Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 20 gości.

STANOWISKO GRUPY SAMORZĄDNOŚCI ROBOTNICZEJ W SPRAWIE ZDECYDOWANEJ PRÓBY PODPORZĄDKOWANIA SOBIE SĄDOWNICTWA PRZEZ „PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ”

gsr.png

Publikujemy stanowisko w sprawie ostatnich protestów w sądownictwie opublikowane 19 lipca przez portal dyktatura.info. Zgadzamy się z klasowym podejściem autorów stanowiska odnośnie natury protestów i uważamy, że niezależność lewicy zarówno wobec kliki Kaczyńskiego-Ziobry jak i wobec burżuazyjnej opozycji jest bardzo istotna. Nie jest jednak prawdą że "Komunistyczna Partia Polski nie ma żadnego komunistycznego programu", o czym może przekonać się każdy czytelnik strony internetowej KPP. KPP nie jest tolerowana przez władzę właśnie przez swój komunistyczny program, o czym świadczą ostatnie represje na podstawie art. 256 Kodeksu karnego. 


Bardzo wątpliwe wydaje się być stwierdzenie, że"silne to środowisko [lewicy] nie będzie dopóki nie przeprowadzi wewnętrznej dyskusji o pozycjach ideologicznych." To nie ilość energii przeznaczana na wewnętrzne dyskusje świadczy o kondycji ideologicznej lewicy, ale zdolność do przeprowadzania marksistowskiej analizy sytuacji politycznej. Natomiast realna siła polityczna lewicy zależy od postępów walki klasowej proletariatu i istnienia świadomości politycznej w szeregach robotników a nie od intensywności akademickich dyskusji przeprowadzonych w wąskim gronie.
 
Redakcja WR
--

 
 
Zdecydowana próba podporządkowania sobie sądownictwa przez PiS jest aktualnie sposobem, jaki ta partia uznała za najlepszy w celu zniszczenia PO, czyli partii konkurencyjnej na polu polityki prokapitalistycznej. Nie ma co hodować w sobie złudzeń – gdyby lewica radykalna była silna, tego typu gwałcenie demokratycznych reguł byłoby praktyką obu stron dzisiejszego konfliktu.
 
De facto partie komunistyczne są dziś w Polsce zakazane. Jeżeli tolerowana jest KPP, to wynika to wyłącznie z faktu, że jest to formacja totalnie marginalna i nie mająca żadnego komunistycznego programu, wyłącznie epatująca nazwą. Jeśli natomiast chodzi o inne ugrupowania nazywane z przyzwyczajenia lewicowymi, jak SLD czy jej odpryski, włącznie z Razem, to mają one szansę wegetowania w systemie pod warunkiem blokowania, jak dotychczas, wszelkiej radykalniejszej formacji lewicowej na scenie politycznej. Tego typu partie mają, oczywiście, poczucie zagrożenia podobne do tego, jakie odczuwa PO czy Nowoczesna.
 
 
Działanie związków zawodowych także ma w kraju charakter bardziej fasadowy niż inny. Biurokracja związkowa prowadzi, jak w krajach rozwiniętego kapitalizmu, specyficzną grę, która bynajmniej nie polega na radykalizowaniu nastrojów pracowniczych, ale na zmuszaniu ich do kapitulacji przed kapitałem.
 
Czy to oznacza, że jest nam – lewicy rewolucyjnej – obojętna demokracja? Bynajmniej, nie jest to sprawa obojętna. Należy jednak rozumieć szerszy kontekst walki, która dziś się rozgrywa. Nie posuwa nas do przodu formalistyczne rozumienie systemu sprawiedliwości. Nigdy system ten nie jest neutralny i formalne gwarancje polegające na rozdziale władz nie dają takiej rękojmi. Formalna gwarancja, to przestrzeganie konstytucji i, ogólnie, litery prawa. Konstytucja stoi na straży nienaruszalności ustanowionego systemu. Tak więc, zmiana systemu będzie za sobą pociągała konieczność naruszenia konstytucji. Oczywiście, sytuacja rewolucyjna znosi wymóg przestrzegania formalnych ustaleń, ponieważ wtedy ma głos suweren, który bezpośrednio wyraża swoją wolę. To właśnie, paradoksalnie, mówi PiS uzasadniając swoje posunięcia. PiS ma poczucie, że reprezentuje suwerena i jednym pociągnięciem ręki zmiata złe prawo, które służy wyłącznie bogatym i uprzywilejowanym. Oczywiście, w wykonaniu PiS jest to czysta demagogia i populizm. Natomiast PO i reszta opozycji opowiada się za formalizmem, który równie skutecznie pozbawia lewicę możliwości przeprowadzenia swojego programu (gdyby go miała).
 
Piotr Szumlewicz http://strajk.eu/abc-lewicowej-krytyki-zamachu-na-sadownictwo/ nawołuje do poparcia protestów opozycji prokapitalistycznej, ponieważ demokracja daje pewne gwarancje działania w ograniczonych ramach państwa prawa. Lewica od dawna przywykła do zadowalania się tzw. działactwem, którego sens wyraża się w tym, że cała ta krzątanina służy utrzymaniu status quo. Problem w tym, że narastanie fali populizmu, obserwowane od kilku dobrych lat nie tylko przecież w Polsce, jest symptomem narastania nastrojów daleko bardziej radykalnych niż te, do których przywykła tzw. nowa radykalna lewica. Nie jest ona przygotowana do radzenia sobie z tym wyzwaniem. W ogóle nie rozumie, że radykalizacja świadomości społecznej może się pojawić niezależnie od niej.
 
Lewica ta bowiem jest najgłębiej przekonana, że to ona jest podmiotem przyszłych akcji rewolucyjnych i że to jej świadomość określa byt rewolucji. Dawno już bowiem doszła do przekonania, że tylko tzw. klasa kreatywna jest w stanie wytworzyć obraz społeczeństwa w pełni demokratycznego i sprawiedliwego społecznie.
 
Nie jest więc w stanie rozpoznać narastającej radykalizacji nastrojów wśród dołów społecznych, a szczególnie wśród niedobitków odradzającej się klasy robotniczej. Wynika to z ewolucji, jaką przeszła owa lewica – o tym piszemy szeroko w naszej publicystyce, nie będziemy się więc powtarzać. Oczywiście, część działaczy lewicowych odczuwa instynktownie ten proces, co prowadzi ich do zajęcia drugiego końca spektrum poglądów obecnych na lewicy, a mianowicie do akceptacji PiS-owskiego populizmu.
 
Populizm jako namiastka polityki społecznej i demokracja burżuazyjna jako namiastka demokracji robotniczej – to są jedyne pozytywne opcje przedstawiane przez lewicę jako możliwe do realizacji w chwili bieżącej. Faktycznie, bez oparcia się na masie robotniczej, nie sposób prowadzić własnej i samodzielnej polityki. Można tylko stawiać się w pozycji ogoniarzy to PiS, to PO i Nowoczesnej.
 
Należy spojrzeć prawdzie w oczy – w kwestii demokracji, to partie burżuazyjne nadają ton. Lewica nie proponuje niczego ponad ten burżuazyjny standard. Stawiając się w roli obrońcy owego standardu trudno, aby proponowała ona naruszenie konstytucji domagając się tolerancji dla rewolucyjnej lewicy stawiającej sobie za cel zmianę systemu – choćby na system sprawiedliwości społecznej. Z drugiej strony – zadanie demagogicznej, choć czasami i realnej, obrony interesów pozbawionych przywilejów mas zostało już zagospodarowane przez PiS. Problem więc w tym, że na lewicę nie ma miejsca, nie odczuwa się jej braku.
 
Walka opozycji parlamentarnej o demokrację, jak zauważa Szumlewicz, nie znosi konfliktu w sprawie stosunku do historii, do PRL, do transformacji itd. Demokracja, oczywiście, pozwala na kontynuowanie rewindykacji odnośnie programów szkolnych i propagandy. To jest bezsprzeczne. Jednak nie na tym polega najistotniejszy problem. Problem ten leży w tym, że w łonie samej lewicy nie ma zgody w tych kwestiach. Liberałowie, jak widać, potrafią się dogadać z tzw. postkomunistami w sprawie stosunku do PRL – rzecz w tym, że interpretacja PRL obu tych formacji jest z gruntu sprzeczna z nastawieniem na interesy klasowe ludzi pracy. Narzucenie oficjalnej wykładni historii komunizmu w wersji sowietologicznej nie jest wymysłem PiS-u, ale liberalnej formacji współpracującej z karierowiczowskim aparatem post-PRL-owskim. Nawet PiS potrafi elastycznie naginać swoje przekonania do konieczności współpracy z byłymi aparatczykami. Dopiero konfrontacja z atakiem ideologicznym PiS powoduje, że można zacząć postrzegać historię jako obszar pytań i problemów, a nie zagłaskany na śmierć oleodruk, na którym podają sobie ręce liberałowie z ex-aparatem.
 
Jeżeli obecnych protestów nie wykorzysta lewica na zbudowanie własnych, niezależnych pozycji politycznych, to nigdy nie wydostanie się z sytuacji marginalnej.
 
Szumlewicz słusznie zauważa, że protesty wyglądają na grę przedwyborczą. Dlaczego lewica ma im dodawać pozorów powagi przez swoje poparcie? Można powiedzieć, że lewica nie może zbyt wiele ugrać, ponieważ jest słaba. Jej vox separatum jest bez znaczenia. Nie możemy organizować własnych, niezależnych demonstracji, ponieważ, poza manifestowaniem słabości liczebnej, nie różniłyby się one hasłami od tego, co głosi opozycja parlamentarna. Jednak lewica powinna demonstrować swoją odrębność nawet podczas takich protestów. Chodzi bowiem o znalezienie dojścia do zradykalizowanej świadomości społecznej ludzi pracy, którzy dziś opowiedzieli się za PiS-em i jego programem socjalnym. Do tego jednak potrzeba lewicy z prawdziwego zdarzenia, a nie ideowo wiernej programowi Leszka Balcerowicza i trwającej na pozycjach obrony najgorszych, biurokratycznych tradycji PRL.
 
Do tego potrzebna jest mobilizacja środowiska pod wspólnym sztandarem – czerwonym, bez partyjniackich logo. Z wyraźnymi hasłami, które nas odróżniają. Czy lewica, czy my jesteśmy na to gotowi?
 
Szumlewicz nawołuje do „budowania spójnej lewicowej narracji, zawierającej krytykę autorytaryzmu, bezprawia, nacjonalizmu, klerykalizmu władzy, ale zarazem odcinającej się od retoryki antykomunistycznej, kultu liderów dawnej Solidarności czy akceptacji reform wolnorynkowych”. Pierwsza część zdania (pozytywna) nie prowadzi do budowy lewicy, która odróżniałaby się od lewego skrzydła opozycji parlamentarnej, a więc nie stanowi kroku naprzód w stosunku do tego, co mamy obecnie. Druga część zdania, bardziej miękka i negatywna, postuluje podział lewicy, a nie konsolidację. Nie mamy nic przeciwko, ale zapewne podział nie jest intencją P. Szumlewicza. „Odcinanie się” od antykomunizmu, kultu liderów Solidarności (np. J. Kuronia czy A. Michnika), akceptacji reform rynkowych (L. Balcerowicza) to oznacza odcinanie się od, np. środowiska partii Razem. Jak rozumiemy, to „odcinanie się” ma charakter mniej rygorystyczny niż „pozytywny” postulat obrony demokracji, który to postulat prowadzi do przejścia do porządku dziennego nad głoszonym przed chwilą „odcinaniem się”.
 
 
Dopóki środowisko lewicy nie będzie silne, nie będzie miało znaczenia to, czy bierze udział w protestach, czy też nie. Poza, oczywiście, indywidualnymi karierami poszczególnych lewicowców. Natomiast silne to środowisko nie będzie dopóki nie przeprowadzi wewnętrznej dyskusji o pozycjach ideologicznych.
 
Stulecie Rewolucji Październikowej byłoby dobrą okazją do takiej dyskusji.
 
W imieniu Grupy Samorządności Robotniczej
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
19 lipca 2017 r.

Społeczność

Pokój i ziemia