Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 15 gości.

Paweł Kamiński: Związkowe autorepresje

Piotr Szumlewicz

5 lutego Piotr Szumlewicz, lewicowy dziennikarz i działacz związkowy bardzo zasłużony dla zwycięstwa zeszłorocznego strajku w PLL LOT, został zwolniony z funkcji szefa Rady OPZZ Województwa Mazowieckiego. Zdarzenie to ujawnia głęboką patologię w polskim ruchu związkowym.
 
 
O co chodzi?
 
 
20 grudnia, przewodniczący Konfederacji Pracy Michał Lewandowski w imieniu zarządu związku poinformował szefa OPZZ Jana Guza, że Szumlewicz został pozbawiony członkostwa w związku. Zarząd Konfederacji Pracy uzasadnił swoją decyzję tym, że od 1 lipca Szumlewicz przestał być doradcą Guza i objął stanowisko szefa Rady województwa mazowieckiego OPZZ, co spowodowało, że automatycznie przestał on być członkiem komisji międzyzakładowej 01-007. Lewandowski argumentował, że w związku z tym Szumlewicz nie jest już członkiem Konfederacji Pracy, a więc nie powinien już być on członkiem OPZZ.

Rzecz w tym, że do komisji 01-007 należy dwóch innych członków komisji 01-007, którzy, podobnie jak Szumlewicz nie są zatrudnieni ani przez OPZZ, ani przez Fundacje Wsparcie (powiązaną z centralą), ani też przez Konfederacje Pracy, ale pracują w UKSW oraz Fundacji Friedricha Eberta. Dlaczego zatem „wyróżniono” Szumlewicza?

W rozmowie z portalem Strajk.eu Leszek Miętek, wiceprzewodniczący Konfederacji Pracy, miał Szumlewiczowi za złe aktywność medialną tego ostatniego: „Skuteczność działań związkowych mierzy się osiąganymi skutkami, a nie hałaśliwością w mediach. Ja bym tak nie działał, ja działam inaczej, mnie interesuje rozwiązanie sporu, a nie chodzenie po mediach i pisanie listów do polityków”. Jednocześnie sam jednak wyznaje: „Kiedy liberałowie ćwiartowali polską kolej, wykorzystywałem każdą okazję, by zaprezentować swoje poglądy. Występowałem we wszystkich mediach, które mnie zapraszały”.

Miętek twierdzi, że głównym problemem była nieskuteczność działań Szumlewicza w ramach konfliktu w PLL LOT. Symptomatyczne jest jednak, gdzie Miętek dostrzega tą „nieskuteczność”: „Nikt z zarządu PLL LOT nie przyszedł na spotkanie Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego i nie przedstawił wyjaśnień”. Miętek stwierdził również, że błędem było zorganizowanie strajku LOT w odpowiedzi na zwolnienie przewodniczącej Związku Zawodowego Personelu Latającego i Pokładowego Moniki Żelazik. Uważa on zatem, że związkowcy źle uczynili, reagując strajkiem na akt jawnych represji antyzwiązkowych.

W końcu Miętek wskazał sedno problemu: „Związek nie jest dobrą areną do walki klas. Od tego są partie polityczne” - stwierdza.

Dialektyka walki związkowej

Związki zawodowe są podstawową organizacją ekonomicznej walki klasowej. Istnieją one, aby wzmocnić pozycję robotników w walce o wysokość stopy wartości dodatkowej, czyli bezpośrednio o wyższą płacę roboczą i o krótszy czas pracy. Mamy tutaj do czynienia z konfliktem wynikającym bezpośrednio z przywłaszczania przez kapitalistów wartości dodatkowej, bezpośrednio z wyzysku kapitalistycznego.

Z powszechności pracy najemnej, powszechności wyzysku kapitalistycznego wynika konieczność wzrostu związków zawodowych, jednoczenia się robotników całej branży, całego kraju, w końcu na skali światowej. Wraz ze wzrostem związków konieczny jest podział pracy i wyodrębnienie warstwy zawodowych działaczy związkowych. Wszystko to wynika z logiki ekonomicznej walki klasowej.

Sama jednak walka ekonomiczna nie może rozwiązać sprzeczności między kapitałem a pracą, może ona być rozwiązana jedynie w sferze politycznej (tworzenie partii proletariackich i zdobycie władzy państwowej). Na polu ekonomicznym można wygrać bitwy, ale nie wojnę. Zwycięski strajk nie oznacza zniesienia wyzysku kapitalistycznego, oznacza tylko, że stopa wartości dodatkowej jest niższa; nie oznacza on likwidacji pracy najemnej, oznacza tylko, że robotnicy sprzedają swoją siłę roboczą na korzystniejszych warunkach. Walka strajkowa bezpośrednio dotyka podstawowej sprzeczności kapitalizmu, ale nie jest w stanie jej rozwiązać.

Ta cecha walki ekonomicznej sprawia, że w świadomości zawodowych związkowców może wykształcić się fałszywy pogląd na rolę związków zawodowych i na charakter kapitalizmu. Nie doświadczają oni bezpośrednio wyzysku kapitalistycznego, sprzeczności między pracą a kapitałem. Strajk oznacza eskalację ciągłej walki proletariatu z burżuazją, która jednak kończy się zawieszeniem broni, kompromisem. Biurokrata nie doświadcza przyczyny, styka się jedynie ze skutkiem. Kiedy ponownie wybucha strajk, biurokrata kończy go odnowionym kompromisem z kapitalistą. Tak samo jest po następnym wybuchu, i po następnym, i po następnym. Od kompromisu do kompromisu. U „funka” rodzi się przeświadczenie, że jego zadaniem nie jest walka z kapitalistą, ale zachowanie z nim pokoju, „dojście z nim do porozumienia”. Konflikt nie jest dla niego punktem wyjścia, daną, ale wynikiem nieporozumienia lub nieodpowiedzialnych działań. Dochodzi on ostatecznie do wniosku, że interesy robotników i kapitalistów są w gruncie rzeczy do pogodzenia, nawet jeżeli czasem dochodzi do niesnasek. Dialektyka ruchu związkowego sprawia, że wśród przywódców podstawowej organizacji walki klasowej, mogą pojawić się solidaryści klasowi, którzy obiektywnie sabotują walkę związkową.

Jest to zjawisko niebezpieczne dla ruchu związkowego i powinno być zwalczane przez świadomych działaczy. W tym tkwi właśnie istotne, polityczne znaczenie sprawy Szumlewicza. Jest to konflikt między biurokratami, którzy sprzeciwiają się strajkom w odpowiedzi na represje antyzwiązkowe, ponieważ obrażony pracodawca może nie stawić się w RDS, a działaczem, który twierdzi, że związki zawodowe „powinny odważnie przedstawiać zarządom przedsiębiorstwa propozycje płacowe, bezwzględnie bronić zwalnianych pracowników, sprzeciwiać się mobbingowi i dyskryminacji”. Jest to konflikt między programem atrofii i kapitulanctwa, a wizją bojowego i klasowego ruchu związkowego.

Związkowiec kontra biurokracja

Zasadność formalnych zarzutów wobec Szumlewicza jest w najlepszym razie wątpliwa. Jednak nawet, gdyby formalnie jego przeciwnicy mieliby rację, to słuszność polityczna i tak byłaby po stronie Szumlewicza. Jeśli regulamin związku uniemożliwia lub utrudnia jego działalność jako związku zawodowego, jako bojowej organizacji klasowej, tym gorzej dla regulaminu. Środki muszą służyć celowi, nie odwrotnie. Jak słusznie stwierdza Szumlewicz: „Liderzy związkowi są dla ludzi pracy, a nie odwrotnie. (…) Związki zawodowe to oddolne, dobrowolne organizacje pracowników, a nie hierarchia władzy na wzór Kościoła katolickiego. (…) Ten hierarchiczny model związków broniony przez Miętka sprzyja wyobcowaniu liderów związkowych i naraża ich na uwikłanie w sieci powiązań z władzą i biznesem”.

Dlatego każdy związkowiec, każdy marksista, każdy lewicowiec i każdy człowiek pracy powinien stanąć po stronie Piotra Szumlewicza, po stronie demokracji wewnątrzzwiązkowej i po stronie bojowego, klasowego ruchu związkowego.

Społeczność

marks