Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Paweł Kamiński: Autopsja wolności słowa

kapitalizm i demokracja

Na początku bieżącego roku rządowy projekt ustawy o wolności słowa w Internecie oraz propozycja podatku od reklam medialnych (wraz z gwałtowną reakcją koncernów medialnych) postawiły kwestię wolności słowa, pluralizmu i koncentracji mediów w centrum dyskusji publicznej. Jednakże żadna ze stron nie wskazała – i nie mogła wskazać – że problemy, z którymi się stykamy świadczą o historycznym zmierzchu liberalnej ideologii praw człowieka, a swoje źródła mają w procesach ekonomicznych schyłkowego kapitalizmu.
 
 
Wolność – dla kogo?
 
 
Prawa człowieka często przedstawiane są jako wolności człowiekowi przyrodzone, pochodzące z Natury lub od Boga, niemal nadprzyrodzone. Jest to jednak jedynie złudzenie.
 
 
Prawa człowieka mają swoje źródła w warunkach materialnych. Jak wyjaśniał brytyjski marksista John Lewis: Prawa przywołuje się, gdy w toku rozwoju społecznego potrzeby części społeczności, której siła i znaczenie rośnie, są ograniczone restrykcjami narzuconymi jej przez klasę uprzywilejowaną. Prawa te są przywoływane w związku z przeszkodami, które pojawiasię między nią i zaspokojeniem tych potrzeb.”i
 
 
Oznacza to, że prawa człowieka w rzeczywistości nie są nigdy prawami człowieka w ogóle, ale prawami przynależnymi człowiekowi jako członkowi określonej klasy społecznej i stanowią one zawsze odzwierciedlenie ekonomicznych interesów tej klasy. W przypadku współczesnej ideologii praw i wolności tą klasą jest burżuazja. Jak wskazywał Lewis: „W XVIII wieku żądania wschodzącej burżuazji były wspierane przez odwoływanie się do autorytetu <<Natury>>, do pewnego <<prawa naturalnego>> przyrodzonego człowiekowi, które można było przeciwstawić <<boskiemu prawu>> królów i podobnym podporom przywilejów. Dochodzenie tych praw miało bardzo praktyczny cel poszerzenia wolności ważnej klasy społecznej w sferze gospodarczej. W polityce była ona zdana na łaskę arystokratycznej klasy panującej, która wykorzystywała władzę polityczną, aby ingerować w jej interesy biznesowe. Te praktyczne potrzeby, a nie wyimaginowany stan natury, są prawdziwym źródłem żądanych praw i jedyną rękojmią ich ważności.”ii
 
 
Postępowa burżuazja domagała się wolności słowa w obliczu represji ze strony feudalnego państwa i kleru. Jej interes klasowy nie tylko motywował, ale również wyznaczał granice postulatu swobody wypowiedzi. Wybitny poeta i rewolucjonista angielski, John Milton, w swojej broszurze „Areopagitica” bronił wolności druku i atakował cenzurę prewencyjną, jednocześnie zastrzegając: „Nie mam na myśli tolerowania papizmu i jawnego przesądu, który jak wyplenia wszystkie religie i publiczne zwierzchnictwa, tak sam powinien zostać wypleniony, pod warunkiem, że wykorzysta się wszystkie dobroczynne i miłosierne środki do przekonania i odzyskania słabych i zwiedzionych.iii
 
 
Ponad stulecie później, w okresie rewolucyjnej dyktatury jakobinów, Maximilien Robespierre, wcześniej fanatyczny zwolennik wolności słowa i druku, grzmiał: „Ochrona społeczna należna jest jedynie pokojowym obywatelom; w Republice nie ma obywateli prócz republikanów. Rojaliści i spiskowcy są jej obcy, a raczej są jej wrogami. Czy straszliwa wojna toczona przez wolność przeciw tyranii nie jest niepodzielna? Czy wrogowie wewnętrzni nie są sojusznikami wrogów zewnętrznych?” Robespierre pytał retorycznie, czy „najemne pismaki przekupywane, aby spotwarzać sprawę ludu, aby zabić cnotę publiczną, wzniecić płomienie niezgody obywatelskiej, aby z pomocą moralnej kontrrewolucji otworzyć drogę kontrrewolucji politycznej” „są mniej winni czy mniej niebezpieczni niż tyrani, którym służą?iv
 
 
Milton i Robespierre bronili wolności i interesów klasy kapitalistycznej w ogniu wielkich rewolucji burżuazyjnych (angielskiej i francuskiej). Burżuazja walcząca swoich wrogów dostrzegała w szeregach arystokracji i kleru. Burżuazja zwycięska szukała ich, gdzie indziej.
 
 
Jej rzecznik, John Stuart Mill, w swojej pracy „O wolności” – najsławniejszej liberalnej apologii wolności słowa i tolerancji – ostrzegał: „Nawet opinie tracą swoje przywileje, gdy wyrażane w takich okolicznościach, że stają się zachętą do szkodliwego czynu. Opinia, że handlarze zbożem ogładzają biedaków lub że własność prywatna jest kradzieżą, nie powinna być szykanowana, gdy jest tylko ogłaszana drukiem, lecz może zasługiwać na karę, gdy się ją wypowiada ustnie wobec podnieconego tumu zgromadzonego przed domem handlarza zbożem lub gdy ktoś rozrzuca ja wśród tego tłumu w postaci odezwy. Wszelkie czyny przynoszące innym szkodę bez usprawiedliwionej przyczyny mogą, a w ważniejszych wypadkach muszą, wywołać nieprzyjazne uczucia, a w razie potrzeby czynną interwencję społeczeństwa. Wolność jednostki musi być ograniczona do tego stopnia, by nie sprawiała przykrości innym.v
 
 
Mill nie precyzuje, kto miałby decydować, czy szkoda przynoszona jest z „usprawiedliwionej przyczyny”. Jednak podany przez niego przykład wiele mówi. Socjalistyczna, proletariacka agitacja jest dozwolona o tyle, o ile „nie sprawia przykrości” kapitalistom i o ile nie zagraża własności prywatnej. Dla Milla kryterium szkodliwości agitacji stanowi więc interes burżuazji. Różnica między Millem a burżuazyjnymi rewolucjonistami cytowanymi wyżej polega na tym, że w czasach autora „O wolności” feudalizm był już historią, a główną sprzecznością klasową był konflikt między właścicielami kapitału i robotnikami najemnymi.
 
 
Z drukarni do serwerowni
 
 
Postulat wolności słowa był – i pozostaje – szczególnie drogi dla jednej z sekcji burżuazji, mianowicie właścicieli środków komunikacji. Dla burżuazji wolność słowa zawsze wiązała się ściśle wolnością produkcji kapitalistycznej. Już drukarnia Gutenberga prowadziła produkcję dla zysku, z wykorzystaniem pracy najemnej i na rynek – słowem była ona przedsiębiorstwem kapitalistycznym. Fakt, że rozpowszechnianie informacji jest usługą prowadzoną dla zysku, oznacza, że burżuazyjna wolność słowa oznacza zniewolenie słowa przez rynek.
 
 
Widzimy to wyraźnie na przykładzie mediów masowych: są one własnością kapitalistów, utrzymują się głównie z reklamy (są więc utrzymywane przez kapitalistów), a informacje czerpią przede wszystkim ze źródeł biznesowych lub państwowych (a więc organizacji broniących interesów kapitalistów). Oznacza to, że promują one przede wszystkim punkty widzenia różnych frakcji burżuazji.vi
 
 
Zawężanie zakresu dozwolonych opinii jest tym skuteczniejsze, że dokonywane jest przez mechanizm rynkowy, a nie przez aparat państwowy. Jest cenzura, nie ma cenzorów – formalnie wszyscy są wolni i równi, faktycznie burżuazja i jej lokaje są bardziej wolni i równiejsi. Ale ta iluzja równości i wolności znika wraz z rozwojem sił wytwórczych i koncentracją kapitału. Wraz z transformacją kapitalizmu wolnokonkurencyjnego w monopolistyczny selekcja akceptowalnych poglądów przestaje się dokonywać pośrednio poprzez rynek, a staje się wynikiem świadomych decyzji.
 
 
Dotyczy to zwłaszcza monopolistów internetowych. Rynek jest algorytmem ery precyfrowej. Algorytmy stosowane przed cyfrowych oligarchów są znacznie bardziej wyrafinowane, ale wszystkie bodźce oraz ostateczny cel (tzn. zysk kapitalistów) pozostają te same. Scentralizowana własność mediów społecznościowych w połączeniu z faktem, że są ważnymi źródłami informacji dla setek milionów, a nawet miliardów użytkowników, powoduje, że motyw zysku determinuje źródła informacji dla znacznej części ludzkości.vii
 
 
Poglądy, które – wg sformułowania Milla – „wywołują nieprzyjazne uczucia” wobec burżuazji są dyskryminowane lub całkowicie tłumione. W 2020 r. Sundar Pichai, dyrektor generalny Google, zeznał przed komisją Senatu USA, że jego wyszukiwarka dyskryminuje m.in. portal internetowy Międzynarodowego Komitetu IV Międzynarodówki (ICFI), „World Socialist Web Site”.viii Jego redaktorzy już 3 lata wcześniej odkryli, że w wyniku zmian w algorytmie Google, ruch internetowy z wyszukiwarki na 13 portali lewicowych zmalał w ciągu kwartału o 45% w ciągu kwartału (w tym na WSWS o 67%).ix Również naszemu portalowi nie są obce szykany ze strony prywatnego kapitału: w lutym 2014 roku spółka Netstrefa sp. z o.o. - ówczesny dostawca usług internetowych dla „Władzy Rad” - samowolnie zerwała umowę o świadczeniu usług pod całkowicie bezzasadnym pretekstem „umieszczania na serwerze treści niezgodnych z obowiązującymi w Polsce przepisami prawa”.x
 
 
A czym nie potrafi zająć się prywatny kapitał, zajmie się burżuazyjne państwo, które zastosuje „niezbędne środki”. W kapitalizmie wszelkie wolności, w tym wolność słowa, gwarantowane są jedynie dla burżuazji. Wolności dla proletariatu są zawsze warunkowe, a w najbardziej skrajnych przypadkach – jak wskazywał Lenin – „proletariatowi w każdej sprawie poważnej, głębokiej, podstawowej – zamiast <<ochrony mniejszości>> przypadają w udziale stany wojenne i pogromy.”xi
 
 
Cynizm zamiast rozwiązania
 
 
Ale czyż przedstawiciele różnych odłamów burżuazji raz po raz nie wzywają do „obrony wolności i demokracji”? Burżuazyjne próby „obrony wolności słowa” przed skutkami monopolizacji sprowadzają się do cynicznej werbalnej obrony demokratycznych swobód przy akceptacji nienaruszalności medialnej oligarchii.
 
 
Przyjrzyjmy się kilku przykładom. Ogłoszony 1 lutego 2021 roku przez polskie Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ustawy o ochronie wolności słowa w internecie nie znosi władzy monopolistów – moderacja pozostaje w gestii serwisów społecznościowych, przy czym ma ona być de facto koordynowana z potajemnie obradującą, państwową Radą Wolności Słowa.xii Zaproponowany tydzień później projekt „składki reklamowej”, która miała uderzyć w „gigantów cyfrowychxiii, spotkała się z gwałtowną reakcją polskich mediów w postaci dobowego bojkotu. Organizatorzy bojkotu (który byłby niemożliwy bez koncentracji kapitału medialnego) argumentowali, że „firmy określane przez rząd jako <<globalni cyfrowi giganci>> zapłacą z tytułu wspomnianego haraczu zaledwie ok. 50 - 100 mln zł w porównaniu do 800 mln zł, jakie zapłacą pozostałe aktywne lokalnie mediaxiv, tzn. jeszcze większemu wzmocnieniu ulegliby najwięksi monopoliści. Pod koniec tego samego miesiąca Facebook zablokował Australijczykom dostęp do wiadomości na swojej platformie. Była to odpowiedź na rządowy projekt, który zmusiłby media społecznościowe do dzielenia się dochodami z reklam z australijskimi koncernami (głównie medialnym imperium Ruperta Murdocha), których treści publikowane są tych platformach.xv W grudniu 2020 roku rząd PiS ogłosił, że w ramach walki z koncentracją medialną konsorcjum Polska Press – dotychczasowy wydawca ponad 20 dzienników, 150 tygodników regionalnych i serwisów internetowych czytanych przez 17 mln czytelników – przejdzie z rąk niemieckiej spółki Verlagsgruppe Passau w ręce PKN Orlen. Walka o „wolne media” była jedynie przykrywką dla monopolistycznej konsolidacji.xvi
 
 
We wspomnianych sporach wszystkie ze stron powiewają sztandarem „wolności słowa”, jednak faktycznie toczą się one o podział zysków czy politykę moderacyjną. Jednak nienaruszona pozostaje własność wielkich monopoli, a potrzeba ich istnienia nie jest poddawana w wątpliwość. Tym samym nienaruszona pozostaje podstawa bezpośredniej, burżuazyjnej kontroli nad dyskursem publicznym. Hasło „wolności słowa” staje się cyniczną wymówką osłaniającą interesy konkurujących odłamów burżuazji.
 
 
Ich wolność i nasza
 
 
Nie istnieją już historyczne warunki, które stanowiły podstawę dla klasycznej, liberalnej wolności słowa. Możliwość rozpowszechniania poglądów zależy od dobrej woli wielkich kapitalistów. Wraz z pojawieniem się masowych mediów monopolistycznych znika „wolny rynek idei”, a pojawia się świadome kształtowanie dyskursu publicznego. Tym samym wraz z koncentracją produkcji prawdą staje się Leninowski opis imperialistycznych monopoli: „prywatno-gospodarcze i prywatno-własnościowe stosunki stanowią powłokę, która już nie odpowiada treści, która z konieczności musi gnić, jeżeli sztucznie odwlec jej usunięciexvii Wywłaszczenie oligarchów przez proletariat nie oznacza jednak powrotu do liberalnej iluzji „wolnego, niezależnego słowa”; różnica polega ne tym, że to zwycięska klasa robotnicza – a nie garstka wielkich kapitalistów – świadomie i demokratycznie zakreśla granice debaty publicznej.
 
 
Znaczenie socjalistycznej debaty publicznej podkreślał Trocki, krytykując stalinowski biurokratyzm: „Chodzi nie o to, żeby jedną klikę rządzącą zamienić na inną, ale o to, żeby zmienić same metody zarządzania gospodarką i kierowania kulturą. Biurokratyczny absolutyzm musi ustąpić miejsca demokracji radzieckiej. Przywrócenie prawa do krytyki i rzeczywistej swobody wyborów jest niezbędnym warunkiem dalszego rozwoju kraju. (...) Przeniesiona na gospodarkę demokracja oznacza radykalną rewizję planów w interesie ludzi pracy. Swobodna dyskusja nad problemami gospodarczymi obniży wydatki uboczne z tytułu biurokratycznych błędów i meandrów. (...) <<Burżuazyjne normy dystrybucji>> zostaną wtłoczone w granice ścisłej konieczności, żeby w miarę wzrostu dobrobytu społeczeństwa ustąpić miejsca równości socjalistycznej. Rangi zostaną natychmiast zniesione, błyskotki do zawieszania na piersi jako ordery wrzucone do tygla. Młodzież będzie mogła swobodnie oddychać, krytykować, popełniać błędy i dojrzewać. Nauka i sztuka wyzwolą się z okowówxviii
 
 
Debata publiczna będzie więc służyć interesowi klasowemu proletariatu, który reprezentuje państwo robotnicze. Oznacza to, że realizacja swobody debaty w warunkach panowania proletariatu musi różnić się od jego realizacji w warunkach kapitalizmu. W 1921 roku Lenin wskazywał: „Na całym świecie, gdziekolwiek są kapitaliści, wolność prasy oznacza wolność skupywania gazet, skupywania pisarzy, przekupywania, kupowania i fałszowania <<opinii publicznej>> z korzyścią dla burżuazji. To jest fakt.” Doceniał on jednak dziejowe, postępowe znaczenie wolnej prasy: „Hasło <<wolności prasy>> stało się wielkim hasłem światowym u schyłku średniowiecza i takim pozostało do XIX wieku. Dlaczego? Ponieważ wyrażało idee postępowej burżuazji, tj. jej walkę z królami i klechami, panami feudalnymi i obszarnikami.” Jednocześnie Lenin dodawał: „Żaden kraj na świecie nie uczynił tyle, aby wyzwolić masy spod wpływów klechów i obszarników, ile uczyniła i czyni RFSRR. Pełniliśmy tę funkcję <<wolności prasy>> lepiej niż ktokolwiek inny na świecie.xix
 
 
Lenin stwierdza więc, że o ile burżuazyjna wolność słowa w przeszłości spełniała postępową, użyteczną funkcję, to współcześnie służy ona jedynie jako zasłona dla interesów kapitalistycznych. Jednak postępowa, użyteczna funkcja tej wolności musi być pełniona również po zniesieniu kapitalizmu, przy czym forma realizacji tej funkcji musi być odmienna – tak jak odmienna jest polityczna forma demokracji radzieckiej od demokracji burżuazyjnej.
 
 
Z popiołów burżuazyjnej wolności słowa w społeczeństwie proletariackim narodzi się wolność nowa. Będzie to wolność odmienna od prawa kapitalistów do manipulowania „opinią publiczną” i prawa tejże „publiczności” do konsumowania propagandowej papki sporządzonej przez monopolistów. Będzie to prawo ludzi pracy, którzy będą nie tylko biernymi konsumentami, ale przede wszystkim zbiorowym właścicielem środków komunikacji, głosem społeczeństwa oraz kolektywnym moderatorem wyznaczającym formy i granice debaty społecznej. Będzie to zadanie bez precedensu w ludzkiej historii, które będzie wymagało niezwykle rozwiniętego poczucia obowiązku społecznego i wysokiego poziomu kultury; jednak warunki materialne niezbędne do podjęcia tego zadania już istnieją. Koncentracja produkcji sprawiła, że głównym problemem debaty publicznej przestało być prawo do jedynie uczestnictwa w niej, a stało się nim prawo do kształtowania, wyznaczania granic, organizacji debaty publicznej. Obecnie prawo to jest przywilejem kapitalistycznych monopolistów, odebranie im go leży w interesie pracującej większości ludzkości.
 
 
Przypisy:

iLewis J. „On Human Rights” [w:] „Marxism & the Open Mind”, Routledge & Kegan Paul, London 1957, str. 53.

iiLewis J. „On Human Rights” [w:] „Marxism & the Open Mind”, Routledge & Kegan Paul, London 1957, str. 54.

iiiMilton J. „Areopagitica” [w:] „Selected Prose”, Penguin Books, Harmondsworth 1979, str. 244.

ivRobespierre M. „On the Principles of Political Morality that Should Guide the National Convention in the Domestic Administration of the Republic” [w:] „Virtue and Terror”, Verso, London/New York 2017, str. 115-116.

vMill J. S. „O wolności” [w:] „Utylitaryzm. O wolności”, PWN, Warszawa 1959, str. 196-197.

viHerman E., Chomsky N. „Manufacturing Consent. The Political Economy of the Mass Media”, Vintage Books, London 1994, str. 2.

viiFuchs, C. 2018. Propaganda 2.0: Herman and Chomsky’s Propaganda Model in the Age of the Internet, Big Data and Social Media. In: Pedro-Carañana, J., Broudy, D. and Klaehn, J. (eds.). The Propaganda Model Today: Filtering Per-ception and Awareness. Pp. 71–92. London: University of Westminster Press. DOI: https://doi.org/10.16997/book27.f. License: CC‐BY‐NC‐ND 4.0 (https://www.jstor.org/stable/pdf/j.ctv7h0ts6.8.pdf?refreqid=excelsior%3Aecc4463db3ba2c93594d6d524c253221).

viiihttps://www.wsws.org/en/articles/2020/11/04/goog-n04.html

ixhttps://www.wsws.org/en/articles/2017/08/02/pers-a02.html

xhttp://1917.net.pl/node/18527

xiLenin W. „Rewolucja proletariacka a renegat Kautsky” [w:] „Dzieła Wszystkie” t. 37, KiW, Warszawa 1988, str. 241.

xiihttps://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/zachecamy-do-zapoznania-sie-z-projektem-ustawy-o-ochronie-wolnosci-uzytkownikow-serwisow-spolecznosciowych; https://konkret24.tvn24.pl/polityka,112/projekt-ustawy-o-ochronie-wolnosci-slowa-w-internecie-prawnicy-grozi-polityczna-cenzura,1047660.html

xiiihttps://www.gov.pl/web/finanse/media-pomoga-w-zwalczaniu-skutkow-covid-19-przepisy-o-skladce-reklamowej-w-prekonsultacjach

xivhttps://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,26771867,polskie-media-pisza-do-rzadu-ws-nowego-podatku-to-po-prostu.html

xvhttps://www.bloomberg.com/news/articles/2021-02-23/facebook-to-restore-news-pages-in-australia-in-coming-days

xvihttp://1917.net.pl/node/24411

xviihttps://www.marxists.org/polski/lenin/1916/imperializm/13.htm

xviiihttps://www.marxists.org/polski/trocki/1936/zdr-rew/11.htm#1103

xixhttps://www.marxists.org/archive/lenin/works/1921/aug/05.htm

Społeczność

rot front