Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 18 gości.

Wróg Kapitalizmu: Najsłabszy element

bied.jpg

W roku 2013, czyli zeszłym (danych z bieżącego jeszcze nie ma) odsetek obywateli Polski żyjących poniżej minimum progu egzystencji osiągnął 7,4 proc. To już prawie 3 mln osób. Dla porównania, w 2011 r. było to 6,8 proc., czyli sytuacja pogorszyła się.
 
 
Określenie „poniżej minimum progu egzystencji” oznacza, że ludzie ci nie mają środków na zaspokojenie PODSTAWOWYCH potrzeb życiowych, takich jak posiłki, higiena osobista, czy leki. Długotrwałe pozostawanie w takich warunkach oznacza postępującą stopniową degradację biologiczną, a w przypadku dzieci – nieprawidłowy rozwój psychofizyczny. Innymi słowy, prawie 3 mln naszych rodaków powoli umiera z nędzy. Są wśród nich i dzieci. Problem ten dotyka przede wszystkim osób długotrwale bezrobotnych i ich rodzin, niemniej jednak nie tylko – także osoby pracujące niejednokrotnie żyją w nędzy, ponieważ rośnie rozwarstwienie dochodowe. Ponad 10 mln Polaków (przeszło jedna czwarta społeczeństwa!) jest zagrożona ubóstwem. I sytuacja cały czas się pogarsza. Oto realne osiągnięcie mijających dwudziestu pięciu lat kapitalizmu.
 
 
Co z tego, że średnie zarobki w Polsce sięgają już czterech tysięcy złotych? Wszelkiego typu uśrednione dane warte są tyle, by wsadzić je psu w odbyt. Dajmy na to, że mamy dwóch ludzi – jeden je tylko kapustę, a drugi mięso i ryż. Średnio obaj jedzą gołąbki. Nie trzeba mistrza Yody, by stwierdzić, że sytuacja tego od kapusty jest dużo gorsza. I tak, średnie zarobki w Polsce zawyża garstka kapitalistów, bankierów i prezesów wielkich spółek; pasą się oni na grubych milionach. Z drugiej strony, przybywa ludzi, którzy pracując, nie zarabiają. Są to, rzecz jasna, bezpłatni stażyści. Oszukani przez pracodawców, godzą się pracować dla wielkich koncernów, a nawet – o zgrozo! – instytucji publicznych (w tej liczbie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej) za darmo, gdyż wmówiono im, że zostaną zatrudnieni. Częstokroć nie zostają, gdyż kapitaliści traktują ich jako darmową siłę roboczą; staże takie organizuje się najczęściej bez zawierania pisemnych umów, co oznacza, iż stażysta nie ma jak wyegzekwować swoich praw. A kiedy ci ludzie w końcu na rynek pracy NAPRAWDĘ wejdą, już im parę lat składkowych ubędzie, co oznacza, iż na starość dostać mogą głodową zaledwie emeryturę. Kandydatów na nędzarzy więc przybywa.
 
 
Nie jestem inżynierem, ale wiem, że wytrzymałość każdej konstrukcji ocenia się po jej najsłabszym elemencie. Innymi słowy, każda konstrukcja jest tak mocna, jak jej najsłabszy element. Może wytrzymać tyle, ile on – i nie więcej! A w (k)raju nad Wisłą tych „najsłabszych elementów” (czyli oczywiście ludzi żyjących poniżej minimum progu egzystencji) jest już prawie 3 mln (słownie: trzy miliony). 10 mln (słownie: dziesięć milionów) dalszych czeka w kolejce.

 
Polska nędza ma to do siebie, że jej nie widać. Wielu ludzi po prosu się swej biedy wstydzi, po kryjomu korzysta z usług pomocy społecznej i instytucji charytatywnych, stara się nie okazywać na zewnątrz swojego statusu „majątkowego”. Toteż kiedy wyjdziemy na ulicę i rozejrzymy się dookoła, możemy łatwo popełnić błąd i powiedzieć: „Ale fajny kraj, szybko się rozwija, żyje nam się coraz lepiej”. Tymczasem dane liczbowe wskazują, że jest wręcz przeciwnie. Skala nędzy (często ukrytej) rośnie, kondycja całego społeczeństwa się więc osłabia. A kiedy najsłabszy element wreszcie pęknie, będzie naprawdę niewesoło.
 
 
Tekst pochodzi z bloga "WrógKapitalizmu" (WrogKapitalizmu.blog.interia.pl) 

Społeczność

dzierżyński