Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 50 gości.

Krzysztof Wójcicki: "lewicowcy", "prawicowcy" i "liberałowie"

Tusk_i_kaczor.jpg

Kontrolowane przez klasę panującą media kreują nam abstrakcyjne, metafizyczne pojęcia „lewicowców”, „prawicowców” i „liberałów”.
 
Otóż „człowieka lewicy” powinna charakteryzować miłość wobec generała Jaruzelskiego który urósł ostatnio do miana niemalże świętego, obrona niebotycznych emerytur dla opływających w luksusach ex-ubeków. Jego obowiązkiem powinny być (przynajmniej werbalnie) walka o legalizację małżeństw homoseksualnych, usunięcie krzyży ze szkół (o czym było ostatnio głośno) i maszerowania ramię w ramię z Henryką Bochniarz w imię „walki o prawa kobiet”. „Lewicowiec” to najczęściej członek zamożnej rodziny, której wielu członków posiadało niegdyś PZPR-owskie legitymacje i układy dające po restauracji kapitalizmu ekspresową przepustkę do biznesowej kariery. Jest to osoba, która doskonale odnalazła się w obecnym systemie społeczno-gospodarczym, żywiąca organiczną niechęć do „zadymiarzy palących opony”, „oszołomów protestujących przeciwko współpracy militarnej z naszymi sojusznikami” i innych prób podważenia jedynie-słuszności „lewicowej” partii, partii Millera i Szmajdzińskiego, która za swój największy „sukces” uważa umieszczenie Polski w strukturach UE i NATO.
 
„Prawicowcy” i „liberałowie”
 
 

Przeciwieństwem „lewicowca” jest „prawicowiec”. Znacznie częściej niż monarchistą i wolnorynkowym fundamentalistą-inteligencikem jest on osobą niewykształconą, z małej miejscowości na wschodzie Polski, religijnym katolikiem, drobnomieszczaninem  słuchaczem Radia Maryja, a do tego obsesyjnym antykomunistą oskarżającym Żydów i „komunistów” (rozumiejąc pod tym pojęciem głównie liberałów) wespół z masonami o całe zło tego świata. Sprzeciwia się on „eurosocjalizmowi” łykając produkowane przez „prawicową” część estabilishmentu „podobieństwa” między ZSRR a UE. Uważa on że wyrugowanie „żydokomuny” zapewni nam narodowo-katolicki raj na ziemi tu i teraz.
 
 
 
 
Prócz tego, w dyskursie medialnym istnieje pojęcie „liberalnego inteligenta”, „człowieka z zasadami”, „przeciwnika totalitaryzmu i populizmu”, „zakorzenionego w moralnej solidarnościowej tradycji”, „przedsiębiorczego członka elity intelektualnej”. To pojęcie stało się modne w 2007 roku, (choć funkcjonowało ono od dawna) kiedy po serii walk o stołki monolityczna dotąd prawica podzieliła się na dwa wyraźne obozy. Pierwszy z nich utożsamiany był z wyżej opisanymi „narodowo-katolickimi zwolennikami państwa „solidarnego”” przeciwnymi >>żydokomunie<<”, a drugi stanowili „liberałowie” którzy nagle „odkryli” że ich niedawni sojusznicy zaczęli „budować państwo totalitarne”, zaczadzili młodzież swoją propagandą i na jej bazie odnieśli sukces wyborczy.
 
Poglądy „liberalnej inteligencji” uważane są za „jedynie słuszne” i coraz bardziej wchłaniają one w swoje spektrum zarówno „poglądy prawicowe” jak i „lewicowe”. Zarówno "prawicowość" jak i "lewicowość" znajduje u "liberalnych inteligentów posłuch i poparcie.
 
Czasami przekonują się oni o słuszności
wprowadzenia Stanu Wojennego (Który zniszczył tę obrzydliwą „socjalistyczno-syndykalistyczą Solidarność” i z ruchu „brudnych i śmierdzących roszczeniowych roboli”  zamienił ją w konspiracyjną imprezę „liberalnych inteligentów” za pieniądze z Zachodu) .
Nie bez znaczenia jest też w tym wypadku wdzięczność za „historyczny okrągłostołowy kompromis” dla wierchuszki elit PZPR-owskich.
 
 
Innym razem „liberalni inteligenci” podkreślają „łączność z tradycją chrześcijańską”, „bohaterstwo >>walczących o wolność<< w będącym >>jednym wielkim obozem koncentracyjnym<< PRL-u”, czczą oni pamięć „żołnierzy wyklętych” (czytaj faszystowskich kolaborantów) z NSZ i WiN.
 
Liberałowie przedstawiają się jako gorący zwolennicy wolności słowa i pluralizmu politycznego. Tolerują oni zarówno „lewicę” jak i „prawicę”. Tak więc wydawać by się mogło że całe spektrum polityczne jest reprezentowane w politycznym dyskursie. Zarówno obrońcy Jaruzelskiego jak i czciciele pamięci „bojowników o wolność i demokrację”.. O „take polske” walczyliśmy z „nieludzkim totalitarnym reżimem”.
 
Debata polityczna jest jak najbardziej otwarta, byleby nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków – takich że zarówno „lewica”,  „prawica” i „liberałowie” reprezentują tak naprawdę poglądy sprzyjające "ludziom biznesu", "przedsiębiorczym przedsiębiorcom" i wszystkim tym który żyją dzisiaj z wyzysku (czytaj kradzieży cudzej pracy) miażdżącej większości społeczeństwa, co stanowi podporę istniejącego u nas dziś systemu systemu zwanego kapitalizmem za którego utrzymaniem są wszystkie obecne w dyskursie politycznym ugrupowania.
 
 

 

Portret użytkownika kaszebskorewolucejopl
 #

Są jeszcze "etatowi lewicowcy", tacy koncesjonowani przez reżim ludzie, którzy lansują się na salonach pod hasłami zbliżonymi do opisanej w tekście opcji "lewicowej", choć tych haseł nawet nie mają za bardzo czasu głosić, bo zbyt zajęci są lansem i organizowaniem nic nie wnoszących debat. Jako przykład niech posłuży nowy program TVN "Nowy wspaniały świat" przygotowany przez Krytykę Polityczną.

 

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008