zlikwidują po jednej zmianie w swoich zakładach. To oznacza likwidację tysięcy miejsc pracy.
 
Jeżeli, co oczywiste, spadek produkcji w tych dwóch fabrykach, pociągnie za sobą likwidację miejsc pracy i zwolnienia u kooperantów, stracimy w najbliższych
miesiącach kilkanaście tysięcy miejsc pracy! A mówimy tu o nowoczesnych, wysoko wydajnych i jak na polskie standardy, całkiem nieźle opłacanych, stanowiskach pracy.
 
Jedno miejsce pracy w fabrykach Opla, czy Fiata generuje kilka miejsc pracy w firmachkooperujących. Dodatkowo ogromną, niepoliczalną ilość miejsc pracy w usługach orazhandlu, którego konsumentami byli pracownicy branży motoryzacyjnej.
 
Kilkaset miejsc pracy w Oplu i ponad tysiąc w Fiacie, które utracimy wraz z likwidacjązmian produkcyjnych w tych fabrykach, to dramat, który pociągnie następne tysiące zwolnionych i zlikwidowanych miejsc pracy. I nie ma wielkiego znaczenia, jaki system osłon zostanie zastosowany, ponieważ te miejsca pracy tracimy bezpowrotnie.
 
 
Ważne to jest dla osób zwalnianych, czy i jakie odprawy otrzymają, czy dostaną ofertępracy w fabrykach Opla za granicą.
 
Dla gospodarki i społeczności naszego regionu, tak czy tak oznacza to, że tysiące miejsc pracy zostanie bezpowrotnie zniszczonych. Wyparują. Nie na jakiś krótki czas. Nie przejściowo. Lecz na lata. A być może na zawsze. Nie zmienia to faktuzniszczenia tysięcy miejsc pracy, że dzisiejsi pracownicy Opla w Gliwicach dostaną oferty wyjazdu do Niemiec, czy Austrii, a pracownicy Fiata jako doskonale wykwalifikowani robotnicy, w tej najlepszej w całym koncernie fabryki znajdą dla siebiepracę na Zachodzie. Polska straci tysiące miejsc pracy, a przez Śląsk przewali sięolbrzymi huragan wskutek nieróbstwa rządu.
 
Regres fabryk Fiata i Opla w Polsce, a tym jest dramatyczny spadek produkcji, brak nowych modeli i likwidacja zmian, to katastrofa, której skutki trwać będą latami i być może nigdy nie uda się jej naprawić. To także w bilansie handlowym krajuwyrwa na wiele miliardów euro. Wystarczy tylko przypomnieć, że sam Fiat, którego produkcja w 97% była eksportowana, to 1 miliard euro w bilansie handlowym.A tak nie musiało być. Kiedy 11 stycznia 2010 roku pisaliśmy do premiera Pawlaka, ministra gospodarki, decyzje mogły jeszcze ulec zmianie. Przyszłość fabrykiw Tychach mogła być inna. „Zarząd Zakładowy WZZ „Sierpień 80” w Fiat Auto Poland S.A. Zwraca się do Pana, jako przedstawiciela polskiego rządu odpowiedzialnegoza kwestie gospodarcze, w tym branżę motoryzacyjną, z żądaniem natychmiastowegozorganizowania spotkania celem omówienia niepewnej przyszłości produkcjisamochodów (…) w polskich zakładach koncernu Fiat.” W odpowiedzi usłyszeliśmy, że rządu  nie interesuje, co dzieje się w fabryce Fiata, bo ta należy doprywatnego właściciela i może on robić, co chce, a rządowi nicdo tego!
 
Dziś w tyskim Fiacie i gliwickim Oplu likwidowane są zmiany. Razem do zwolnienia około 2 tysięcy ludzi. Z kooperantami ponad 10 tys. miejsc pracy. Co prawda kierownictwo Opla twierdzi, że nic się nie stało, bo polskich pracownikówOpla wysyłać będą do pracy w Niemczech i Austrii, ale fakt, żeznikną nam miejsca pracy w Polsce tego nie zmieni. Co prawda wśród pracownikówFiata, można usłyszeć głosy, że i tak by odeszli, i że jak tylko dostanąodprawy, to przenoszą się na kopalnie, albo wyjeżdżają za  granicę, ale ponad 1400 nowoczesnych miejsc pracy zostanie bezpowrotnie straconych. Czy wobec tych faktów, polski rząd i ministrowie powinni przechodzić obojętnie? Nie! A jednak nierobią nic.
 
Sprawy, które podnosiliśmy w piśmie do byłego już premiera rządu dwa lata temu, teraz stały się faktem. Zauważyli to wszyscy. „Rzeczpospolita” 14 listopadana pierwszej stronie wkładki „Ekonomia i rynek” alarmuje „budżet stracił naspadku sprzedaży aut miliard złotych”.
 
Dalej możemy przeczytać „tylko z tytułu załamania sprzedaży nowych samochodów w 2011 i 2012 roku do budżetu nie wpłynie około miliarda złotych”. „Jak informujeInstytut Samar od początku roku produkcja w tychzakładach zmalała w ujęciu rocznym odpowiednio o 24,6 (Fiat) oraz 28,8 (Opel) proc.” Suchej nitki na rządzie nie zostawia, w związku z sytuacją przemysłu motoryzacyjnego„Gazeta Wyborcza” z 5 listopada.
 
Na pierwszej stronie „GW” krzyczy ogromny tytuł „Europa jedzie, my się cofamy”. W środku ogromny tekst, który jest jedną z wielką krytyką rządu, za to cozrobił, a raczej czego nie zrobił, w sprawie ratowania fabryk w Polsce. Trudno podejrzewać „GW” o prozwiązkowe sympatie lub brak przychylności dla rząduTuska. Ale nawet „Wyborcza” musiała zauważyć, że polityka Tuska i Pawlaka, doprowadzi do katastrofy w polskim przemyśle samochodowym. Tracimy miliardyzłotych i tysiące nowoczesnych miejsc pracy.
 
Prawdopodobnie na zawsze. A trzeba wiedzieć, że motoryzacja w Polsce to:
>> wartości produkcji sprzedanej, która wynosi 13,6 proc. całej produkcji przemysłowejkraju,
 
>> jedna szósta wszystkich wpływów z eksportu,
 
>> 115 tysięcy zatrudnionych w przemyśle samochodowym,
 
>> pięć razy tyle u kooperantów,
 
>>107 mld złotych - wartość produkcji sprzedanej.
Taką potęgę rząd Tuska zarżnął, ponieważ uznał, że nie będzie angażował się w wywieranie wpływów na decyzje inwestycyjne koncernów, bo te są prywatne. Jakoś premierzy Francji, Włoch i Niemiec nie mieli takich obiekcji. W tym samym czasie, kiedy tonął polski przemysł samochodowy, a kolejne koncerny podejmowałybrzemienne w skutkach decyzje, których dziś doświadczamy, Czesi weszli do elitarnego klubu krajów produkujących ponad milion samochodów rocznie.
 
Przegoniła nas Słowacja, a doganiają Węgrzy. Na rynku amerykańskim i niemieckim, na skutek interwencji rządów, dawno już zapomniano o kryzysie, a jeszcze niedawno wyśmiewane, Skoda i Dacia podbijają europejskie rynki. To skutki politykinaszego rządu, które dotyczą tylko jednej branży.
 
Waldemar Pawlak, kiedy pisaliśmy dwa lata temu do niego, stwierdził, że „minister gospodarki nie ma bezpośredniego wpływu na decyzje biznesowe podejmowane przez zarząd Fiata”. Pytany o to sam Tusk  elokwentnie perorował „Decyzją ratującą Polskę jest ZANIECHANIE panicznych decyzji, np. że wydamy 2 mld złotych na wsparcie przemysłu samochodowego, co zrobiły inne europejskie rządy. Ludzie wNorwegii, czy USA kupili dzięki dopłatom dużo nowych samochodów i co teraz mają robić te fabryki, skoro na parę lat mają zablokowany popyt? Jaki to miał sens?”
Skutki tej głupoty Tuska odczuwamy dziś. Fabryki Fiata i Opla ograniczają produkcję.Bezpowrotnie straciliśmy dwa lata, miliardy euro i tysiące nowoczesnych, dobrze płatnych miejsc pracy. Cieszą się Czesi, Słowacy i Niemcy. Ale Tusk mato w nosie. W końcu jego europejska kariera nie zależy od Kowalskiegoz Gliwic, czy Nowaka z Tychów, lecz od europejskich przywódców. Dlatego, jeśli jesteśprzysłowiowym Kowalskim lub Nowakiem, pracujesz w gliwickim Oplu, lub tyskim Fiacie,na kolei, w służbie zdrowia, czy też jesteś nauczycielem, hutnikiem, pracownikiem firmy budowlanej lub wykonujesz nie wymieniony tutaj zawód, nie martw się – ten rząd o Tobie nie zapomni. Zlikwiduje woje miejsce pracy, doprowadzi do ruiny i bankructwa Twoje przedsiębiorstwo, a Ciebie zwolni! Chyba, że TY, wcześniej zwolnisz ten rząd. Temu ma służyć STRAJK GENERALNY.
 
Bogusław Ziętek
 
Tekst ukazał się w "Kurierze Związkowym" nr 376 21 listopada 2012

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Ochotnik