Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 12 gości.

Camillo Torres: Rewolucja jako nakaz wiary

Camilo Torres

REWOLUCJA JAKO NAKAZ WIARY
 
 

Tekst ten został odczytany przez Camilo Torre­sa na II Międzynarodowym Kongresie „Pro Mundi Vita", który odbył się we wrześniu 1964 r. w Louvain. Tekst został wygłoszony pod tytu­łem „Programowanie ekonomiczne a wymagania apostolskie". Pod tym samym tytułem i w tej samej formie ukazał się w tomie wydanym przez „Pro Mundi Vita" na początku 1965 r. -
 
 

I. ISTOTA APOSTOLSTWA CHRZEŚCIJAŃSKIEGO
 
 

Aby określić istotę apostolstwa chrześcijańskie­go, musimy najpierw wyjaśnić diwa aspekty za­gadnienia: ontologiczny i epistemologiczny. Inny­mi słowy, musimy określić, czym jest apostolstwo chrześcijańskie, i zastanowić się, po czym można je rozpoznać.
 
 

1. Czym jest apostolstwo chrześcijańskie?
 
 

Apostolstwo chrześcijańskie jest działalnością, która ma urzeczywistnić i rozszerzyć Królestwo Boże.
 
 

Apostoł jest w zasadzie Chrystusem. Określając zatem istotę jego posłannictwa, uchwycimy rów­nież istotę chrześcijańskiej pracy apostolskiej.
 
 

Bóg upoważnił Chrystusa, aby według władzy udzielonej Mu przez siebie nad każdym człowie­kiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dał (J 17,2). W Ewangelii świętego Jana spotykamy słowa „życie" i „życie wieczne", mające takie samo znaczenie jak „Królestwo Boże" u świętego Mateusza i „sprawiedliwość" u świę­tego Pawła.1 Identyfikacja ta jest zresztą w pełni uzasadniona, ponieważ Królestwo Boże polega na posiadaniu życia, a sprawiedliwość, tak jak ją rozumie święty Paweł, polega na posiadaniu tegoż samego życia. Chrystus przyszedł na świat „po to, a.by (owce) miały życie, i miały je w obfitości (J 10,10). Istota apostolstwa polega więc na tym, aby wszyscy mieli życie, i to mieli je w obfitości.
 
 

2. Po czym rozpoznać pracę apostolską?
 
 

Celem pracy apostolskiej jest sprawić, aby lu­dzie mieli życie nadprzyrodzone. Praca ta jest zawsze owocna, nawet jeśli jej rezultaty są niewi­doczne. Rezultat końcowy i istotny jest niewidocz­ny, ponieważ samo życie nadprzyrodzone jest takie. Istnieje jednak wiele przejawów życia nad­przyrodzonego i one warunkują działalność apo­stolską. Bardzo istotną sprawą jest, aby działal­ność apostolska' starała się stwarzać te przejawy jako środki, a nie jako cele. Istnieje jeden ele­ment zewnętrzny, który jest zarazem symptomem i warunkiem koniecznym pracy apostolskiej. Chodzi tu mianowicie o przejawy miłości bliźnie­go. Jeśli ożywia je życie nadprzyrodzone, są już nie tylko symptomami i warunkiem sine qua non działalności apostolskiej, ale stają się jej właści­wym celem. Wytłumaczę to twierdzenie wyjaśnia­jąc, jakie są inne symptomy istnienia życia nad­przyrodzonego i, co za tym idzie, jakie są właś­ciwe środki apostolstwa chrześcijańskiego.
 
 

 
Stary i Nowy Testament podaje nam zwykłe środki pozwalające na osiągnięcie życia nadprzy­rodzonego, które uświęciła praktyka Kościoła. Są to: modlitwa, sakramenty, msza. Jednakże stoso­wanie ich, choć jest samo w sobie dobre, bez spe­cjalnego objawienia 1 nie może dać wystarczającej pewności. Można bowiem stosować te środki nie kierując się miłością, a wtedy nie będą one symp­tomami życia nadprzyrodzonego.
Głoszenie wiary w Boga i w Jezusa Chrystusa może być oznaką posiadania życia nadprzyrodzo- go: „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynie prawdziwego Boga, oraz tego, którego po­słałeś Jezusa Chrystusa" (J 17,3). Ale można po­siadać wiarę i głosić ją, nawet nie mając życia nadprzyrodzonego: „Gdybym (...) posiadał wszelką wiedzę, i wiarę taką, iżbym góry przenosił, a mi­łości bym nie miał, byłbym niczym" (1 Kor 13,2). Wszelkie symptomy życia nadprzyrodzonego są bezużyteczne dla chrześcijanina, jeśli nie prze­pełnia go miłość. Jeśli natomiast ma miłość, po­siada wszystko: „Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo" (Rz 13,8). „Przeto miłość jest do­skonałym wypełnieniem Prawa" (Rz 13,10).
Bez miłości, bez owocnej miłości nie może być życia nadprzyrodzonego. Miłość-caritas jest przede wszystkim miłością nadprzyrodzoną. Aby istniała prawdziwa caritas, musi istnieć prawdziwa mi­łość. Dobre uczynki świadczone bliźniemu są wa­runkiem koniecznym, aby miłość była prawdziwa. Zatem miłość nie przynosząca owoców nie jest prawdziwą miłością-caritas. „Po ich owocach po­znacie ich" (Mt 7,16). „Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: »Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!« — a nie dacie im tego, czego oni koniecznie potrzebują dla ciała — to na co się to przyda?" (Jk 2,15—16).
Sąd Boży o ludziach opiera się przede wszystkim na konkretnych rezultatach ich miłości bliźniego. W dniu Sądu Ostatecznego (Mt 25,31) o naszym wiecznym losie zadecyduje faktyczne przyjęcie, jakie zgotowaliśmy braciom naszym, a więc to, czy daliśmy im chleb, wodę, schronienie, ubranie.
Na zakończenie możemy stwierdzić, że nie nale­ży szukać życia nadprzyrodzonego u ludzi rozum­nych, jeśli nie mają na swym koncie dobrych uczynków świadczonych bliźniemu. Uczynki te — materialne i duchowe — nie są same w sobie symptomami absolutnie pewnymi życia nadprzy­rodzonego. Istnieją bowiem dobre uczynki, które wcale nie są nadprzyrodzone. Aby nimi były, ten, kto je spełnia, musi mieć łaskę, a do tego potrze­bna jest wiara, nawet jeśli jest ślepa. Człowiek dobrej woli będzie mógł zostać zbawiony. Nie ma­my natomiast pewności, że nie można mieć łaski poza łonem Kościoła ani że jedynym sposobem przynależenia do Kościoła jest formalne przyjęcie sakramentów. Istnieje przecież chrzest z pragnie­nia i pokuta z pragnienia.
 
 

A zatem może istnieć życie nadprzyrodzone na­wet bez wyraźnie uświadomionej wiary i bez for­malnego przyjęcia sakramentów. Ale nie może być o nim w ogóle mowy w przypadku ludzi, któ­rzy — choć szczycą się rozumem — nie mogą po­chwalić się dobrymi uczynkami spełnianymi wobec bliźniego.
 
 

Nie mamy tu do czynienia z problemem wyłącz­nego wyboru, lecz z problemem priorytetów, kie­runku pracy apostolskiej, jednym słowem z pro­blemem istoty posłannictwa.
 
 
 
Wiemy, że sakramenty dają nam życie nadprzy­rodzone, ale ich przyjęcie pod postacią zewnętrzną nie jest konieczne w wypadku sakramentów z pragnienia. Natomiast dobre uczynki zarówno materialne jak i duchowe świadczone bliźniemu są niezbędne do życia nadprzyrodzonego. Praca apo­stolska może skoncentrować się na tym, by udzielać jak najwięcej sakramentów, ale jeśli nie towarzy­szą jej dobre uczynki, nic nie jest warta. Może również ograniczyć się wyłącznie do dobrych uczynków, ale one z kolei nie przedstawiają sobą żadnej wartości, gdy brak jest łaski. Dobre po­słannictwo ma przed sobą dwie drogi do wyboru: albo może wyjść od sakramentów i dojść do mi­łości, lub wyjść od dobrych uczynków i dojść do sakramentów. Istnieje trzecia możliwość, ale nie ma ona nic wspólnego z prawdziwym posłanni­ctwem, gdyż polega na tym, że można przyjmować sakramenty nie spełniając równocześnie dobrych uczynków. Po to więc, by w ogóle mówić o istnie­niu życia nadprzyrodzonego, najpierw musimy koniecznie sprawdzić, czy towarzyszą mu dobre uczynki, nawet jeśli mają charakter tylko wew­nętrzny: „My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci" (1 J 3, 14). Należy na­tomiast przypuszczać, że mamy do czynienia z mi­łością nadprzyrodzoną, gdy spotykamy się z uczyn­kami o charakterze zewnętrznym lub wewnętrz­nym świadczonymi dla dobra bliźniego. Zakłada­my istnienie życia nadprzyrodzonego opierając się na przekonaniu, że wszyscy są ludźmi dobrej woli. Założenie takie musimy przyjąć, dopóki nie udo­wodnimy, że jest inaczej.
 
 

Obie wyżej wspomniane drogi są słuszne, ale sądzę, że większy nacisk należy położyć na do­bre uczynki niż na sakramenty. Będzie to bardziej owocne. Nie można jednak z góry przesądzać, że osoba zadowalająca się pozornie jedynie przyjmo­waniem sakramentów, nie spełnia dobrych uczyn­ków świadczących o miłości bliźniego, o których nic nie wiemy lub wiedzieć nie możemy, ponieważ mają charakter wewnętrzny.
 
 

Próbowałem wyjaśnić tu, że apostoł musi przy­znać dobrym uczynkom absolutne pierwszeństwo i oceniać należycie ich ogromną wagę. Dlaczego właśnie one są tak ogromnie ważne, zrozumiemy, gdyż weźmie się pod uwagę dwie okoliczności hi­storyczne istniejące w dzisiejszym świecie, a które powinny decydować o kierunku pracy apostol­skiej.
A. PROBLEMY SPOŁECZNE 
Niejednokrotnie papieże i różni autorzy oma­wiali z chrześcijańskiego punktu widzenia aktual­ne problemy społeczne. We wszystkich tych defi­nicjach występuje jeden element nie podlegający w ogóle dyskusji. Chodzi mianowicie o nędzę ma­terialną. Nie jest ona oczywiście jedynym i wy­łącznym elementem problemów społecznych, ale koniecznie trzeba ją brać pod uwagę, gdyż w przeciwnym razie nie można w ogóle zrozumieć i rozwiązać tych problemów. We współczesnym świecie nie sposób być chrześcijaninem i nie zda­wać sobie sprawy z zagadnienia nędzy material­nej, które wymaga zaangażowania się wszystkich ludzi. A więc tym bardziej chrześcijanie nie mogą uchylać się od spełniania dobrych uczynków o charakterze zewnętrznym i materialnym. Wy­jątek stanowić mogą jedynie wypadki specjalnego powołania lub wyjątkowych okoliczności natury osobistej.
 

Jeśli chodzi o ogólny kierunek, praca apostolska
 

o ile chce być miłością owocną, musi dążyć przede wszystkim do spełnienia realnie dobrych uczyn­ków wobec bliźniego.
 
 

B. PLURALIZM
 
 
 
Również pluralizm — pluralizm ideologiczny i instytucyjny — uznano za cechę charakterystycz­ną współczesnego społeczeństwa. Przeciwstawne systemy religijne, filozoficzne i polityczne stanęły w obliczu konieczności koegzystencji, gdyż jest ona w efekcie łatwiejsza i mniej kosztowna niż wza­jemne zwalczanie się. Ale koegzystencja ta może istnieć jedynie w oparciu o wspólne cechy, pewne punkty styczne, których duży zestaw proponują różne programy działania. Działalność mająca na celu dobro ludzi i prowadzona przez ludzi nie jest nigdy ani całkowicie dobra, ani całkowicie zła. Kiedy przechodzi od projektów do realizacji, staje się jakby apelem skierowanym do sumień tych wszystkich, którzy mają na celu dobro ludzkości, apelem, na który odpowiedź jest sprawą dosyć ryzykowną. Akceptując bowiem jakiś program działania, człowiek tym samym godzi się na jego nieuniknione braki; odrzucając go natomiast, rów­nocześnie odrzuca jego dobre strony, które każdy program musi niewątpliwie zawierać.
 
 

Jednak działanie ludzkie jest czymś konkret­nym. Poprzez obiektywną obserwację możemy sprawdzić większość zmiennych, które je warun­kują. A fakty nie podlegają w ogóle dyskusji. Po­za tym problem rozwijania działalności w służbie ludzi zaczął zajmować pierwszorzędne miejsce w skali wartości współczesnego świata. Zarówno chrześcijanie jak i ich przeciwnicy przyznają mu absolutne pierwszeństwo. Różnice dotyczą jedynie środków, okoliczności i ostatecznych celów, ale nie dyskutuje się nad samym nakazem miłości bliźniego. Elementem wspólnym jest to, co stanowi o istocie chrześcijaństwa. Moglibyśmy powiedzieć, że dla niechrześcijan nakaz ten ma charakter na- turalistyczny i nie jest formalnie chrześcijański, ale żeby tak twierdzić, musimy najpierw dowieść złej wiary niechrześcijan, którzy nie tylko głoszą konieczność spełniania dobrych uczynków wobec bliźniego, ale także słowa te wprowadzają w ży­cie.
 

O ile chrześcijański apostoł koncentruje swój wysiłek głównie — choć nie wyłącznie — na tym, aby wszyscy ludzie spełniali humanitarne uczynki świadczące o miłości bliźniego, to kładzie specjal­ny nacisk ma fakt, że są one wartością powszech­nie uznaną, która jest także oznaką istnienia życia nadprzyrodzonego.
 

W pluralistycznym świecie jedność działania w służbie ludzi jest jednością osiągniętą na podsta­wach, które można uznać za chrześcijańskie.
 
 

Oto co na ten temat powiedział papież Jan XXIII w swojej encyklice Pacem in terris:
 
 

„Jest więc czymś najzupełniej właściwym od­różnić wyraźnie od błędnych teorii filozoficznych na temat istoty, pochodzenia i celu świata czy człowieka, poczynania odnoszące się do spraw gospodarczych i społecznych, kulturalnych czy też ustrojowych, nawet jeśli tego rodzaju poczynania wywodzą się z teorii i z nich czerpią natchnienie. Ostatecznie bowiem sformułowania teoretyczne już się nie zmieniają, natomiast poczynania te — właśnie dlatego, że dokonywane są w zmiennych warunkach — nie mogą nie być od nich w dużym stopniu zależne. Któż zresztą będzie twierdził, że w tych poczynaniach, zwłaszcza jeżeli są one zgodne z założeniami zdrowego rozumu i stanowią wyraz słusznych dążeń ludzkich, nie może tkwić coś dobrego i godnego uznania?
 
 

 
Dlatego może zdarzyć się niekiedy, że pewne prace zespołowe dotyczące problemów praktycz­nych, które uważano dawniej za zupełnie bezcelo­we, ocenia się teraz jako rzeczywiście owocne, czy to już obecnie, czy też w przyszłości" (§ 159 —160).
 
 

Rozpatrzymy później formy, warunki i okolicz­ności takiej jedności. Na razie zadowolimy się podkreśleniem, jak ważną sprawą dla „apostoła", który ma działać w społeczeństwie pluralistycz­nym, jest Skierować cały swój wysiłek na zewnę­trzny aspekt uczynków świadczonych dla dobra bliźniego.
 
 

Reasumując możemy powiedzieć, że uczynki spełnione w służbie bliźniego są z punktu wi­dzenia teologicznego jednym z najpewniejszych dowodów istnienia życia nadprzyrodzonego, a z punktu widzenia misyjnego najważniejszym celem duszpasterza żyjącego w społeczeństwie, któremu problemy społeczne nie są obce i które ma struk­turę pluralistyczną.
 

II. ELEMENTY PROGRAMOWANIA EKONOMICZ­NEGO W KRAJACH SŁABO ROZWINIĘTYCH
 
 

1. Pojęcia
 
 

* 
Nim zacznę jakiekolwiek rozważania na ten te­mat, muszę dokładnie sprecyzować, jak rozumiem pojęcie „programowania ekonomicznego".
 
 

Każdy w ogóle program zakłada jakieś przewi­dywania na przyszłość, jakiś plan. Dlatego po­wiem najpierw, co rozumiem pod pojęciem plano­wania gospodarczego i w jakiej mierze programo­wanie może być synonimem planowania.
 

Programowanie ekonomiczne może być przewi­dywaniem, które nigdy nie zostanie zrealizowane. Może także stanowić część planowania gospodarczego i właśnie tak rozumiane będzie przedmiotem niniejszych rozważań. Dlatego spróbuję najpierw gruntownie zbadać pojęcie planowania. Planowa­nie gospodarcze to zespół środków mających na celu rozwój dóbr i usług w określonym społeczeń­stwie.
 

Charakter planowania gospodarczego może ule­gać zmianom zależnie od społeczeństwa, kraju czy też regionu społeczno-ekonomicznego, a także za­leżnie od ustroju i rodzaju władzy, która je ustala i realizuje.
 

Inny charakter ma planowanie gospodarcze w krajach kapitalistycznych wysoko rozwiniętych, inny w krajach kapitalistycznych słabo rozwinię­tych, a jeszcze inny w krajach socjalistycznych.
 

2. Planowanie gospodarcze w krajach socjalistycz­nych
 
 

W krajach socjalistycznych planowanie było ra­czej wynikiem istniejących potrzeb niż systemem z góry założonym przez marksistowskich specjali­stów.
 
 

Od samego początku istnienia ustroju socjali­stycznego Związek Radziecki stanął wobec pro­blemu dotkliwego braku surowców. Centralizacja ich rozdziału stała się koniecznością. Pociągnęło to za sobą konieczność scentralizowania informacji. Działalność utworzonej przez Lenina 5 stycznia 1918 r. Najwyższej Rady Gospodarki Narodowej ograniczała się początkowo do stosowania w prze­myśle „kwestionariuszy statystycznych" używa­nych od dawna w innych krajach w rolnictwie.
 
 

Instytut dla Badań Koniunktury opracowywał wytyczne dla polityki ekonomicznej państwa. Wy­tyczne te stawały się stopniowo dyrektywami. Ko­misja Planu Narodowego (Gospłan) zaczęła w 1923 roku sporządzać projekty planów pięcioletnich dla przemysłu metalurgicznego i dla komunikacji. Dopiero po 15 latach ustalono metody i teorię pla­nowania na skalę ogólnokrajową. Musimy przy tym zaznaczyć, że początkowo teoria była stoso­wana przy równoczesnym zachowaniu własności prywatnej większości środków produkcji. Nie róż­niła się więc wcale od planowania, jakie istnieje dziś w krajach kapitalistycznych. Dopiero gdy państwo przejęło kontrolę nad większością środ­ków produkcji, planowanie mogło stać się czyn­nikiem naprawdę decydującym.
 

Snuto wiele domysłów na temat,, jaki przebieg miałby gospodarczy rozwój Związku Radzieckiego, gdyby nie wyłamał się on z ram rozwoju kapitali­stycznego, który był udziałem reszty Europy. Szkoda jednak czasu na takie czcze rozważania. Musimy trzymać się faktów i przeanalizować je tak, jak wydarzyły się w historii. Związek Ra­dziecki, w dużej mierze dzięki swemu systemowi plaoniowania gospodarczego, zakładającego kontrolę państwa nad środkami produkcji, jest obecnie co najmniej drugim pod względem ekonomicznym mocarstwem na świecie. A przecież w 1917 r. był krajem zacofanym gospodarczo.
 
 

Czemu należy przypisać przede wszystkim ten rozwój?
 
 

Nie musimy wcale analizować dokładnie marksi­stowskiej teorii wartości dodatkowej, aby stwier­dzić, że Związek Radziecki prawie w całości zużytkowywał w sposób progresywny produkcję na­rodową na ogólnonarodowe cele zaplanowane przez fachowców. Osiągnięty rezultat ma ścisły związek przyczynowy z teorią marksistowską.
 
 

Jednakże należałoby zastanowić się, czy i w jakiej mierze inna ideologia, na przykład typu spirytualistycznego, mogłaby doprowadzić do osiągnięcia analogicznych rezultatów i w jakim stop­niu zasady materialistyczne wpływają w sposób decydujący na kierunek inwestycji. Problem ten
poruszymy przy końcu tej pracy.
 
 

3. Planowanie w krajach kapitalistycznych
 
 

Przed II wojną światową Niemcy były jedynym krajem, w którym istniało planowanie gospodar­cze typu kapitalistycznego na skalę ogólnonaro­dową.
 
 

W prawie wszystkich innych krajach dopiero po II wojnie spotykamy się, nie licząc planów frag­mentarycznych, z ogólnonarodowym planowaniem gospodarczym. Przyczyny tak późnego pojawienia się planów ogólnonarodowych są następujące:
 
 

—    wystarczające zasoby surowców;
 

—       brak regionalnej integracji (na przykład ry­nek europejski);
 

—    brak ogólnego planowania w skali przedsię­biorstwa lub w skali lokalnej ;
 

—   brak wystarczająco dokładnych i pełnych da­nych statystycznych;
 

—   brak koncepcji wystarczająco daleko posu­niętego interwencjonizmu państwa.
 

Planowanie gospodarcze jest zarówno w krajach kapitalistycznych jak i socjalistycznych wynikiem rozwoju gospodarczego i konkurencji. Istnieje jednak wiele różnic między tymi dwoma typami planowania. „Produkcja w krajach o ustroju libe­ralnym jest wypadkową raczej interesów prywa­tnych niż potrzeb ogólnych, do których z trudem się dostosowuje"
 
 
— pisze Campion w Słowniku Nauk Ekonomicznych.1 Mimo to możemy stwier­dzić, że „potrzeby ogólne" społeczeństwa są coraz częściej brane pod uwagę przy planowaniu w kra­jach kapitalistycznych. Aby móc uzmysłowić so­bie, w jaki sposób się to dzieje, musimy zapoznać się dokładniej z ewolucją struktury politycznej w tych krajach.
 
 

Ledwie powstały ustroje demokratyczne, a już grupy nacisku stanowiące mniejszość zaczęły kie­rować polityką gospodarczą. Rozwój gospodarczy pociągnął za sobą rozwój społeczny charakteryzu­jący się podniesieniem poziomu kulturalnego i ekonomicznego klas stanowiących większość spo­łeczeństwa. Doktryna marksistowska i ruch chrze- ścijańsko-społeczny doprowadziły do powstania organizacji ludowych. Mała ilość wykwalifikowa­nych robotników i w ogóle krajowej siły roboczej wpłynęła na umocnienie pozycji organizacji związ­kowych.
 
 

Wraz ze wzrostem dochodu narodowego podniósł się oczywiście, choć nieproporcjonalnie, poziom ekonomiczny grup stanowiących większość, po­ziom, który umożliwił rozwój oświaty i wspólnego ruchu we wszystkich sektorach życia w obrębie tych grup, tak że mogły one odtąd wywierać róż­nego rodzaju naciski na przedstawicieli władzy. Stosunek sił między grupami mniejszości mający­mi w swym ręku władzę ekonomiczną a zorganizo­wanymi grupami większości stał się bardziej wy­równany. Interesy prywatne nabrały bardziej ogólnego charakteru, oczywiście tylko w skali krajowej, bo na arenie międzynarodowej interesy krajów biednych muszą w dalszym ciągu ustępo­wać miejsca interesom krajów bogatych. Zaczęła sprawdzać się przepowiednia Lenina: kapitalizm narodowy przekształcił się w imperializm między­narodowy.
 
 

Planowanie kapitalistyczne różni się od socjali­stycznego zakresem kontroli państwa nad inwestycjami i szybkością wprowadzania tej kontroli. Obecnie kontrola inwestycji sprawowana w kra­jach kapitalistycznych w sposób pośredni poprzez podatki, kredyty, subwencje itd. ma dosyć duży zasięg. Nie osiąga ona jednak nigdy takiego za­kresu, jaki ma w krajach socjalistycznych. Na ogół mimo interwencji państwa nie zmniejszyła się rola, jaką odgrywały przy podejmowaniu de­cyzji politycznych interesy prywatne.
 
 

Oczywiście, jeśli chodzi o szybkość wprowadza­nia kontroli państwowej, to proces ten trwał w krajach socjalistycznych wiele lat. Jednak od samego początku główną rolę odgrywały interesy ogółu społeczeństwa i kryteria techniczne. Dzięki temu proces mógł być mimo wszystko krótszy niż w krajach kapitalistycznych.
 
 

4. Planowanie w krajach słabo rozwiniętych
 
 

Kraje ubogie zostały sklasyfikowane jako kraje zacofane, słabo rozwinięte i rozwijające się. Te różne określenia nabrały ostatnio charakteru eufe­mizmów i odpowiadają raczej paternalistycznemu podejściu do zagadnienia niż kryteriom nauko­wym.
 
 

Poziom zacofania gospodarczego może być oczy­wiście różny. Kraj słabo rozwinięty to nie to samo co kraj rozwijający się. Struktura gospodarcza kraju słabo rozwiniętego przeszkadza mu w roz­woju. Kraj rozwijający się przeszedł już natomiast przez tzw. stadium „wyjściowe", gdyż w przeciw­nym razie nie można by o nim mówić jako o kra­ju rozwijającym się.
 
 

W dzisiejszych czasach planowanie w krajach trzeciego świata musi korzystać z doświadczeń zdobytych w tej dziedzinie zarówno przez kraje kapitalistyczne jak i socjalistyczne.
 
Kraje słabo rozwinięte usiłują obecnie wprowa­dzać i, realizować planowanie gospodarcze. Wiele spośród nich powołało specjalne państwowe orga­ny planowania, ale jak dotąd wywiązują się one mało skutecznie ze swych zadań. Aby polepszyć sytuację istniejącą w tej dziedzinie, proponuje się rozwiązania administracyjne, organizuje spotkania ekspertów, kongresy, a przecież konieczne jest przede wszystkim przeanalizowanie braków struk­turalnych, które w tych krajach stanowią prze­szkodę dla realnego planowania gospodarczego, mogącego przynieść duże korzyści szerokim ma­som.
 
 

Istnieją dwa typy przeszkód — przeszkody na­tury ekonomicznej i przeszkody natury społecznej.
 
 

A. PRZESZKODY NATURY EKONOMICZNEJ
 
 

Zwrócimy tu uwagę jedynie na najważniejsze spośród przeszkód natury ekonomicznej, a miano­wicie na:
 
 

—    brak inwestycji produkcyjnych,
 

—    brak kadry fachowców,
 

—    brak polityki rozwojowej.
 
 
 

Brak inwestycji produkcyjnych
 
 

Ujmując zagadnienie nieco schematycznie inwe­stycje można podzielić na inwestycje kapitału krajowego i kapitału obcego.
 

Spontaniczne angażowanie kapitałów krajowych w inwestycje produkcyjne jest trudne do osiągnię­cia. Po pierwsze dlatego, że kapitałów tych jest niewiele, a z racji małych dochodów mała jest akumulacja. Poza tym najchętniej inwestuje się kapitały w krajach o stabilnej walucie i pew­niejszej strukturze instytucjonalnej, to znaczy w krajach uprzemysłowionych i wysoko rozwinię­tych. Zjawiska te tworzą błędne koło, z którego trudno jest się wydostać.
 

Z drugiej strony, wydatki na dobra konsump­cyjne i artykuły luksusowe nie wchodzą w zakres planowania i nie zawsze należą do najbardziej rentownych. Niestety właśnie one są najczęstszym zjawiskiem w krajach słabo rozwiniętych, gdzie inwestycje produkcyjne są niemożliwe do zreali­zowania, o ile zależą od inicjatywy prywatnej.
 
 

Gdy natomiast chodzi o inwestycje prowadzone przez kapitały obce, decydujący jest tu czynnik natury politycznej. Podział świata na dwa obo­zy — kapitalistyczny i socjalistyczny — sprawia, że kraje słabo rozwinięte, opowiadające się po jednej lub drugiej stronie, skazują się tym samym na monopol jednego obozu w dziedzinie zewnętrz­nej pomocy finansowej. To opowiedzenie się po jednej stronie powoduje zupełny brak konkuren­cji, który z kolei uzależnia całkowicie kraje słabo rozwinięte od kraju prowadzącego inwestycje.
 
 

Planowanie inwestycji zarówno kapitału krajo­wego jak i obcego w krajach trzeciego świata powinno odbywać się w skali ponadnarodowej.
 
 

Wszystkie kraje słabo rozwinięte poprzez uprze­mysłowienie dążą do niezależności gospodarczej. Prawie wszystkie pragną rozwinąć własny prze­mysł ciężki. Jednakże nie skoordynowane wysiłki poszczególnych krajów mogą się okazać w sku­tkach nieefektywne. Dzięki integracji regionalnej można określić, jalkie inwestycje są najbardziej opłacalne, i zależnie od tego niektóre kraje mo­głyby się wyspecjalizować w produkcji rolnej i hodowli, a inne rozwijałyby gałęzie przemysłu nawzajem się uzupełniające.
To planowanie na płaszczyźnie ponadnarodowej wymagałoby pewnej elastyczności, aby kraje słabo rozwinięte mogły korzystać z walki konkurencyj­nej istniejącej pomiędzy krajami wysoko rozwi­niętymi.
 
 

Brak kadry fachowców
 
 

Żaden kraj nie może zapewnić sobie wystarcza­jącej ilości fachowców, jeśli nie poczyni odpo­wiednich inwestycji w sektorze oświaty. Małe budżety, jakie na ten cel przeznaczają kraje słabo rozwinięte, świadczą o nieznajomości kryterium rentowności inwestycji. Inwestuje się raczej w zbrojenia, wojsko i administrację, a są to inwesty­cje nierentowne, gdyż odpowiadają jedynie inte­resom uprzywilejowanej mniejszości, do której należy podejmowanie decyzji.
 

Przy tak niskich wydatkach na oświatę niemo­żliwe jest posiadanie kadry fachowców zdolnych do zrealizowania planu rozwojowego na podsta­wach naprawdę naukowych. Duża ilość analfabe­tów ma również ujemne skutki. Te podstawowe braki odbijają się niekorzystnie na szkolnictwie średnim i wyższym. Wskutek braku planowania administracyjnego często więcej jest osób posia­dających wyższe wykształcenie niż osób o wykształ­ceniu średnim, chociaż zapotrzebowanie społeczne wymagałoby sytuacji odwrotnej. Na dodatek naj­lepsi fachowcy z wyższym wykształceniem emi­grują bardzo często do krajów rozwiniętych, gdzie zarobki są dużo wyższe.
 
 

W wielu przypadkach pomoc krajów bogatych dla krajów słabo rozwiniętych polega na przysy­łaniu specjalistów. Jest to oczywiście konieczne, ale o wiele ważniejsze jest znalezienie sposobu, żeby zapobiec emigracji krajowej kadry fachow­ców.
 
 

Brak polityki rozwojowej
 
 


Brak inwestycji produkcyjnych i odpowiedniej kadry fachowców to tylko jedna z barier, których nie sposób sforsować bez decyzji tych, co sprawują kontrolę nad mechanizmami władzy. W krajach słabo rozwiniętych kontrola ta spoczywa w ręku bardzo niewielu osób. Klasa rządząca stanowiąca mniejszość ma środki produkcji i jej udziałem jest wyższy poziom kulturalny. Pewna część tej klasy bezpośrednio lub pośrednio poprzez zespół polity­ków sprawuje władzę polityczną. W niektórych krajach, gdzie istnieje większy podział pracy, kla­sa rządząca nawet nie trudzi się pełnieniem funk­cji publicznych. Ogranicza się jedynie — i to jej wystarcza — do kierowania urzędnikami państwo­wymi. W tych krajach armia ma tylko jedno za-, danie: utrzymywać wewnętrzny ład, to znaczy pa­nujące stosunki. Gdy mówimy o częstych rewolu­cjach i zamachach stanu, na przykład w Ameryce Łacińskiej, popełniamy błąd. Nie ma tu bowiem mowy o żadnych rewolucjach, gdyż istniejące sto­sunki pozostają nienaruszone. Chodzi po prostu
—zmiany personalne w zakresie funkcji publicz­nych. Gdy klasa rządząca nie może tego osiągnąć legalnymi środkami, ucieka się do nielegalnych.
Klasa rządząca, która sprawuje władzę ekono­miczną, oświatowo-kulturalną, polityczną i woj­skową, kontroluje również inne władze. W kra-, jach, gdzie istnieje współpraca Kościoła i państwa, Kościół jest narzędziem w r^ku klasy rządzącej. Jeśli zaś posiada dodatkowo władzę ekonomiczną
—                oświatową, bierze bezpośrednio udział w rządach mniejszości.
Spróbujmy przeanalizować czynniki, które wpły­wają na decyzje ekonomiczne podejmowane przez mniejszość rządzącą w krajach słabo rozwiniętych,
 
i zastanówmy się, czy jest możliwe, aby mniej­szość rząidząca stosowała środki prowadzące do po­konania barier, o czym już mówiłem. Jako przy­kład wezmę decyzje podejmowane w dziedzinie inwestycji, gdyż od nich zależą dwie pierwsze z wymienionych przeszkód na drodze do rozwoju, a mianowicie brak inwestycji produkcyjnych i brak kadry fachowców.
Klasa rządząca nie może — a w każdym razie przychodzi jej to z trudem — podejmować decyzji w sprawie inwestycji, które mogłyby odpowiadać interesom szerokich mas, o ile sama nie będzie miała z tego korzyści. Oczywiście poszczególni członkowie mniejszości mogą podchodzić do za­gadnienia altruistycznie, ale niezbyt jest prawdo­podobne, aby postawa jednostki mogła wpłynąć w sposób decydujący na postawę całej grupy.
Zastanówmy się nad przypadkiem decyzji, któ­ra mogłaby zostać podjęta przez mniejszość i któ­ra równocześnie byłaby korzystna dla wszystkich.* Mam tu na myśli ogólny wzrost stopy życiowej.
Wzrost siły nabywczej pociąga za sobą wzrost popytu. Większy popyt natomiast pozwala na zwiększenie produkcji.
Przyjąwszy to założenie, należy sprecyzować, jakie są warunki (konieczne, by mechanizm ten funkcjonował. A więc:
 
a.        Musi istnieć zainteresowanie rynkiem krajo­wym.
 
Dochody znacznej części członków klasy rządzą­cej nie są związane z rynkiem krajowym. Bezpo­średnie fluktuacje popytu na dobra i usługi na rynku wewnętrznym nie dotyczą wcale właścicieli nieobecnych, wielu osób mających odziedziczone dobra rodowe i wszystkich tych, którzy inwestują za granicą.
b.     Musi istnieć wolna konkurencja bez mono­poli, cligopoli i protekcjonizmu celnego.
 
Koncentracja całej władzy ekonomicznej w ręku niewielu osób jest cechą charakterystyczną struk­tury monopolistycznej. W krajach słabo rozwinię­tych monopole, trusty i kartele kontrolują całą produkcję, a zwłaszcza przemysł. Produkcja rolna i hodowla mogłyby się znaleźć w ramach gospo­darki narodowej, ale i w tej dziedzinie istnieją po­średnicy tworzący monopole dystrybucyjne.
Producent monopolistyczny, aby utrzymać stały poziom zysków, nie musi być uzależniony od wiel­kości popytu. Może ustalić cenę wyższą niż margi­nalne koszty produkcji. Zwiększy produkcję jedy­nie wtedy, gdy korzyści ze wzrostu sprzedaży wy­równają i przekroczą to, co mógłby stracić na ob­niżce cen, którą zakłada powiększenie sprzedaży.
Podniesienie stopy życiowej zostałoby zatem osiągnięte kosiztem zysków kapitalistów. Dużo łatwiej i wygodniej jest ustalić wysokie ceny dla niewielkiej ilości konsumentów niż ceny niższe dla szerokich mas. Ta druga metoda wymaga wię­kszego wkładu pracy, zwiększa ryzyko powstawa­nia konfliktów między pracodawcą a robotnikami, wymaga ograniczenia produkcji artykułów luksu­sowych, a jeśli monopole są pod opieką państwa, wyklucza konkurencję produktów zagranicznych. Dopóki cena tych ostatnich będzie wyższa od ceny artykułów krajowych, produkcja rodzima będzie musiała dążyć jedynie do podniesienia jakości, a poprzez reklamę postara się zyskać konsumen­tów, którzy z tych czy innych powodów są nabyw­cami towarów pochodzenia zagranicznego. Mono­polista jest zainteresowany popytem warstw za­możnych. Producenci starają się o wzrost stopy życiowej ogółu społeczeństwa jedynie wtedy, gdy na rynku panuje wolna konkurencja.
c. Producenci muszą mieć mentalność szefów przedsiębiorstwa. 
Mimo trudności, jakie występują przy realizacji dwóch poprzednich warunków, można z pewnością znaleźć w krajach słabo rozwiniętych producen­tów, którzy mają do czynienia w gospodarce ryn­kowej z wolną konkurencją. Aby jednak zdecydo­wali się oni wywołać wzrost popytu na swe to­wary, muszą dążyć do powiększenia produkcji. A do tego potrzebna jest „mentalność przedsię­biorcy" (wedle definicji Schumptera), którego cechami charakterystycznymi są produktywność, zdolność twórcza i śmiałość. W każdym bądź razie powszechność występowania takiej postawy jest uzależniona od ogólnego rozwoju gospodarczego. Istnieje wzajemna zależność między tymi dwoma czynnikami. W krajach trzeciego świata najbar­dziej rozpowszechniona wśród producentów jest mentalność feudalna. Prestiż zależy raczej od sa­mego faktu posiadania — i to posiadania dóbr luksusowych — niż od produkcji i faktu posiada­nia dóbr produkcyjnych. Dlatego tylko niewielki procent producentów zainteresowany jest podnie­sieniem stopy życiowej mas ludowych. Tę mniej­szość nazywa się na ogół burżuazją postępową lub narodową.
Na przykładzie problemu podniesienia stopy ży­ciowej ogółu ludności starałem się wykazać, jaik mało jest prawdopodobne, żeby klasa rządząca podjęła decyzje przynoszące korzyść nie tylko jej samej, aile i szerokim masom. Trudno sobie wy­obrazić, aby decyzje zdolne przełamać te bariery wyszły od mniejszości mającej władzę. Tu należy szukać głównych przyczyn, dla których kraje sła­bo rozwinięte nie mogą mieć polityki rozwojowej i sprawiedliwego, prawdziwego planowania gospo­darczego.
 
 
B. PRZESZKODY NATURY SPOŁECZNEJ 
Analizując brak polityki rozwojowej, wykaza­łem, jak mało jest prawdopodobne, aby klasa rzą­dząca przedłożyła nad własne klasowe interesy racje ogólnospołeczne mogące zapewnić dobrobyt szerokim masom.
Jeśli więc inicjatywa nie wychodzi od klasy rządzącej, powinna — jak tego dowiodłem mówiąc
— krajach rozwiniętych — wyjść od mas. Ale w krajach trzeciego świata masy ludowe nie są w stanie wywierać wystarczająco mocnego nacisku, aby nadać odpowiedni kierunek polityce rozwoju gospodarczego.
Zajmę się teraz problemem przeszkód, które uniemożliwiają masom wywieranie tego nacisku
—które występują na ogół — choć w różnym stopniu — we wszystkich krajach słabo rozwinię­tych. Najważniejsze z nich to:
—    brak zainteresowania,
—    brak informacji,
—    brak organizacji,
—    brak swobody działania.
Brak zainteresowania 
Rozbudzenie zainteresowania pozostaje w ści­słym związku z przewidywanym rezultatem, który zależy od zdobytych doświadczeń i posiadanych informacji. Doświadczenia w dziedzinie gospodar­ki są wynikiem różnych czynników, o których bę­dzie jeszcze mowa. Informacje natomiast powinny dotyczyć skutków działalności prowadzonej w spo­łeczeństwach o podobnej strukturze. 
Masy ludowe krajów słabo rozwiniętych nie bardzo na ogół wierzą we własne możliwości prze­prowadzenia strukturalnych reform gospodar­czych. Wierzą natomiast w reformy przypadkowe świata zajęcie biernego stanowiska. Równocześnie z pojawieniem się instytucji kapitalizmu powstał i rozwinął się indywidualizm. Daje się on szcze­gólnie zauważyć wśród posiadaczy drobnych gos­podarstw rolnych.
W krajach słabo rozwiniętych niewiele jest or­ganizacji, które obejmowałyby swą działalnością najszersze warstwy społeczeństwa, a pozostałości tubylczej organizacji wspólnotowej zanikają po­woli. Zjawisko to jest widoczne szczególnie w kra­jach, gdzie klasa rządząca stanowi zdecydowaną mniejszość.
Brak swobody działania 
Działalność grup wiejskich napotykała zawsze na olbrzymie trudności, których przyczyną jest roz­proszenie i indywidualizm — dwie cechy charak­terystyczne klasy chłopskiej. Grupy najsilniejsze pod względem ilościowym, ekonomicznym i orga­nizacyjnym należą do dużych przedsiębiorstw za­równo miejskich jak i wiejskich, gdzie członko- wie-afctywiści korzystają na ogół — choć w mniej­szej skali — z przywilejów pracodawców. Wielkie przedsiębiorstwa monopolistyczne i przedsiębior­stwa popierane przez państwo mają najczęściej wła­sne związki zawodowe, które są prawie zawsze po­zbawione swobody działania. Małe dochody związ­ków zawodowych nie pozwalają im na rozwinięcie jakiejkolwiek skutecznej działalności. Strajki ogła­szane przez związki o zasięgu wykraczającym poza jedno przedsiębiorstwo są z góry skazane na nie­powodzenie. Jeśli bowiem nie zostaną nawet uzna­ne za nielegalne, to kończą się fiaskiem wskutek braku odpowiednich środków.
Zarówno maccarthyzm jawny i legalny, jak i utajony są w ręku klasy rządzącej narzędziem hamującym działalność organizacji podstawowych warstw społeczeństwa, a szczególnie ich przy­wódców.
Na zakończenie można stwierdzić, że w krajach słabo rozwiniętych masy ludowe nie potrafią do­prowadzić do przemian wyłącznie ekonomicznych o charakterze strukturalnym bez współudziału niektórych czynników zawartych w samym pro­cesie rozwoju, jak pewnej i całkowitej informacji, zmysłu planowania i poczucia dyscypliny oraz względnej swobody politycznej, prawnej i ekono­micznej.
5. Możliwość wywierania nacisku politycznego 
przez masy ludowe krajów słabo rozwiniętych 
Przesżkody, na jakie napotykają masy ludowe, gdy chcą wywierać nacisk polityczny, są dużo mniejsze niż w wypadku nacisku ekonomicznego. Propaganda polityczna jest bowiem bardziej roz­winięta i ma większy zakres działania, a odnie­sione sukcesy pobudzają do zaangażowania się. Chociaż organizacje polityczne stoją w obliczu do­syć dużych trudności, to mogą one czasami ukryć się pod szyldem organizacji społecznych i wtedy ich nielegalny charakter zwiększa jeszcze zaanga­żowanie. Podobnie jak przy nacisku ekonomicz­nym, a może nawet jeszcze bardziej, swoboda działania jest tu ograniczona. Ponieważ jednak zdobycie jej jest celem bardziej konkretnym, wal­ka jest tym łatwiejsza.
Nacisk polityczny musi iść oczywiście w parze z naciskiem ekonomicznym, a zwłaszcza z nacis­kiem społecznym. Za nacisk polityczny uważam całokształt działalności grupy i to działalności legalnej lub nielegalnej, pokojowej lub zbrojnej, mającej zmusić rząd do podjęcia decyzji, które bądź mieszczą się w ramach istniejących struktur, bądź jedynie je modyfikują, bądź też całkowicie zmieniają. Presję można zatem wywierać, aby do­prowadzić do zmian powierzchownych lub do re­form częściowych, lub też do całkowitych zmian istniejących struktur. Dla krajów słabo rozwinię­tych rozróżnienie to ma podstawowe znaczenie.
Zorganizowane grupy większościowe wywierały na ogół nacisk mający na celu jedynie zmiany przypadkowe, a nie strukturalne. Ustanowienie prawa pracy będącego wierną kopią prawa pracy krajów wysoko rozwiniętych miało skierować dą­żenia mas ludowych ku przemianom powierzchow­nym. Oczywiście wśród tych przypadkowych zmian da się znaleźć kilka zdobyczy ekonomicz­nych, które można by uznać za rezultat nacisku ekonomicznego, o czym była już mowa.
Celem nacisku wywieranego po to, by doprowa­dzić do przemian o charakterze reformistycznym, są rozwiązania kompromisowe, to znaczy rozwiąza­nia oparte na wspólnych interesach klasy uprzy­wilejowanej i mas ludowych. Rozwiązania te nie zmieniają struktur, przystosowują je tylko do wspólnych interesów tych dwóch klas, o ile w ogóle takie interesy istnieją. Czasami przygoto­wują społeczeństwo do gruntownych przemian. Jest tak na przykład w wypadku ustaw reformy rolnej, które sprzyjają uprzemysłowieniu kraju.
Celem nacisku wywieranego po to, by doprowa­dzić do przemian o charakterze rewolucyjnym, jest całkowita zmiana struktur. Chodzi tu przede wszystkim o zmiany w strukturze własności, do­chodu, inwestycji, konsumpcji, oświaty oraz organi­zacji politycznej i administracyjnej. Taki nacisk ma również na celu przemiany o charakterze politycz­nym, ekonomicznym i kulturowym w dziedzinie stosunków międzynarodowych.
Pragnienie postępu i zdolność przewidywania klasy rządzącej ulegają zmianom, zależnie od ro­dzaju i siły nacisku wywieranego przez masy lu­dowe.
Zamieszczona tu tabela przedstawia różne formy zmian, jakie mogą zajść w wyniku konfrontacji postaw i siły tych dwu klas.
RÓŻNE MOŻLIWE FORMY ZMIAN STRUKTURALNYCH 
 

klasa rządząca 

masy ludo­we 

rezultat 

przykłady 

pragnienie przemian 

zdolność przewidy­wania 

nacisk 

  

  

b 

a 

a 

rewolucja bezkrwawa 

Chile 

c 

c 

a 

rewolucja zbrojna 

Kuba 

c 

b 

b 

reformizm 

Kolumbia 

c 

a 

b 

prawicowy 
zamach 
stanu 

Brazylia 

c 

a 

c 

represje 

Wenezuela 

b 

b 

b 

status quo 

Urugwaj 

a 

a 

a 

idealna 
rewolucja 
bezkrwawa 

 
sytuacja przed zmianą struktur 
Objaśnienie tabeli: 
Wartości — wybrałem celowo trzy stopnie, żeby okre­ślić intensywność pragnienia postępu, zdolności przewidywa­nia klasy rządzącej oraz nacisku mas ludowych: a — maksymalny, b — średni, c — minimalny. 
 
 
Pragnienie przemian — nie chodzi tu wyłącznie o postawę tradycyjną i uczuciową ani też o postawę nielicznych jednostek. Pragnienie to musi być podyktowane względami ekonomicznymi i interesami grupy. W moich rozważaniach nie biorę pod uwagę troski o przetrwanie danej klasy lub grupy, troski, która wchodzi w zakres pojęcia „zdolność przewidywania".
Przeanalizowałem to pragnienie już przy okazji omawiania wspólnych interesów, jakie mogłyby skłonić klasę rządzącą do podjęcia decyzji w spra­wie inwestycji produkcyjnych.
Posuwając się do trochę autorytatywnego uogól­nienia, można stwierdzić, że stopień pragnienia postępu u klasy panującej zależy od jej liczebno­ści, niezależności gospodarczej, ducha nacjonaliz­mu i przedsiębiorczości jej członków. Burżuazja postępowa może pragnąć zmiany struktur, ale przecież postępowa postawa burżuazji jest także produktem ubocznym ogólnego rozwoju.
Zdolność przewidywania — jest pod­stawą wyłącznie intelektualną i racjonalną. Można przewidzieć jakieś wydarzenie, mimo że się go wcale nie pragnie. Postawa, jaką przyjmujemy wobec zmiany struktur, może zmieniać się w spo­sób istotny zależnie od tego, czy się ją przewiduje, czy też nie. Klasa rządząca może podjąć wiele de­cyzji w imię zasady, że lepiej pójść na niewielkie ustępstwa niż stracić wszystko.
Zdolność przewidywania klasy rządzącej zależy od dwóch czynników: umiejętności analizowania i informacji. Umiejętność analizowania jest wy­padkową kwalifikacji i inteligencji przywódców. Informacja jest z kolei uzależniona od środków przekazu.
Gdy brak jest któregoś z tych dwóch czynnków, nie może być mowy o zdolności przewidywa­nia. Dlatego też klasa rządząca może źle interpre­tować nacisk wywierany przez masy ludowe.
Niestety w krajach słabo rozwiniętych brak jest często obydwu tych czynników. Przeciętne kwali­fikacje zawodowe przywódców mogą być na ni­skim poziomie, zwłaszcza w krajach, gdzie mo­carstwo kolonialne uniemożliwiło miejscowym przywódcom zdobycie wyższego wykształcenia.
W każdym razie jest wielce prawdopodobne, że poziom kwalifikacji przywódców pozostaje w ści­słym związku z ogólnym niskim poziomem szkol­nictwa w krajach trzeciego świata. Sytuacja staje się jeszcze bardziej poważna, jeśli fachowcy o naj­wyższych kwalifikacjach emigrują w poszukiwa­niu pracy do krajów wysoko rozwiniętych.
W dziedzinie informacji problem w krajach sła­bo rozwiniętych, na ogół dawnych koloniach, po­lega na współistnieniu dwóch kultur: kultury „ludności nowoczesnej" i kultury „ludności zaco­fanej" według sformułowania Maurice Duvergera. Na ogół mniejszość rządząca należy do pierwszej grupy kulturowej, a masy ludowe do drugiej. Właśnie ta obcość kulturowa jest najczęściej prze­szkodą dla informacji. Środki masowego przekazu stają się w coraz większym stopniu dostępne dla mas ludowych, co zwiększa ich aspiracje w sposób nieproporcjonalny do postępu gospodarczego i spo­łecznego. Cała machina informacyjna (prasa, ra­dio, telewizja) jest kontrolowana przez klasę rzą­dzącą. Masy ludowe mają małe możliwości wypo­wiadania się. Taka sytuacja może doprowadzić do tego, że podczas gdy masy ludowe posiadają sto­sunkowo dobrą znajomość poglądów klasy rządzą­cej, ta zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje wśród szerokich mas. Bardzo często zdarza się, że wskutek przepaści kulturowej dzielącej obie te klasy to samo słownictwo rozumiane jest przez nie zupełnie inaczej. W ten sposób język zamiast łączyć, będzie czynnikiem rozłamu. Dla­tego też klasa rządząca może w ogóle nie uświada­miać sobie silnego nacisku mas.
Nacisk — wytłumaczyłem już, jak różne for­my może przybierać nacisk mas ludowych. W ta­beli nie wyjaśniłem celowo, o jalki z trzech rodza­jów nacisku chodzi. Stopień intensywności idzie w parze z siłą woli, z jaką dąży się do całkowi­tych i faktycznych przemian strukturalnych.
Rezultat — wcale nie jest pewny, ale moim zdaniem dosyć prawdopodobny.
Przykłady — zaczerpnąłem je z Ameryki Łacińskiej, ponieważ znam ją najlepiej. Nawet jeśli nie są one absolutnie dokładne, niemniej są wymowne.
6. Konsekwencje 
Przedstawione możliwości pozwalają wyciągnąć następujące wnioski:
—    zmiany strukturalne będą mogły zostać prze­prowadzone jedynie pod wpływem nacisku mas ludowych;
—   widoki na rewolucję bezkrwawą są ściśle związane ze zdolnością przewidywania klasy rzą­dzącej, gdyż nie charakteryzuje się ona pragnie­niem dokonania przemian;
—   prawdopodobieństwo rewolucji zbrojnej jest dosyć duże, wziąwszy pod uwagę małe zdolności przewidywania klasy rządzącej.
Jeśli chodzi o planowanie gospodarcze, to mo­żemy stwierdzić, że bez reformy strukturalnej, która by pozwoliła masom ludowym wywierać
190
wpływ na decyzje polityczne, trudno liczyć na planowanie świadomie mające na celu korzyści mas.
Jeśli planowanie nie jest w gestii państwa, które w sposób celowy kieruje polityką inwestycyjną, to polepszenie losu mas jest niemożliwe. Dlatego problem, wobec którego staje chrześcijanin, leży na płaszczyźnie skutecznego działania miłości — to znaczy jej absolutnego pierwszeństwa w pracy apostolskiej — we współczesnym świecie i w kra­jach słabo rozwiniętych.
III. ODPOWIEDZIALNOŚĆ CHRZEŚCIJANINA W PLANOWANIU 
1. Przedstawienie zagadnienia 
Wykazałem już, że głównym celem pracy apo­stolskiej we współczesnym świecie, a szczególnie w krajach słabo rozwiniętych, jest doprowadzić do tego, aby pomiędzy wszystkimi ludźmi bez względu na wyznanie, światopogląd czy kulturę zakwitła naprawdę owocna miłość bliźniego.
Z drugiej strony wydaje się rzeczą praktycznie niemożliwą, aby masy ludowe krajów trzeciego świata osiągnęły warunki społeczno-ekonomiczne naprawdę godne człowieka bez planowania gospo­darczego, które by zmieniło struktury. Struktury natomiast nie ulegną zmianom, jeśli masy nie wy­wrą nacisku bądź na drodze pokojowej, bądź też zbrojnie, zależnie od stanowiska, jakie zajmie kla­sa rządząca stanowiąca mniejszość.
W obliczu tego zjawiska chrześcijanin musi przyjąć postawę, która nie przeszkodzi mu w prak­tykowaniu miłości bliźniego. Jego reakcja nie może być w żadnym wypadku oportunistyczna lub nie stojąca na wysokości wymagań świata, gdyż chrześcijanin nie powinien usuwać się ze świata, lecz jedynie strzec się złego (J 17,15). Winien uświęcić świat w prawdzie (J 17,19) i jak Chry­stus wcielić się w ludzkość, jej historię i kulturę. Dlatego jego życie miłości nadprzyrodzonej po­winno znaleźć praktyczne odbicie w strukturach ekonomicznych i społecznych, na które musi wy­wierać wpływ.
2. Historyczne możliwości planowania gospodar­czego, które w sposób świadomy miałaby na względzie dobro mas w krajach słabo rozwinię­tych 
A. PLANOWANIE, KTÓRYM KIERUJĄ CHRZEŚCI­JANIE 
Mówiąc o doczesnej działalności chrześcijan, musimy wyzbyć się integryzmu. Chodzi bowiem o działalność chrześcijan jako jednostek, obywateli tego świata, a nie jako przedstawicieli instytucji religijnej czy też społeczności religijnej.
Dlatego nieistotne jest sprecyzowanie, czy ta działalność rozwijana jest w ramach partii poli­tycznej określonej jako chrześcijańska czy też ja­kiejkolwiek organizacji społecznej, do której mogą należeć chrześcijanie. Spróbuję przede wszystkim wyjaśnić, jakie możliwości, korzyści lub niedogod­ności stwarza fakt, że w kraju ludzi ubogich planowaniem świadomie mającym na celu dobro mas kierują chrześcijanie.
Możliwości 
Mimo postępu, jaki zanotowano ostatnio, musi­my przyznać, że chrześcijanie pozostają w tyle w dziedzinie osiągnięć społecznych. Dopiero od niedawna myśl chrześcijańska może się poszczycić podejściem naukowym i fachowym. Na ogół chrześcijanie, szczególnie w krajach słabo rozwi­niętych, ze względu na samą naturę swego zaan­gażowania jak i na kwalifikacje naukowe, nie za­sługują na to, aby wziąć na swe barki odpowie­dzialność za planowanie gospodarcze i reformę struktur.
Sytuacja ta mogłaby ulec zmianie, gdyby inne prądy ideologiczne uległy zahamowaniu, a ich wyznawcy przerwali działalność na rzecz rozwo­ju kraju przy równoczesnym dalszym rozwoju działalności w tej dziedzinie przez chrześcijan. Ale należy od razu zastrzec, że taki obrót sprawy wy­daje się mało prawdopodobny.
Korzyści 
Gdyby chrześcijanie ponosili odpowiedzialność za planowanie gospodarcze i reformę struktur, cele ostateczne charakteryzowałby może pełniejszy humanizm, a środki stosowane do ich osiągnięcia byłyby może mniej drastyczne, szczególnie pod względem niektórych wartości duchowych.
Niedogodności 
Ze względu na okoliczności historyczne, w ja­kich żyją chrześcijanie, mogą oni grzeszyć bra­kiem kwalifikacji fachowych lub też elitaryzmem doktrynalnym. Elitaryzmem w tym sensie, że wy­klucza się pluralizm w działaniu, uniemożliwiając tym samym udział licznych przywódców o wy­sokich kwalifikacjach fachowych, lecz o innym światopoglądzie. A na tego rodzaju postępowanie nie mogą sobie pozwolić kraje, które cierpią właś­nie na brak fachowców.
B. PLANOWANIE, KTÓRYM KIERUJĄ MARKSIŚCI 
Za marksistów uważamy tych wszystkich, któ­rych światopoglądem jest materializm historycz­ny i materializm dialektyczny. Zaliczamy do nich także komunistów ortodoksyjnych, których należy jednak omówić osobno. Najpierw zajmą się mark­sistami, którzy nie są posłuszni dyscyplinie partii komunistycznych.
Możliwości 
To marksiści, którzy skupiają w swych szere­gach specjalistów z dziedziny ekonomii, nauk fi­zycznych i biologicznych, rozpoczęli we współ­czesnym świecie działalność mającą na celu zmia­nę struktur. Wiele analiz społeczno-ekonomicz­nych prziez nich przeprowadzonych pokrywa się z rzeczywistością społeczno-ekanomiczną krajów trzeciego świata. Co wuęcej porównując analizy marksistowskie poświęcone wyłącznie rzeczywi­stości społeczno-ekonomicznej tych krajów z ana­logicznymi analizami przeprowadzonymi w kra­jach kapitalistycznych, okazuje się, że właśnie pierwsze z nich bardziej odpowiadają rzeczywi­stości, a szczególnie dążeniom szerokich mas bie- dolty.
W dziedzinie planowania gospodarczego mark­siści byli pierwsi. Koniecznie należy wprowadzić rozróżnienie między aspektem czysto ekonomicz­nym, administracyjnym i technicznym planowa­nia gospodarczego, które decyduje o inwestycjach, a doktryną filozoficzną, która leży u źródeł poli­tyki inwestycyjnej. Obecnie mamy do czynienia ze świadomym kierowaniem inwestycjami rów­nież na gruncie innych ideologii, na przykład w Izraelu. Dowodzi to, że planowanie nie jest związane wyłącznie z ideologią marksistowską.
Korzyści 
Koncepcje marksistów są w sposób szczególny związane z masami ludowymi. Im też zawdzięcza­my analizę społeczeństw słabo rozwiniętych i roz­wijających się. Są to, nie mówiąc nawet o trady­cjach, jakie mają w walce o zmianę struktur i fa­chowe planowanie, dwie główne zalety działal­ności marksistowskiej na tym polu.
C. PLANOWANIE, KTÓRYM KIERUJĄ LUDZIE O NIEOKREŚLONEJ PRZYNALEŻNOŚCI ŚWIA­TOPOGLĄDOWEJ 
Przypuszczalne możliwości 
Nie można prowadzić walki rewolucyjnej nie mając pełnego i systematycznego „Weltanschau- ung". Dlatego nie sądzę, aby we współczesnym świecie zachodnim walka ta mogła się rozegrać poza ideologią chrześcijańską i marksistowską, gdyż praktycznie rzecz biorąc są to jedyne ideolo­gie mające integralny światopogląd. Również jest mało prawdopodobne, aby ludzie nie należący do żadnego z tych dwóch obozów ideologicznych mogli stanąć na czele walki rewolucyjnej.
Jednostki takie mogą jednak wziąć udział w walce, o ile się w nią zaangażują i jeśli mają odpowiednie kwalifikacje.
Korzyści 
Ludzie nie należący do żadnego z tych dwóch obozów mogą, jeśli mają możliwość wywierania wpływu i działają w dobrej wierze, oczyścić wal­ki polityczne z wszelkiego dogmatyzmu.
Niedogodności 
Może być o nich mowa jedynie wtedy, gdy chodzi o ludzi, którzy nie potrafią ująć problemu całościowo i będą pracować bezmyślnie w jakiejś dziedzinie nie mając obiektywnego spojrzenia na zagadnienie.
3. Postawa, jaką winien przyjąć chrześcijanin wobec działalności w dziedzinie zmian struktural­nych i planowania gospodarczego w interesie mas 
Po tym wszystkim, co już powiedziałem, jasne jest, że w krajach słabo rozwiniętych chrześci­janin nie tylko może, ale wręcz musi być czło­wiekiem zaangażowanym w takim rozumieniu tego słowa, jakie przedstawiłem. Chrześcijanin wtedy może się spotkać z największymi trudnoś­ciami, gdy działalność w służbie mas prowadzona jest przez marksistów. W takim wypadku ma do wyboru trzy różne sposoby postępowania:
—    zwalczać taką działalność,
—    nie brać w niej udziału,
—    współpracować.
Jeśli chrześcijanin ma do czynienia z działal­nością, która sama w sobie byłaby korzystna dla ogółu ludzi, musi poważnie zastanowić się, nim podejmie decyzję o jej zwalczaniu lub też o za­chowaniu bierności. Żeby zdecydować się na taki krok, musiałby mieć pewność — i umieć tego do­wieść — że bądź stosowane środki, bądź też nie­które nie dające się uniknąć rezultaty są rzeczy­wiście złe.
W dziedzinie planowania gospodarczego głów­nym celem jest kontrola zysku i inwestycji. Środ­kiem, który pozwoliłby na osiągnięcie tego celu, może być interwencja państwa w sferę środków produkcji i to w takim zakresie, jaki byłby ko­nieczny. Możliwe, że musiałaby ona posunąć się aż do nacjonalizacji niektórych lub nawet wszyst­kich środków produkcji. Ten cel i ta droga doń prowadząca nie są same w sobie złe. Co więcej, jeśli skorzystanie z tej drogi i osiągnięcie tego celu stanowią najlepszy sposób zapewnienia do­brobytu danemu społeczeństwu i na danym eta­pie rozwoju historycznego, to obowiązkiem chrześ­cijanina jest współpracować w tym dziele.
Powstaje jeszcze problem innych celów, do któ­rych dążą marksiści, i innych środków, które sto­sują. Współpraca z marksistami stwarza problem natury moralnej i związany z nim ściśle problem metod postępowania.
Problem natury moralnej pojawia się, gdy kon­sekwencjami celu głównego, do którego dążymy, są złe cele uboczne lub gdy w praktyce stosuje się złe środki. Ale nawet w talkim wypadku nie zawsze trzeba potępić czy też trzymać się na ubo­czu, chyba że dowiedzie się, jakiego zła unikamy przyjmując taką postawę i jaki jest związek przy­czynowy między pozytywnym celem a złymi kon­sekwencjami. W historycznej rzeczywistości kra­jów słalbo rozwiniętych są to okoliczności trudne do ustalenia. Rewolucja jest przedsięwzięciem do tego stopnia złożonym, że próba ujęcia jej w taki system przyczyn i skutków byłaby czymś bardzo sztucznym. Stosowane środki mogą być przecież różne, gdyż w trakcie działalności łatwo jest wprowadzić ulepszenia.
Jeśli chodzi o problem metod postępowania, to polega on na tym, aby zadać sobie pytanie, czy dobrowolna i rzeczywista współpraca chrześcijan w procesie słusznym w swej istocie nie stwarza możliwości uniknięcia stosowania złych środków i zapobiegania złym konsekwencjom.
Po bliższym zapoznaniu się z problematyką marksistowską wydaje mi się, że możemy odpo­wiedzieć twierdząco na to pytanie. Na płaszczyź­nie intelektualnej materializm dialektyczny i ma­terializm historyczny okazują się spekulacjami myślowymi zbyt użytecznymi dla praktyki rewo­lucyjnej, aby mogły być całkowicie obiektywne. Poza tym materialistyczny punkt widzenia nadaje pozytywną orientację marksizmowi.
Możliwe jest również, że przy zastosowaniu za­sad ekonomicznych i społecznych akcent kładzio­ny na propozycje filozoficzne będzie słabszy. Tak się stało na przykład w Polsce. Co więcej, stano­wisko, jakie zajmował ostatnio Togliatti w spra­wie taktyki antyreligijnej, dowodzi, że marksizm musi uelastycznić swą teorię, jeśli ta praktyka wykaże, iż religia nie jest „opium dla ludu".
Jeśli decydujemy się na współpracę z marksi­stami dla dobra ogółu, musimy jednak pamiętać o pewnych normach, o ile nie chcemy być jedynie narzędziem w ich ręku.
„Sprawa jednak oceny, czy odpowiednia chwila już nadeszła, czy też nie, a ponadto ustalenia, ja­kimi metodami i w jakim stopniu należy wspól­nie dążyć do osiągnięcia rzeczywistych korzyści w dziedzinie społeczno-gospodarczej, naukowej czy administracji publicznej — może rozstrzygnąć je­dynie roztropność, która kieruje wszystkimi cno­tami rządzącymi życiem tak jednostek, jak spo­łeczności. Jeśli zaś idzie o katolików, podejmowa­nie decyzji we wspomnianych powyżej sprawach należy przede wszystkim do tych, którzy zaj­mują naczelne stanowiska w społeczeństwie, względnie w wyliczonych poprzednio dziedzinach działania. Powinni oni jednak nie tylko zachowy­wać zasady prawa naturalnego, lecz również przyjmować z uległością podawaną przez Kościół  naukę społeczną i słuchać zaleceń władz kościel­nych" (Jan XXIII, Pacem in terris, § 160).
Dlatego ważne jest, aby współpraca między chrześcijanami a marksistami rozwijała się:
—    na płaszczyźnie działania, gdzie w sposób konkretny ujawniają się zakres zaangażowania i powiązania doktrynalne;
—    przy gruntownej znajomości celów i najsku­teczniejszych środków zgodnych z aktualnym po­ziomem nauki i techniki oraz z okolicznościami, a więc talkże znajomości celów i środków odpo­wiadających teorii marksistowskiej;
—    zdecydowanie i odważnie, gdyż największym autorytetem, jaki może uznać społeczeństwo prag­nące przemian strukturalnych, jest rewolucyjne zaangażowanie się, które w wypadku chrześcija­nina musi być zaangażowaniem się w miłość bliź­niego.
WNIOSKI 
Dążenie do planowania gospodarczego w kra­jach biednych jest na ogół obowiązkiem chrześci­janina. Planowanie takie jest warunkiem napraw­dę owocnego działania w służbie mas, a zatem także warunkiem miłości bliźniego.
Najprawdopodobniej kierownicza rola w dzie­dzinie planowania przypadnie w udziale marksi­stom. Chrześcijanin będzie więc musiał współpra­cować z nimi na tyle, na ile pozwalają mu na to jego zasady moralne, i mając zawsze na względzie obowiązek unikania większego zła i dążenie do wspólnego dobra.
Może uda się w ten sposób zapobiec w krajach słabo rozwiniętych walkom między ugrupowania­mi dążącymi do przeprowadzenia reform struktu­ralnych mających na celu dobro mas. Nie będzie wtedy mowy o wahaniach, o zwycięzcach i poko­nanych, a chrześcijanie będą mogli uczestniczyć w budowaniu lepszego świata coraz bardziej bli­skiego ich ideałowi miłości powszechnej.
BIBLIOGRAFIA 
F. Clairmonte, Liberalismo Economico y Subdesar- rollo, Ediciones Tercer, Mundo, Bogota 1963. 
Cuadernas Latinoamericanos de Economía Humana, Uruguay, (II wyd.), 3 (7), 1960. 
H. Denzinger, Enchiridion Symbolorum, Editorial Herder, Barcelona 1961. 
Dictionnaire des Sciences Economiques, Presses Uni­versitaires de France, Paris 1956. 
A. Durand, Évangile selon Saint Jean, Éditions Gabriel Beauchesne, Verbum Salutis, Paris 1927. 
M. Duverger, La influencia de las fuerzas políticas en la Administración Publica en los paises en proceso de desarollo, ESAP, Documentas de la Primera Confe­rencia latinoamericana sobre la Administración Pu­blica en las paises en desarrollo, Bogota, 1963. 
Jan XXIII, Pacem in terris, Ediciones Paulinas, Bogota 1963. 
K. Mannheim, Freedom Power and Démocratie Planning, Routledge and Kegan Paul Ltd., London 1950. 
J. Marchai, Cours d'Économie Politique, Éditions M. Th. Grrun, Paris 1952. 
K. Rahner, Escritos de Teología, Ediciones Tauros, Madrid 1960. 
E. Sauras, El Cuerpo Místico de Cristo, Biblioteca de autores cristianos, Madrid 1952. 
H. Schwartz, La Economía de la Rusia Soviética, Ediciones Aguilar, S. A. Mexico 1955. 
J. Tinbergen, La Planeacion del Desarrollo, Fondo de Cultura Economica, Mexico 1962. 

Społeczność

LENIN - rocznica