Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 47 gości.

Sukcesy Partii Pracy w wyborach lokalnych – laburzysta burmistrzem Londynu

30khan2302c.jpg

W minionym tygodniu, w czwartek 5 maja, Brytyjczycy głosowali w wyborach lokalnych. Pomimo, iż tylko część radnych i burmistrzów wybierana była w tym głosowaniu (w przeciwieństwie do Polski, w Brytanii nie wyłania się wszystkich władz lokalnych jednorazowo), to wybory te miały duże znaczenie jako pierwszy po zeszłorocznych wyborach parlamentarnych test poparcia dla głównych partii. Według niektórych ekspertów czwartkowe głosowanie można również potraktować jako barometr nastrojów wobec nadchodzącego referendum w sprawie członkostwa Brytanii w Unii Europejskiej.
 
Wbrew przewidywaniom mediów, wróżących ciężką klęskę Partii Pracy (przed wyborami mówiło się, że może stracić nawet 150 radnych), laburzyści wypadli nieźle, kolejny raz udowadniając, że na szczeblu lokalnym są nie do pobicia. Wywalczyli w sumie 950 mandatów radnych (więcej niż wszystkie pozostałe ugrupowania razem wzięte), tracąc tylko 11 w stosunku do poprzednich wyborów. Aż 49 miejsc w radach utracili Konserwatyści. Głównymi beneficjentami strat dwóch największych partii stali się centrowi Liberalni Demokraci oraz prawicowy UKIP.
 
Pomimo nieznacznych strat, laburzyści zanotowali wzrost poparcia, mierzonego odsetkiem oddanych na nich głosów. Co ważne, rosnąca popularność Partii Pracy przełożyła się na istotne sukcesy wyborcze: po raz pierwszy od 2003 r. laburzysta będzie burmistrzem Bristolu (został nim Marvin Rees), zaś burmistrzem Londynu został Sadiq Khan (na zdjęciu). Podkreśla się, że przejmujący władzę w stolicy kraju po konserwatyście Borisie Johnsonie syn imigranta z Pakistanu będzie dysponował budżetem równym 1/4 budżetu Polski. Chociaż Khan w czasie kampanii wyborczej podkreślał dumę z robotniczego pochodzenia (jego ojciec był kierowcą autobusu), czym zdecydowanie odróżniał się od kandydata Partii Konserwatywnej milionera Zaca Goldsmitha, to równocześnie obiecywał, że będzie „najbardziej probiznesowym burmistrzem Londynu w historii” oraz dystansował się od lewicowego lidera Partii Pracy – Jeremy Corbyna. Nie jest tajemnicą, że Khanowi blisko do prawicy laburzystowskiej, mającej silną reprezentację w Izbie Gmin oraz we władzach partii. Jednocześnie media całkowicie skoncentrowały się na fakcie, że Khan to pierwszy muzułmanin obejmujący władzę nad europejską stolicą. Przypominano również jego poparcie dla związków homoseksualnych, za co miał być wykluczony ze wspólnoty wyznawców islamu przez jednego z brytyjskich imamów.
 
Obok wyborów lokalnych odbyły się również wybory krajowych parlamentów w Walii, Szkocji i Irlandii Północnej. W pierwszym z nich, tradycyjnie zdominowanym przez Partię Pracy, obyło się bez większych zmian. Laburzyści obejmą 29 mandatów, tracąc jeden. Zabraknie im 2 posłów by utworzyć samodzielną większość, jednakże gotowość koalicyjną wyrazili już Liberalni Demokraci (1 mandat, 4 stracone) i lewicujący nacjonaliści z Plaid Cymru (12 mandatów). W tym kontekście warto wskazać, że również Walijska Partia Pracy próbowała odcinać się od Corbyna. Nie potrafiła także przedstawić żadnego sensownego rozwiązania podczas kryzysu stalowego, który wstrząsnął Walią w ostatnich tygodniach (znaczna część wciąż istniejącego brytyjskiego przemysłu stalowego znajduje się właśnie w Walii). Przy okazji wspomnieć należy, że po raz pierwszy w parlamencie walijskim zasiądą posłowie UKIP-u, zdobywając od razu aż 7 mandatów.
 
W Szkocji, zgodnie z przewidywaniami, zwycięstwo przypadło po raz trzeci z rzędu Szkockiej Partii Narodowej (SNP), która straciła jednakże 6 posłów. Wynik 49 % głosów okazał się więc niewystarczający dla uzyskania samodzielnej większości (zabraknie im 2 mandatów). Ciężką klęskę odnotowali laburzyści, dawniej będący potęgą „na północ od granicy”. Zostali zepchnięci na trzecie miejsce przez konserwatystów, tracąc aż 13 mandatów. Po raz pierwszy od powstania Partii Pracy nie wywalczyła ona ani jednego posła w proletariackim Glasgow (wszystkich zgarnęła SNP). Niewątpliwie jest to konsekwencja wieloletniego realizowania koncepcji New Labour, a więc odejścia od tożsamości partii robotniczej na rzecz idei „trzeciej drogi”, i opanowania ugrupowania przez karierowiczów i oportunistów. I tak, gdy na szczeblu ogólnokrajowym pojawiły się oznaki zmiany i Jeremy Corbyn zdecydowanie pokonał swoich prawicowych, blairystowskich kontrkandydatów w wyścigu do fotela przewodniczącego Partii Pracy, tak w Szkocji wszystko zostało po staremu. Po porażce laburzystów w wyborach do londyńskiego parlamentu w 2015 r. ultrablairystę Jima Murphy’ego na stanowisku lidera Scottish Labour zastąpiła blairystka umiarkowana – Kezia Dugdale. Tym razem nic nie pomógł lewicowy manifest wyborczy – wyborcy z klasy robotniczej wciąż uznają SNP za najlepiej broniącą ich interesów i nie potrzebują już Partii Pracy (przynajmniej na razie). Odnotować można również wzrost poparcia dla tzw. radykalnej lewicy. Ugrupowanie Solidarity, prowadzone przez Tommy’ego Sheridana, dawnego działacza trockistowskiej Militant, uzyskało 0,6% głosów (wzrost o 0,5%) i zero mandatów. Z kolei nowa koalicja lewicowa RISE, utworzona przez pomniejsze organizacje, także trockistowskiej proweniencji, wywalczyła 0,5 % i również żadnych posłów.
 
W Irlandii Północnej wszystko pozostaje bez większych zmian. Największe ugrupowania zasadniczo utrzymały swój stan posiadania. Najsilniejszym stronnictwem zostaje konserwatywna Demokratyczna Partia Unionistyczna (DUP). W opozycji pozostaną partie katolików: Sinn Fein i SDLP. Jednocześnie jednak ugrupowanie People Before Profit (będące frontem wyborczym SWP, należącej do tej samej tendencji trockistowskiej co polska Pracownicza Demokracja) wprowadziło do  Stormontu 2 posłów: Gerry’ego Carrolla i Eamonna McCanna.
 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Ochotnik