Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 12 gości.

Paweł Kamiński: Klasa czy elita?

Piramida systemu kapitalistycznego

Na całym świecie wraz z postępującym gniciem kapitalizmu obserwujemy wzrost populizmu. Donald Trump dostał się do Białego Domu z obietnicą „opróżnienia bagna”. Nigel Farage z UKIP uznał wynik referendum ws. Brexitu za cios wymierzony w „brukselskie elity”. Podobne głosy słyszymy w PiS – już w 2006 roku Jarosław Kaczyński grzmiał przeciw „łże-elitom”. Zważywszy, że tego typu hasła znajdują odzew wśród klasy robotniczej, konieczne jest bliższe przyjrzenie się „antyelitarnemu” dyskursowi. Kim są te „elity”?
 
Teoretyczka PiS
 
Główną teoretyczką pisowskiego „antyelitaryzmu” była Anna Pawełczyńska (1922-2014), socjolożka, członkini Warszawskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego w 2010 r.i i twórczyni terminu „lumpenelity”. Rozważania Pawełczyńskiej o „lumpenelitach” stanowią podstawę pisowskich ataków na „elity” i ich „lumpenliberalizm” oraz ideologiczną podbudowę dla propagandy IPNii. Jeśli kogokolwiek można określić jako ideologa PiS to właśnie Pawełczyńską. Jak zatem definiuje ona „lumpenelity”?
 
W 2005 roku tłumaczyła ona w wywiadzie dla „Nowego Państwa”: „Dziś w Polsce trwa władza lumpenelit. (…) Rządząca w Polsce lumpenelita nie rozumie postawy służby społecznej. Ich działania są motywowane przez antywartości. W wyniku trwającego od pół wieku procesu degradacji wyłoniła się elita finansowo-polityczna, której socjologiczne podobieństwo do lumpenproletariatu jest zaskakujące. Odmienność dotyczy przede wszystkim poziomu warunków materialnych i pewnych zachowań kulturowych, pełniących funkcje instrumentalne. Proponuję więc, aby zachować termin "elita" dla grupy realizującej tradycyjny system wartości oraz aby wprowadzić termin "lumpenelita", odnosząc go do przedstawicieli grupy, która dzięki wieloletniej selekcji negatywnej znalazła się w Polsce na górze drabiny społecznej.iii

Jak „lumpenelita” doszła do władzy? „W toku transformacji po 1989 roku dokonano manipulacji. Ośmieszono ugrupowania wolnościowe i motywy patriotyczne, uwłaszczono nomenklaturę partyjną i wokół niej zbudowano kadry władzy politycznej, gospodarczej oraz ośrodków propagandy i indoktrynacji”. W 2012 roku Pawełczyńska stwierdziła, że rodowód „lumpenelit” jest jeszcze wcześniejszyiv: „W okresie międzywojennym tworzono wyspecjalizowane grupy do indoktrynowania zarówno narodu rosyjskiego, jak i do eksportowania ideologii na Zachód, do infiltracji i ubezwłasnowolnienia narodów, sparaliżowania państw i obsadzenia stanowisk strategicznych. (…) System indoktrynacyjny zaczął działać w 1940 r., gdy pierwsza fala desantu pojawiła się we wschodniej Polsce, i to była mieszanka NKWD i kadr polityczno-wychowawczych. Wydaje mi się, że w 1944 r. desant składał się zarówno z ludzi, którzy chcieli lub musieli uciekać przed okupantem hitlerowskim, jak też z pochodzących z Kresów, a więc z mieszanki różnych narodów. (…) W pierwszym okresie jej najwyższe szczeble – w UB i wojsku – zajmowali Rosjanie. Z I Armią weszła do Polski ta mieszanka, w której przeważali ludzie wywodzący się z Komunistycznej Partii Polski narodowości żydowskiej, białoruskiej i ukraińskiej.

Dzieci indoktrynerów z desantu „dziedziczą status materialny i w większości korzystają z inwestycji, jakich dokonali rodzice w ich wykształcenie, natomiast ich życiowe wybory są już sprawą indywidualną. Wydaje mi się, że dzieci tego desantu oraz osób, które się doń przyłączyły i czerpiąc korzyści z przyspieszonego awansu społecznego, stały się jego przedłużeniem, przejęły w jakiejś części system propagandy wypracowany w Związku Sowieckim. (…) Oni stosują o wiele bardziej skuteczne metody niż ich rodzice, którzy byli znacznie mniej wykształceni. Od strony doskonałości zawodowej bardzo cenię ludzi ''Gazety Wyborczej'', ponieważ wydaje mi się, że ich rodzice byli na tyle mądrzy w sformułowaniu swoich celów i ambicji wobec następnego pokolenia, że wyposażyli swoje dzieci w odpowiednią wiedzę i kompetencje.

W rezultacie miała powstać „partia zagranicy”, która podporządkowała zagranicznym i krajowym grupom mafijnym. „Do najsilniejszych zaliczyłabym przede wszystkim mafie handlarzy broni i narkotykowe, choć ta lista jest, oczywiście, dłuższa. (…) Niektóre rządy ograniczone są do administrowania i pełnienia funkcji reprezentacyjnych. Decyzje, akty prawne coraz częściej są podporządkowane grupom interesu działającym poza prawem lub na granicy prawa.

Ale jakie są cele „lumpenelit z desantu”? „Zarówno lumpenproletariat, jak i lumpenelita konsolidują się wokół kilku podstawowych zasad, jakimi są: odrzucenie wartości wyższych, norm moralnych i obyczajowych, akceptacja działań poza prawem i na granicy prawa, skłonność do łamania solidarności grupowej w sytuacjach zagrożenia, a wreszcie akceptacja zasady pecunia non olet.

Pawełczewska charakteryzując Polskę rządzoną przez komunistyczno-mafijne lumpenelity z desantu, określa istniejący system jako „kapitalizm partyjno-mafijny mający tendencje totalitarne”.

Czy mogło być inaczej?

Wg Pawełczewskiej polski kapitalizm przyjął po kontrrewolucji taką, a nie inną postać ze względu na ingerencję „komunistycznych mafii” mających swoje źródło zagranicą. Gdyby nie te zdradzieckie siły kapitalistyczne elity cechowałaby „troska o wspólne dobro” i „zrozumienie postawy służby publicznej.”

Jak się miała sprawa faktycznie? PRL była zdeformowanym państwem robotniczym rządzonym przez biurokrację państwowo-partyjną. Lew Trocki przewidywał: „Nie można wcale liczyć na to, że biurokracja potulnie i dobrowolnie wyrzeknie się siebie samej na rzecz socjalistycznej równości. Jeżeli obecnie, mimo zbyt oczywistej niedogodności operacji tego rodzaju, uznała ona za możliwe wprowadzić rangi i ordery, to w dalszym stadium będzie musiała nieuchronnie szukać sobie oparcia w stosunkach własności. Można wyrazić zastrzeżenie, że wielkiemu biurokracie obojętne jest, jakie formy własności dominują, byle by on miał zapewnione należne dochody. Rozumowanie to ignoruje nie tylko niepewność wszelkich uprawnień, jakie mają biurokraci, ale i kwestię losów potomstwa. Świeżej daty kult rodziny nie spadł z nieba. Przywileje mają tylko połowę wartości, jeżeli nie można pozostawić ich w spadku dzieciom. Prawo dziedziczenia jest jednak nieodłączone od prawa własności. Nie wystarczy być dyrektorem trustu, trzeba być jego udziałowcem. Zwycięstwo biurokracji w tej decydującej dziedzinie oznaczałoby przekształcenie się jej w nową warstwę posiadaczy. Odwrotnie — zwycięstwo proletariatu nad biurokracją zapewniłoby odrodzenie się rewolucji socjalistycznej.v

Prognoza Trockiego o przekształceniu się biurokracji w nową klasę posiadaczy znalazła potwierdzenie w wypadkach lat 80. Jak pokazuje polski marksista Jacek Tittenbrun: „Ogólnie mówiąc, w latach 80-tych kontynuowana była, a nawet nasilona polityka unikania szukania dróg poprawy warunków funkcjonowania i sytuacji różnych działów sektora uspołecznionego połączone z prywatyzacją jej segmentów”.vi Podkreśla on również zasięg prywatyzacji: „W latach 1980-1988 zatrudnienie w przemyśle uspołecznionym zmniejszyło się z 4 973, 2 tys. do 4 318,4 tys., podczas gdy zatrudnienie w przemyśle prywatnym wzrosło z 271,7 tys. do 577,4 tys. W budownictwie uspołecznionym – w tym samym okresie – zatrudnienie zmniejszyło się z 1 234,2 tys. do 1 069,8 tys., a w prywatnym wzrosło z 102,4 do 278,2 tys.”vii

Dane te pochodzą z okresu, gdy PZPR posiadała monopol polityczny. Nawet po „upadku komuny” PZPR miała czterech ministrów w rządzie Mazowieckiego, w tym dwóch w resortach siłowych. Główni przywódcy opozycji uznali „kierowniczą rolę” biurokracji w kontrrewolucji kapitalistycznej. W 1985 roku Adam Michnik bronił de facto politycznego monopolu nomenklatury: „Walka o władzę w państwie musi doprowadzić do sięgnięcia po przemoc, walka o Samorządną Rzeczpospolitą, wedle projektu uchwalonego na pamiętnym zjeździe ’’Solidarności’’ w ’’Olivii’’, nakazuje z przemocy zrezygnować. (…) ’’Solidarność’’ nie była i nie jest organizacją do walki o władzę w państwie.viii Już w 1979 roku Jacek Kuroń twierdził, że„nie ma w naszym kraju działań publicznych, które nie stanowiłyby przedmiotu walk klikowych w kierownictwie partii. Przedmiotem tych walk jest bowiem właśnie życie publiczne, zaś zasadniczą formą podejmowania decyzji w tych sprawach są walki klikowe. Jeśli chcemy uzyskać ustępstwo władz, to liczymy na to, że zorganizowany przez nas nacisk społeczny jakieś ugrupowanie w kierownictwie zechce wykorzystać do swoich celów. Na tym na ogół polegała szansa sukcesu naszej walki”.ix

Tittenbrun wskazuje również na inny istotny aspekt sektora prywatnego w schyłkowym PRL: „obok legalnych i rejestrowanych form własności prywatnej rozkwitały (…) bujnie różnorakie formy lumpengospodarki, różniące się od nich stosunkiem do prawa i moralności oraz nieregularnością i – na ogół – krótkotrwałością występowania”.x Przytacza on również liczby: „według szacunków dla 1986 r. nierejestrowane obroty zakładów prywatnych – wynoszą w pewnych rodzajach produkcji i usług 10-40% obrotów rejestrowanych. Liczba osób zatrudnionych ‘‘na czarno’’ w sektorze drobnokapitalistycznym przewyższała liczbę oficjalnych pracowników najemnych tego sektora (w 1987 r. odpowiednio 500 i 400 tys.).”xi
 
Czy dziwić może zatem, że kapitalizm, który wyłonił się z biurokratycznej kontrrewolucji mógł mieć charakter „partyjno-mafijny”? Dodatkowo trzeba wziąć pod uwagę co oznacza restauracja kapitalizmu. Kapitalizm oznacza 1) prywatną własność środków produkcji, 2) przekształcenie siły roboczej bezpośrednich wytwórców (proletariuszy) w towar. Aby siła robocza mogła funkcjonować jako towar, konieczne jest 1) przekształcenie własności użytkowych koniecznych do jej reprodukcji (środków spożycia) w towary, 2) istnienie rezerwowej armii pracy.
 
Oznacza to, ze wszelkie gwarancje dostępu do środków spożycia (np. do mieszkania) muszą zostać zniesione. Tylko jeśli będą one towarami dostępnymi za płacę roboczą, tzn. dochód ze sprzedaży siły roboczej, proletariusz zmuszony będzie do pracy najemnej. Aby zapewnić uprzywilejowaną pozycję kupca siły roboczej (kapitalisty), konieczne jest stałe utrzymywanie popytu na siłę roboczą poniżej jej podaży, tzn. nieuniknione jest istnienie rezerwowej armii pracy. Oczywiście, jeśli nieuniknione jest istnienie rezerwowej armii pracy, a środki spożycia są towarami, to nieuniknione jest istnienie ludzi, którzy znalazłszy się bez pracy, utracą trwale dostęp do środków spożycia. Przykładowo, jeśli konieczne jest istnienie bezrobotnych, a mieszkanie jest towarem to nieuniknione jest istnienie bezdomnych.
 
Jeśli uświadomimy sobie, że kontrrewolucja kapitalistyczna na polu ekonomicznym oznacza politykę tworzenia, promowania i utrzymywania bezrobocia, bezdomności, żebractwa i wszelkich innych form wykluczenia społecznego, to stanie się dla nas całkowicie jasne, że oczekiwanie „poczucia służby społecznej” i „troski o dobro wspólne” od klasy i władzy realizujących tą politykę, to żądanie kontrrewolucji bez kontrrewolucji, żądanie kapitalizmu bez kapitalizmu.
 
Masoni, cykliści i „wiadomo kto”
 
Widzimy, ze różnica między analizą marksistowską a dywagacjami o „lumpenelitach” objawia się tym, że marksizm szuka wyjaśnienia zjawisk społecznych w samym społeczeństwie (wychodząc z analizy bazy ekonomicznej), o tyle w drugim przypadku źródeł negatywnych zjawisk szuka się poza społeczeństwem – w międzynarodowych mafiach, wrogim desancie itd.
 
Reprezentowana tutaj wizja historii sprowadza się do teorii spiskowej. Amerykański lewicowy socjolog C. Wright Mills dość dobrze streszcza ten pogląd (i tkwiącą w nim antynomię): „Istnieje pogląd, według którego elita jest wszechmocna, a jej władza opiera się na jakimś wielkim tajnym spisku. (...) Zgodnie z tymi wyobrażeniami — według których o dziejach ludzkości decyduje wszechmocna elita — elita ta nie jest nigdy całkowicie dostrzegalna. Stanowi ona jak gdyby świecki odpowiednik woli Boga, która urzeczywistnia się na podobieństwo zamysłów Opatrzności — z tą tylko różnicą, że, jak się zazwyczaj uważa, ludzie nie należący do elity potrafią przeciwstawić się i w ostateczności nie dopuścić do jej ziszczenia się”.xii
 
Jednocześnie Mills wskazuje, dlaczego taki pogląd jest błędny: „Gdyby władza podejmowania decyzji w tych zagadnieniach ogólnokrajowych, w których się je podejmuje, była rozdzielona absolutnie równo, nie byłoby elity władzy. Nie byłoby bowiem wtedy gradacji władzy i panowałaby zupełna równorzędność. Także w przeciwnym wypadku, gdyby władza podejmowania decyzji w tych zagadnieniach była absolutnie zmonopolizowana przez jakąś niewielką grupę, nie istniałaby gradacja władzy, lecz sprawowałaby ją po prostu ta niewielka grupa, a pod nią — byłyby niezróżnicowane, rządzone masy.xiii Taka gradacja jest niezbędna dla utrzymania tej hierarchii we współczesnym społeczeństwie klasowym: wielki kapitalista nie może nadzorować „swoich” robotników bezpośrednio i bez pomocy majstrów, generał do dowodzenia masą szeregowców potrzebuje kasty oficerskiej, a cały państwowy aparat represji spoczywa na barkach dzielnicowego.
 
Tymczasem „lumpenelita” wydaje się nie mieć żadnych koniecznych związków z ogólną strukturą społeczeństwa. Nie jest ona rezultatem funkcjonowania społeczeństwa, ale czymś dodanym do niego, czymś obcym. Pawełczyńska nadaje tej obcości nie tylko wymiar socjologiczny, ale wręcz etniczny („przeważali ludzie wywodzący się z Komunistycznej Partii Polski narodowości żydowskiej, białoruskiej i ukraińskiej”). Jej cele Pawełczyńska definiuje negatywnie („odrzucenie wartości wyższych, norm moralnych i obyczajowych”), jako przeciwieństwo do przyjętej moralności, jako zło. Mimo, że „ich życiowe wybory są (...) sprawą indywidualną”, zawsze czynią zło.
 
Wynurzenia Pawełczyńskiej pokrywają się pod tym względem z najstarszą teorią spiskową w świecie zachodnim – tą o spisku żydowskim. Jean-Paul Sartre tak opisywał manichejski światopogląd antysemity: „Żyd jest wolny, ale może czynić tylko zło, a nie dobro, ma akurat tyle wolnej woli, aby w pełni móc ponosić odpowiedzialność za popełnione przez siebie zbrodnie, ale już nie tyle aby móc spoprawić. (…) Jedno jedyne tylko stworzenie, o ile wiem, jest w ten właśnie sposób wolne i jednocześnie przykute na wieki do zła - a mianowicie sam Duch Zła, Szatan.xiv
 
Sartre wskazuje również na polityczne konsekwencje teorii spiskowych: „Pod zgorzknieniem antysemity kryje się optymistyczne przeświadczenie, że gdy tylko Zło zostanie zniszczone, społeczeństwo samo odnajdzie harmonię. Jego działalność jest więc całkowicie negatywna: nie chodzi; bynajmniej o budowę nowego społeczeństwa, chodzi tylko o uzdrowienie istniejącego.xvAntysemita boi się dokonać odkrycia, że porządek świata jest zły; wtedy trzeba by było wymyślić coś innego, szukać, zmieniać.xvi
 
Widzimy zatem, że teorie o spisku elity wykorzystują prymitywny manicheizm na rzecz apologii kapitalizmu. „Elita” wymaga obalenia, ponieważ jest wszechpotężna i diaboliczna, ale jednocześnie stanowi tylko niewielką grupkę pojedynczych ludzi, więc można ją łatwo obalić, zachowując ogólną strukturę społeczną. Oznacza to możliwość skierowania gniewu proletariatu na tory bezpieczne dla burżuazji. Jak zauważył Sartre, „antysemityzm kieruje ciśnienie rewolucyjne mas przeciwko pewnym ludziom, a nie instytucjom; antysemicki tłum będzie uważał, że wszystko załatwione, gdy zmasakruje paru Żydów i spali synagogę.xvii Identycznie sprawa ma się ze wszelkimi prawicowo-populistycznymi teoriami spiskowymi.
 
Człowiek znikąd
 
Kto ma zatem obalić „łżelity”? Oczywiście musi to być ktoś spoza „układu”, całkowity outsider. Jak Trump w USA, albo Morawiecki w Polsce, albo Zełenski na Ukrainie. Mills tak scharakteryzował typ outsidera politycznego: „To człowiek, który spędził znaczną część swego czynnego życia poza organizacjami ściśle politycznymi i który zależnie od okoliczności albo zostaje do nich wciągnięty, albo sam toruje sobie do nich drogę, albo też przychodzi i odchodzi z organizacji. Nie posiada on zawodowego przygotowania politycznego, jego kariera i stosunki ukształtowały się w kołach innych niż polityczne, a jako typ psychologiczny ma swą bazę w innych sferach instytucjonalnych. Zawodowcy traktują go zazwyczaj jako reprezentanta czy pełnomocnika jakiejś zewnętrznej grupy w rządzie. [podkreślenie – P.K.]xviii
 
O jakie „zewnętrzne grupy” chodzi? Mills wyjaśnia: „Polityczni outsiderzy, zajmujący stanowiska kierownicze w administracji państwowej i tworzący kierownictwo polityczne, są — z uwagi na swe powiązania prawne, finansowe czy spełniane funkcje w zarządzie spółek - jeśli rozpatrywać będziemy grupę tę w całości - członkami warstwy bogaczy świata korporacji”.xix I faktycznie Trump jest biznesmanem-miliarderem, którego oskarża nieustannie o wykorzystywanie zajmowanego stanowiska dla swoich przedsięwzięć biznesowych.xx Morawiecki był prezesem zarządy BZ WBK i właścicielem akcji tego banku o wartości 5 mln złotych (sprzedał je dopiero 2 lata po wejściu do rządu, pod wpływem nacisków społecznychxxi). Zełenski jest właścicielem firmy producenckiejxxii i występował programach nadawanych przez telewizję należącą do Ihora Kołomojskiego, powszechnie uznawanego za protektora ukraińskiego prezydentaxxiii.
 
Fakt, że outsiderzy wywodzą się bezpośrednio ze sfer wielkiego kapitału, nie oznacza, że politycy zawodowi nie reprezentują wielkiej burżuazji. Kryzys zaufania do polityków zawodowych (zarówno ze strony wyborców jak i kapitału) jest zazwyczaj odbiciem samej klasy panującej. Obecna fala prawicowego populizmu jest echem globalnego kryzysu kapitalizmu z 2008 roku i światowej depresji będącej jego skutkiem. Odrzucenie przez klasę robotniczą neoliberalnej polityki burżuazji i wywołane kryzysem zmiany w kompozycji klasy kapitalistycznej zmusiły tą ostatnią do sięgnięcia po nowe formuły i nowych przywódców politycznych, którzy odnoszą się do starej polityki równie niechętnie co wyborcy.
 
Nie przeciw „elitom”, ale przeciw klasie
 
Niektórzy outsiderzy głoszą konieczność zastąpienia starych elit nowymi, np. Mateusz Morawiecki deklarujący: „Chcemy budować nową elitę i przebudować polską myśl politycznąxxiv. Inni jednak wykorzystują niejasność terminu „elita”, aby twierdzić, że rządy „elit” ustały. Były doradcę Donalda Trumpa, Steve’a Bannona, w wywiadzie dla portalu „Daily Beast” w 2018 r. stwierdził, że obecny prezydent, który odziedziczył dziesiątki milionów dolarów, nie jest częścią elity: „Z <<elitą>> nie chodzi tylko o bogactwo, chodzi o mentalnośćxxv.
 
Ta nieścisłość pojęcia „elity” jest celowa – termin ten zdaje się być intuicyjnie zrozumiały, ale jednocześnie jest to termin na tyle obszerny i niejednoznaczny, że zawsze znajdzie się jakaś elita. Reakcyjny ideolog „elitaryzmu” Vilfredo Pareto (1848-1923) pisał: „Przyznajmy, dajmy na to, każdej jednostce w poszczególnych dziedzinach działalności ludzkiej pewien wskaźnik, który ma wyrażać jej zdolności — podobnie jak przyznaje się stopnie z różnych przedmiotów przy egzaminach szkolnych. Najzdolniejszy adwokat otrzyma na przykład wskaźnik 10, a adwokat, który nie ma klientów — wskaźnik 1, przy czym wskaźnik 0 zastrzegamy dla kogoś, kto jest kompletnym idiotą. Człowiekowi, który zrobił miliony — obojętne, czy uczciwie, czy też nie — przyznajemy wskaźnik 10, człowiekowi. który posiada tysiące — wskaźnik 6, takiemu zaś, któremu ledwie udaje się uniknąć domu ubogich — wskaźnik 1, a wskaźnik 0 — zastrzegamy dla tych, którzy już przebywają w tym domu... Utwórzmy teraz klasę ludzi, którzy wykazują najwyższe wskaźniki w swej dziedzinie działalności, i określmy tę klasę jako elitę”.xxvi
 
Zawsze możliwe jest operowanie zawężonym pojęciem elity, którą czyni się odpowiedzialną za wszystkie immanentne wady kapitalizmu, jednocześnie broniąc panowania klasy wyzyskującej. Mateusz Morawiecki, były prezes polskiej filii drugiego co do wielkości banku w UExxvii, może grzmieć przeciwko elitom. Politycy PiS od lat biorą udział w konferencjach Światowego Kongresu Rodzin, na których spotykają się z członkami Sojuszu Obrony Wolności (ADF).xxviii Sojusz to fundamentalistyczna organizacja finansowana przez reakcyjnych kapitalistów amerykańskich, m.in. przez klan Prince-DeVos (w tym Erika Prince'a, twórcę firmy najemniczej Blackwater, jego siostrę Betsy DeVos, obecną sekretarz edukacji, oraz jej męża Richarda DeVosa, założyciela Amway)xxix. ADF wspiera m.in. polską organizację Ordo Iuris – autorów proponowanej w 2016 roku reformy prawa aborcyjnego, która poskutkowała spontanicznym i masowym „Czarnym Protestem”.xxx Konferencja Ordo Iuris w 2018 roku gościła zarówno działaczy ADF jak i prezydenta Andrzej Dudę.
 
Prawicowi populiści mogą dyskutować, czy hiszpańscy bankierzy i amerykańscy kapitaliści posiadają odpowiednią „mentalność”, aby zaliczać się do „elit” czy nie. Dla nas jest jasne, że burżuazyjni politycy mówią o elitach, aby nie mówić o klasie panującej; że mówią o spiskach, aby nie mówić o kapitalizmie. Musimy być świadomi, że problemy kapitalizmu nie są winą tych czy innych burżujów lub polityków, ale kapitalizmu jako takiego, całej burżuazji jako takiej i wszystkich jej politycznych sługusów. Naszym hasłem nie jest „lud przeciw elitom”, ale „klasa przeciw klasie”.
 
 
Przypisy:

ihttp://jaroslawkaczynski.info/poparcie/Warszawski_spoleczny_komitet_poparcia

iihttps://oko.press/prezes-ipn-tropi-lumpenelity-insynuuje-falszuje-przeszlosc-obraza-nawet-norwida/

iiihttps://wiadomosci.onet.pl/kiosk/liberalny-totalitaryzm/79bk5

ivhttps://jozefdarski.pl/6697-zatrzymajmy-hunow-europy

vhttps://www.marxists.org/polski/trocki/1936/zdr-rew/09.htm#0904

viTittenbrun J. "Upadek socjalizmu realnego w Polsce", wyd. Rebis, Poznań 1992, str. 119.

viiTittenbrun J. "Upadek socjalizmu realnego w Polsce", wyd. Rebis, Poznań 1992, str. 118.

viiihttps://aneks.kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2016/02/38-michnik-With-Watermark.pdf

ixhttp://www.ecs.gda.pl/library/File/nauka/kc/p04/6_MYSL-POLITYCZNA_KURON.pdf

xTittenbrun J. "Upadek socjalizmu realnego w Polsce", wyd. Rebis, Poznań 1992, str. 121.

xiTittenbrun J. "Upadek socjalizmu realnego w Polsce", wyd. Rebis, Poznań 1992, str. 121.

xiiMills C. W. "Elita władzy", KiW, Warszawa 1961, str. 19.

xiiiMills C. W. "Elita władzy", KiW, Warszawa 1961, str. 21.

xivSartre J.-P. "Rozważania o kwestii żydowskiej", wyd. Futura Press, Łódź 1992, str. 41-42.

xvSartre J.-P. "Rozważania o kwestii żydowskiej", wyd. Futura Press, Łódź 1992, str. 42.

xviSartre J.-P. "Rozważania o kwestii żydowskiej", wyd. Futura Press, Łódź 1992, str. 44-45.

xviiSartre J.-P. "Rozważania o kwestii żydowskiej", wyd. Futura Press, Łódź 1992, str. 45.

xviiiMills C. W. "Elita władzy", KiW, Warszawa 1961, str. 299-300.

xixMills C. W. "Elita władzy", KiW, Warszawa 1961, str. 308-309.

xxhttps://prospect.org/article/emoluments-clause-could-be-tipping-point-trumps-downfall

xxihttp://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22781599,zandberg-dobrze-ze-morawiecki-w-koncu-sie-ugial-myslal-ze.html

xxiihttps://file.liga.net/persons/vladimir-zelenskii

xxiiihttps://www.ft.com/content/2640982c-5391-11e9-91f9-b6515a54c5b1

xxivhttps://fakty.interia.pl/polska/news-mateusz-morawiecki-budujemy-nowe-elity,nId,2230268
https://www.tvp.info/37242350/premier-morawiecki-chcemy-budowac-nowa-elite-i-przebudowac-polska-mysl-polityczna

xxvhttps://www.thedailybeast.com/bannon-in-his-dollar1400-suite-rails-against-the-elite

xxviPareto V. „The Mind and Society”, New York 1935, str. 2027 i 2031, za: Mills C. W. "Elita władzy", KiW, Warszawa 1961, str. 477

xxviihttps://www.relbanks.com/worlds-top-banks/market-cap

xxviiihttps://www.opendemocracy.net/en/5050/revealed-dozens-of-european-politicians-linked-to-us-incubator-for-extremism/

xxixhttps://web.archive.org/web/20070831010629/http://www.washingtonspectator.com/articles/20070401adf_2.cfm

xxxhttps://www.opendemocracy.net/en/5050/ultra-conservative-institute-has-infiltrated-polish-state-to-ban-abortion/

Społeczność

1917 rev