Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 17 gości.

Ostatnie słowa Adolfa Joffego

Trocki i Joffe

Ostatnie słowa Adolfa Joffego

Tłumaczenie: Redakcja Władzy Rad
Publikacja za: http://www.marxist.com/last-words-of-adolf-joffe.htm

--------------------

16 - tego Listopada, zaledwie 10 dni po dziesiątej rocznicy Rewolucji Październikowej, Adolf Joffe zastrzelił się. Przy swoim łóżku zostawił list do Lwa Trockiego, którego tłumaczenie publikujemy dzisiaj dla naszych czytelników[1], wraz z krótkim wyjaśniającym wprowadzeniem. Są to słowa autentycznego bolszewika i ofiary stalinowskiego terroru.

Adolf Abramowicz Joffe, chociaż wyuczony na lekarza, w rewolucyjne szeregi wstąpił dosyć wcześnie. Brał aktywny udział w Rewolucji 1905 roku, był wielokrotnie skazywany na carskie więzienia i zsyłki. Tuż przed I wojną światową, powrócił z Austrii do Rosji, aby organizować podziemną dystrybucję „Prawdy Wiedeńskiej” Trockiego - został aresztowany i zesłany na Syberię. Jego uwolnienie nastąpiło dopiero w 1917 roku.

W 1917 został członkiem dwóch organizacji, które były bezpośrednio odpowiedzialne za październikowe powstanie – październikowego Komitetu Centralnego Partii Bolszewickiej, oraz Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego Rady Piotrogradzkiej.

Po rewolucji, był wyznaczany przez Lenina na najważniejsze placówki dyplomatyczne – przewodził pierwszej delegacji w sprawie rokowań pokojowych z Niemcami w Brześciu Litewskim w grudniu 1917 r., był ambasadorem w Niemczech w burzliwych dniach 1919 roku, podpisał pokój z Polakami po wojnie 1920 r., został oddelegowany na konferencję w Genui w 1923 r., wysłany do Chin by pozyskać Sun Yat Sena, chińskiego przywódcę nacjonalistycznego, a później służył jako ambasador w Japonii.

Stan zdrowia Joffego pogarszał się od dłuższego czasu – na długo przed rewolucją jego zdrowie było powoli podkopywane przez dziedziczną chorobę układu nerwowego. Ale to nie przeszkodziło mu w aktywnym uczestnictwie w rewolucji, często pojawiając się w pierwszym szeregu, kiedy to tylko było potrzebne.

Był wśród pierwszych, którzy dołączyli do Lewicowej Opozycji kierowanej przez Trockiego i musiał rychło zapłacić cenę za rewolucyjną bezkompromisowość.

Z powodów opisanych w swoim liście, wybrał jedyną drogę wyjścia i jak czytelnicy mogą się zgodzić, umarł walcząc.

List sam w sobie ma swoją własną historię. Kiedy Trocki został poinformowany przez telefon o śmierci Joffego, przekazano mu także, że Joffe zostawił dla niego przy łóżku list. Lecz kiedy Trocki tam dotarł, listu już nie było. Jednakże dzięki jego naleganiom, fotokopia została dostarczona Krystianowi Rakowskiemu. Już wtedy stalinowskie GPU funkcjonowało całkiem efektywnie.

Pogrzeb Joffego wyznaczono na dzień roboczy. Pomimo tego 10 tysięcy robotników Moskwy dołączyło do procesji prowadzonej przez Trockiego, pokazując Stalinowi, że Opozycja wciąż nie została pobita. „Jego życie, nie jego samobójstwo, powinno służyć jako przykład dla tych, których opuścił. Walka toczy się dalej”, powiedział Trocki.

Wdowa po Joffym, Maria Michajłowna, została usunięta ze swojej funkcji jako redaktor Państwowego Domu Wydawniczego w marcu 1929 r., po tym jak zaprotestowała przeciwko wydaleniu Trockiego z ZSRR. Nie wahała się wraz ze swoim mężem dołączyć do Opozycji.

W rezultacie, została aresztowana i zesłana. Od 1927 roku osadzona była w więzieniu, a następnie w serii obozów pracy, aż do 1957 r., kiedy to nastąpiła częściowa rehabilitacja. Wtedy też dopiero dowiedziała się o „likwidacji” w 1937 roku jej siedemnastoletniego, jedynego syna.

Jej książka „Jedna długa noc” oparta na jej wspomnieniach, została opublikowana w 1978 roku i jest dostępna w Wellredzie (brytyjska księgarnia - przyp. tłum.).

Cena dojścia do władzy Stalina, wyrażona w życiach ludzkich jest w rzeczy samej potworna. Usunął całe chwalebne pokolenie rewolucjonistów, którzy stworzyli Październik.

Adolf Joffe był jedną z pierwszych ofiar. Publikujemy tutaj ostatnie słowa wielkiego rewolucjonisty, którego poruszająca osobista historia odzwierciedla tragiczną zdradę Rewolucji Październikowej.

--------------------

Do Lwa Trockiego

Drogi Lwie Dawidowiczu

Przez całe swoje życie uważałem, że człowiek polityki powinien wiedzieć jak odejść we właściwym momencie, tak jak aktor opuszczający scenę i że jest lepiej odejść zbyt wcześnie, niż zbyt późno.

Ponad trzydzieści lat temu zostałem zwolennikiem filozofii, według której, życie ma jakieś znaczenie tylko do tego stopnia i tak długo póki, jest przeżywane w służbie czegoś nieskończonego.

Dla nas, człowieczeństwo to nieskończoność. Cała reszta jest skończona, więc i praca na rzecz całej reszty jest bezsensowna. Nawet jeśli ludzkość, także musi mieć przed sobą jakiś cel, ten cel pojawi się w tak odległej przyszłości, że dla nas ludzkość może być uważana za nieskończony absolut.

Tak i tylko tak widziałem zawsze sens istnienia. I teraz, spoglądając wstecz na moje życie, z którego dwadzieścia siedem lat spędziłem w szeregach naszej partii, wydaje mi się, że mam prawo powiedzieć, że podczas całego mojego świadomego życia, byłem wierny tej filozofii.

Żyłem zgodnie z tym sensem życia; pracując i walcząc dla dobra ludzkości. Myślę, że mam prawo powiedzieć, że ani jeden dzień mojego życia nie był bezsensowny.
Ale teraz, wydaje się nadszedł czas w którym moje życie traci swoje znaczenie i w konsekwencji czuję się zobowiązany do porzucenia go, do doprowadzenia do jego końca.

Od kilku lat, teraźniejsi przywódcy partii, w zgodności ze swoją utartą polityką nie dawania pracy komunistom z Opozycji, odmawiały mi zarówno politycznej jak i radzieckiej pracy, której zakres i charakter mógłby pozwolić mi być użytecznym z maksymalnym wykorzystaniem moich umiejętności.

Przez ostatni rok, jak wiesz, Politbiuro całkowicie odseparowało mnie, jako opozycjonistę, od jakiejkolwiek politycznej pracy.

Moje zdrowie się pogarszało. W okolicach 20-go września, z powodów mi nieznanych, Komisja Medyczna przy Komitecie Centralnym wezwała mnie na zbadanie przez specjalistę, który stanowczo poinformował mnie, że stan mojego zdrowia był znacznie gorszy, niż mi się wydawało; i że nie mogę pozostawać przez kolejny niepotrzebny dzień w Moskwie, ani pozostawać kolejnej godziny bez leczenia, lecz natychmiast muszę wyjechać za granicę do odpowiedniego sanatorium.
Na moje bezpośrednie pytanie: „Jakie są moje szanse na wyleczenie się za granicą i czy nie mogę podjąć leczenia w Rosji bez porzucania mojej pracy?” - lekarz i jego asystent, praktykujący lekarz w KC, Towarzysz Abrossow, jeszcze inny komunistyczny lekarz i dyrektor kremlowskiego szpitala, wszyscy wprost odpowiedzieli, że muszę poddać się leczeniu na Zachodzie. Dodając , że jeśli posłucham ich wskazówek, nie mają wątpliwości, iż będę w stanie pracować jeszcze przez dłuższy okres.

Przez dwa miesiące Komisja Medyczna przy Komitecie Centralnym (pomimo rozpoczęcia konsultacji medycznych z własnej inicjatywy) nie podjęła żadnych kroków ani w kierunku mojego leczenia za granicą, ani tutaj. Wręcz przeciwnie, kremlowskiej aptece, która zawsze dostarczała mi leki zgodnie z zaleceniami lekarzy, teraz zostało to zabronione.

Było to faktyczne pozbawienie mnie dostępu do darmowych leków, do którego wcześniej miałem prawo. Zostałem zmuszony kupować niezbędne lekarstwa w miejskich aptekach. Zdaję się, iż miało to miejsce wtedy gdy grupa u władzy rozpoczynała swój atak na opozycję w myśl swojej polityki: „Uderzyć Opozycję w jej miękkie podbrzusze”.

Tak długo jak byłem w stanie pracować, nie zwracałem na to większej uwagi, ale gdy moje zdrowie zaczęło się pogarszać, moja żona zwróciła się do Komisji Medycznej przy Komitecie Centralnym i osobiście do dr Siemaszki, który zawsze publicznie posuwał się do skrajności, realizując swoją formułę: „Ratować starą gwardię”. Mimo to sprawa była nieustannie odraczana i wszystko co moja żona była w stanie osiągnąć to wyciąg z decyzji kolegium lekarskiego. Wyliczone są w nim moje wszystkie przewlekłe choroby i pada określenie, że kolegium nalega na wysłanie mnie za granicę do sanatorium takiego typu „jak to prof. Friedlandera”, na okres, który może wydłużyć się do roku.

Tymczasem, 9 dni wcześniej definitywnie położyłem się do łóżka z powodu znacznego nasilenia się moich chronicznych dolegliwości, a w szczególności najgorszej z nich, przewlekłej polineuropatii, która znowu się zaostrzyła, zmuszając mnie do wytrzymywania bólu całkowicie nie do zniesienia, a nawet uniemożliwiająca mi chodzenie.

Przez 9 dni byłem pozbawiony jakiegokolwiek leczenia, a kwestia wysłania mnie za granicę nie została w ogóle poruszona. Ani jeden lekarz z Komitetu Centralnego nie przyszedł mnie zobaczyć. Profesor Dawidenko i Dr Levine[2] wezwani do mnie przepisali mi kilka drobiazgów, które oczywiście nie mogły polepszyć mojego zdrowia, uznali, że „nic nie można zrobić” i że konieczna jest pilna podróż za granicę.

Dr Levine powiedział mojej żonie, że sprawa się przeciąga, ponieważ najwyraźniej Komisja Medyczna uważała, że moja żona chciałaby jechać ze mną i że to „czyni sprawę zbyt kosztowną”. Moja żona odpowiedziała, że zważając na stan w jakim się znajduję, stanowczo nie nalegała na to, aby ona lub ktokolwiek inny koniecznie mi towarzyszył. Po tym dr Levine zapewnił Nas, że biorąc pod uwagę takie okoliczności, sprawa zostanie wkrótce rozpatrzona. Dr Levine powtórzył mi dzisiaj, że lekarze nie są w stanie nic zrobić i że jedynym wyjściem jest natychmiastowy wyjazd za granicę.

Następnie wieczorem lekarz z KC, Towarzysz Potiomkin, obwieścił mojej żonie, że Komisja Medyczna przy Komitecie Centralnym zadecydowała, aby nie wysyłać mnie za granicę, tylko leczyć w Rosji. Powodem odmowy było to, iż specjaliści nalegali na wydłużone leczenie za granicą, uważając krótki pobyt za daremny i że Komitet Centralny byłby w stanie wyłożyć na moje leczenie jedynie tysiąc dolarów i nie był w stanie zapłacić więcej.

Kiedy niedawno byłem zagranicą dostałem ofertę gwarantującą mi 20 tysięcy dolarów tantiem za moje wspomnienia, lecz (biorąc pod uwagę, że musiałyby zostać ocenzurowane przez Politbiuro oraz) wiedząc jak zakłamywana jest w naszym kraju historia partii i rewolucji, absolutnie nie rozważałem nawet przyłożenia swojej ręki do takiego fałszerstwa.

Cała cenzura Politbiura byłaby zgodna co do tego, aby nie pozwolić na prawdziwą ocenę postaci i czynów, obojętnie czy tych z jednej strony czy z drugiej, obojętnie czy prawdziwych przywódców, czy tych, którzy obecnie czują się mianowani tą godnością. W konsekwencji nie widzę szans na leczenie bez jego sfinansowania przez Komitet Centralny, który za całą moją dwudziestojednoletnią pracę rewolucyjną, wycenia moje życie i zdrowie na sumę nie przekraczającą tysiąca dolarów.

Dlatego właśnie twierdzę, że nadszedł czas, kiedy konieczne jest zakończenie mojego żywota. Wiem, że ogólna opinia partyjna jest przeciwna samobójstwom, lecz wierzę, że nikt kto zna moją sytuację, nie będzie mnie potępiać. Jeśli byłbym dobrego zdrowia, musiałbym znaleźć siłę i energię, aby walczyć przeciwko sytuacji w partii.

Lecz w moim obecnym stanie, nie jestem w stanie znieść sytuacji, w której partia po cichu toleruje Twoje wykluczenie z jej szeregów, nawet pomimo tego, że jestem całkowicie pewien, że prędzej czy później nadejdzie kryzys, który zmusi partię do wyrzucenia tych, którzy doprowadzili ją do takiej kompromitacji. W tym sensie moja śmierć jest politycznym protestem przeciwko tym, którzy doprowadzili partię do sytuacji, w której nie może już reagować na tą hańbę.

Jeśli mógłbym sobie pozwolić na porównanie czegoś wielkiego z czymś małym, powiedziałbym, że nadzwyczaj ważne historyczne wydarzenie jakim było, wyrzucenie Ciebie i Zinowiewa z partii, wyrzucenie, które musiało nieuchronnie rozpocząć epokę Termidora w naszej rewolucji i fakt, że zostałem doprowadzony po dwudziestu siedmiu latach pracy rewolucyjnej na odpowiedzialnych stanowiskach w partii do sytuacji, w której nie pozostało mi już nic poza strzeleniem sobie w łeb – te dwa fakty ilustrują jedną i tą samą rzecz – obecny reżim w naszej partii. I być może te dwa wydarzenia, to małe i to wielkie, razem wstrząsną partią i zawrócą ją z drogi prowadzącej do Termidora [3].

Drogi Lwie Dawidowiczu, jesteśmy związani dziesięcioma laty wspólnej pracy, a także - mam nadzieję - osobistej przyjaźni i to daje mi prawo, aby w momencie pożegnania powiedzieć Ci, co wydaję mi się w Tobie słabością.

Nigdy nie wątpiłem w poprawność drogi, którą wyznaczyłeś i masz tego świadomość od ponad dwudziestu lat, od czasu „Permanentnej Rewolucji” byłem razem z Tobą. Ale zawsze wydawało mi się, że brak Ci było hartu i bezkompromisowości Lenina, jego zdecydowania - do jeśli trzeba - pozostania osamotnionym wobec zadania, na drodze którą sobie obrał, pewny przyszłego poparcia większości i przyszłego uznania przez wszystkich, słuszności tej drogi. Zawsze miałeś słuszność politycznie, poczynając od 1905 i często Ci przypominałem, że słyszałem na własne uszy, jak Lenin sam przyznawał, że w 1905 to Ty miałeś rację, a nie on. W obliczu śmierci nie ma miejsca na kłamstwo, dlatego powtarzam Ci to teraz.

Ale zbyt często zrzekałeś się swojej słusznej pozycji na rzecz ugody, kompromisu, którego wartość przeceniałeś. To był błąd. Powtarzam: politycznie zawsze miałeś rację i teraz bardziej, niż kiedykolwiek ją masz. Kiedyś partia to zrozumie, a historia to przyzna.

Ponadto nie martw się tym, jeśli dziś niektórzy Cię opuszczą, a w szczególności, że ludzie nie napływają do Nas tak szybko, jakbyśmy tego chcieli.

Masz słuszność, ale pewność zwycięstwa twojej prawdy leży właśnie w stanowczej bezkompromisowości, w najsurowszej nieugiętości, w odrzuceniu wszelkich kompromisów, dokładnie tak jak było to zawsze sekretem zwycięstw Iljicza [4].

Często chciałem Ci to powiedzieć, ale zebrałem się na to dopiero teraz, w momencie pożegnania.
Życzę Ci siły i odwagi równej, tej którą zawsze się odznaczałeś i prędkiego zwycięstwa. Ściskam Cię. Żegnaj.

Twój Joffe.

PS. Napisałem swój list podczas nocy z 15-go na 16-go i dzisiaj, 16-go, moja żona Maria Michajłowna poszła do Komisji Medycznej nalegać, aby wysłali mnie za granicę, choćby tylko na miesiąc lub dwa. Odpowiedzieli jej, że w ocenie specjalistów, krótki pobyt za granicą nic by nie dał. Powiedzieli jej, że Komisja Medyczna zdecydowała przenieść mnie do szpitala kremlowskiego. A więc odmawiają mi nawet krótkiej podróży w celu poprawy mojego zdrowia, nawet mimo tego, iż wszyscy lekarze zgadzają się co do tego, iż leczenie w Rosji będzie bezużyteczne i w ogóle mi nie pomoże.

Żegnaj drogi Lwie Dawidowiczu. Bądź silny i energiczny, będzie ci to potrzebne. I nie miej do mnie żalu.

A.

Przypisy:

1. 1. List jest oparty na tłumaczeniu Maxa Eastmana na język angielski (dostępne pod adresem: http://www.marxist.com/last-words-of-adolf-joffe.htm)

2. Dr. Levine był osobistym lekarzem Lenina, który został skazany na śmierć w trzecim procesie moskiewskim w 1938 roku.

3. 3. Termidor to reżim, który nie likwidując w znaczącym stopniu zdobyczy społecznych rewolucji, pozbawia masy ich zdobyczy politycznych; analogia do reżimu panującego wkrótce po Rewolucji Francuskiej 1789 roku, od 24 lipca 1794 roku, czyli zgodnie z nowym kalendarzem rewolucyjnym od 9 termidora [roku II].

4. Lenin, którego pełne imię brzmi Włodzimierz Iljicz Lenin.

Tłumaczenie Redakcja Władzy Rad 2013.

Społeczność

front