Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 9 gości.

Przemysław Wielgosz: Prekariat wszystkich krajów

prekariat.jpg

Prezentujemy interesujący tekst poświęcony niepewnym formom zatrudnienia. Umowy śmieciowe i prekaryzacja są potężnymi ciosami które rozbijają klasę robotniczą i utrudniają działalność ruchu robotniczego i związków zzawodowych i wielkim zwycięstwem kapitału. Nie zgadzamy się z twierdzeniem autora tekstu, że opór prekariatu może rodziś jakąś szczególną nową i lespszą świadomość klasową. Tekst mija się także z faktami, gdy wspomina o rozsnącej liczbie protestów pracowniczych w Polsce, ponieważ nic takiego nie ma miejsca.
REDAKCJA W.R.
Tekst pochodzi z Le Monde Diplomatiqe Edycja Polska

 
Prekariat wszystkich krajów
 
W cieniu modnych, ale zawsze powierzchownych dyskusji o „końcu pracy", „klasie kreatywnej" czy „pracy niematerialnej" dokonuje się proces wielkiej destabilizacji, który już dotychczas poważnie zmienił układ sił społecznych w większości krajów świata. Transformacji tej nie zauważyła socjaldemokratyczna lewica zaprzątnięta walką z bezrobociem. Często godzi się ona na uelastycznianie Kodeksów Pracy w imię tej walki. W ten sposób jednak przykłada rękę do wielkiej destabilizacji.
 
Niestabilne zatrudnienie – za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej, na umowę na czas określony, na umowę o dzieło czy zlecenie, a także w ogóle bez żadnych umów – to nieustanna niepewność, brak zabezpieczeń socjalnych, utrata praw pracowniczych i społecznych, pozbawienie prawa do zabezpieczenia emerytalnego i innych form zabezpieczenia finansowanych ze składkowej części płacy, którą odbiera się pracownikowi i przesuwa do puli zysków kapitalisty. Niestabilni pracownicy/prekariusze zarabiają średnio od 20 do 40% mniej niż zatrudnieni na tych samych stanowiskach pracownicy pełnoetatowi.
 
Kapitalizm zawsze wytwarzał prekariuszy. Marks nazywał ich rezerwową armią pracy. Dziś jednak grupa ta dramatycznie się powiększa. Ekspansja niepewnych form zatrudnienia zaczęła się w latach 80., w krajach globalnego Południa. W ciągu dwóch dekad udział zatrudnionych na niepewnych warunkach wzrósł tam z 50% do 80% ogółu siły roboczej. Od kilkunastu lat niestabilne formy zatrudnienia szerzą się w Europie, Japonii i Ameryce Północnej, a obecny kryzys bardzo im sprzyja. Od ok. 14% w 2008 r. stopa destabilizacji pracy wzrosła tam do 30% zrównując się ze wskaźnikami notowanymi wcześniej tylko w Hiszpanii i w Polsce.
 
Geneza tego procesu nie ma nic wspólnego z innowacjami technologicznymi. Nie wymuszają jej ani wymogi „nowej gospodarki", ani globalizacja, ani rzekome konieczności wypływające z „obiektywnej" logiki ekonomicznej. Wiąże się natomiast z neoliberalnymi politykami podejmowanymi, aby zaradzić konsekwencjom załamania wzrostu gospodarczego i stopy zysku w sektorach produkcyjnych najwyżej rozwiniętych gospodarek na świecie od końca lat 70. Nie przyniosły ożywienia gospodarczego, ale uratowały spadające zyski kapitału. W warunkach marnego wzrostu odbyło się to kosztem pracowników, których opór i siłę polityczną trzeba było złamać. Rezultatem tych działań jest nie tylko odwrócenie strumieni redystrybucji, ale także postępująca destabilizacja pracy. Oto geneza prekaryzacji.
 
 
Sytuacja ta niesie ze sobą poważne konsekwencje społeczne, ekonomiczne i polityczne. Po pierwsze pojawia się i rośnie grupa pracujących biednych. O ile jeszcze 25 lat temu w centralnych ośrodkach globalnego kapitalizmu samo posiadanie pracy oznaczało zwykle, że można się było utrzymać, a także myśleć o podnoszeniu poziomu życia, o tyle dziś coraz częściej można mieć pracę nawet na kilku etatach i nie być w stanie zaspokoić swoich podstawowych potrzeb. Kondycja pracujących biednych niewiele odbiega od sytuacji bezrobotnych, a jeżeli już to na niekorzyść tych pierwszych zmuszanych do byle jakiej pracy, w byle jakich warunkach, za byle jakie pieniądze. W takiej sytuacji jest niemal 4 mln polskich pracowników. To prawie 24% wszystkich zatrudnionych w naszym kraju.
 
Destabilizacja zatrudnienia otwiera drzwi dla odpolitycznienia stosunku pracy i przestrzeni, w której się ona odbywa. Tak spełnia się wielki sen ideologów liberalnych wierzących, że stosunki produkcji to apolityczna sfera technicznego zarządzania, a podmiotowość obywatelska pracownika kończy się wraz z przekroczeniem bramy zatrudniającego go przedsiębiorstwa. Tymczasem to właśnie bezpośrednie doświadczenie nierówności i antagonizmu klasowego stanowiące centralny element kondycji pracownika najemnego okazało się żyznym gruntem dla wytwarzania nowoczesnej podmiotowości politycznej o specyficznie demokratycznych rysach.
 
 
Prekariusze na ogół nie są w stanie realizować swojej potrzeby podmiotowości w miejscu pracy. Czynią to w ramach partykularnych społeczności. Upolitycznienie na bazie konfliktu klasowego ustępuje upolitycznieniu na bazie tożsamości. Przesunięcie to ma doniosłe konsekwencje. Stawką upolitycznienia nie jest już uwolnienie od kondycji proletariackiej, ale ugruntowanie i afirmacja swojej tożsamości – rasowej, etnicznej, narodowej, religijnej czy seksualnej. Walkę klas zastępuje wojna kulturowa, która jest ulubionym zajęciem konserwatywnej prawicy. To prawica wyznacza pole i narzuca reguły wojen kulturowych i to ona w nich zwykle wygrywa.
 
 
Nie znaczy to jednak, że kapitał całkowicie spacyfikował siłę roboczą. Opór stłumiony w jednym miejscu pojawia się w innym. Spadającej, wraz z prekaryzacją, liczbie strajków w Polsce towarzyszy wzrost innych form pracowniczego protestu: demonstracji, pikiet, blokad.
 
 
Wypchnięci z miejsca pracy prekariusze stawiają opór pośrednim formom wyzysku: utowarowieniu przestrzeni miejskiej, komercjalizacji prawa do mieszkania, likwidacji usług publicznych – na tych polach przeciwstawiają się tej samej logice kapitalistycznej, która destabilizuje stosunki pracy. Ta walka w otoczeniu społecznym pracy i w sferze reprodukcji siły roboczej nie może zastąpić pracowniczego oporu w miejscu pracy, ale dobrze pokazuje, że prekariat nie jest bezsilny.
 
W walce przeciw prekaryzacji chodzi o odparcie nowych sposobów wyzysku i groźby utowarowienia wszystkich sfer życia społecznego. To zaś oznacza, że jej stawką jest demokracja.

Portret użytkownika cinco
 #

Najpoważniejszym zagrożeniem płynącym z niepewnych form zatrudnienia jest brak możliwości powstania świadomości klasowej wśród robotników. Pracownik danego zakładu pracy - przez tymczasowe zatrudnienie - nie jest z nim w żaden sposób związany - nie tworzy w nim żadnej stabilnej formy pracowniczej organizacji czy klasowych więzi z interesem ekonomicznym w tle.

Efektem tego jest m.in. niskie uzwiązkowienie wśród młodych (bo to ich przede wszystkim dotyka problem pracy tymczasowej). Młody pracownik postawiony w takiej sytuacji jest w pewnym sensie "ekonomicznie zindywidualizowany", wyaleinowany względem miejsca pracy. Ponadto - tak jak zauważył autor artykułu - utrzymuje się na stosunkowo niskim poziomie zarobkowym. Porównano go nawet z bezrobotnym. Oba te czynniki sprzyjają bardzo niebezpiecznemu dla lewicy procesowi - z jednej strony poszukiwaniu tożsamości na tle kulturowym (etnicznym, seksualnym etc) a z drugiej lumpenproletaryzacji - można by rzecz "mentalnej deklasacji" (pracownik tymczasowy wprawdzie jest przykładem pracownika najemnego, jednak nie tworzy na ogół żadnych więzi klasowych, nie jest otwarty na świadomość klasowa (przypominając leninowską tezę, że ta wnoszona jest z zewnatrz).

To z kolei przekłada się na poparcie dla skrajnej prawicy, czego lewica w Polsce zdaje się w ogóle nie zauważać. Wiele takich elementów zauważyć można np na tym filmie >> https://www.youtube.com/watch?v=Ows9VpIJdKk#

Na jakiej zasadzie robotnik ma walczyć o socjalizm i współtworzyć jego nowe, oddolne struktury, jeśli w ogóle nie zauważa takiej potrzeby? Na jakiej zasadzie powstać ma nowe społeczeństwo, nowy system społeczny oparty na nowej dominujacej klasie - robotnikach - gdy robotnik w ogóle nie postrzega siebie jako części większej całości o intersach antagonistycznych względem innej - posiadającej - klasy?

W zalinkowanym filmie był to jeden z problemów (i zaznaczę, ze nie jedyny jeśli chodzi o upadek socjalistycznego rządu) - tam reakcyjni biurokraci związkowi oraz ChD-ecja nastawiali robotników (głównie tranposrtowców i część górników) przeciwko rządowi Allende na bazie właśnie braku świadomości oraz szerszych więzi klasowych wśród nich. I wystarczyło to, jak widać, by zawierzyli kapitalistycznej propagandzie - wściekle agresywnej wobec "marksistowskiej zarazy i degeneracji", przeciwko robotniczym stukturom władzy oraz twierdzącej, że starczy przeregulować gospodarkę (naciskając na prywatną własność środków produkcji), by całość wróciła do normy, by "poprawić byt narodu" - swoisty aurea mediocritas.

Trocki w swoim artykule o zadaniach IV Int. (link poniżej) mówi m.in. o ruchomej skali wynagrodzeń czy ruchomej skali roboczogodzin. To wymaga ze strony klasy robotniczej zrozumienia celowości niektórych działań, w tym też nawet ekonomicznym ustępstw z racji wymogów bieżącej sytuacji. Podobnie - jak w zalinkowanym filmie - potrzeby konynuowania produkcji oraz wspierania robotniczego rządu (działajacego jednak nadal w ramach republiki burżuazyjnej) w jego działaniach. Gdy robotnik zorientowany jest wyłącznie na własny, indywidualny interes ekonomiczny - nie poprze takiego stanu rzeczy, poniewaz nie dysponuje świadomością klasową (przy czym nie oznacza to "umoralnionej" krytyki walki o własny interes ekonomiczny jako taki - ostatecznie walka klas rodzi się właśnie na tej podstawie).

Robotnik bez nie tylko świadomości klasowej, ale i bez możliwości klasowej samoorganziacji i wytworzenia się pewnych szerszych więzi na tym tle (co zazwyczaj warunkuje otworzenie się na pierwsze z wymienionych) - to robotnik odpolityczniony i wyalienowany, podatny na antyrobotniczą, faszystowską propagandę, robotnik skupiony jedynie na bezpośrednim ekonomicznym zysku - tak jak mówi ten fragment: "Destabilizacja zatrudnienia otwiera drzwi dla odpolitycznienia stosunku pracy i przestrzeni, w której się ona odbywa.".

Jeśli radykalna lewica tego nie dostrzeże i nie uczyni z walki przeciwko niestabilnym formom zatrudnienia jednego z punktów programu minimum (nawiązujac do tego tekstu: http://www.1917.net.pl/node/19103 ) będzie miało to brzemienne skutki dla sytuacji walk klasowych i zwiększy zagrozenie zalania kraju brunatną falą.

 
Portret użytkownika tres
 #

Odnośnie filmu - myślę, że Allende popełnił przynajmniej dwa błędy
 
1) Nie dał podwyżki płac górnikom, mówiąc im że "praca jest partiotycznym obowiązkiem". Praca chiiljskiego górnika była pracą najemną, ponieważ rząd Salvadora Allende nie zniósł pracy najemnej. Faktem było, że górnicy z El Teniente nie reprezentowali sobą świadomości politycznej, ale kluczowym elementem rewolucji proletariackiej jest świadomość polityczna awangardy klasy robotniczej, a nie usilne przekonywanie zacofanych warstw klasy robotniczej, że długofalowe interesy polityczne proletariatu są ważniejsze niż interesy ekonomieczne górników. 100% podwyżka płac dla 12 000 górników z El Teniente (mniej niż 1% pracujących) nie zrujnowałaby gospodarki kraju, a pomogłaby zachować jedność klasy robotniczej.
 
2) Nie zaproponował alternatywnego modelu politycznego wobec demokracji paramentarnej (władza rad robotniczych), który w sytuacji totalnego paraliżu mechanizmów burżuazyjnej demokracji i politycznego pata posuniętego do ekstremum mógł być nadzieją na wyjście z ciężkiej sytuacji gospodarczej kraju. Słowem, Allende mógł i powinien iść drogą bolszewików. Allende powinien już wiosną 1973 rozpędzić parlament i ustanowić władzę rad robotniczych, zarzucić wyczerpaną poliycznie formułę demokracji burżuazyjnej i wejść na drogę dyktatury proletariatu. We wrześniu 1973 wyczerpanie się formuły demokracji burżuazyjnej wykorzystał Pinochet i jego siepacze.

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Towarzysz Lenin oczyszcza ziemię ze śmieci