Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 45 gości.

Workers Vanguard: Antymarksistowski "ekosocjalizm" Johna Bellamy Fostera i spółki (cz. IV, ostatnia)

"Ekologia" - nie tędy droga

Źródło: Platforma spartakusowców nr 18, Kwiecień 2014
Część III: http://www.1917.net.pl/node/19671

 
W „Ekologii Marksa” Foster utrzymuje, że ideologowie zielonych błędnie przypisują Marksowi stanowiska, których w istocie nie zajmował, m.in., że Marks „miał bardzo optymistyczną, pełną wszelkich dóbr wizję warunków, jakie panowałyby w społeczeństwie postkapitalistycznym, dzięki rozwojowi sił wytwórczych w kapitalizmie”. Foster przechodzi do konkluzji, że „w swej interpretacji Marks polegał tak bardzo na założeniu dostatku snując wizję przyszłego społeczeństwa, że umknęły mu rozważania ekologiczne, takie jak ograniczoność zasobów naturalnych i zewnętrzne ograniczenia produkcji”.
 
 
Skupiony jedynie na tym, by przekształcić Marksa w protoplastę ekologów, Foster zupełnie nie zauważa, co w tej krytyce jest błędne. Marks rzeczywiście utrzymywał, że przyszłe społeczeństwo komunistyczne opierać się będzie na zniesieniu gospodarczych niedoborów. Lecz na pewno nie uważał, że siły produkcyjne rozwinięte w kapitalizmie były wystarczające, by ten cel osiągnąć. Wręcz przeciwnie!
 
Przejście do komunizmu wymaga planowej, socjalistycznej gospodarki, by umożliwić rozwijanie i zastosowania nowych technologii i w ten sposób podnosić poziom wydajności pracy znacznie powyżej poziomu odziedziczonego po kapitalizmie. Fosterowi po prostu nie mieści się w głowie, że przyszłe społeczeństwo socjalistyczne posłuży się najbardziej zaawansowaną technologią, by naprawić degradację środowiska. Lecz to nie wszystko: Foster błędnie przypisuje podobny pesymizm Marksowi, który jego zdaniem „okazuje głębokie zatroskanie sprawami ograniczeń środowiskowych i zrównoważonego rozwoju”.
 
W pismach polemicznych to, co pominięto jest często równie ważne jak to, co jest bezpośrednio dyskutowane, jeśli nie ważniejsze. Zdecydowanie najlepiej znany wykład Marksa o przejściu do w pełni rozwiniętego społeczeństwa komunistycznego po obaleniu kapitalizmu zawarty jest w jego „Krytyce Programu Gotajskiego” z 1875 r. Jednak oprócz dwóch przelotnych wzmianek o tej pracy w ponad 250-stronicowej „Ekologii Marksa”, jej istotne fragmenty nie są tam rozważane.
 
 
W „Krytyce” Marks wyjaśnił, że w początkowej fazie społeczeństwa socjalistycznego „prawo burżuazyjne” będzie wciąż się utrzymywać. Innymi słowy, środki konsumpcji rozprowadzane wśród jednostek będą proporcjonalne do ilości i jakości ich pracy:
 
...poszczególny wytwórca otrzymuje – po dokonaniu potrąceń – dokładnie tyle, ile dał społeczeństwu. (...) Otrzymuje on od społeczeństwa pokwitowanie, że dostarczył tyle a tyle pracy (po odliczeniu części jego pracy na fundusze społeczne), i na zasadzie tego pokwitowania otrzymuje ze społecznych zasobów taką ilość środków spożycia, jaka wymaga takiej samej ilości pracy. Tę samą ilość pracy, którą dostarczył społeczeństwu w jednej postaci, otrzymuje z powrotem w innej.”
 
‒ w: „MED” t. 19, Warszawa 1972, s. 22-23
 
Marks przechodzi dalej do opisania warunków umożliwiających społeczeństwu przezwyciężenie zasady „każdemu według jego pracy”:
 
W wyższej fazie społeczeństwa komunistycznego, kiedy zniknie ujarzmiające człowieka podporządkowanie podziałowi pracy, a przez to samo zniknie też przeciwieństwo pomiędzy pracą fizyczną a umysłową; kiedy praca stanie się nie tylko źródłem utrzymania, ale najważniejszą potrzebą życiową; kiedy wraz ze wszechstronnym rozwojem jednostek wzrosną również ich siły wytwórcze, a wszystkie źródła zbiorowego bogactwa popłyną obficiej – wówczas dopiero będzie można całkowicie wykroczyć poza ciasny horyzont prawa burżuazyjnego i społeczeństwo będzie mogło wypisać na swym sztandarze: Każdy według swych zdolności, każdemu według jego potrzeb!
 
tamże, s. 24
 
W tej książce Marks również wskazuje, jak wzrosnąć ma wydajność pracy w okresie przejściowym. Krytykuje on program Lassalla, gdzie twierdzi się, że cały produkt społeczny będzie dostępny dla konsumpcji bezpośrednich wytwórców. Zamiast tego, część tego produktu musi zostać odpisana na inne cele, nie tylko na „rozszerzenie produkcji”, tj. budowanie i wykorzystanie dodatkowych środków produkcyjnych reprezentujących najbardziej zaawansowaną technologię (oszczędzającą pracę).
 
 
Jak Foster może pogodzić marksistowską wizję społeczeństwa komunistycznego, w którym zasoby materialne są za darmo dostępne wszystkim, z jego własnym twierdzeniem, że istniejącypoziom produkcji i konsumpcji szybko niszczy środowiskową podstawę życia ludzi? Może to robić jedynie tworząc wizję społeczeństwa ekosocjalistycznego, w którym „każdemu według jego potrzeb” oznacza znacznie mniej, niż „każdemu według jego pracy” w dzisiejszych rozwiniętych krajach kapitalistycznych! Program ten Foster wyjaśnił na zgromadzeniu demonstrantów ruchu Occupy w Nowym Jorku w 2011 r. Według sprawozdania Monthly Review (MRZine.org, 29 października 2011), błagał on słuchaczy:
 
 
„Odejdźcie od systemu nastawionego na zyski, produkcję i akumulację, czyli na wzrost gospodarczy, do gospodarki zrównoważonego rozwoju. Oznaczałoby to zredukowanie lub wyeliminowanie niepotrzebnej i zaśmiecającej konsumpcji oraz zreorganizowanie społeczeństwa, od produkcji towarowej i konsumpcji jako jej pierwszorzędnego celu, do zrównoważonego rozwoju ludzkości. Mogłoby się to dokonać jedynie w powiązaniu z przesunięciem ku rzeczywistej równości.”
 
 
Foster roztacza reakcyjną, utopijną wizję równości w nędzy na skalę globalną. „Gospodarka zrównoważona” skazałaby setki milionów ludzi w krajach Trzeciego Świata na dalsze tkwienie w biedzie. Ta wizja przyszłości wygląda jak prawicowa karykatura komunizmu, pogardzany „koszarowy socjalizm”, podobny do warunków zunifikowanej równości narzucanej poborowym w wojsku.
 
 
Tym niemniej, niektórzy lewicowi aktywiści mogą zareagować życzliwie na argument Fostera, że ludzie pracy w USA i innych „bogatych” krajach kapitalistycznych muszą zaakceptować niższy poziom życia, by zapobiec podobno nadciągającej katastrofie ekologicznej. Jednak są oni zdecydowanie wrogo nastawieni do prawicowych ideologów Tea Party (Partia Herbaciana), którzy twierdzą, że Amerykanie muszą zredukować wydatki na konsumpcję, zwłaszcza jeśli chodzi o programy socjalne, by zapobiec podobno nadciągającej katastrofie finansowej. To, że Foster potępia kapitalizm, a typy z Tea Party wychwalają system „wolnorynkowy”, nie czyni jego programu mniej reakcyjnym, jedynie bardziej kuszącym.

Kapitalizm nie jest „kieratem produkcji”
 

Podstawowy argument w „Ecology Against Capitalism” Fostera można ująć krótko. Kapitaliści usiłują zmaksymalizować zyski. Produkują oni zatem coraz więcej dóbr zawierających wartość dodatkową, która jest wydobywana poprzez wyzysk pracy. Rozszerzenie produkcji z kolei powoduje wciąż pogarszającą się degradację środowiska. Foster pisze:
 
„Gospodarka kapitalistyczna jest nastawiona przede wszystkim na wzrost zysków, a stąd na wzrost gospodarczy praktycznie za każdą cenę: w tym wyzysk i nędzę przeważającej większości ludności świata. Ta gonitwa za wzrostem ogólnie rzecz biorąc oznacza szybkie pochłanianie energii i materiałów i składowanie coraz większych ilości śmieci – stąd rozszerzająca się degradacja środowiska.”
 
 
Dlaczego zatem w dziejach kapitalizmu występują okresy, kiedy produkcja i zatrudnienie kurczą się, a w konsekwencji zyski spadają? Np. w latach 2005-9 zyski brutto korporacji amerykańskich zmniejszyły się o 10 procent, z 1 610 do 1 456 trylionów dolarów. Zyski w produkcji przemysłowej spadły szczególnie gwałtownie, z 247 do 125 miliardów dolarów.
 
 
Odpowiedź brzmi: kapitaliści usiłują zmaksymalizować nie ilość zysków lecz stopę zysku, czy zwrotu kapitału. Używając marksistowskiej terminologii, ta stopa to stosunek wartości dodatkowej do wartości środków produkcji (fabryka i wyposażenie) niezbędnych do uruchomienia pracy na przeważającym poziomie jej wydajności. Stopa zysku jest głównym regulatorem produkcji kapitalistycznej zarówno w jej fazach ekspansji, jak i kurczenia się.
 
 
W okresie ekspansji stopa zysku wykazuje tendencję malejącą. Wzrastający popyt na pracę podwyższa stopy zarobków. Efekty wzrastającej wydajności pracy poprzez inwestowanie w nowe technologie stopniowo maleją. Wzrastające inwestycje podnoszą ceny rynkowe dóbr inwestycyjnych. Spekulacja finansowa jeszcze bardziej rozdmuchuje wartość rynkową kapitału, dokładając się do o wiele szybszych przyrostów cen akcji w porównaniu do dochodów kryjących się za nimi firm.
 
W pewnym momencie kapitaliści stosują zatem cięcia w nowych inwestycjach. Cała gospodarka wkracza wtedy w okres kurczenia się. Jak Marks wyjaśnił w III tomie „Kapitału”:
 
Nie wytwarza się za dużo bogactwa. Ale wytwarza się periodycznie zbyt wiele bogactwa w jego kapitalistycznych, antagonistycznych formach.


Granice kapitalistycznego sposobu produkcji przejawiają się:



1) W tym, że spadek stopy zysku wywołany przez rozwój produkcyjnej siły pracy stanowi prawo, które w określonym punkcie jak najbardziej wrogo przeciwstawia się temuż rozwojowi produkcyjnej siły pracy i dlatego musi być ustawicznie przezwyciężane przez kryzysy.



2) W tym, że (…) zysk i stosunek tego zysku do zastosowanego kapitału, a więc określona wysokość stopy zysku, rozstrzyga o rozszerzaniu lub ograniczaniu produkcji, nie rozstrzyga zaś o tym stosunek produkcji do potrzeb społecznych, do potrzeb ludzi, którzy osiągnęli pewien poziom rozwoju społecznego.”
 
‒ w: „MED” t. 25, Warszawa 1983, s. 391-2


Keynesowska ekonomia w pseudomarksistowskim surducie
 
W „Kryzysie bez końca” Foster twierdzi, że prezentuje marksistowską analizę globalnego spadku gospodarczego po roku 2008 i szerzej, sprzeczności dzisiejszego kapitalizmu. Podczas gdy stosuje on częściowo terminologię marksistowską, w rzeczywistości jego analiza koresponduje z głównym nurtem liberalnego reformizmu w USA, utożsamianego z doktrynami i polityką nieżyjącego brytyjskiego ekonomisty Johna Maynarda Keynesa. Foster utrzymuje, że przychody klas niższych są niewystarczające do zakupu towarów wyprodukowanych w kapitalizmie. Pisze on:
 
„System staje więc w obliczu niewystarczają­cego  po­pytu efektywnego – z barierami dla konsump­cji pro­wadzącymi ostatecznie do barier dla inwestycji. Ro­snące nadwyżki zdolności wytwórczych powodują ograniczanie tworzenia nowego kapitału, ponieważ firmy niechętnie inwestują w nowe środki trwałe, gdy znaczna część istniejących mocy pozostaje niewyko­rzystana.”
 
W terminologii burżuazyjnej ekonomii pogląd ten można scharakteryzować jako teorię cyklicznych spadków, wynikających z niedostatecznej konsumpcji.
 
Nakreślając swój wywód, Foster nie odnosi się do stopy zysku. Jak wiemy, w okresie ekspansji ma ona tendencję spadkową. Zatem kapitaliści mogą sprzedawać rosnącą ilość towarów tylko po cenach odzwierciedlających niższą stopę zysku. Z punktu widzenia kapitalistów ten warunek okazuje się „nadprodukcją” lub „nadmierną zdolnością”. Stosują oni cięcia w nowych inwestycjach, pogrążając gospodarkę w okresie kurczenia się aż do czasu, gdy przywrócona zostanie wyższa stopa zysku poprzez czynniki dominujące w okresie spowolnienia – stopy zarobków mają tendencję spadkową, to samo dotyczy wartości rynkowej kapitału.
 
 
Teoria głosząca, że podstawową przyczyną cyklicznych spowolnień jest niedobór popytu konsumenckiego w stosunku do zdolności produkcyjnych nie powstała w erze kapitału monopolistycznego. Sedno tej teorii można znaleźć wcześniej u pewnych czołowych rzeczników klasycznych doktryn ekonomicznych brytyjskiej burżuazji z początku XIX w., zwłaszcza u Tomasza Malthusa. Wyprzedzając Fostera o dwa stulecia, Malthus twierdził, że „żadna siła konsumpcji ze strony klas pracujących nie może sama stanowić zachęty do zaangażowania kapitału” (z cytatu u Marka Blauga, „Economic Theory in Retrospect”, Cambridge University, 1997).
 
W III tomie „Kapitału” Marks odrzucił wszelkie ówcześnie wyznawane teorie niedostatecznej konsumpcji czy nadprodukcji. Oświadczył on:
 
Nie wytwarza się za dużo środków utrzymania w stosunku do istniejącej ludności. Przeciwnie. Wytwarza się za mało, aby ludność mogła żyć na poziomie przyzwoitym i ludzkim. (…) Natomiast wytwarza się periodycznie za dużo środków produkcji i środków utrzymania, ażeby mogły one funkcjonować jako środki wyzyskiwania robotników przy określonej stopie zysku.”
 
tamże, s. 390-91
 
 
Podczas Wielkiej Depresji lat 30. teoria  niedostatecznej konsumpcji została odgrzana i spopularyzowana przez Keynesa, który przyznawał się do Malthusa jako swego intelektualnego poprzednika. Według tej doktryny podstawową przyczyną kurczenia się produkcji był brak „efektywnego popytu”. Keynes i jego zwolennicy orędowali za tym, by niedobór efektywnego popytu był nadrabiany przez wzrastające wydatki rządowe na prace publiczne i programy socjalne korzystne dla ludzi pracy (np. zasiłek dla bezrobotnych, emerytura, państwowa opieka zdrowotna, zwiększenie dochodów biednych). Ten program keynesizmu w starym stylu jest dziś propagowany w USA przez liberalnego ekonomistę Paula Krugmana w New York Timesie. Jeśli, jak utrzymuje Foster (zgodnie z Keynesem i Krugmanem), przyczyną spowolnienia gospodarczego jest brak efektywnego popytu, to rozszerzone wydatki finansowane z budżetu byłyby skutecznym środkiem do odbudowy produkcji do jej pełnej zdolności, wraz z pełnym zatrudnieniem siły roboczej.
W całym świecie kapitalistycznym działania rządów idą jednak w dokładnie przeciwnym kierunku. Surowa polityka fiskalna to hasło dnia od Ameryki Obamy poprzez Brytanię Camerona, po Niemcy Merkel i całą strefę euro. Krugman objaśnia kurs na fiskalne zaciskanie pasa jako triumf prawicowej ideologii nad ekonomicznym poczuciem zdrowego rozsądku. W artykule w New York Review of Books (Nowojorski przegląd książek, 6 czerwca) zatytułowanym „How the Case for Austerity Has Crumbled” (Jak upadł argument za zaciskaniem pasa) stwierdził on: „wielu wpływowych ludzi wierzyło i nadal chce wierzyć w argument przemawiający za zaciskaniem pasa, co prowadzi ich do chwytania się wszelkich jego usprawiedliwień”.
 
W rzeczywistości surowość fiskalna dobrze służy interesom klasy kapitalistycznej. Cięcia w rządowych programach socjalnych zmniejszają szeroko zdefiniowane koszty stałe produkcji i tym samym sprzyjają wyższej stopie zysku. Dla mas ludzi pracy sprawą kluczową jest wydanie walki klasowej, by odeprzeć ofensywę zaciskania pasa. W trakcie takich walk musimy uświadomić robotników, że kierunek na zubożenie proletariatu zakończy się dopiero wtedy, gdy wywłaszczą oni wywłaszczycieli poprzez rewolucję socjalistyczną.

Zmiana klimatyczna w perspektywie
 
 
Naszą rolą jako marksistowskich przeciwników kapitalistycznego porządku nie jest służenie burżuazji jako doradcy ekonomiczni. Przeciwnie, dążymy do kształcenia klasy robotniczej w kierunku wymiecenia kapitalizmu (co jest jej historycznym interesem) i zbudowania jej własnego panowania klasowego. Reformistyczni „socjaliści” są zatwardziałymi przeciwnikami tego programu. Po przyjętej z entuzjazmem przez Międzynarodową Organizację Socjalistyczną i wielu innych katastrofie zniszczenia Związku Radzieckiego, coraz bardziej porzucają oni nawet obłudną posturę ludzi dążących do pozbycia się kapitalizmu. Obecnie zaś podczepiają się pod sprawę „sprawiedliwości klimatycznej”, by ponaglać kapitalistycznych wyzyskiwaczy do złagodzenia swego zachowania. Jak otwarcie wyraził to ISO-wski guru ds. zmiany klimatycznej Chris Williams: „połączenie żądań społecznych i ekologicznych we wspólnym jednolitym ruchu, niezależnym od polityków głównego nurtu
 
miałoby siłę do zmiany polityki państwa na szczeblu ogólnokrajowym” (Socialist Worker [Socjalistyczny robotnik], 26 czerwca). Taka jest wizytówka koalicji SCNCC (Zmienić System, Nie Klimat: Koalicja Ekosocjalistyczna), w której ISO jest wiodącą siłą.
 
 
Prawdą jest, że Ziemia jako całość jest cieplejsza, niż sto lat temu, zaś działalność ludzka, np. spalanie paliw kopalnych w dużym stopniu odpowiada za rosnące stężenie dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych w atmosferze. Jak odnotowano w jednym z uznanych sprawozdań naukowych, „poprzez światową cywilizację przemysłową, człowiek bezwiednie prowadzi rozległy globalny eksperyment geofizyczny. W niewiele pokoleń spala on paliwa kopalne, które powoli gromadziły się w ziemi w przeciągu ostatnich 500 milionów lat. Dwutlenek węgla produkowany w tym spalaniu wprowadzany jest do atmosfery; około połowa CO² pozostaje w niej”. Dalej: „zmiany klimatu, które ta zwiększona zawartość CO² jest w stanie spowodować mogłyby być szkodliwe z punktu widzenia istot ludzkich”. Sprawozdanie to, „Restoring the Quality of Our Environment” (Przywracanie jakości naszego środowiska) zostało przedłożone administracji Johnsona w 1965 r.
 
 
Eksperyment, o którym mowa wyżej trwa po dziś dzień. Dla ekologów rozwiązaniem problemu jest przykrojenie rozmiarów cywilizacji przemysłowej i pozostawienie paliw kopalnych pod ziemią. Dla marksistów rozwiązaniem jest zastąpienie bezwiednego postępowania świadomym i opartym na wiedzy planowaniem. Trzeba też pamiętać, że ostateczny wpływ obecnego trendu ku ociepleniu, obejmującego szeroki wachlarz możliwości i mogącego znacząco różnić się w zależności od miejsca na Ziemi, pozostaje do dziś znany w stopniu niewiele większym niż pół wieku temu.
 
 
Mimo to ekosocjaliści wypisują na transparentach najbardziej katastrofalne wizje jako naukową ewangelię. Na Left Forum (Forum Lewicy) zwołanym w czerwcu w Nowym Jorku kilku mówców poruszyło zagadnienie zmiany klimatycznej jako najgorszego kryzysu, przed jakim kiedykolwiek stanęła ludzkość. Uwagi Fostera podczas posiedzenia plenarnego zamykającego Forum zatytułowane były „The Epochal Crisis” (Kryzys epokowy). Dziennikarz pisma The Nation Christian Parenti przywołał nawet niekontrolowany efekt cieplarniany, który przekształcił Wenus w najgorętszą planetę w układzie słonecznym. Dalekie od wezwania do wykorzenienia produkcji dla prywatnego zysku, takie sianie paniki ma jeden cel: sprzedać rozmaite rozwiązania kwestii, jak zmniejszyć zużycie paliw kopalnych w ramach kapitalizmu.
 
 
Obecna zmiana klimatyczna może stanowić, a może i nie stanowić długotrwałego zagrożenia dla społeczeństwa ludzkiego. Dopóki panują kapitaliści, mamy prawdziwą loterię. Z działaniem systemu kapitalistycznego związana jest cała masa problemów, z których wiele jest pilniejszych do rozpatrzenia niż degradacja środowiska, np. bezrobocie i skrajna nędza, masowy głód, zbrojne awantury i podboje imperialistyczne, wzmacnianie społecznego wstecznictwa (masakry na tle etnicznym, podporządkowanie kobiet rodzinie itd.). Bez wątpienia największym śmiertelnym zagrożeniem dla ludzkości jest arsenał nuklearny będący w rękach amerykańskich panów imperialistycznych. Nawet regionalna wojna nuklearna, np. pomiędzy Indiami a Pakistanem, mogłaby zetrzeć z powierzchni Ziemi miliony ludzi, jednocześnie ochładzając cały glob i pogłębiając problem głodu.
 
 
Wynoszenie zmiany klimatycznej ponad wszystko inne stanowi wygodną wymówkę do pomagania burżuazji – tej samej klasie, która stoi za wszystkimi tymi przestępstwami. Wyliczanie emisji dwutlenku węgla jako miara postępowej polityki jest tego następstwem. W ciągu 800 tysięcy lat poprzedzających pisaną historię ludzkości poziom dwutlenku węgla w atmosferze nigdy nie przekroczył 300 części na milion (ppm); dziś jest to około 400 ppm. Z kolei w okresie jurajskim, gdy nad wszystkim panowały dinozaury, to stężenie było w pobliżu 2000 ppm. Według Fostera:
 
 
Potrzebujemy zejścia do 350 części na milion, co oznacza ogromną społeczną transformację na skalę, która uznana by była za rewolucyjną przez każdego członka dzisiejszego społeczeństwa, transformację całego naszego społeczeństwa aż do fundamentów. Musimy zmierzać do tego celu, i musimy tego żądać od naszego społeczeństwa. Zapomnijcie o kapitalizmie, zapomnijcie o pytaniu, czy system może tego dokonać. Niech to nie będzie wasz barometr. Mówcie, że to jest konieczne dla naszej planety, dla przetrwania ludzkości, dla sprawiedliwości, dla sprawiedliwości środowiska naturalnego, i my po prostu musimy tego dokonać.”
 
 
– MRZine.org (30 października 2008)
 
 
Jedną z najbardziej aktywnych grup „sprawiedliwości klimatycznej” usadowionych w USA jest obecnie organizacja o nazwie 350.org. Pomimo popularności tej numerologii konieczne są jeszcze dziesięciolecia badań naukowych niezwykle złożonego systemu klimatycznego, by sprecyzować próg stężenia dwutlenku węgla, po przekroczeniu którego nastąpiłby nie mający rozwiązania kryzys.
 
 
Według tego barometru CO², huragan Sandy był błogosławieństwem w przebraniu, bo odciął
prąd w północno-wschodnich Stanach Zjednoczonych, tak samo jak Wielka Recesja, która opróżniła kieszenie niezliczonych ludzi pracy na całym świecie. Podobnie kapitalistyczne Niemcy powinny być wszędzie wychwalane za ponad 20-procentowe obniżenie emisji CO² w ostatnich dwóch dekadach. Obecnie średnio jedna czwarta całej energii kraju pochodzi z tzw. źródeł odnawialnych, zaś w bardzo słoneczne dni prawie połowa. Daleko im jednak do redukcji „śladu węglowego” na głowę do poziomu takiego jak we Francji, gdzie dominuje energia nuklearna. Te dwa filary (Francja i Niemcy) imperialistycznej Unii Europejskiej w ostatnich latach intensywnie wyciskają pot z klasy robotniczej Europy i wszystkie soki z krajów zależnych takich jak Grecja.
 
 
Niektórzy aktywiści ekosocjalistyczni mogliby zblednąć na widok bardziej godnych pogardy konsekwencji osądzania wszystkiego za pomocą zawartości CO² . Lecz poparcie dla obniżenia poziomu życia to część takiego schematu. Dobrym przykładem jest podatek węglowy. Według oceny ISO, proponowana przez senatorów Barbarę Boxer i Bernie Sandersa ustawa, narzucająca opłatę za emisję CO² na przedsiębiorstwa zużywające paliwa kopalne u źródła (kopalnia, odwiert czy port przybycia), mająca na celu finansowanie odnawialnych źródeł energii i podobnej technologii – „wskazuje słuszny kierunek”. Projekt przewiduje zwrot części dochodów konsumentom, by skompensować wyższe ceny, które będą rezultatem przerzucania kosztów podatku przez firmy na innych. Nawet gdyby tak było, opłata ta nie pokryje jednak różnicy, przynosząc wzrost kosztów utrzymania ludziom pracy i biednym. Tymczasem korporacje produkujące energię, niezależnie od jej źródła, będą nadal inkasować pieniądze. Spośród zainteresowanych projektem udzielił mu ostatnio poparcia nie kto inny, jak ExxonMobil, oceniając pomysł jako „dobrze zaprojektowany, neutralny dochodowo podatek od dwutlenku węgla”.
 
 
Jesteśmy dalecy od obojętności wobec zmiany klimatycznej, niezależnie od jej rozkładu w czasie i konsekwencji. Jednak przedmiotem naszej głównej troski jest cywilizacja ludzka, i jesteśmy nieprzejednanymi przeciwnikami jej największego wroga: amerykańskiej panującej klasy kapitalistycznej. Nic dobrego nie da doradzanie tym grabieżcom świata jak mają w najlepszy sposób wytwarzać energię. Zamiast tego, proletariat musi wywłaszczyć kapitalistyczny przemysł i przestawić go na służbę społeczeństwu jako całości.
 
 
Jak napisaliśmy w pierwszej części artykułu „Capitalism and Global Warming” (Kapitalizm a globalne ocieplenie, WV nr 965, 24 września 2010):
 
 
Kiedy na świecie będą panować robotnicy, energia będzie wytwarzana i zużywana w możliwie najbardziej racjonalny, wydajny i bezpieczny sposób, w tym poprzez rozwijanie nowych źródeł energii. Nie wykluczamy z góry użytkowania paliw kopalnych ani stosowania energii z jakiegokolwiek innego źródła: nuklearnej, hydroelektrycznej, słonecznej, wiatrowej itd. Tylko promowanie modernizacji i wszechstronnego rozwoju w Trzecim Świecie, gdzie obecnie miliardy ludzi tkwią w okrutnej nędzy, prawie na pewno pociągnie za sobą o wiele większą produkcję energii na skalę globalną.”
 
 
Nawet jeśli paliwa kopalne nie zostaną jeszcze całkowicie zarzucone, świat wyzwolony z pogoni za zyskiem będzie miał wiele możliwości by wywierać pozytywny wpływ na klimat. Np. podjęty będzie wspólny wysiłek modernizacji elektrowni i innych gałęzi przemysłu w celu zminimalizowania emisji gazów cieplarnianych i załagodzenia efektu globalnego ocieplenia.


Paliwa kopalne a polityka wywierania presji
 
Polityka ISO-wskiego ekosocjalistycznego środowiska sprowadza się do ordynarnego ekologizmu. Hasło „zmienić system, nie klimat” zostało przejęte z języka skrzydła bojowego aktywistów ruchu ekologicznego. Po raz pierwszy spopularyzowane podczas protestu w grudniu 2009 r. przed miejscem obrad klimatycznych ONZ w Kopenhadze, jest ono celowo niejednoznaczne, by przyciągnąć jak najwięcej aktywistów. W środowisku zielonych postulowana „zmiana systemu” oznacza całą gamę terapii ekologicznych, od ograniczania wzrostu gospodarczego i zniechęcania do „kultury konsumpcji” po „pozostawianie paliw kopalnych w ziemi” i rezygnację z samochodów.
 
 
SCNCC preferuje skupienie swej działalności na „walce o świat wolny od paliw kopalnych”, tj. wywieraniu presji na kapitalistyczną Partię Demokratyczną w kierunku odejścia od paliw kopalnych w amerykańskiej gospodarce. Prezydent Barack Obama z wielką pompą zaprezentował w czerwcu swój „plan działań klimatycznych”, mający na celu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, który zawierał nakazanie Agencji Ochrony Środowiska (EPA) wypracowanie nowych standardów zmierzających do zmniejszenia emisji CO² do atmosfery przez elektrownie węglowe. W odpowiedzi Republikanie w Kongresie i magnaci przemysłowi potępili tę rzekomą „wojnę z węglem” i przestrzegli przed wyższymi kosztami energii elektrycznej dla ludności. Związki zawodowe, jak United Mine Workers były niezadowolone z tego, że plan nawet nie pretendował do zajęcia się stratami jakie przyniósłby górnikom z kopalni węgla, robotnikom zakładów komunalnych i ich rodzinom.
 
 
Choć wielu ekologów głównego nurtu triumfowało, SCNCC nie „fetowało przemówienia prezydenta Obamy”. W oświadczeniu z 4 lipca zatytułowanym „Potrzebujemy realnego planu dla planety” SCNCC użalała się, że proponowane środki „nie idą dostatecznie daleko” i doradziła Białemu Domowi: „zamiast »całej istniejącej« polityki energetycznej powinniśmy skierować znaczne fundusze na ściśle określony cel finansowania źródeł energii odnawialnej, jak energia pozyskiwana z wiatru i słońca.”
 
 
Twierdzenie, że jedno źródło energii jest bardziej sensowne niż inne w kapitalizmie, systemie kierującym się dążeniem do zysków, z jego anarchicznymi stosunkami produkcji to igranie z ogniem. Zachwalany jako sposób na zredukowanie emisji CO² amerykański szwindel z biopaliwami otrzymywanymi z kukurydzy spowodował zbyt słabe zbiory ziarna spożywczego pięć lat temu, co dało impuls do rozpętania się globalnego kryzysu żywnościowego. Energia słoneczna też jest ryzykowna: zarówno wydobycie jak i przetwarzanie metali ziem rzadkich używanych do paneli słonecznych, jak i sam proces ich produkcji wytwarzają ogromne ilości toksycznego szlamu i zanieczyszczeń zatruwających zapasy wody, zaś substancje chemiczne stosowane do produkcji paneli stanowią dodatkowe niebezpieczeństwo dla robotników.
 
 
Obecnie na tapecie u ekosocjalistów jest północna odnoga ropociągu Keystone XL o długości ok. 2735 km, która przetransportuje ropę naftową z Alberty w Kanadzie do wybrzeża Zatoki Meksykańskiej w USA. Prezydent Obama musi jeszcze udzielić zezwolenia na odcinek przekraczający granicę. Zwolennicy Keystone uważają ten projekt za kluczowy dla osiągnięcia przez amerykański imperializm „niezależności energetycznej” od ropy naftowej z Bliskiego Wschodu; ekolodzy przedstawiają go jako koniec świata.
 
 
Lutowa demonstracja przeciwników ropociągu Keystone w Waszyngtonie, zorganizowana przez Sierra Club i 350.org przyciągnęła dziesiątki tysięcy ludzi. Tydzień wcześniej ISO-wski Socialist Worker (12 lutego) miał nadzieję, że to „historyczne wydarzenie” „będzie sygnałem dla administracji Obamy, że nadszedł czas rzeczywistego działania w sprawach środowiska”. W Białym Domu cieszą się z takich przesłań, czego dowodem są słowa Obamy, który jasno stwierdził w swej czerwcowej mowie o zmianie klimatycznej: „w obecnej walce potrzebujemy obywateli, którzy powstaną i przemówią, i zmuszą nas do zrobienia tego, czego żąda ta chwila”. No i masz ci los: prezydent zaaprobował najnowszą „inicjatywę oddolną”.
 
 
Jeśli chodzi o ropociąg Keystone XL, marksiści nie mają powodu ani go popierać, ani się mu przeciwstawiać. Ogólnie rzecz biorąc, rurociągi do przesyłania ropy naftowej pełnią społecznie użyteczną funkcję transportu paliwa. Lecz pójście na skróty, by zwiększyć zysk, jak nazywa się grę dla baronów energetycznych, to śmiercionośny biznes. Niektórzy potomkowie pierwotnych ludów Ameryki sprzeciwiają się ropociągowi z uzasadnionej obawy, że rozlanie się ropy mogłoby zatruć źródła wody, w którą zaopatrują się ich rezerwaty. W zgodnej opinii istniejący ropociąg Keystone cechuje się tandetną konstrukcją, słabymi spawami i gorszej jakości materiałami. Potrzebne są bojowo nastawione związki zawodowe, które mogą wymusić kontrolę standardów bezpieczeństwa w procesie produkcji (zob. „Lac-Mégantic Industrial Murder”, WV 1033).
 
 
Nasze stanowisko w sprawie ropociągu Keystone XL odzwierciedla normę w sprawach związanych z burżuazyjną polityką energetyczną. Lecz to nie norma uniwersalna. W przypadku ropociągu Northern Gateway, który ma przebiegać z Alberty do wybrzeża Kolumbii Brytyjskiej, nasi kanadyjscy towarzysze słusznie sprzeciwiają się temu projektowi, choć nie z powodu emisji gazów cieplarnianych czy innych względów środowiskowych. Przeciwnie, powodem jest to, że projektowana budowa bezczelnie lekceważy prawa do ziemi rdzennej ludności, dominującej w odległych regionach, które ma przeciąć ropociąg. 
 

Zielona polityka z Wall Street
 
 
Ku uciesze ferajny ekosocjalistów, zeszłoroczny efekciarski objazd z odczytami pt. „Do the Math” (Prosty rachunek) założyciela 350.org Billa McKibbena spopularyzował wezwania o pozbywanie się udziałów u producentów węgla, ropy naftowej i gazu. Akcja wycofywania udziałów od tego czasu rozszerzyła się na ponad 300 szkół wyższych w całym kraju i spotkała się z odzewem u szeregu burmistrzów miast. Jak dotąd, sześć uczelni i 18 miast amerykańskich, w tym Seattle i San Francisco, przyrzekło zlikwidować aktywa w takich spółkach.
W artykule pt. „Divest to save Planet” (Wycofywać udziały, by ocalić planetę, Socialist Worker, 13 marca) ISO zachwyca się: „walka o wycofywanie udziałów jest częścią zmiany wśród aktywistów, ich odejścia od wezwań o inny styl życia i stanowi oznakę skupienia się na ogólnoustrojowej naturze zmiany klimatycznej”. W rzeczywistości ta „walka” polega na tej samej strategii moralnej presji, tyle że obecnie skierowanej na władze uczelni i władze miejskie. W imię „budowania ruchu” ISO i s-ka związali się na dobre i złe z finansowaną przez korporacje akcją wybielania, a raczej wyzieleniania kapitalistycznego wyzysku.
 
 
Kampania wycofywania udziałów została zaaranżowana w konsultacji z „postępową” grupą inwestycyjną z Wall Street – Ceres. Ten chorąży zielonego kapitalizmu zgromadził ostatnio poparcie od blisko 700 spółek, w tym General Motors i Microsoftu, dla deklaracji mówiącej, że „zmiana klimatyczna jest jedną z największych okazji ekonomicznych dla Ameryki XXI w.” Wśród zawartych w niej sugestii, by finansować menedżerów jest zalecenie przesunięcia pieniędzy ku naturalnym zasobom i infrastrukturze na „rynkach wschodzących”, tzn. promowanie penetracji przez imperialistyczny kapitał i jego panowania nad światem półkolonialnym. Nic dziwnego, że McKibben dostał honorowe miejsce na Konferencji Ceresu w 2013 r., która zgromadziła przedstawicieli takich firm, jak JPMorgan Chase, Bank of America, Citi, Con Edison, Bloomberg, Sprint i Ford.
Gdy ostatnio na McKibbena spadła fala krytyki w środowisku zielonych, Williams z ISO ruszył bronić go w trzyczęściowym komentarzu pt. „Questions for the Movement” (Pytania przed ruchem, socialistworker.org, 24-26 września). Chociaż przede wszystkim zajmował się usprawiedliwianiem aktywnego uczestnictwa pseudosocjalistów we wciskaniu kapitalistycznych strategii inwestycyjnych (odpowiedź na te pytania może mieć coś wspólnego z „wewnętrzną dynamiką stosunków w ruchach społecznych”), Williams dopuszcza, by „McKibben nadal wahał się w kwestii, czy Barack Obama i Partia Demokratyczna mogą być elementem rozwiązania problemu klimatycznego”. Następnie przechodzi on do użalania się nad sześcioma latami „obietnic bez pokrycia” płynących z Białego Domu, którego obecny lokator ponaglał w czerwcowej mowie: „Inwestujcie. Wycofujcie udziały. Przypominajcie ludziom, że nie ma sprzeczności między zdrowym środowiskiem a silnym wzrostem gospodarczym”.
 
 
Niedawno temu jeszcze sam Williams był pełen nadziei związanych z Obamą. W rozdziale pt. „Real Solutions Right Now” (Rzeczywiste rozwiązania już teraz) swojej książki „Ecology and Socialism” (Ekologia i socjalizm, Haymarket, 2010), Williams naszkicował „plan działania rządu w dziedzinie środowiska” i stwierdził: „program taki jak ten może zostać sformułowany jako »Zielony Nowy Ład dla XXI w. dobry dla planety, dobry dla ludzi, dobry dla zysków«. Propozycje te mogłyby teoretycznie zostać zrealizowane przez rząd drogą zmian prawnych, w kapitalistycznych stosunkach społecznych, zwłaszcza przez dynamiczną i wybiegającą myślą w przyszłość administrację Obamy” (podkreślenie w oryginale). Odruchowo Williams dodaje: „reformy, które teoretycznie są możliwe do przeprowadzenia w kapitalizmie nie zostaną wykonane dlatego, że »mają sens«, lecz dlatego, że politycy są zmuszeni wprowadzić je w życie”.
 
 
Tacy są, krótko mówiąc, ISO-wcy (i inni reformiści): poszukujący możliwości nacisku na rząd kapitalistyczny za pośrednictwem Partii Demokratycznej. Albo, jak w przypadku działań ISO-wskiego SCNCC, biorąc w objęcia polityków Partii Zielonych z takim samym skutkiem. Fakt, że ich sojusznicy z Partii Zielonych wyrzekają się nawet najskromniejszych aspiracji do socjalizmu nigdy nie liczył się specjalnie dla ISO, która nawet wystawiała kandydatów na listach wyborczych tej partii burżuazyjnej.
 
 
Zielone” stanowiska pracy a ruch robotniczy
 

Zielony radykalizm wyrósł z kontrkulturowego skrzydła Nowej Lewicy, które było zdecydowanie wrogo nastawione do marksizmu i zorganizowanego ruchu robotniczego. Ci działacze ekologiczni propagowali demontaż nowoczesnego społeczeństwa przemysłowego, zaś dla klasy robotniczej nie mieli nic oprócz pogardy. Jedną z ważniejszych grup była Earth First! („Przede Wszystkim Ziemia!”), która z okazji powstania w 1980 r. zadeklarowała: „żadnych kompromisów w obronie Matki Ziemi!” Jej wysiłki obejmowały wbijanie gwoździ w drzewa w celu niszczenia pił łańcuchowych, co stanowiło zagrożenie dla zdrowia i życia drwali. Podczas blokad drogowych przed fabrykami celulozy ekoradykałowie stawali naprzeciw kierowców ciężarówek i krzyczeli „nie ma miejsc pracy na umarłej planecie!”
 
 
Ta postawa (a nawet samo hasło), otrzymuje dziś interpretację „przyjaznej robotnikom” w wykonaniu niektórych apostołów zielonej religii poszukujących przechrztów wśród biurokracji związkowej. W liście z 8 września, adresowanym do szefa AFL-CIO Richarda Trumki w przeddzień zjazdu tej federacji związkowej, 350.org i ponad 60 podobnie myślących grup zadeklarowało: „musimy przestawić się z myślenia »miejsca pracy przeciw środowisku« na »miejsca pracy dla środowiska«”. „Zielony Nowy Ład” propagowany przez ISO-wca Williamsa i innych ekosocjalistów z SCNCC jest z tej samej parafii. Celem tych zabiegów jest zamaskowanie faktu, że zieloni skasowaliby miejsca pracy w całych gałęziach przemysłu, nawet pomimo tego, że chcą większego zatrudnienia w preferowanych dziedzinach.
 
 
Wydobywanie i przetwarzanie paliw kopalnych to niebezpieczna praca. Lecz „zielone miejsce pracy” nie jest ze swej natury bardziej pożądane. Odzwierciedlając obawy w kręgach amerykańskiej klasy panującej, że Chiny prześcigną ją w dziedzinie innowacji i w najnowszych gałęziach przemysłu, administracja Obamy przeznacza dziesiątki miliardów dolarów jako bodziec finansowy dla rozwoju energii odnawialnej i na projekty zwiększające wydajność energetyczną. W rezultacie zatrudnienie w branży energii słonecznej i w reszcie „zielonej gospodarki” wciąż wzrasta. Dominują w tej dziedzinie niskie płace i dodatkowe świadczenia oraz złe warunki pracy. Zarobki w wielu zakładach produkujących panele słoneczne i turbiny wiatrowe są niższe od średniej płacy w przemyśle, a bardzo niewielu robotników jest zorganizowanych w związkach zawodowych.
 
 
W 2008 r. grupa licząca 62 czarnych robotników zatrudnionych w prestiżowej fabryce „zielonej gospodarki” wniosła pozew w sprawie dyskryminacji rasowej przeciw swemu pracodawcy, podwykonawcy General Electric. W ramach obowiązków służbowych jeździli oni po kraju, wymieniając filtry powietrza wychwytujące toksyczne cząsteczki w elektrowniach i innych zakładach przemysłowych. Zmuszano ich do pracy w nadgodzinach, nie zabezpieczano wystarczającej ochrony przed niebezpiecznymi substancjami, z którymi się stykali, a także obrażano ich rasistowskimi wyzwiskami. Gdy grupa próbowała robić przerwy w pracy, kiedy temperatura lub stężenie sadzy wzrastały do granic wytrzymałości, wyśmiewano ich jako leniwych „czar----ów” i grożono zwolnieniem z pracy.
Zawieranie porozumień takich jak „Zielony Nowy Ład” z amerykańskimi panami burżuazyjnymi nic nie pomoże w naprawieniu krzywd wyrządzanych ludziom pracy. Wręcz przeciwnie, trzeba będzie uporczywej walki klasowej z pazernymi wyzyskiwaczami, w tym energicznych kampanii związkowych w celu zorganizowania masy niezrzeszonych robotników w „zielonej gospodarce” i innych gałęziach przemysłu.
 
 

O międzynarodową rewolucję proletariacką!
 

Jeśli „kapitalizm zabija planetę”, jak głosi SCNCC, to ISO i jej wspólnicy dokładają swoją cząstkę do zadania tego ciosu. Doceniamy piękno natury – jednak nie czynimy natury bóstwem. Marksiści traktują kwestię zmiany klimatycznej z punktu widzenia jej potencjalnego wpływu na społeczność ludzką, a nie zachowywania jakiegoś urojonego porządku naturalnego. Faktycznie klimat zmienia się nieustannie, czy to z ludzkością czy bez niej, czasem bardziej gwałtownie, czasem mniej.
 
Od zarania ludzkości nasi przodkowie pozostawiali swe znamię na świecie, a on też wywierał wpływ na ludzkość. W książce „Plows, Plagues, and Petroleum” (Pługi, zarazy i ropa naftowa, Princeton, 2005), naukowiec zajmujący się klimatem William Ruddiman napisał:
 
 
Rzecznicy środowiska często oprawiają swe stanowisko szlachetnymi, kaznodziejskimi odwołaniami do wyobrażenia Jana Jakuba Rousseau o »dobrym dzikusie«, koncepcji prymitywnych lecz mądrych ludzi, którzy kiedyś oszczędnie sobie żyli na roli i w stanie zupełnej harmonii ze środowiskiem. Przeciwstawiają oni ten rzekomo kiedyś nieskazitelny świat złu jakim jest intensywny rozwój przemysłowy w dwóch ostatnich stuleciach. Przedstawiają oni rozwój przemysłu jako pierwszy i jedyny rzeczywisty atak ludzi na naturę. (…) Wyobrażenie nieskazitelnego świata naturalnego jest mitem: społeczeństwa przedprzemysłowe od dawna miały przemożny wpływ na środowisko.
 
 
Zasadniczo, wszystko zaczęło się wraz z rolnictwem.
 
Chociaż John Bellamy Foster nie odwołuje się otwarcie do „dobrego dzikusa”, w jego wersji społeczeństwa socjalistycznego „konieczne będzie, byśmy wiedli oszczędne życie na Ziemi”, jak się wyraził parę lat temu. Lecz właśnie tym, co odróżnia ludzi od innych zwierząt jest zdolność wykonywania pracy i przekształcania świata wokół nas tak, by służył naszym celom. We wstępie do „Dialektyki przyrody” napisanej w 1883 r. Fryderyk Engels przekonująco przestrzega: „tylko człowiek zdołał wycisnąć na przyrodzie swoje piętno, nie tylko przenosząc rośliny i zwierzęta, ale także zmieniając wygląd i klimat miejsc, które zamieszkuje, a nawet zmieniając same rośliny i zwierzęta do tego stopnia, że następstwa jego działania mogą zniknąć jedynie z obumarciem całego globu ziemskiego”.
 
 
Natura z pewnością nie odwdzięczyłaby się, gdyby ludzkość nagle zaczęła „żyć oszczędnie”. Choroby i zarazy, susze i żywiołowe pożary, powodzie i tsunami, huragany i tornada, trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, deszcze meteorytów i wybuchy promieniowania gamma: wszystkie te cechy (i nie tylko one) życia na Ziemi pozostaną. Społeczność ludzka, która skurczy skalę rozwoju technologii w imię ochrony środowiska zostanie wystawiona na łaskę natury.
 
 
Droga naprzód to jakościowy rozwój światowych sił produkcyjnych w międzynarodowej federacji państw robotniczych. Tylko wtedy wyeliminowane zostaną niedobory, co jest wstępnym warunkiem zaniku klas i obumarcia państwa. Gdy masy ludzkie nie będą już dłużej musiały toczyć codziennej walki o przetrwanie i wraz z dostępnością nowoczesnej techniki, nauki, kultury i edukacji dla wszystkich, nastąpić powinna eksplozja ludzkiej kreatywności. Zarządzanie środowiskiem naturalnym Ziemi przez człowieka będzie iść do przodu milowymi krokami.
 
 
Gdy produkcja będzie planowana i nakierowana na zaspokajanie potrzeb ludzkich a nie na zyski, sprawom środowiska będzie można poświęcić należytą uwagę. Olbrzymi postęp wiedzy, technologii i zasobów zapewni ludzkości możliwość przewidywania i przygotowania się na każdą niemiłą niespodziankę ze strony natury. Wzrastająca obfitość dóbr usunie również materialne czynniki, jak i zacofane wartości społeczne, np. typu promowanego przez religie, które zasilają przyrost populacji ludzkiej. Biedni chłopi i robotnicy rolni nie będą już zmuszeni mieć więcej dzieci, by wystarczyło rąk do pracy na roli. Podział między miastem a wsią, jak też ekonomiczna zależność od rodziny zostaną przezwyciężone.
 
 
Aby urzeczywistnić społeczeństwo komunistyczne, trzeba najpierw obalić panowanie kapitału, w tym kraju i poza nim. Engels dokładnie wyłożył to w „Anty-Duhringu” (1878):
„dokonanie tego dzieła wyzwolenia świata jest misją dziejową nowoczesnego proletariatu. Zbadanie historycznych warunków tego dzieła, a więc i samej jego natury, uświadomienie w ten sposób klasie powołanej do tego dzieła, a dziś uciśnionej – warunków i charakteru jej własnej akcji jest zadaniem naukowego socjalizmu, jako teoretycznego wyrazu ruchu proletariackiego”.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

LENIN - rocznica