Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 26 gości.

Krzysztof Wójcicki: Partia "Wiosna" czyli populistyczny postmodernizm Roberta Biedronia

Biedroń i Balcerowicz - dwaj przyjaciele polityczni

W roku 2019 "wiosna" w Polsce przyszła nietypowo wcześnie, bo już na początku lutego. W ostatnią niedzielę 3 lutego w Warszawie odbył się kongres założycielski nowej partii politycznej stworzonej przez środowisko skupione wokół byłego prezydenta Słupska Roberta Biedronia.

Ruch Palikota 2.0

Podczas kongresu wybrano nazwie partii - "Wiosna". Ogłoszono również jej program,, który można zakwalifikować jako "nowy socjalliberalny populizm" przywodzący na myśl Ruch Pięciu Gwiazd we Włoszech bądź też krajowy polityczny szlagier sprzed ośmiu lat - czyli Ruch Palikota.

Program nowej partii zawiera umiarkowane obietnice socjalne - wzrost płacy minimalnej z obecnego 2250 zł brutto do 2700 zł w 2020 roku i 3265 zł (60% średniego wynagrodzenia) w roku 2022. Biedroń obiecuje również - wzorem chociażby Ryszarda Petru, objęcie programem 500+ wszystkich dzieci (obecnie program ten obejmuje tylko drugie i kolejne dziecko, rodzinom z jednym dzieckiem przysługuje tylko w wypadku bardzo niskich dochodów). Nowością jest "emerytura obywatelska" dla wszystkich w wysokości 1600 złotych, niezależnie od stażu pracy.

Socjalny charakter programu "Wiosny" jest jednak tylko pozorny. Jak słusznie twierdzi prof. Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego, program partii "Wiosna" jest kierowany do wielkomiejskiej klasy średniej. Wśród postulatów programowych pojawiają się również te sprzeczne z interesem klasy robotniczej, co powoduje, że pod względem programu ekonomicznego "Wiosna" stoi raczej na prawo od PiS-u. Robert Biedroń zamierza ułatwić życie polskim kapitalistom poprzez zniesienie kontroli skarbowych, tym samym stając się rzecznikiem oszustów podatkowych i drobnych krętaczy.

W Polsce ostatnich trzech dekad górnicy stanowili bojowy oddział klasy robotniczej, a przysłowiowe "opony" palone pod sejmem podczas demonstracji przeciwko polityce kolejnych neoliberalnych rządów straszyły burżuazję. To górnicy stanowili trzon bojowego Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80".  Kreujący się na nowego mesjasza polskiej lewicy Biedroń, zamiast zaproponować górnikom i reszcie klasy robotniczej alternatywę dla Prawa i Sprawiedliwości wysługuje się burżuazji.

W skład kierownictwa nowej partii wejdą w znacznej większości byli politycy prawego skrzydła SLD. Jest wśród nich burmistrz warszawskiej dzielnicy Bielany Grzegorz Pietruczuk, który w 2014 roku wsławił się wypowiedzią wychwalającą kapitalistyczną kontrrewolucję 1989 roku.

Podsumowując, partię Biedronia ciężko jest uznać nawet za socjaldemokrację. Nawet bowiem Sojusz Lewicy Demokratycznej, mimo swojej odpowiedzialności za neoliberalne rządy lat 2001-2005 jak też i wściekle antykomunistyczna partia Razem posiadają w swoich programach zwiększenie redystrybucji dóbr poprzez pogłębienie progresji podatkowej. U Biedronia próżno szukać postulatów wymierzonych w kapitalistów, takich, które wskazywałyby na programową chęć budowy "kapitalizmu z ludzką twarzą" w stylu zachodnioeuropejskich welfare state, już nie mówiąc o optowaniu za jakimkolwiek projektem socjalistycznym.

Postmodernizm – nowa nieklasowa moda nazewnictwa partii


Nowa partia wpisuje się w postmodernistyczny styl uprawiania polityki, charakterystyczny dla ostatnich lat. Skupienie wokół osoby medialnego i znanego lidera, brak wyrazistego programu w najważniejszych kwestiach społecznych – takich jak prawa pracownicze i podatki, koncentracja wokół “modnych” tematów jak LGBT czy smog.

Historycznie rzecz biorąc, tradycyjne partie polityczne posiadały w nazwie słowo "Partia" i najczęściej nazwę ideologii, do której się odwoływały, czasami również nazwę kraju w którym działały - przykładem jest tutaj brytyjska Partia Konserwatywna, Francuska Partia Komunistyczna, czy też Socjaldemokratyczna Partia Niemiec.

W wypadku sceny politycznej ukształtowanej przez tak nazwane partie, wszystko było jasne dla wyborcy. Socjaliści, socjaldemokraci i komuniści przynajmniej teoretycznie reprezentowali robotników, a liberałowie i konserwatyści – burżujów. 50,100 czy nawet 150 lat temu pogląd o istnieniu walki klasowej nie był jednak zwalczany przez burżuazję i wypierany za świadomości społecznej. Zwalczani byli jedynie sami działacze ruchu robotniczego, a zarówno partie burżuazyjne, jak i robotnicze reprezentowały klarowny program.
 
 
Dziś, w czasach, kiedy wedle mainstreamowego przekazu politycznego główne klasy społeczne to “klasa średnia” i “klasa polityczna”, w czasach ciągle postępującego i nie mającego końca gnicia systemu kapitalistycznego burżuazja oprócz “fake newsów” wypuszcza również “fake partie”, które ukryte pod ładnymi nazwami udają lewicę bądź silę "antysystemową" i mają za zadanie zapełnić scenę polityczną kreując pseudoalternatywę dla głównych partii prawicy zbudowaną wokół medialnego wodza. W Polsce proces wypuszczania “fake partii” na rynek polityczny następuje głównie przed wyborami – w 2011 powstał “Ruch Palikota”, w 2015 partie “Razem”, “Nowoczesna” i “Kukiz ‘15”.

Wszystkie, bez wyjątku partie tego typu są marionetkami w rękach kapitalistów, mającymi za zadanie ochronić system burżuazyjnego parlamentaryzmu przez ruchem robotniczym, co widać wyraźnie po wynikach wyborów – antysystemowy elektorat w 2011 zagłosował na kontrolowanego przez system Palikota, żeby cztery lata później przerzucić się na Kukiza. Mamy rok 2019 i Biedroń jest oczywistym kandydatem na to miejsce w najbliższych wyborach.

 

Biedroń to Palikot 2.0, pies łańcuchowy burżuazji. Trzymając się “starej” szkoły nazewnictwa partii powinno się ono nazywać “Polska Partia Liberalno-Populistyczna”.

Biedroń zaufany obrońca systemu

Biedroń jest jednak częścią systemu. Jawne użycie słowa “liberalizm” kwestionowałoby jego pozycję jako “lewicy” w dwupartyjnym systemie politycznym złożonym w całości z partii burżuazyjnych i samą polityczną przydatność Biedronia jako “lewej nogi” Platformy obywatelskiej. Populizm jest z kolei przekleństwem, którego wielkomiejski liberał używa wyłącznie wobec wrogów systemu takich jak Andrzej Lepper. Dobry polityk mieszczańskiej lewicy nie może być populistą, ponieważ mieszczańska lewica jest częścią systemu, a populiści – to obelga, rzucana w kierunku przeciwnego obozu, bądź też antysystemowców. Robert Biedroń bynajmniej antysystemowcem nie jest. Wręcz przeciwnie – jego atencja wobec Balcerowicza pokazuje, że jest on bardziej zagorzałym obrońcą “osiągnięć” III RP niż wielu pragmatycznych polityków prawicy którzy, czując nieunikniony krach neoliberalizmu, głęboko schowali przed gawiedzią ołtarzyki dla architektów polskiej nędzy.

Program “Wiosny” pokazuje, że jego ugrupowanie nie będzie w stanie zatrząść sceną polityczną.

W 2019 wiosny nie będzie
 

2019, tak jak 2015 jest rokiem podwójnie wyborczym. Jest rokiem rozliczeń czterech lat rządów prawicowych populistów którzy wciąż niezmiennie prowadzą w sondażach, głównie dzięki nielicznym socjalnym ochłapom, niewspółmiernie jednak dużym w porównaniu do czegokolwiek proponowanego ludziom pracy przez wcześniejsze rządy. W tych wyborach stawka idzie o to, kto będzie w stanie odebrać PiS-owi socjalnych wyborców, bo to na nich trzyma się polityczna hegemonia Jarosława Kaczyńskiego. Nie ulega wątpliwości, że jest w stanie zrobić to tylko socjalna lewica, występująca z radykalnym, antykapitalistycznym programem.

Jeśli takowa nie powstanie, grozi nam to, że - jak stwierdził kilka miesięcy temu Bogusław Ziętek - “PiS będzie rządził przez 20 lat”. Nie ulega wątpliwości, że nowa partia Biedronia taką siłą nie jest.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

marks