Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 82 gości.

Lew Trocki: Druga wojna światowa (1940)

Mołotow i Ribbentrop - Berlin 1940

 
Co roku 17 IX rusza antykomunistyczna machina propagandowa. Rocznica ataku ZSRR na Polskę jest okazją do „przypomnienia”, że komunizm został nam narzucony; że gdyby nie „sowiecki nóż w plecy”, to by Niemców pokonano; że nazizm i komunizm to „totalitarne bliźniaki” itd. itp. etc…
 
 
Poniżej publikujemy wywiad udzielony przez Lwa Trockiego dziennikarzowi amerykańskiej gazety „St. Louis Post-Dispatch” w styczniu i ponownie w marcu 1940 r. i opublikowany w 3 częściach 10, 17 i 24 marca tego samego roku. Trocki dokonuje w nim krytyki radzieckiej polityki i wskazuje na biurokratyczną degenerację izolowanego państwa robotniczego jako jej źródło.
 
 
Trocki wykazuje, że z niepewnej pozycji biurokracji wewnątrz kraju wynikała jej tchórzliwa i chwiejna polityka zagraniczna (żeby pokazać jak chwiejna, przypomnijmy jedynie, że Stalin prowadził równolegle negocjacje z „demokracjami” i Niemcami oraz że wybór sojusznika nastąpił dopiero 19 VIII 1939 r. [Ryszard Nazarewicz „Komintern a lewica polska – wybrane problemy”, Instytut Wydawniczy „Książka i Prasa”, Warszawa 2008, str. 78]).
 
 
Tekst ten przede wszystkim przypomina, czym różni się stalinizm od marksizmu, totalitarny „socjalizm” od władzy rad robotniczych – co jest istotne w czasach, gdy grzechami tego pierwszego próbuje się obarczyć tego ostatniego.
 
 
Redakcja WR
 

Tłumaczenie z języka angielskiego; oryginalny tekst jest dostępny pod adresem: https://www.marxists.org/archive/trotsky/1940/xx/ww2.htm 

***********************************************************
 
 
Pyt.: Jaka jest Pańska opinia o sojuszu niemiecko-rosyjskim? Czy Stalin musiał go zawrzeć? Jeśli tak, co mógł uczynić wcześniej, aby tego uniknąć? Rosja, wkraczając do państw bałtyckich i Finlandii, stwierdziła, że zmuszona było to uczynić, aby odpowiednio obronić się przed agresją. Czy wierzy Pan, że istniała możliwość agresji nazistowskiej? Czy wierzy Pan, że istniała możliwość ataku ze strony demokracji kapitalistycznych?
 
 
Odp.: Polityka zagraniczna jest przedłużeniem i rozwinięciem polityki wewnętrznej. Aby dobrze zrozumieć politykę zagraniczną Kremla, zawsze należy brać pod uwagę dwa czynniki: z jednej strony - pozycję ZSRR w kapitalistycznym okrążeniu, z drugiej strony – pozycję rządzącej biurokracji w społeczeństwie radzieckim .Biurokracja broni ZSRR. Ale przede wszystkim broni siebie wewnątrz ZSRR. Wewnętrzna pozycja biurokracji jest nieporównywalnie bardziej niepewna niż międzynarodowa pozycja ZSRR. Biurokracja jest bezlitosna wobec swoich rozbrojonych przeciwników wewnątrz kraju. Ale za to jest bardzo ostrożna, a czasem nawet tchórzliwa wobec jej dobrze uzbrojonych wrogów zewnętrznych. Gdyby Kreml cieszył się poparciem mas ludowych i był pewien solidności Armii Czerwonej, to mógłby przyjąć bardziej niezależne stanowisko w stosunku do obu obozów imperialistycznych. Jednak rzeczywistość jest inna. Izolacja totalitarnej biurokracji w swoim własnym kraju rzuciła ją w ramiona najbliższego, najbardziej agresywnego i dlatego najbardziej niebezpiecznego imperializmu.
 
 
Już w 1934 roku Hitler powiedział Rauschningowi: „Mogę zawrzeć porozumienie z Rosją Radziecką, kiedy zechcę.” Miał na to kategoryczne zapewnienia z samego Kremla. Były szef sekcji zagranicznej GPU, gen. Kriwicki, ujawnił bardzo ciekawe szczegóły dotyczące stosunków między Moskwą a Berlinem. Ale dla uważnego czytelnika prasy radzieckiej, rzeczywiste plany Kremla nie były żadną tajemnicą od 1933 roku. Przede wszystkim Stalin bał się wielkiej wojny. Aby jej uniknąć, stał się niezastąpionym pomocnikiem Hitlera.
 
 
Jednak błędem byłoby twierdzić, że pięcioletnia kampania Moskwy na rzecz „zjednoczonego frontu demokracji” i „bezpieczeństwa zbiorowego” (1935-39) była zwykłym szwindlem, jak przedstawia to obecnie ten sam Kriwicki, który widział z siedziby GPU tylko jedną stronę polityki Moskwy, nie dostrzegając jej całości. Gdy Hitler odtrącił wyciągniętą dłoń, Stalin był zmuszony przygotować poważną alternatywę, czyli sojusz z imperialistycznymi demokracjami. Komintern naturalnie nie rozumiał, w co się zaangażował; po prostu się wydawał „demokratyczne” okrzyki, wykonując rozkazy.
 
 
Z drugiej strony, Hitler nie mógł zwrócić twarz ku Moskwie, podczas gdy potrzebował przyjaznej neutralności Anglii. Widmo bolszewizmu było konieczne, przede wszystkim w celu zapobieżenia podejrzliwemu spoglądaniu przez brytyjskich konserwatystów na zbrojenie Niemiec. Baldwin i Chamberlain poszli jeszcze dalej, bezpośrednio pomagając Hitlerowi w stworzeniu Wielkich Niemiec jako potężnej środkowoeuropejskiej bazy wypadowej do agresji na skalę światową.
 
 
Zwrot Hitlera wobec Moskwy w połowie ubiegłego roku miał znaczną skalę. Od Wielkiej Brytanii Hitler otrzymał wszystko, co mógł. Nie można było oczekiwać, że Chamberlain odda Hitlerowi, oprócz Czechosłowacji, również Egipt i Indie. Dalsza ekspansja imperializmu niemieckiego może być skierowana jedynie przeciwko Wielkiej Brytanii. Sprawa polska stała się punktem zwrotnym. Włochy odsunęły się ostrożnie na bok. Hrabia Ciano wyjaśnił w grudniu 1939 r., że włosko-niemiecki sojusz wojskowy podpisany dziesięć miesięcy wcześniej wyłączał możliwość wejścia totalitarnych sojuszników do wojny w ciągu najbliższych trzech lat. Jednakże Niemcy, pod naciskiem własnej zbrojeniówki, nie mogły czekać. Hitler zapewnił anglosaskiego kuzyna, że aneksja Polski była początkiem drogi na wschód i wyłącznie na wschód. Ale jego konserwatywnym przeciwnikom znudziło się bycie oszukiwanym. Wojna stała się nieunikniona. W tych warunkach Hitler nie miał wyboru: wyciągnął swój ostatni atut, sojusz z Moskwą. Stalin w końcu otrzymał uścisk dłoni, o którym marzył nieprzerwanie przez sześć lat.
 
 
Częste zapewnienia demokratycznej prasy, że Stalin celowo starał się wywołać wojnę światową przez swój sojusz z Hitlerem, należy uznać za absurd. Radziecka biurokracja obawia się wielkiej wojny bardziej niż jakakolwiek klasa rządząca na świecie: ma mało do zyskania, ale wszystko do stracenia. Liczyć na rewolucję światową? Ale nawet jeśli do szpiku kości konserwatywna oligarchia Kremla dążyłaby do rewolucji, to dobrze wie, że wojna nie zaczyna się od rewolucji, ale kończy się nią, oraz że biurokracja moskiewska sama upadnie przed wybuchem rewolucji w krajach kapitalistycznych.
 
 
Podczas negocjacji w Moskwie w zeszłym roku, delegaci z Wielkiej Brytanii i Francji odegrali raczej żałosną rolę. „Czy widzicie tych dżentelmenów?” – pytali niemieccy agenci władców Kremla – „Jeśli podzielimy Polskę razem, nie kiwną nawet palcem”. Podczas podpisywania umowy Stalin, z jego polityczną ograniczonością, mógł spodziewać się, że nie będzie żadnej wielkiej wojny. W każdym razie zapewnił on sobie możliwość ucieczki na następny okres od konieczności udziału w wojnie. I nikt nie wie, co nastąpi po „następnym okresie”.
 
 
Inwazje na Polskę i kraje bałtyckie były nieuniknionym rezultatem sojuszu z Niemcami. Dziecinnie byłoby myśleć, że współpraca Stalina i Hitlera opiera się na wzajemnym zaufaniu; ci panowie rozumieją się zbyt dobrze. Podczas negocjacji w Moskwie latem ubiegłego roku niemieckie niebezpieczeństwo mogło się wydawać i wydawało się nie tylko realne, ale również bezpośrednie. Nie bez wpływu Ribbentropa, jak mówiono, Kreml przypuszczał, że Anglia i Francja nie wykonają żadnego ruchu wobec dokonanego faktu zniewolenia Polski i że w konsekwencji Hitler może uzyskać wolną rękę dla dalszej ekspansji w kierunku wschodnim. W tych warunkach sojusz z Niemcami przypieczętowały gwarancje materialne powzięte przez Rosję wobec sojusznika. Całkiem prawdopodobnie inicjatywa nawet w tej dziedzinie należała do dynamicznego partnera, to jest Hitlera, który zaproponował  ostrożnemu i zwlekającemu Stalinowi, aby gwarancje zapewnił sobie zbrojnie.
 
 
Oczywiście, okupacja wschodniej Polski i utworzenie baz wojskowych nad Bałtykiem nie stworzyło bezwzględnych przeszkód dla niemieckiej ofensywy: doświadczenia ostatniej wojny (1914-18) świadczą o tym wystarczająco. Jednak przesunięcie granicy na zachód i kontrola nad wschodnim wybrzeżem Bałtyku stanowią niewątpliwe korzyści strategiczne. Zatem w sojuszu z Hitlerem i z inicjatywy Hitlera Stalin zdecydował się na przyjęcie „gwarancji” przeciwko Hitlerowi.
 
 
Nie mniej ważne były względy polityki wewnętrznej. Po pięciu latach nieprzerwanej agitacji antyfaszystowskiej, po likwidacji starej gwardii bolszewickiej i sztabu generalnego z powodu ich rzekomego sojuszu z Niemcami, nieoczekiwany sojusz z Hitlerem był bardzo niepopularny w kraju. Należało uzasadnić go bezpośrednimi i genialnymi sukcesami. Przyłączenie zachodniej Ukrainy i Białorusi oraz pokojowy podbój strategicznych pozycji w krajach bałtyckich miały udowodnić ludności mądrość polityki zagranicznej „ojca narodów”. Finlandia nieco pokrzyżowała te plany.
 
 
Kwestia przyłączonych terytoriów
 
 
Pyt.: Czy jako były dowódca Armii Czerwonej uważa Pan, że Sowieci musieli wkroczyć do państw bałtyckich, Finlandii i Polski, aby lepiej obronić się przed agresją? Czy uważa Pan, że państwo socjalistyczne ma prawo użyć siły, aby rozprzestrzenić socjalizm do państwa sąsiedniego?
 
 
Odp.: Nie może być wątpliwości, że nadzór nad bazami wojskowymi na wybrzeżu Morza Bałtyckiego daje strategiczną przewagę. Ale to samo w sobie nie rozwiązuje kwestii inwazji sąsiednich państw. Obrona izolowanego państwa robotniczego zależy bardziej od poparcia mas pracujących całego świata, niż od dwóch lub trzech dodatkowych punktów strategicznych. Potwierdza to niezaprzeczalnie historia interwencji zagranicznej w naszej wojnie domowej w latach 1918-20.
 
 
Robespierre powiedział, że ludy nie lubią misjonarzy z bagnetami. Oczywiście nie wyklucza to prawa i obowiązku niesienia pomocy wojskowej z zewnątrz ludowi buntującemu się przeciwko uciskowi. Na przykład w 1919 roku, kiedy Ententa dławiła rewolucję węgierską, naturalnie mieliśmy prawo do udzielenia pomocy wojskowej Węgrom. Pomoc ta byłaby zrozumiała i uzasadniona w oczach mas pracujących świata. Niestety byliśmy zbyt słabi ... Obecnie Kreml jest znacznie silniejszy z wojskowego punktu widzenia. Jednak stracił zaufanie mas zarówno wewnątrz kraju jak i za granicą.
 
 
Jeśli w ZSRR istniałaby demokracja radziecka, jeśli postępowi technologicznemu towarzyszyłby wzrost socjalistycznej równości, jeśli biurokracja obumierałaby, ustępując miejsca samorządowi mas, Moskwa cieszyłaby się tak ogromną siłą przyciągania, szczególnie dla najbliższych sąsiadów, że obecna nieuchronna katastrofa światowa popchnęłaby masy Polski (nie tylko Ukraińców i Białorusinów, ale także Polaków i Żydów), a także masy bałtyckich państw granicznych na drogę zjednoczenia z ZSRR.
 
 
Obecnie ten ważny warunek rewolucyjnej interwencji istnieje, jeśli w ogóle, w bardzo niewielkim stopniu. Dławienie narodów ZSRR, zwłaszcza mniejszości narodowych, za pomocą metod policyjnych, odpycha większość mas pracujących z sąsiednich krajów od Moskwy. Inwazja Armii Czerwonej jest postrzegana przez ludność nie jako akt wyzwolenia, ale jako akt przemocy, a tym samym ułatwia mocarstwom imperialistycznym mobilizację światowej opinii publicznej przeciwko ZSRR. Dlatego przyniesie to w ostatniej instancji ZSRR więcej szkody niż pożytku.
 
 
Wojna radziecko-fińska
 
 
Pyt.: Jaka jest Pańska opinia o kampanii fińskiej z wojskowego punktu widzenia – co do strategii, wyposażenia, dowództwa, zarówno wojskowego jak i politycznego, kwestii zachowania łączności i ogólnego wyszkolenia czerwonoarmistów? Jaki będzie prawdopodobny wynik kampanii fińskiej?
 
 
Odp.: Na ile mogę to ocenić, plan strategiczny z abstrakcyjnego punktu widzenia był całkowicie słuszny, ale nie docenił siły fińskiego oporu i zignorował takie szczegóły jak fińska zima, warunki transportu, zapasy i kwestie sanitarne. W satyrycznym wierszu o kampanii krymskiej 1855 r. młody oficer, Lew Tołstoj, napisał:
 
 
Łatwo spisano na papierze,
Lecz o wąwozach zapomniano.
I musieliśmy maszerować
Przez nie.
 
 
Zdziesiątkowany i zdemoralizowany sztab generalny Stalina naśladuje co do słowa strategów Mikołaja I.
 
 
W dniu 15 listopada, pisałem do redakcji jednego z najbardziej poczytnych tygodników amerykańskich: „W następnym okresie Stalin pozostanie satelitą Hitlera. Podczas nadchodzącej zimy z całą pewnością nie podejmie żadnych ruchów. Z Finlandią zawrze kompromis”. Fakty wykazały, że moja prognoza była błędna w ostatnim punkcie. Błąd wynikał z faktu, że przypisałem Kremlowi więcej rozsądku politycznego i militarnego, niż go wykazał w rzeczywistości. Fiński opór, to prawda, stawia prestiż Kremla nie tylko w Estonii, na Łotwie i Litwie, ale również na Bałkanach i w Japonii, pod znakiem zapytania. Jeśli Stalin powiedział A, to musi powiedzieć B. Ale nawet z punktu widzenia własnych celów i metod, nie musiał zaatakować Finlandię natychmiast. Cierpliwa polityka nie mogłaby zagrozić Kremlowi tak bardzo, jak jego haniebne porażki w ciągu 11 tygodni.
 
 
Moskwa odkrywa teraz, że nikt nie spodziewał się szybkiego zwycięstwa i czyni uwagi odnośnie mrozów i zamieci. Zadziwiający argument! Jeśli Stalin i Woroszyłow nie potrafią czytać map wojskowych, to można oczekiwać, że przynajmniej umieją czytać kalendarz; fiński klimat nie mógł być dla nich tajemnicą. Stalin jest zdolny do energetycznego skorzystania z sytuacji, która dojrzała bez jego aktywnego udziału, gdy korzyści są niewątpliwe, a ryzyko minimalne. Jest to człowiek aparatu. Wojna i rewolucja nie są jego żywiołem. Kiedy niezbędne są dalekowzroczność i inicjatywa, Stalin zna tylko smak porażki. Tak było w przypadku Chin, Niemiec i Hiszpanii. Tak jest w przypadku w Finlandii.
 
 
Nie fizyczny klimat w Finlandii jest decydujący, ale polityczny klimat w ZSRR. W rosyjskim „Biuletynie [Opozycji]” redagowanym przeze mnie opublikowałem we wrześniu 1938 roku artykuł, w którym poddałem analizie przyczyny osłabienia i bezpośredniego rozkładu Armii Czerwonej. Wyjaśnia ona dostatecznie, według mojej opinii, zarówno obecne niepowodzenia Armii Czerwonej jak i rosnące trudności w przemyśle. Wszystkie sprzeczności i wady reżimu zawsze znajdują skoncentrowany wyraz w armii. Wrogość między masami pracującymi a biurokracją niszczy armię od wewnątrz. Niezależność osobista, wolny osąd i wolna krytyka są nie mniej niezbędne dla wojska niż dla gospodarki. Tymczasem oficerów Armii Czerwonej oddaje się pod kontrolę policji politycznej w postaci komisarzy-karierowiczów. Niezależni i utalentowani dowódcy są tępieni, inni muszą żyć w ciągłym strachu. W takim sztucznym organizmie jak wojsko, gdzie sprecyzowanie praw i obowiązków jest nieuniknione, nikt tak naprawdę nie wie, co jest dopuszczalne, a co jest tabu. Złodzieje i krętacze działają pod patriotyczną osłoną denuncjacji. Uczciwi ludzie stają się zniechęceni. Alkoholizm rozprzestrzenia się coraz bardziej. W dostawach wojskowych panuje chaos.
 
Parady świętowane na Placu Czerwonym to jedno, a wojna to coś zupełnie innego. Planowany „wojskowy spacerek” do Finlandii przekształcił się w bezlitosne rozliczanie wszystkich aspektów sytemu totalitarnego. Odkryło ono bankructwo kierownictwa i nieadekwatność wyższej kadry dowódczej powoływanej ze względu na jej służalczość, a nie jej talent i wiedzę. Poza tym wojna ujawiła skrajny brak proporcji między różnymi gałęziami gospodarki radzieckiej, w szczególności słaby stan transportu i różnego rodzaju dostaw wojskowych, zwłaszcza z żywności i odzieży. Kreml wyprodukował, nie bez powodzenia, czołgi i samoloty, ale zaniedbał artykuły sanitarne, rękawice i buty. Żywy człowiek stojący za wszystkimi maszynami został całkowicie zapomniany przez biurokrację.
 
 
Kwestia, czy chodzi obronę „swoich” przed obcą inwazją czy o ofensywę przeciwko innemu krajowi, ma ogromne, a w niektórych przypadkach decydujące, znaczenie dla nastroju armii i narodu. Dla ofensywnej wojny rewolucyjnej niezbędny jest rzeczywisty entuzjazm, bardzo wysokie zaufanie do dowództwa oraz wysoki poziom umiejętności u żołnierzy. Nic z tego nie widzieliśmy w wojnie, którą Stalin rozpoczął bez przygotowania technicznego i moralnego.
 
 
Ostateczny wynik walki jest zdeterminowany przez stosunek sił. Pół miliona czerwonoarmistów pokona ostatecznie fińską armię, jeśli wojna radziecko-fińska nie przekształci się w ciągu najbliższych kilku tygodni w wojnę ogólnoeuropejską lub jeśli Stalin nie zostanie zmuszony do kompromisu, czyli do wycofania się ze strachu przed brytyjską, francuską, szwedzką interwencją. Prawdopodobnie zmiany w sytuacji wojskowej nadejdą jeszcze zanim te słowa pojawiają się w druku. W pierwszym przypadku Kreml, jak miało to miejsce już w czasie ulotnych sukcesów na początku grudnia, będzie starał się uzupełnić inwazję o wojnę domową wewnątrz Finlandii. Aby włączyć Finlandię do ZSRR - a taki jest teraz oczywiście cel Kremla – należy ją zsowietyzować, czyli przeprowadzić wywłaszczenie wyższej warstwy obszarników i kapitalistów. Osiągnięcie takiej rewolucji w stosunkach własności jest niemożliwe bez wojny domowej. Kreml zrobi wszystko, aby przeciągnąć na swoją stronę fińskich robotników przemysłowych i ubogie warstwy chłopstwa. Gdy oligarchia moskiewska stanie się zmuszona grać z ogniem wojny i rewolucji, to spróbuje przynajmniej ogrzać swoje dłonie. Będzie to niewątpliwie źródłem pewnych sukcesów.
 
 
Ale jedno można powiedzieć teraz z pewnością: żadne dalsze sukcesy nie mogą wymazać ze świadomości świata, tego co działo się do tej pory. Fińska awantura już spowodowała radykalną ponowną ocenę wartości Armii Czerwonej, który została niezwykle wyidealizowana przez niektórych dziennikarzy zagranicznych popierających - przypuszczamy bezinteresownie - Kreml. Wszyscy zwolennicy krucjaty przeciwko Sowietom znajdą w wojskowych porażkach Kremla poważne argumentów „za”. Niewątpliwie bezczelność Japonii wzrośnie i może to spowodować trudności na drodze do radziecko-japońskiego porozumienia, które w rzeczywistości stanowi jeden z głównych celów Kremla. Już teraz można stwierdzić, że o ile mijający okres charakteryzowała przesada w ocenie ofensywnych zdolności Armii Czerwonej, o tyle teraz zaczyna się okres niedoszacowania jej siły obronnej.
 
 
Możliwe do przewidzenia są także inne konsekwencje wojny radziecko-fińskiej. Potworna centralizacja całego przemysłu i handlu, od samej góry do samego dołu, np. przymusowa kolektywizacja rolnictwa, wynika nie z potrzeb socjalizmu, ale z chciwości biurokracji, która chce mieć wszystko bez wyjątku w swoich rękach. Ta odrażające i bynajmniej nie niezbędna przemoc wobec gospodarki i człowieka, które ujawniła się wystarczająco jasno w moskiewskich procesach „sabotażystów”, została okrutnie pokarana wśród fińskich zasp śnieżnych. Jest całkiem możliwe w związku z tym, że pod wpływem klęsk wojskowych biurokracja będzie zmuszona dokonać ekonomicznego odwrotu. Można się spodziewać przywrócenia czegoś w rodzaju NEP-u, czyli kontrolowanej gospodarki rynkowej na nowym, wyższym poziomie gospodarczym. Czy biurokracja zdoła uratować się przez zastosowane tych środków to już inna sprawa.
 

See video

Społeczność

Lenin001