Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 30 gości.

Dwa referenda: odrzucony układ pokojowy w Kolumbii, sprzeciw wobec imigrantów na Węgrzech

colombia_referendum.jpg

W niedzielę w dwóch krajach świata odbyły się istotne referenda.
 
W Kolumbii obywatele decydowali o przyjęciu lub odrzuceniu zawartego niedawno porozumienia pokojowego między rządem a partyzantką FARC. Pomimo, iż wszystkie sondaże dawały zdecydowaną przewagę zwolennikom pokoju, ostateczny wynik okazał się odwrotny do oczekiwanego. Ponad połowa uprawnionych zagłosowała przeciwko porozumieniu, należy podkreślić jednak, że różnica była minimalna (50,21% głosów przeciwko traktatowi, 49,79% za, przy frekwencji na poziomie 37,1%). Jak wskazują komentatorzy, pozwala to żywić obawy wobec dalszej stabilności sytuacji w Kolumbii. Niewykluczone, że wojna domowa rozgorzeje od nowa.
 
Warty podkreślenia jest fakt, że zwolennicy pokoju rekrutowali się przede wszystkim spośród robotników i chłopów. Okręgi wyborcze zamieszkane przez ludzi pracy i biedotę masowo głosowały na „tak” (nawet do 80 % głosów za pokojem), podczas gdy przeciwnicy porozumienia to w dużej mierze ludzie z warstw średnich i wyższych. Nie powinno to dziwić, jako że to biedni, ciężko pracujący Kolumbijczycy ponosili najwięcej ciężarów wojny domowej – to spośród nich rekrutowano żołnierzy, to oni byli ofiarami rekwizycji, rabunków i morderstw, to oni musieli porzucać swoje domy.
 
Przywódca obozu przeciwników porozumienia pokojowego – były prawicowy prezydent Alvaro Uribe argumentował, że nie jest wrogiem pokoju jako takiego, a jedynie proponowanego tekstu traktatu. W jego opinii należy wynegocjować „lepsze” porozumienie, gdyż to poddane pod głosowanie zawiera zbyt wiele koncesji na rzecz FARC. Dla Uribe i jego zwolenników partyzanci to zwykli bandyci i terroryści, nie godzi się więc zbyt mocno im ustępować. Zamiast zapraszać bojowników do życia publicznego, w tym parlamentu, powinno się ich osądzić za zbrodnie. Oczywiście mordujący z ramienia państwa zabijali w słusznej sprawie, więc o karach dla nich Uribe jakoś nie wspomina...
 
 
Tego samego dnia na Węgrzech odbywało się z inicjatywy premiera kraju Viktora Orbana referendum dot. osiedlania w kraju osób o obywatelstwie innym niż węgierskie „pod przymusem” ze strony instytucji europejskich. Pytanie jakie zadano węgierskim obywatelom brzmiało:
„Czy chcesz zezwolić na to, aby Unia Europejska mogła nakazywać obowiązkowe przesiedlanie osób niebędących obywatelami węgierskimi na terytorium Węgier bez zgody Zgromadzenia Narodowego?”
 
Jak można się było spodziewać, przeciwnicy tzw. kwot (zgodnie z którymi każde państwo UE byłoby zobligowane przyjąć u siebie część uchodźców), odnieśli zdecydowane zwycięstwo, uzyskując ponad 98,3% głosów. Jednocześnie pewnym zaskoczeniem pozostaje fakt, że wynik referendum nie jest wiążący, bo samo głosowanie okazało się nieważne z racji zbyt małej frekwencji. Zaledwie 43,44% Węgrów oddało głos w niedzielę, podczas gdy dla ważności plebiscytu wymagane było min. 50%. Jak widać kwestia osiedlania imigrantów nad Dunajem nie wzbudza tak wielkich emocji jak próbowali to przedstawiać politycy rządzącej partii Fidesz.
 
Do głosowania na "tak" wzywała jedynie centrowa Węgierska Partia Liberalna; Fidesz, sprzymierzeni z nimi chadecy, a także skrajnie prawicowy Jobbik, ludowcy, a nawet Węgierska Partia Robotnicza (węg. Magyar Munkáspárt) wzywały do głosu na "nie". Socjaldemokraci oraz ugrupowania liberalne wzywały do bojkoty plebiscytu.
 
Na zdjęciu smutni zwolennicy porozumienia pokojowego w Kolumbii po ogłoszeniu wyników referendum.

Społeczność

Chcemy waszych minerałów