Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Wiktor Szapinow: Marksizm a wojna w Donbasie

Antyfaszystowska demonstracja z poparciem dla Noworosji w Monachium

"Borotbę" często się krytykuje za popieranie republik ludowych, za to, że moi towarzysze walczą w szeregach powstańców, pomagają w pokojowym budownictwie państwowym Republiki Ługańskiej i Donieckiej. Owa krytyka rozlega się nie tylko ze strony tych byłych lewicowców, którzy ulegli nacjonalistycznemu zamroczeniu i wsparli najpierw Majdan, a potem również wojnę zaborczą Kijowa przeciwko Donbasowi. Niektórzy poddają nas krytyce z pozycji "marksistowskiego pacyfizmu", a siebie nazywają "nowym Zimmerwaldem".
 

1914=2014?

 
 
"Zimmerwaldczycy" jak najbardziej serio zrównują wojnę w Donbasie z pierwszą wojną światową. Porównania historyczne zawsze niosą w sobie ryzyko. Akurat to porównanie jest po prostu zupełnie pozbawione sensu. W czasie pierwszej wojny światowej starły się ze sobą bloki państw imperialistycznych o równej sile, walczące o rynki zbytu, źródła surowców, posiadłości kolonialne. Zwycięstwo bloku anglo-francuskiego, tak łatwe do przewidzenia już po fakcie, wcale nie było czymś oczywistym dla świadków tamtej wojny, w tym dla marksistów. Na przykład Lew Kamieniew - jeden z liderów bolszewików - przewidywał wygraną Niemiec.

 
 
W 1914 sczepiły się w śmiertelnym zwarciu dwa ośrodki nagromadzenia kapitału, dwa systemy kapitalistycznego podziału pracy - londyński i berliński. Systemy te znalazły się u szczytu ekspansji geograficznej w latach 70. XIX wieku, gdy w skali globalnej zaczęły ze sobą bezpośrednio sąsiadować. Ostatnim aktem tego procesu był intensywny podział kontynentu afrykańskiego pomiędzy wielkimi mocarstwami.

 
Kolizja systemów podziału pracy (niemiecko-środkowoeuropejskiego, anglo-francuskiego, amerykańskiego i japońskiego) leżała u podłoża ekonomicznego pierwszej i drugiej wojny światowej. Po drugiej wojnie światowej uchował się już tylko tego typu jeden system - na czele ze Stanami Zjednoczonymi. Pod koniec lat 40. XX wieku przyłączył on systemy europejski i japoński, w latach 70. wchłonął byłe kolonie, w latach 80. zaś Chiny i wschodnioeuropejskie kraje demokracji ludowej, w roku 1990 - Związek Radziecki.
 
 
Rozwiniętą współczesną formę nadała temu systemowi prawicowa neoliberalna reakcja Reagana i Thatcher. W jego centrum znajduje się System Rezerwy Federalnej (organ emitujący globalną walutę rezerwową - dolar amerykański), Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Światowa Organizacja Handlu, Bank Światowy.
Po roku 2008 układ ten wszedł w fazę kryzysu systemowego (którego przyczyny omawiałem w innym artykule) i stopniowego rozpadu. W ramach procesu dezintegracji elity kapitalistyczne części krajów mogą spróbować podważyć ustalane przez Waszyngton "reguły gry", albowiem system, który przed nadejściem kryzysu odpowiadał wszystkim, stracił już swój urok.
 
 
Tym sposobem otrzymaliśmy nie dwa bloki, które zderzyły się ze sobą (jak w 1914 roku), a zupełnie nową sytuację, nie mającą historycznych odpowiedników, kiedy to system ulega rozpadowi, zaczynają odpadać od niego kolejne kawałki, a pewne grupy kapitalistów (zorganizowane w państwa narodowe bądź mające charakter ponadnarodowy) usiłują dokonać rewizji podstaw tego układu. Inne zaś grupy chcą utrzymać status quo i "natrzeć uszu" śmiałkom, którzy podnoszą rękę na święte reguły systemu.
 
 
Konflikty w ramach obecnego układu wiążą się z jego sprzecznościami wewnętrznymi, a nie z kolizją oddzielnych ośrodków nagromadzenia kapitału i właściwych im systemów podziału pracy, jak to się stało w roku 1914 i 1939.
 
 
Współczesny imperializm to system globalny
 
 
Ci, którzy przedstawiają konflikt na Ukrainie jako starcie rosyjskich i amerykańskich imperialistów na podobieństwo roku 1914, mają zdolności analityczne na poziomie Dymitra Kisjeliowa, który groził, że zamieni Amerykę w "popiół nuklearny". Rosja i USA są nieporównywalne pod względem potęgi gospodarczej; walczą w różnych kategoriach wagowych. Co więcej, nie istnieje żaden "rosyjski imperializm", a nawet "amerykański imperializm" taki jakim go pojmowano w roku 1914. Istnieje za to hierarchicznie zorganizowany, globalny system imperialistyczny na czele z USA. Istnieje też rosyjska klasa kapitalistów, zajmująca w tym układzie poślednie miejsce, która spróbowała polepszyć swój status w hierarchii i przeraziła się własnej zuchwałości, gdy napotkała opór ze strony zjednoczonego Zachodu.
 
 
W związku z kryzysem na Ukrainie, rosyjskie elity kapitalistyczne nie realizowały żadnej przemyślanej strategii imperialistycznej, a jedynie reagowały na wyzwania, związane z dynamicznym rozwojem sytuacji. Reagowali połowicznie, w sposób sprzeczny, niekonsekwentny, nie prezentując uważnemu obserwatorowi nic innego jak właśnie brak strategii.
 
 
Sytuacja kształtowała się tak, że po zamachu stanu na Ukrainie i wybuchu powstania na Krymie oraz na południu i wschodzie kraju, rosyjskie kierownictwo stanęło przed dylematem. Nie ingerować i nie wesprzeć ludności Krymu i Południowego Wschodu oznaczało pozbawić się wiarygodności w oczach własnych obywateli, co w warunkach pogarszającej się sytuacji gospodarczej groziło kryzysem politycznym, o wiele silniejszym niż w roku 2011. Natomiast ingerować - oznaczało pójść na zerwanie z Zachodem, z trudnym do przewidzenia rezultatem. W efekcie wybrano wariant pośredni - ingerencję na Krymie i powstrzymanie się od interwencji na Południowym Wschodzie. Jednakże, gdy powstanie w Donbasie przybrało charakter walk zbrojnych, udzielenie pomocy okazało się konieczne. A to dlatego, że perspektywa zdławienia powstańców przy milczącym przyzwoleniu Rosji przyniosłaby katastrofalny uszczerbek dla wizerunku rosyjskich władz wewnątrz kraju. Ale wsparcia udzielano niechętnie. Putin publicznie zaapelował, by nie przeprowadzać referendum o niepodległości republik Doniecka i Ługańska, natomiast o dostawach broni można mówić dopiero po upadku miasta Słowiańska, gdy nad Donieckiem zawisła realna groźba zdobycia przez ukraińskie wojsko.
 
 
Udzielenie wsparcia spotkało się z niezadowoleniem i sprzeciwem większości rosyjskich oligarchów, którym marzy się bynajmniej nie odbudowa Imperium Rosyjskiego, a obopólnie korzystne partnerstwo z Zachodem.
 
 
Paralele historyczne: Hiszpania 1936, Irlandia 1916, Rojava 2015
 
 
Czy można popierać jakąś republikę, jeżeli rosyjski burżuazyjny reżim próbuje wykorzystać powstanie dla własnych interesów geopolitycznych?
 
 
Pozwolę sobie na pewne porównanie historyczne. Wydaje mi się, że jest ono  o wiele bardziej stosowne niż analogia z pierwszą wojną światową.
 
 
Mamy rok 1936. W Hiszpanii toczy się wojna domowa. Wyobraźmy sobie, że Związek Radziecki z jakichś przyczyn nie zechciał lub nie zdołał wesprzeć Republiki Hiszpańskiej, a burżuazyjna Anglia i Francja wręcz przeciwnie - pomogli, wysłali dostawy wojskowe i pomoc humanitarną, udzielili kredytów a nawet wysłali swych specjalistów do armii i milicji republikańskiej. Naturalnie, elity kapitalistyczne Anglii i Francji realizowałyby przy tym własne cele - wciągnięcie Hiszpanii do anglo-francuskiego systemu inwestycji i handlu w warunkach zarysowującego się konfliktu z blokiem niemieckim.
 
Czy z takich przyczyn lewicowcy odmówili by wsparcia walki hiszpańskich republikanów przeciwko faszyzmowi? Oczywiście, że nie.
 
 
Inny przykład: Powstanie Wielkanocne irlandzkich republikanów przeciw Imperium Brytyjskiemu w roku 1916. Ten bohaterski epizod walki narodu irlandzkiego z imperializmem jest z pewnością pamiętany i szanowany przez każdego, kto nazywa się lewicowcem.
 
 
A przy tym jedna z najważniejszych frakcji powstańczych - Irlandzkie Bractwo Republikańskie - już w roku 1914, na początku wojny, zdecydowało się wzniecić powstanie i przyjąć wszelką pomoc, jaką zaoferują Niemcy. Przedstawiciel Bractwa bywał w Niemczech i uzyskał zgodę na takie wsparcie. Pomoc nie dotarła tylko dlatego, że niemiecki okręt z uzbrojeniem i łódź podwodna zostały przechwycone w drodze przez Anglików. Lenin bezwarunkowo poparł irlandzkie powstanie, choć było ono znacznie mniej "proletariackie" niż obecne powstanie w Donbasie. Również w tamtych czasach zdarzali się lewicowcy, którzy nazywali Powstanie Wielkanocne "puczem", "wybitnie miejskim ruchem drobnej burżuazji, który - mimo narobionego szumu - było socjalnie niewiele warte".  Lenin odpowiadał im: "Kto nazywa takie powstanie puczem, ten jest albo najwredniejszym reakcjonistą, albo doktrynerem, beznadziejnie niezdolnym wyobrazić sobie rewolucji społecznej jako żywego zjawiska" [1]
 
 
Mimo oczywistego wsparcia niemieckiego, nie mówiąc już o tym, że powstanie na tyłach Imperium Brytyjskiego było na rękę niemieckiemu imperializmowi, prawdziwi lewicowcy poparli irlandzkich republikanów. Poparli, pomimo że ramię w ramię z socjalistą Jamesem Connollym i jego zwolennikami, walczyli burżuazyjni i drobnomieszczańscy nacjonaliści irlandzcy. Oczywiście Connolly mówił, że ogłoszenie niepodległości bez stworzenia republiki socjalistycznej będzie daremne. Ale przecież to samo mówią lewicowcy w Donbasie.
 
 
Dlaczego wobec Donbasu nie zastosować przykładu irlandzkiego, przykładu pochodzącego właśnie z okresu pierwszej wojny światowej, który tak lubią samozwańczy "Zimmerwaldczycy"?
 
 
Albo przykład współczesny. Nie jest żadną tajemnicą, że kurdyjscy powstańcy w Syrii, walczący przeciwko islamskim faszystom z Państwa Islamskiego, są wspierani przez USA. Czy na tej podstawie ktoś z lewicowców będzie przeciwko popieraniu Kurdów z Rojavy? Oczywiście, że nie.
 
 
Palestyński ruch oporu przeciw izraelskiej okupacji także w różnych okresach bazował na wsparciu ze strony dalekich od lewicy i niedemokratycznych reżimów Bliskiego Wschodu, zaś układ sił między elementami postępowymi a dominującymi w kierownictwie palestyńskim był zwykle o wiele mniej korzystny dla sił postępu niż w Donbasie. Jednakże lewicowcy zawsze popierali palestyński ruch narodowo-wyzwoleńczy.
 
 
Ale z jakichś przyczyn w sprawie Donbasu niektórzy lewicowcy stosują podwójne standardy. Szukają gorliwie źdźbła w oku DNR i LNR, co pozwoliłoby im przyjąć postawę defensywną i pacyfistyczną. Prawdziwi lewicowcy nigdy nie tak nie robili. "Obojętność wobec walki nie jest tak naprawdę wcale żadną neutralnością. Jest milczącym wsparciem tego, kto jest silny, tego, kto panuje" [2] - pisał Lenin. Odsuwając się od walki, samozwańczy "Zimmerwaldczycy" w istocie przechodzą na stronę kijowskiego reżimu, który wysyła ekspedycję karną przeciwko powstańcom.
 
 
Wojna jest kontynuacją polityki innymi środkami
 
 
"Wojna to nic innego jak kontynuacja polityki z zastosowaniem innych środków" - pisał teoretyk wojny Carl von Clausewitz. Słuszność tego sformułowania potwierdzają także klasycy marksizmu [3].
 
 
Jaką politykę prowadzi Kijów, a jaką Donbas? Żeby zająć pozycję "neutralności" rzekomi "Zimmerwaldczycy" starają się dowieść, że obie są jednakowe. "Jedni i drudzy diabła warci" - oto szczyt ich "marksistowskiego" geniuszu.
 
 
Wojna światowa z lat 1914-1918 faktycznie była kontynuacją identycznej polityki Anglii, Francji, Niemiec, Austro-Węgier i Rosji. Była to polityka grabieży kolonialnej, walki o kolonie i rynki zbytu, walki o zniszczenie imperialistycznych konkurentów. Podobnie wojna rosyjsko-japońska w latach 1904-1905.
 
 
Jednakże byłoby głupotą sądzić, że mogą wybuchać takie wojny domowe, gdzie wojujące strony prowadzą identyczną politykę. Istota wojny domowej polega na tym, żeby narzucić własną politykę przeciwnikowi, złamać jego potęgę polityczną. Wietnam Północny i Wietnam Południowy prowadziły odmienną politykę, czego rezultatem było ich starcie w wojnie domowej. Tak samo różną politykę prowadzą na przykład rząd Assada i Państwo Islamskie, Al-Kaida i inni islamiści w Syrii. Różną politykę prowadziła Republika Hiszpańska w latach 1936-1939. Odmienna była polityka Kadafiego oraz jego przeciwników w wojnie domowej w Libii w roku 2011.
 
 
Tak samo wojna domowa na Ukrainie stanowi logiczną kontynuację polityki Majdanu. Składa się ona z kilku elementów:
 
 
1) "Integracja europejska" i podległość imperializmowi. Pierwszym hasłem rzuconym na Majdanie była tak zwana "integracja europejska", która na płaszczyźnie ekonomicznej oznacza oddanie ukraińskich rynków korporacjom europejskim, przekształcenie Ukrainy w kolonię i zaplecze surowcowe Unii Europejskiej oraz w źródło wyzutych z praw niewolników-gastarbeiterów. Obecnie, ponad rok po zwycięstwie Majdanu, te następstwa gospodarcze zdążyły dać o sobie znać na tyle, że dostrzegać je muszą nawet najbardziej uparci "euro-entuzjaści". [4]
 
 
Nowy kijowski reżim pozbył się też ostatecznie suwerenności i przerodził się w państwo marionetkowe. Świadczą o tym dobitnie: rozwiązanie konfliktu między prezydentem-oligarchą Poroszenko i gubernatorem-oligarchą Kołomojskim poprzez zwrócenie się do ambasady USA; oddanie Regionu Odeskiego - kluczowego pod względem wojskowym i logistycznym - pod zarząd jawnego protegowanego Stanów Zjednoczonych, byłego prezydenta Gruzji Saakaszwiliego.
 
 
2) Ultraliberalizm. Pomajdanowa władza konsekwentnie realizuje politykę dyktowaną przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Nie jest ona żadną zdradą ideałów Majdanu, bo otwarcie głoszono ją z trybuny Majdanu, a siły polityczne, które kierowały ruchem, od dawna konsekwentnie opowiadają się za gospodarczym neoliberalizmem. Dążenie do całkowitej prywatyzacji i planowe niszczenie resztek państwa opiekuńczego - oto esencja polityki gospodarczej reżimu Poroszenko i Jaceniuka. Czytelnikom o poglądach lewicowych nie trzeba chyba tłumaczyć, jak zgubna jest taka polityka dla klasy robotniczej i innych grup ludności.
 
 
3) Nacjonalizm i faszyzm. Nacjonalistom oraz jawnym faszystom udało się narzucić Majdanowi swój program. Nasza organizacja - Borotba - pisała zimą 2014 roku: "Niewątpliwym sukcesem nacjonalistów stało się to, że dzięki ich dużej aktywności zdołali narzucić Euromajdanowi swe przywództwo ideowe. Świadczą o tym hasła, które stały się swoistym zawołaniem mas i aktywistów zebranych na placu. Na przykład: "Chwała Ukrainie - Bohaterom chwała!" które wraz z podniesieniem prawej ręki w geście hajlowania stało się pozdrowieniem partyjnym Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w kwietniu 1941 r. Podobnie "Chwała narodowi - śmierć wrogom!" i "Ukraina ponad wszystko!" (kalka z niesławnego niemieckiego "Deutschland ueber alles!"), oraz "Kto nie skacze - ten Moskal!". Inne partie polityczne po prostu nie miały wyraźnej linii politycznej i zestawu haseł, w wyniku czego liberalna część opozycji przyjęła hasła i program nacjonalistyczny." [5] W ten sposób doszło do sojuszu neoliberałów i nazistów. Przy tym neoliberałowie przyjęli program polityczny ukraińskich faszystów, a faszyści zgodzili się na wdrożenie neoliberalizmu w gospodarce. Sojusz ten został pobłogosławiony przez reprezentantów imperializmu takich jak Katherine Ashton, Victoria Nulland, John McCain.
 
 
Ważnym czynnikiem faszyzacji społeczeństwa po Majdanie stała się również legalizacja grup nazistowskich i włączenie nazistów do organów siłowych państwa.
 
4) Dławienie przeciwników politycznych, represje, cenzura w mass-mediach, zakaz ideologii komunistycznej. Przykłady są tak powszechnie znane, że wymieniać ich nie trzeba.
 
 
5) Pogarda dla klasy robotniczej, "rasizm klasowy". Ukształtowany na Majdanie pod wodzą oligarchii blok społeczny złożony z nacjonalistycznej inteligencji, "klasy średniej" i zainfekowanego ideologią drobnoburżuazyjną mieszczucha z zachodniej Ukrainy wyraźnie ukazuje kto jest jego wrogiem klasowym: "Doniecka hołota". Ten "rasizm klasowy" wobec pracującej większości południowego wschodu kraju jednoczy wokół oligarchii dość szerokie warstwy społeczne sympatyzujące z nią, zmusza niezamożnego kijowskiego mieszczucha wspierać politykę leżącą w interesach miliarderów Kołomojskiego i Poroszenko.
 
 
Takie są podstawowe elementy polityki nowego kijowskiego reżimu. Jest to polityka klasowa prowadzona przez ponadnarodowy kapitał imperialistyczny i ukraińską oligarchię kapitalistyczną, która w warunkach kryzysu usiłuje uratować się kosztem klasy robotniczej. Polityka ta opiera się na drobnej burżuazji i tak zwanej "klasie średniej" jako głównej sile uderzeniowej. W latach 30. podobna konstrukcja dyktatury politycznej, służąca interesom wielkiego kapitału, nazywała się faszyzmem.
 
 
Polityka Donbasu
 
 
Ponieważ aparat państwowy na wyzwolonych przez powstańców terenach Obwodu Donieckiego i Ługańskiego dopiero się formuje, przypuszczalnie jest jeszcze za wcześnie, by wyciągać ostateczne wnioski odnośnie polityki prowadzonej przez te republiki. Można jednak wyróżnić pewne tendencje.
 
 
1) Antyfaszyzm. Powstańcy - bez względu na poglądy polityczne - stanowczo określają pomajdanową władzę jako faszystowską. Choć często nie mają przy tym precyzyjnego naukowego wyobrażenia o faszyzmie, to jednak wymieniają następujące cechy reżimu kijowskiego: skrajny nacjonalizm, szowinistyczną politykę językową, antykomunizm i antysowietyzm, represje wobec opozycji, usprawiedliwianie zbrodniarzy nazistowskich i kolaborantów.
 
 
2) Anty-oligarchiczność. Rola oligarchii ukraińskiej jako głównego zleceniodawcy i sponsora Majdanu i prawicowego zamachu stanu stała się najważniejszym elementem samoświadomości ruchu oporu na południowym wschodzie kraju. Podczas wydarzeń zimy i wiosny 2014 roku, dla mas stało się również jasne, że ukraińska oligarchia jest całkowicie zależna i podporządkowana imperializmowi na czele z USA. Znamienne było zachowanie się "gospodarza Donbasu" i jednego z głównych sponsorów Partii Regionów - Rinata Achmetowa. Ten "rodak" mieszkańców Doniecka, po rozmowach z przedstawicielką Departamentu Stanu USA Victorią Nulland, oficjalnie poparł Majdan i wygłosił specjalne oświadczenie w imieniu swej korporacji "SKM". Następnie ziomkowie Achmetowa mogli zobaczyć, jak doniecki oligarcha uczestniczył w inauguracji "majdanowego prezydenta" Poroszenko.
 
Hasła skierowane przeciwko oligarchii nie są zwykłym "populizmem" dla powstańców Donbasu i dla mas biorących udział w ruchu oporu na południowym wschodzie kraju. Masy na podstawie własnego doświadczenia politycznego zrozumiały, jaką rolę odgrywa elita rządząca - ukraińska oligarchia polityczna.
 
Odróżnia to masowy postępowy ruch południowego wschodu od masowego reakcyjnego ruchu Majdanu. Na Majdanie również wznoszono pewne umiarkowanie anty-oligarchiczne hasła, jednakże nie wychodziły one poza socjalną demagogię i populizm - właściwe ruchom skrajnie prawicowym. Niezbitym na to dowodem jest wybranie przez masy Majdanu prezydenta-oligarchy Poroszenko, a także zgoda na zajęcie kluczowych stanowisk przez takich oligarchów jak Igor Kołomojski i Siergiej Taruta.
 
 
3. Polityka anty-neoliberalna. Istotnym wyróżnikiem życia wewnętrznego republik Donbasu stało się dążenie do socjaldemokratycznego, keynesowskiego modelu rozwoju gospodarczego, do kapitalizmu państwowego o orientacji prospołecznej. Ma się rozumieć, na razie to tylko tendencja, ale tendencja istotna, całkowicie odmienna od poityki gospodarczej kijowskiego reżimu. Nieśmiałe kroki w zakresie nacjonalizacji obiektów strategicznych (takich jak sieci handlowe, kopalnie i inne) zostały przyjęte z wielkim entuzjazmem przez mieszkańców republik. Z rządu DNR odszedł Aleksander Borodaj, który wsławił się oświadczeniem, że nacjonalizacji nie będzie, bo "nie jesteśmy przecież komunistami". Wręcz przeciwnie, władze republik nie tylko działają na rzecz powrotu pod zarząd państwowy szeregu obiektów przemysłowych, handlowych i związanych z infrastrukturą, ale też czynnie promują te posunięcia wśród ludności.
 
 
4. Przyjaźń między narodami, internacjonalizm i rosyjski nacjonalizm. Każdy, kto przebywał w Donbasie , podkreśla internacjonalistyczny charakter tego regionu. Wbrew obawom, nie rozwinęły się groźne tendencje rosyjskiego nacjonalizmu jako możliwa reakcja na ukraiński szowinizm nowego kijowskiego rządu (chociaż niebezpieczeństwo to bardzo rozdmuchują  w celach propagandowych przeciwnicy republik ludowych). Przeciwnie - oficjalne uznanie języka ukraińskiego za drugi język urzędowy w regionie praktycznie całkowicie rosyjskojęzycznym świadczy, że republiki ludowe zamierzają prowadzić demokratyczną politykę narodowościową i językową. Ważnym sygnałem stało się też oficjalne świętowanie w Doniecku i Ługańsku rocznicy urodzin ukraińskiego wieszcza narodowego - Tarasa Szewczenko. Oznacza to, że władze republik rozumieją jak ważne jest ukazanie alternatywy dla szowinistycznej i represyjnej polityki językowej i kulturalnej Kijowa.
 
Nie potwierdziły się też lęki przed klerykalizacją ruchu oporu. Chociaż o religii prawosławnej wspomina się w szeregu dokumentów republik ludowych, to w codziennym życiu politycznym Donbasu siły klerykalne nie odgrywają decydującej czy choćby znaczącej roli. Ruch oporu ma przeważnie charakter świecki, a wpływ religii i cerkwi nie wykracza poza ramy przedwojenne. To pozytywnie odróżnia siły powstańcze od majdanowych, u których istotną rolę odgrywa reakcyjna cerkiew greko-katolicka. (Z oficjalnej trybuny Majdanu codziennie rozlegały się modlitwy, śpiewano cerkiewne psalmy itp.)
 
Takie są podstawowe elementy polityki republik ludowych Donbasu. Oczywiście ta polityka nie jest socjalistyczna. Jednakże stwarza ona dla lewicowców, dla komunistów, możliwość uczestnictwa w działalności politycznej pod własnym sztandarem, z własnymi ideami i hasłami, bez odżegnywania się od swych poglądów i programu. Takich możliwości nie dawały ani ruch Majdanu ani wyłonione z niego władze, już od samego początku nastawione na wojujący antykomunizm.
 
 
Po szczegółowej analizie tego, kontynuacją jakiej polityki jest wojna odmowa dla obu stron, można wysnuć tylko jeden wniosek: z punktu widzenia lewicy, sił antykapitalistycznych, ta polityka nie jest wcale identyczna. Samozwańczy "Zimmerwaldczycy" albo nie są w stanie porównać polityki Kijowa i Donbasu, albo (co bardziej prawdopodobne) są zwyczajnie nieszczerzy gdy głoszą, że "obie strony są takie same".
 
 
Wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe
 

Stosunek marksistów do wojny nie sprowadza się do konkretnego przypadku pierwszej wojny światowej. Marksiści zawsze popierali wojny prowadzone przez uciemiężonych przeciwko ciemiężcom. Uważali, że w razie wojny sprawiedliwej pacyfizm i "emigracja wewnętrzna" oznaczają burżuazyjną obłudę i potajemne wspieranie elit.
 
 
Nawet podczas pierwszej wojny światowej ci socjaliści, którzy nie zhańbili się zdradą i przejściem na służbę rządów imperialistycznych, opowiadali się nie za zwykłym zakończeniem bratobójczej wojny, w której robotnicy z jednego kraju mordują robotników innego kraju za obce im interesy kapitalistów. Socjaliści byli za przekształceniem wojny imperialistycznej w wojnę domową. Za tym, by uciemiężeni obrócili broń przeciwko własnym ciemiężcom, korzystając z powszechnego uzbrojenia ludu jako narzędzia rewolucji społecznej.
 
 
Lenin pisał: "Były w historii (i na pewno będą, powinny być w przyszłości) wojny (demokratyczne i rewolucyjne), które zastępując w trakcie działań militarnych wszelkie "prawo" i demokrację przemocą, służyły gdy idzie o treść społeczną i następstwa sprawie demokracji i co za tym idzie - sprawie socjalizmu" [6]. Właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w Donbasie.
 
 
Takie stanowisko zajmowali prawdziwi "Zimmerwaldczycy". Natomiast ich rzekomi naśladowcy z Kijowa wzywają do rozbrojenia obu stron konfliktu, czyniąc znak równości między powstańcami, między regularną armią zagnaną siłą na front i między ochotniczymi batalionami neonazistowskimi.
 
 
Żądanie rozbrojenia wobec powstańców walczących przeciwko Kijowowi oznacza tyle, co żądanie ich kapitulacji. Wątpliwe, by samozwańczy "Zimmerwaldczycy" tego nie rozumieli.
 
Rzecz jasna każda wojna oznacza krew i ludzkie cierpienie, ale zakończenie tej wojny poprzez zupełne wyrzeczenie się rezultatów powstania oznaczałoby, że krew przelano na próżno. Co więcej, oznaczać to będzie zemstę i represje ze strony sił nacjonalistycznych wobec ludności Donbasu.
 
 
PRZYPISY
 

[1] Dalej Lenin pisze: "Albowiem sądzić, że rewolucja jest do pomyślenia bez wybuchu powstań maleńkich narodów w koloniach i w Europie, bez zrywów rewolucyjnych części drobnej burżuazji ze wszystkimi jej przesądami, bez ruchu nieuświadomionych mas proletariackich i półproletariackich przeciw uciskowi obszarniczemu, kościelnemu, monarchicznemu, narodowemu itp. - sądzić tak znaczy wyrzekać się rewolucji społecznej. To tak jakby wierzyć, że w jednym miejscu uformuje się armia i powie "Jesteśmy za socjalizmem!", a po przeciwnej stronie zbierze się armia, która ogłosi: "A my jesteśmy za imperializmem!" - i to ma być rewolucja społeczna! Tylko z takiego pedantyczno-humorystycznego punktu widzenia można było złajać powstanie irlandzkie jako "pucz".
 

Kto oczekuje "czystej" rewolucji społecznej, ten się jej nigdy nie doczeka. Ten jest rewolucjonistą tylko w słowach, a nie rozumie prawdziwej rewolucji.
 

Rewolucja rosyjska 1905 roku była burżuazyjno-demokratyczna. Składała się z szeregu starć wszystkich niezadowolonych klas, grup, elementów ludności. Były wśród nich masy z najbardziej dzikimi uprzedzeniami, z najbardziej niejasnymi i fantastycznymi celami walki, były grupki biorące pieniądze od Japończyków, zdarzali się spekulanci i awanturnicy itp. Jednak obiektywnie rzecz biorąc, aktywność mas podkopywała carat i torowała drogę dla demokracji, dlatego uświadomieni robotnicy kierowali tą aktywnością.

Rewolucja socjalistyczna w Europie nie może być niczym innym jak wybuchem masowej walki wszystkich i wszelakich uciemiężonych i niezadowolonych. Część drobnej burżuazji i robotników nieuchronnie weźmie w niej udział - bez takiego udziału niemożliwa jest walka masowa, niemożliwa jest jakakolwiek rewolucja - i tak samo nieuchronnie będzie wprowadzać do niej swoje przesądy, reakcyjne fantazje, słabości i błędy. Jednakże obiektywnie rzecz ujmując, będą oni atakować kapitał, a uświadomiona awangarda rewolucyjna, przodujący proletariat, wyrażając tę obiektywną prawdę różnorodnej i niezgranej, niejednolitej i zewnętrznie rozdrobnionej walki masowej, zdoła zjednoczyć i ukierunkować ją, zdobyć władzę, przejąć banki, wywłaszczyć znienawidzone przez wszystkich (choć z różnych przyczyn!) trusty i podjąć inne dyktatorskie działania dające w rezultacie obalenie burżuazji i zwycięstwo socjalizmu który bynajmniej nie od razu oczyści się ze wszystkich drobnoburżuazyjnych naleciałości." ("Wyniki dyskusji o samookreśleniu").
 
 
[2] Lenin, "Partia socjalistyczna a bezpartyjna rewolucyjność".
 
 
[3] Na przykład: "W odniesieniu do wojen, podstawowe założenie dialektyki... polega na tym, że "wojna jest kontynuacją polityki za pomocą innych (właśnie opartych na przemocy) środków". Taka jest formuła Clausewitza... Dlatego też właśnie taki był zawsze punkt widzenia Marksa i Engelsa, którzy rozpatrywali każdą wojnę jako ciąg dalszy polityki określonych zainteresowanych mocarstw - oraz różnych klas w ich obrębie - w danym czasie" (Lenin, Dzieła Wszystkie, wyd. ros., t 26, s. 224).
 
 
[4] Przypomnijmy, że ci lewicowcy, którzy dziś starają się uchodzić za "zimmerwaldczyków", podczas Majdanu całkowicie popierali tę samą politykę, której rezultatem stała się wojna przeciwko Donbasowi. Oto co pisali urojeni Liebknechtowie z Kijowa: "Domagamy się podpisania porozumienia o stowarzyszeniu z Unią Europejską i wierzymy, że będzie ono sprzyjało rozszerzeniu demokracji, zwiększeniu przejrzystości władzy, rozwoju sprawiedliwego sądownictwa i ograniczeniu korupcji" (http://gaslo.info/?p=4541)
 
 
Już wtedy pisaliśmy: "Środowiska polityczne na lewo od Komunistycznej Partii Ukrainy ogarnęła euro-histeria. Jedna z grupek anarchistycznych wydaje ulotkę, gdzie ani słowem nie wspomina, że anarchiści europejscy czynnie sprzeciwiają się Unii Europejskiej. Powtarza za to dyżurne slogany o "samoorganizacji". Nieduża grupa trockistowska fotografuje się na skraju majdanowego tłumu, wrzeszczącego: "Chwała Narodowi! Śmierć wrogom!" i publikuje oświadczenie, które mogłoby ozdobić stronę internetową którejkolwiek z liberalnych organizacji pozarządowych: "Domagamy się podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE i jesteśmy przekonani, że przyczyni się ona do rozwoju demokracji... bla-bla-bla."

Towarzysze lewicowcy, czas przypomnieć sobie, co to takiego oportunizm. Nie musi to być koniecznie udział w wyborach (parlamentaryzm może być także rewolucyjny). Oportunizm to między innymi dostosowanie własnej polityki do nastrojów tłumu, do głównego nurtu, a w ostatecznym rozrachunku do obcego interesu klasowego.

Właśnie drogą oportunizmu - czyli dostosowania się - poszli ci ukraińscy lewicowcy, którzy usunęli ze swoich oświadczeń wspólne dla całej europejskiej lewicy hasła przeciwko Unii Europejskiej. Usunęli, żeby pozwolono im postać sobie na skraju  "Euromajdanu", którego zwycięstwo nie tylko nie pomogłoby upowszechnieniu sławetnych wartości europejskich, a wręcz przeciwnie - na bank postawiłoby u władzy tych samych nacjonalistów, którzy obecnie nas atakują...

Czy ci lewicowcy biorą udział w prawdziwej polityce, czy jedynie tańczą jak im zagra blok prawicowo-liberalny? Czy są oni w stanie na poważnie zaagitować kogokolwiek z majdanowego tłumu? Nie, wręcz przeciwnie - dostroili się oni do "europejskiej" histerii, która ogarnęła drobnomieszczańskie masy w Kijowie, gdzie 20 lat prawicowej propagandy zawsze zmusi tłum "demokratów" do postępowania według "demokratycznego" okrzyku: "Kto nie skacze ten Moskal!" Wycofali wszystkie hasła skierowane przeciwko imperialistycznej Unii Europejskiej, aby uchodzić za "swoich" w liberalno-nacjonalistycznym tłumie. A przecież wyłącznie lewicowcy mogą przekazać Ukraińcom te argumenty antyunijne, którymi dzielą się z rodakami europejscy lewicowcy i działacze związkowi. Ulegli oni nastrojom swoich dalekich od lewicy przyjaciół. A potem będzie im wstyd za to, co zrobili, podobnie jak było wstyd zwolennikom "ludowego prezydenta" Juszczenko, gdy minęło parę lat od pierwszego Majdanu (2004), na którym w podobny sposób i z takim samym skutkiem agitowało kilkoro lewicowców.
 

Jednak histeria minie, a pamięć pozostanie, towarzysze"

[5] http://borotba.su/sergei-kirichuk-uchastie-nacionalistov-factor-padeniya-populyarnosti-maidana.html
 
 
[6] Lenin, "W odpowiedzi P. Kijewskiemu".
 
 
Tłumaczenie: PETER

http://borotba.su/viktor_shapinov._marksizm_i_vojna_na_donbasse.html

 
 


 Polskie tłumaczenie tekstu ukazało się w dniu 3 września 2015 pod linkiem:
 
http://komsomol.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2266:wiktor-szapinow-marksizm-a-wojna-w-donbasie&catid=87:ruch-oporu&Itemid=69

Społeczność

Lenin 005