Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 9 gości.

A. Kramer: Trocki miał rację!

Kronsztadzka karta

Od wielu lat prasa kapitalistyczna, uczeni profesorowie i burżuazyjni analitycy, mówili o "sekretach sowieckich archiwów". Było wiele spekulacji na temat ?potwornych tajemnic komunistycznego reżimu", które ostatecznie potwierdziłyby "zbrodniczy charakter" komunizmu. W następstwie wydarzeń, które miały miejsce w późnych latach 80. i na początku 90., historycy uzyskali w końcu nieskrępowany dostęp do radzieckich archiwów. Spodziewano się przypływu nowych antykomunistycznych oskarżeń. Jednak rezultaty pracy historyków burżuazyjnych okazały się dla nich niezadowalające. Oczywiście udało im się znalezć dużą ilość nowych dowodów potwierdzających potworne zbrodnie stalinizmu. Ale my, jako trockiści nigdy nie mieliśmy, żadnych wątpliwości, co do zbrodni Stalina. Trocki i jego stronnicy potępiali te zbrodnie dużo wcześniej niż jakiekolwiek archiwa zostały otwarte. Zwolennicy Trockiego w Rosji Radzieckiej w latach 20. i 30. mieli informacje o tych zbrodniach z pierwszej ręki, ponieważ byli pośród tych, którzy pierwsi ucierpieli w skutek stalinowskiej degeneracji. Tysiące z nich zginęło z rąk stalinowskich oprawców.
 
Historycy burżuazyjni liczyli, że zdobędą mnóstwo dowodów, których mogliby użyć aby pokazać, że nie było żadnych różnic między stalinizmem a rządami Lenina i Trockiego w pierwszym okresie rewolucji. Jednak napotykają oni wielki problem ze znalezieniem dokumentów, które mogłyby posłużyć do dyskredytacji przywódców rosyjskiej rewolucji - głównie Lenina i Trockiego. W przeszłości najtrudniej było zdobyć z radzieckich archiwów dokumenty deprecjonujące działaczy Lewicowej Opozycji (trockistów). Dziś jest jasne dla historyków, dlaczego tak było. Materiał archiwalny potwierdza, że działacze pózniejszej Lewicowej Opozycji odegrali kluczową i pozytywną rolę w rewolucji roku 1917 i ustanowieniu władzy radzieckiej.
 
W ciągu ostatnich dziesięciu lat zostało opublikowanych wiele nowych zródeł na temat zwrotnych momentów rewolucji pazdziernikowej. Wśród nich są dwie książki na temat najbardziej tragicznego momentu rewolucji - buntu kronsztadzkiego. Nie będziemy przedstawiać w tym miejscu wszystkich aspektów tego wydarzenia. Musimy tylko wiedzieć, że na początku marca 1921, w czasie jednego z najbardziej krytycznych okresów istnienia republiki radzieckiej, w bazie morskiej w Kronsztadzie, niedaleko Piotrogrodu, miał miejsce wojskowy zamach przeciwko rządowi radzieckiemu. Krytyczna sytuacja, w jakiej znalazła się wtedy Rosja Radziecka spowodowała, że Lenin i Trocki bardzo szybko musieli rozprawić się z rebeliantami. Po odrzuceniu rządowego ultimatum wzywającego do kapitulacji, Kronsztad został zdobyty w drugim szturmie. Przywódcy buntu uciekli do Finlandii.
 
Pod koniec lat 30. niektórzy byli trockiści, tacy jak Victor Serge, Max Eastman, Boris Souvarine atakowali Trockiego za jego zachowanie w czasie rebelii. (Serge zaprzeczył wtedy swojemu wcześniejszemu stanowisku wyrażanemu w czasie powstania). Przedstawiali Kronsztad jako robotniczo-żołnierskie powstanie przeciw "dyktaturze bolszewików" i widzieli w zdławieniu powstania "pierwszy krok tu stalinizmowi". Argument ten został pózniej przyjęty przez innych antykomunistycznych ideologów i propagandystów. Trocki polemizował z tym poglądem w pracy pt. "Wrzawa i płacz nad Kronsztadem", w której analizował drobnoburżuazyjny charakter tego puczu.
 
W ostatnich latach opublikowano kilka nowych pozycji książkowych na temat rebelii w oparciu o nowe dokumenty. Pierwsza książka wyszła pod nieco dziwacznym tytułem "Nieznany Trocki - czerwony Bonaparte" (V.C. Krasnow, Moskwa 2000). Jest to próba opisania roli Trockiego podczas wojny domowej. Kolejna pozycja nosi tytuł "Kronsztad 1921" (Moskwa 2001). Jest to zbiór dokumentów na temat powstania. Należy zaznaczyć w tym miejscu, że obie książki nie zostały napisane przez sympatyków bolszewików.
 
Krytycy bolszewików starali się wcześniej wykazać, że żołnierze Armii Czerwonej sympatyzowali z powstańcami. Było wiele spekulacji odnośnie masowych odmów żołnierzy wzięcia udziału w szturmie ze względów politycznych i masowych dezercje żołnierzy, którzy mieli przyłączać się do powstańców. Jest to jednak nieprawda. To, co się naprawdę wydarzyło wyglądało zupełnie inaczej. Był jeden przypadek, kiedy jedna jednostka stanęła po stronie buntowników Kronsztadu. Było to podczas pierwszego, nieudanego ataku. Był to 561 pułk Armii Czerwonej. Pułk ten był rekrutowany z byłych jeńców z formacji Machno, Wrangla i Denikina. Jest wiadome, że w czasie wojny domowej część jednostek chłopskich zmieniała stronę za każdym razem, kiedy dotychczasowy sprzymierzeniec ponosił klęski.
 
Pułki 236 i 237 również odmówiły wzięcia udziału w ataku, ponieważ ich żołnierze "nie chcieli walczyć na lodzie". Pragnęli też wrócić do swoich wiosek. żołnierze obu pułków bali się przejść po lodzie i uderzyć na najlepszą fortecę w kraju bronioną przez okręty wojenne. Są również inne raporty na temat odmów wykonania rozkazów w innych jednostkach, jednak dotyczą one nie kwestii politycznych ale problemów takich jak braki w żywności czy wyposażeniu. Są one łatwe do zrozumienia, jeżeli wezmiemy pod uwagę, w jakiej sytuacji znalazła się młoda republika radziecka, która odziedziczyła po carskiej Rosji zacofaną gospodarkę. Bolszewicy musieli użyć nadzwyczajnych środków obrony, aby bronić się przed atakami białych armii, popieranych przez imperialistów, którzy chcieli zdusić rewolucję.
 
Również sytuacja wewnątrz samego Kronsztadu wyglądała inaczej niż przedstawiają to zwykle przeciwnicy bolszewików. Nie było tam trwałego masowego poparcia żołnierzy dla rebelii. Przyznają to nawet historycy burżuazyjni tacy jak Krasnow. Wśród załogi floty morskiej Kronsztadu był rozdzwięk między starymi rewolucyjnymi żołnierzami a nowymi rekrutami, pochodzącymi głownie ze wsi i drobnomieszczańskich rodzin. Faktem jest, że część statków pozostała neutralna, a część opowiedziała się przeciw powstaniu. Przytoczmy tu fragment deklaracji wydanej przez załogi poławiaczy min "Ural", "Orfeusz" i "Zwycięzca": "Ludzie Białych, którzy przewodzą rebelii, mogą wyrządzić dużo złego Republice, a nawet nie wahać się zbombardować Piotrogrodu". Z raportu wywiadu 7 Armii wiemy, że wielu marynarzy uczestniczących w rebelii chciało przejść ponownie na stronę bolszewików, ale zostali sterroryzowani przez swych dowódców, którzy nie mogli na to pozwolić. Dokumenty ukazują nam też, co działo się w mieście obok bazy morskiej Kronsztad. Podczas ataku na Kronsztad, robotnicy miasta wystąpili przeciw powstańcom i wyzwolili bazę zanim wkroczyły pierwsze oddziały bolszewickie. Tak więc, nie było powstania robotników i żołnierzy przeciw bolszewizmowi, ale powstanie bolszewickich robotników i żołnierzy przeciw "rebeliantom"!
 
We wspomnianej powyżej deklaracji części marynarzy kronsztadzkich czytamy: "Ludzie Białych przewodzą powstaniu". I tak też było. Prawdziwa władza nad powstańcami nie spoczywała w rękach Rady Kronsztadzkiej, jak niektórzy są skłonni myśleć, ale tzw. "Trybunału Obrony Twierdzy Kronsztadzkiej". Wśród jej liderów byli admirał S.H. Dmitriew (rozstrzelany po upadku fortecy), a także generał A. H. Kozłowski, który uciekł do Finlandii. Ani jeden z nich nie miał sympatii do socjalizmu "z bolszewikami" czy "bez bolszewików". Powstaniu przewodził również S.M. Petreczenko - marynarz i wróg bolszewików. Warto odnotować, że był potem funkcjonariuszem stalinowskiego GPU (od 1927) i agentem Stalina w Finlandii. Został złapany w 1944 roku przez fińskie władze i osadzony w obozie koncentracyjnym, gdzie zmarł.
 
Prócz tego, powstańców wspierał także były carski premier i minister finansów, Kokowzew, który jako emigrant i szef Banku Rosyjskiego w Paryżu przekazał na pomoc kronsztadzkim rebeliantom 225 tysięcy franków. Bank Rosyjsko-Azjatycki przekazał 200 tysięcy. Francuski premier, Briand, podczas spotkania z byłym ambasadorem rządu Kiereńskiego Małaczowem, zapewnił, że przekaże "Kronsztadowi wszelką niezbędną pomoc".
 
Trocki wyjaśniał następnie, że tzw. powstanie w Kronsztadzie nie było wcale pierwszym antybolszewickim i drobnoburżuazyjnym ruchem, który powstał w czasie rewolucji i wojny domowej. Było wiele innych ruchów, którym przewodzili ludzie używający haseł: "rady bez bolszewików", "cała władza w ręce rad, żadnej władzy dla partii komunistycznej", etc. Ruchy takie pojawiły się w niektórych fabrykach Uralu i wśród Kozaków. Z doświadczenia wiemy, że tego typu slogany wykorzystywane podczas wojny klasowej prowadzą prosto do obozu reakcji i barbarzyństwa. Nie może być rewolucji bez rewolucyjnej partii socjalistycznej. Robotnicy i żołnierze ówczesnej Rosji wiedzieli o tym lepiej do wielu ludzi na dzisiejszej lewicy.
 
Faktem jest, że wielu szeregowych zwolenników anarchistów, mienszewików, eserowców i innych partii politycznych brało czynny udział w pracach rad wraz z partią bolszewicką, a nie bez niej. Była ogromna różnica między szeregowymi członkami tych partii, a ich przywódcami, którzy byli całkowicie antybolszewiccy. Na początku 1920 roku lokalne rady w niektórych żydowskich rejonach Ukrainy były całkowicie opanowane przez szeregowych członków Bundu. Wielu anarchistów brało udział w rewolucji i w wojnie domowej po stronie bolszewików przeciwko białej kontrrewolucji. Współpracowali oni z nową władzą również potem dopóki nie nadszedł stalinizm. Do dnia dzisiejszego wielu anarchistów uważa tych walecznych ludzi za "zdrajców".

 
Nie mamy się czego obawiać po publikacjach nowych dokumentów z radzieckich archiwów. Miejmy nadzieję, że w przyszłości zostanie odnalezionych więcej dokumentów opisujących długą i chwalebną walkę rosyjskich robotników. Dzięki nim zdobędziemy więcej informacji na temat rewolucyjnej tradycji rosyjskiej klasy pracowniczej.
 
A. Kramer
 
tłumaczył Paweł Sz., zródło: www.marxist.com
artykuł pochodzi z 37 numeru pisma Dalej!
 
 
 

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008