Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 11 gości.

Wróg Kapitalizmu: Oferta pracy

wyzysk.gif

W urzędzie pracy w jednym z większych polskich miast pojawiła się oferta pracy. Wynagrodzenie – 1 zł za godzinę brutto. I nie jest to primaaprilisowy żart.

Jedno z krakowskich muzeów (nie napiszę, które, żeby wstydu nie robić) poszukiwało portiera, któremu chciało zapłacić za dwieście przepracowanych godzin na miesiąc całe pięćset złotych (czyli dwa pięćdziesiąt za godzinę). Takie stawki stają się normą w firmach ochroniarskich. Bez większych problemów można się natknąć na oferty podobne do tej: „Praca na umowę zlecenia, osiem godzin dziennie, pięć dni w tygodniu”; nikt już nie zwraca uwagi, że jest to łamanie prawa, bowiem przy takim wymiarze czasowym, zatrudnienie musi się opierać o umowę o pracę.

Oczywiście, znajdą się ludzie gotowi tyrać na tak haniebnie fatalnych warunkach. Bezrobocie i bieda do wszystkiego człowieka zmuszą, zwłaszcza, jeśli ma rodzinę na utrzymaniu, nawet do tego, by dać się wyzyskać. Wiadomo, parę złotych to zawsze lepsze niż nic. Kapitaliści korzystają z wysokiego bezrobocia, żerując na ludzkiej desperacji i zatrudniając pracowników na umowach śmieciowych, na stawkach niepozwalających się utrzymać. Wysokie bezrobocie wśród młodych sprawia, iż częstokroć stają się oni ofiarami pracodawców oferujących bezpłatne staże; i nie są to tylko firmy prywatne, lecz także instytucje publiczne… z Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej włącznie. Co prawda, pięćdziesiąt przedsiębiorstw dogadało się w zeszłym roku i teraz przyjmują stażystów na jednolitych warunkach: jeśli staż trwa dłużej niż miesiąc, zatrudniony dostaje wynagrodzenie, ma też opłacony ZUS (kiedyś już o tym pisałem). Chwała tym firmom za to, lecz stanowią one wyjątki od reguły. Bezpłatne staże wprowadzono w 2009 r., czyli za rządów Platformy (anty)Obywatelskiej. Dziękujemy, panie Tusk! W domyśle miały one umożliwić absolwentom szkół i uczelni szybsze znalezienie pracy, a w praktyce umożliwiły kapitalistom pozyskiwanie darmowej siły roboczej. I tak, młody człowiek zasuwa za darmo (co oznacza, że rodzice jego dokładają do interesu blisko tysiąc złotych miesięcznie – wiem, co piszę!) w nadziei, że dostanie płatną robotę, a nie dostanie, bo w kolejce czekają już setki takich samych jak on naiwnych kandydatów na niewolników.

Ekonomiści – i to bynajmniej niezorientowani na socjalizm – ostrzegają coraz częściej, że niskie płace, umowy śmieciowe czy bezpłatne staże znacząco przyczyniają się do spowolnienia wzrostu gospodarczego, wywołują bowiem zubożenie większości społeczeństwa, to – spadek konsumpcji, ten – spadek produkcji, i kółko się kręci. Ludzie pracujący za niskie wynagrodzenia zasilają też pomoc społeczną (tzw. pracujący ubodzy, zjawisko występujące we wszystkich bez mała państwach kapitalistycznych), generując wydatki państwowe. Poza tym, niskie płace przyczyniają się do wzrostu bezrobocia – niezamożnym bezrobotnym trudno jest wejść na rynek pracy przy małych wynagrodzeniach, zwłaszcza, jeśli na poszukiwanie zatrudnienia czy dojazd do roboty muszą wyłożyć własne środki (tzw. bariera wejścia, istnienie której jest potwierdzone naukowo).

(K)raj nad Wisłą boryka się z tymi właśnie problemami. Polacy pracują coraz więcej, chociaż coraz ich mniej jest zatrudnionych (pozorny paradoks, a w istocie czysty wyzysk), na coraz gorszych warunkach. Etat, czyli zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę, staje się coraz rzadszy. Dominują umowy śmieciowe. Warto tu zauważyć, że umowy o dzieło, umowy zlecenia, samozatrudnienie czy kontrakty nie zawsze stają się śmieciówkami. Te pierwsze są korzystne dla twórców i artystów, te drugie służą ludziom chcącym sobie dorobić (studentom, emerytom/rencistom, pracownikom chcącym zwiększyć przychody, itd.), do tych trzecich nie należy pracownika zmuszać (a tak jest coraz częściej), a czwarte adresowane są do gwiazd show-biznesu. O umowach śmieciowych mówimy wtedy, gdy zatrudniony w oparciu o nie pracownik powinien pracować w oparciu o umowę o pracę. Miałby wówczas opłacono składki ubezpieczenia, w miarę stabilne zatrudnienie, gwarancję wypłacania wynagrodzenia, płacę minimalną, możliwość przynależenia lub założenia związku zawodowego. Na śmieciówce tego wszystkiego jest pozbawiony. I stąd nazwa – umowa śmieciowa, bo życie zatrudnionego w oparciu o nią pracownika też śmieciowe.
 
Umowy cywilno-prawne miały uelastycznić polski rynek pracy. Zamiast tego, są nadużywane przez pazernych kapitalistów. Na czym cierpią ludzie na nich zatrudnieni i cała gospodarka, sypiąca się przez niskie płace, niestabilność zatrudnienia i wysokie bezrobocie.

 
Tekst pochodzi z bloga "WrógKapitalizmu" (WrogKapitalizmu.blog.interia.pl)

Społeczność

Ochotnik