Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 18 gości.

Powstała nowa partia – Unia Europejskich Demokratów

europejscy_demokraci.jpg

Podczas sobotniego kongresu w Warszawie powołano do życia nowe ugrupowanie polityczne – Unię Europejskich Demokratów. Nowy polityczny twór narodził się w wyniku syntezy istniejącej od 2005 r. Partii Demokratycznej – demokraci.pl i stowarzyszenia Europejscy Demokraci (grafika przedstawia ich logo), którego sejmową emanacją było koło poselskie o takiej samej nazwie (w jego skład wchodzili byli działacze PO, pokłóceni z macierzystą partią, ze Stefanem Niesiołowskim na czele).
 
Partia odwołuje się do tradycji Unii Demokratycznej i jej spadkobierczyni - Unii Wolności.

Szefową nowej partii została dotychczasowa przewodnicząca PD Elżbieta Bińczycka, a politycy ED weszli do władz ugrupowania. W kongresie udział wzięli m.in. były prezydent Lech Wałęsa i lider Komitetu Obrony Demokracji Mateusz Kijowski.

- „Nie ma w Polsce miejsca na nienawiść, dyktatorskie ambicje, wodzowskie skłonności. Nie ma miejsca na zawłaszczania państwa przez polityków. Dotychczasowe rządy PiS i prawicowej koalicji niszczą podstawy polskiej państwowości, cechuje je dyletantyzm, izolują Polskę w Europie i zagrażają bezpieczeństwu narodu” – podkreślono w deklaracji ideowej nowopowstałego ugrupowania.

Jeden ze współtwórców stowarzyszenia Europejscy Demokraci Stefan Niesiołowski zaznaczył w przemówieniu, że „demokracja w Polsce jest zagrożona”, są ludzie, którzy jej nie chcą i „posuną się nie wiadomo, jak daleko, żeby tę demokrację w Polsce zniszczyć”.

- „Dlatego musimy być w pełni zdecydowani i zdeterminowani, by demokrację w Polsce obronić. I dlatego tu jesteśmy i będziemy jej bronić razem i wspólnie. Wyciągamy rękę do każdego, kto chce tej demokracji z nami bronić – zaznaczył.

- „Ten wróg jest jasno zdefiniowany i od nas zależy, czy nasze możliwości wykorzystamy, czy zakończymy jakieś bezsensowne spory o przywództwo, o wzajemne resentymenty, tylko razem przywrócimy demokrację w Polsce” – mówił były wicemarszałek Sejmu.

Wałęsa, który zabrał głos jako pierwszy, mówił, że „demokracja jest walką każdego z każdym, ale w ramach prawa” Według niego trzeba zrobić wszystko, by ludzie, którzy szkodzą Polsce, jak najszybciej odeszli, a opozycja nie powinna się ścigać z rządzącymi na obietnice.

- „Niszczone są nasze zdobycze. To wszystko mnie zmusiło, bym się raz jeszcze postawił do dyspozycji” – powiedział były prezydent.

Przewodnicząca Partii Demokratycznej Elżbieta Bińczycka podkreśliła, że nowa partia będzie się starać kontynuować to, co w polskim życiu politycznym było „najlepsze po 1989 roku” (czyżby tym najlepszym miała być Unia Wolności i jej kolejne mutacje?). Zaznaczyła, że jej środowisko jest zaniepokojone sytuacją w Polsce.

- „Fałszywe jest mniemanie, że jak się ma większość w Sejmie, to można robić co się chce – oceniła. - Demokracja to poszukiwanie konsensusu. O tym obecny rząd zapomina” – mówiła Bińczycka.

Lider KOD Mateusz Kijowski zaznaczył, że zabiera głos jako przedstawiciel ruchu społecznego.

- „KOD łączy a nie dzieli, to jest to, czego od was oczekujemy” – powiedział. Zaznaczył, że wobec podziałów w obozie opozycji łączenie środowisk go cieszy. Podczas kongresu odczytano też listy byłych prezydentów Bronisława Komorowskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego, którzy również pozytywnie ocenili łączenie sił przez opozycję.

W deklaracji ideowej nowej partii zaznaczono, że „populistyczne obietnice, składane, aby zmanipulować wyborców, których spełnić nie można i nie zamierza się spełnić, prowadzą kraj do katastrofy”. „Wierzymy w Polskę, w której rząd nie ma władzy nad sumieniami, a świeckie państwo szanuje wybory religijne i światopoglądowe swoich obywateli. Taką Polska była i taką ma pozostać. Takie jest właściwe rozumienie polskiej tradycji” – napisali autorzy deklaracji.

Jak widać śpiewka polskich liberałów o ich poparciu dla świeckości państwa odgrzewana jest przy każdej okazji, gdy trzeba walczyć o poparcie wyborców. Diametralnie inną politykę prowadzi się u władzy, rozdając kościołom i zgromadzeniom zakonnym niezliczone nieruchomości i wypłacając milionowe dotacje, przed biskupami zaś padając na kolana.

Głównym argumentem przeciwko Prawu i Sprawiedliwości staje się jednak jego fiskalna „nieodpowiedzialność” i „rozdawnictwo”. Na celowniku liberałów znajduje się przede wszystkim program 500+. Jak wiadomo liberałowie nie lubią, gdy państwo rozdaje publiczne pieniądze… na cele społeczne. Nie mają za to nic przeciwko wydatkom na zbrojenia, rosnące pensje polityków i wyższych urzędników, a na pewno już na dotacje dla przedsiębiorców. Ci ostatni wszak są dla środowiska liberalnego najbardziej upośledzoną grupą społeczną w kraju, jak żadna inna zasługującą na opiekę państwa.

Społeczność

che rebel