Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 19 gości.

Marek Tobolewski: Ulica imienia Dąbrowszczaków

Dąbrowszczacy - prawdziwi żołnierze wyklęci

Klątwa częściowo opada. Żołnierze Wyklęci doczekali się w Polsce swojego święta, a w Krakowie ronda swojego imienia. Czas upomnieć się o innych bohaterów, skazanych na niepamięć ze względów politycznych. Im też należy się w ulica, plac, rondo lub chociaż niewielki skwer.
 

Chodzi o Dąbrowszczaków, którzy jako pierwsi spośród Polaków zbrojnie przeciwstawili się faszyzmowi i nie brakowało wśród nich mieszkańców naszego miasta. Kim byli?
 
 
, którą zaatakowali puczyści gen. Franco, wspierani jeszcze przez faszystów włoskich i Legion Condor z nazistowskiej III Rzeszy.
 
 
Polska Brygada nosiła nr XIII i imię dowódcy Komuny Paryskiej, generała Jarosława Dąbrowskiego. Liczyła ok. 5 tysięcy żołnierzy. W bój szli na ochotnika. Często nielegalnie przedzierali się przez granice, by dotrzeć do zagrożonej faszystowską pożogą Hiszpanii. Złożyli wielką ofiarę z własnej krwi. W boju zginęło ponad 3200 z nich. Ale tragizm historii dopadł też tych, którzy przeżyli.
 
 
Ze względów politycznych zszargano ich imię, a pamięć o nich wyrugowana została ze zbiorowej świadomości Polaków. Wyklęto ich przed wojną. Wyklęto w III RP.
 
 
Jeszcze przed nią sanacyjne władze pozbawiły ich obywatelstwa. Władze PRL oficjalnie uczyniły z nich symbol internacjonalistycznej walki, ale jednocześnie tuszowały stalinowski nadzór nad Brygadami, o którym tak przekonująco napisał George Orwell na kartach swego „W hołdzie Katalonii”. W wolnej Polsce historycy rodem z IPN-u usilnie ich za to odbrązawiali. Miejsca stoczonych przez nich bitew wymazane zostały z Grobu Nieznanego Żołnierza. Aż wreszcie – gdy żyło ich już tylko pięciu (w tym dwóch zaledwie w ojczyźnie) – PiS-owski rząd pozbawił ich zasiłków kombatanckich. Trudno o bardziej dosadny przykład politycznej małostkowości.
 
 
Czemu tak się stało? Cóż, Dąbrowszczacy byli niepokorni. Tak właśnie: niepokorni. A za swą niepokorność nie dostali ani własnych programów telewizyjnych, ani rubryk w poczytnych tygodnikach. Dostali faszystowską kulę w łeb albo dyshonor od władz własnego państwa.
 
 
Owszem, byli lewicowcami. Komunistami, socjalistami, anarchistami. I dobrze. Część pewnie nawet stalinistami. Ale czy to powód, by deptać pamięć o nich? Czy to w porządku, że czci się ich w Hiszpanii, która nadała im honorowe obywatelstwo; że w wielu miejscach na świecie stawia się im pomniki; że za granicą powstają o nich filmy (np. Ay, Carmela), a jedynie w Polsce przemilcza się ich bohaterską ofiarę?
 
 
Żołnierze Wyklęci już wcale wyklęci nie są. Możemy co najwyżej iść dalej w ich upamiętnianiu. Możemy dalej zmieniać programy szkolne. Finansować ze środków publicznych rekonstrukcje historyczne. Budować nowe muzea – najlepiej nafaszerowane multimedialnymi gadżetami. Ale skoro to robimy, to przywróćmy też pamięć innych bohaterów. Oddajmy należny hołd tym, którzy również walczyli za wolność. I to nie tylko „naszą”, ale i „Waszą”. Tu w Krakowie, gdzie również działały organizowane przez lewicę punkty rekrutujące ochotników do XIII Brygady. Nazwijmy ulicę bądź plac imieniem Wyklętych Dąbrowszczaków.
 
 
Byśmy wiedzieli, że bohaterstwo niejedno ma imię.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Sierp i młot