Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 36 gości.

Sukces lewicy na Islandii

Left-Green_Movement_2016.png

W minioną niedzielę 29 października na Islandii miały miejsce wybory parlamentarne. Zgodnie z przewidywaniami, partia rządząca byłego premiera kraju Sigmundura Davíða Gunnlaugssona – Partia Postępowa – poniosła druzgoczącą porażkę, tracąc ponad 13% głosów i 11 mandatów w 63 osobowym parlamencie. Przyczyną odwrócenia się Islandczyków od tego ugrupowania była niewątpliwie afera Panama Papers. W boleśnie dotkniętej kryzysem finansowym Islandii rewelacje na temat nielegalnych zamorskich interesów Gunnlaugssona i jego żony stały się gwoździem do trumny dla politycznej kariery byłego szefa rządu, ale też dla jego partii.
 
Wbrew sondażom, wieszczącym zwycięstwo Partii Piratów, pierwszą lokatę zajęła prawicowa Partia Niepodległości – tradycyjna partia islandzkiej burżuazji, zdobywając 29% głosów i 21 posłów. Jednakże drugą siłą w parlamencie stały się: Ruch Lewica-Zieloni i Partia Piratów, obie po ok. 15% i 10 mandatów.
 
Lewica-Zieloni to ugrupowanie wywodzące się z dawnego Sojuszu Ludowego, skupiającego lokalnych komunistów, i przynajmniej w teorii plasują się na lewo od socjaldemokratów. Dla partii to drugi najlepszy wynik w historii (tylko w 2009 r. poszło im lepiej). Odrzucają oni członkostwo w Unii Europejskiej i w NATO, wspierają niepodległościowe dążenia Palestyńczyków, opowiadają się za pomocą migrantom.
 
Partia Piratów, powstała w 2012 r., na swoim (czarnym) sztandarze wypisała hasła wolnego dostępu do zasobów kultury, legalizacji tzw. piractwa internetowego oraz demokracji bezpośredniej. W kwestiach gospodarczych działacze ugrupowania wypowiadali się bardzo lakonicznie, bez konkretów.
 
Socjaldemokraci nie zdołali zahamować tendencji spadkowej, tracąc 7% głosów i 6 mandatów.
 
Kraj czekają teraz trudne rozmowy koalicyjne.
 
 
Grafika przedstawia logo Ruchu Lewica-Zieloni. 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Ernst Thälmann - Sohn seiner Klasse