Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 20 gości.

Krzysztof Wójcicki: Wyborcze nadymanie

kaczor_komor.jpg

Oto kolejny raz wszelkie media skoncentrowane były znowu na jednym I tym samym. Kto wygra? Kto będzie w stanie strzelić więcej goli przeciwnikowi zdołając jednocześnie obronić się przed uderzeniami napastnika?!
 
 

Mowa bynajmniej nie o meczu o mistrzostwo świata, lecz o ostatniej debacie pomiędzy dwoma kandydatami na prezydenta, chociaż analogia pomiędzy tym zaarażowanym pojedynkiem pomiędzy bratem byłego prezydenta a pełniącym obowiązki prezydenta a widowiskiem sportowym była nader trafna. 
 
 
 
Kibic piłkarski nie zastanawia się bowiem zbytnio podczas kibicowania, tylko znając ustalone reguły gry I mając swojego ustalonego wcześniej faworyta ściska kciuki, aby ten strzelił przeciwnikowi jak najwięcej bramek. Podobnie zwolennicy dwóch głównych partii politycznych też najczęściej są dalecy od refleksji na temat realnych problemów społecznych, tylko chcą aby to Kaczyński/Komorowski zmiażdżył rywala I pokazał Komorowskiemu/Kaczyńskiemu gdzie raki zimują 
 
 

W pewnym sensie debata jest ciekawsza od meczu, ponieważ nie ma na niej sędziego, a więc znikają obiektywne reguły przy pomocy których można ustalić zwycięzce.W przypadku debaty Kaczyński-Komorowski to "kto wygrał" zależy najczęściej od tego kogo się o to pytamy. Kto zwyciężył całą kampanię dowiedzieliśmy się nie co wcześniej niż poznaliśmy mistrza świata w piłce nożnej bo już  4 lipca. Podobnie jak w wypadku zwycięzcy mundialu, ten który wygra wybory przez kilka najbliższych lat będzie mógł obnosił się piastowaniem najwyższej godności jaka jest możliwa w jego branży. Podobnie jak to czy Hiszpania czy Holandia zdobyłaby tytuł piłkarskiego mistrza świata 2010 to czy Komorowski czy Kaczyński zdobyliby tytuł prezydenta polski 2010 nie ma znaczącego wpływu na problemy zwykłych ludzi. 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Nie dlatego, że w Polsce uprawnienia władzy prezydenta są ograniczone, lecz dla tego że zasadnicza sytuacja polityczna I tak nie uległaby zmianie niezależnie od tego czy zostałby wybrany Kaczyński zamiast Komorowskiego. Z całą pewnością mundial roku 2014 wyglądać będzie podobnie jak ten obecny - wygrana Hiszpanii nie spowodowała zmian w jego organizacji, tak jak wybory prezydenckie A.D. 2015 będą bardzo podobne do wyborów A.D. 2010 które z kolei są jakoś, rzec możnaby nawet bliźniaczo podobne do wyborów A.D. 2005. 
 
 
Czemu w systemie który chce się nazywać demokracją czyli "rządami ludu" z prostych spostrzeżeń nachodzą człowieka aż tak fatalistyczne wnioski? Czy "lud" rzeczywiście się nie przejmuje samym sobą I woli oglądać mecze? A może to ci którzy mają się za jego reprezentantów swoją postawą szykują ludowi zamkniętą w oklepane ramy futbolową rozrywkę? 
 
 
 

Tak jest w istocie. Wybory prezydenckie są równie przewidywalne jak piłka nożna. Podobnie jak niewielkie są szanse że piłkarze zmienią styl gry na bieganie z piłką w zębach, tak z obecnego stanu nie wynika żeby cokolwiek się miało zmienić. Ostatnia debata przed wielkim finałem jak żadna inna pokazała że mimo rozbujanych głównie przez Jarosława Kaczyńskiego sprzeczności pomiędzy kandytami tak naprawdę są to ludzie o bardzo zbliżonych poglądach politycznych, opierający swoją politykę na tych wytycznych działania, które ukształtowały ostatnie 20 lat naszej historii. 
 
 
 
 
 
 
Główne wytyczne - orientacja na UE I na NATO są dla kandydatów truizmem z którym nie sposób się nie zgodzić. Już to znacznie zawęża spektrum możliwych poglądów jakie mogą prezentować kandydaci. Prezydenci się zmieniają a propagnda prounijna I proamerykańska pozostaje I to mimo zaściankowego nacjonalizmu PiS, początkowo niechętnemu integracji z zachodnioeuropejskimi mocarstwami kapitalistycznymi. 
 
 
 
Fakt powyższy - że wszystkie możliwe rządy I prezydenci chcą nawiązać do "solidarnościowo-okrągłostołowej" tradycji, że są one służalcze wobec NATOwskiego imperializmu nie jest wielkim odkryciem ponieważ właśnie te powiązania cementują ideologię III a także IV RP - jest to "ideowy" fundament kapitalistycznej kontrrewolucji. 
 
 
 
Ciekawszą rzeczą są różnice I podobieństwa w poglądach gospodarczych obydwu kandydatów. Dotąd Jarosław Kaczyński I jego tragicznie zmarły brat jawili się jako zwolennicy "Polski Solidarnej" I przeciwnicy "Polski Liberalnej". Zarówno oni, jak I ich liberalni oponenci, starali się uwypuklić różnice między tymi dwoma partiami mówiąc gdzie stoi ZOMO, a gdzie wybuchła plaga kaczyzmu, próbując spolaryzować społeczeństwo właśnie wokół tych haseł. 
 
 
 
 
 
Jednakże politycy obu maści zaczęli zdawać sobie sprawę, że zaciekły antyliberalizm PiSu może zaszkodzić im wszystkim przez to, że podważa on właśnie ideowy fundament kapitalizmu w III RP - dogmat o jedności I solidarności wszystkich Polaków. Jarosław Kaczyński w swoich dawniejszych przemówieniach wielokrotnie podkreślał fałszywość dogmatu o jedności wszystkich ludzi mówiących językiem polskim, dzieląc społeczeństwo na dwie wyraźne grupy, do jednej z nich zaliczając wszystkich tych którzy ucierpieli podczas transformacji ustrojowej, a do drugiej byłych ubeków I liberalnych biznesmenów a także ich elektorat. Dość powiedzieć, że samo wprowadzanie takiego podziału, nawet w ustach polityka prawicowego, znacznie przybliża całkowite obalenie "dogmatu o jedności" poprzez dojście do stwierdzenia,że w społeczeństwie kapitalistycznym jakie mamy toczy się nieustanna walka klas pomiędzy wyzyskiwaczami posiadającymi środki produkcji, a wyzyskiwanymi, którzy zmuszeni są sprzedawać im swoją siłę roboczą aby przeżyć. 
 

 
Formułowanie takich wniosków jest skrajnie niebezpieczne dla stabilności istniejąceg o systemu. Debata z 30 czerwca jednak pokazuje, że Jarosław Kaczyński całkowicie pozbył się takich tendencji u siebie. Owszem z "socjalności" pozostał u niego werbalny sprzeciw wobec "prywatyzacji wszystkiego co się rusza" , lecz po pierwsze jego rywal także wyraża podobne tezy twierdząc że jest zwolennikiem "społecznej gospodarki rynkowej". Po drugie, Kaczyński jak tylko się dało w debacie, próbuje wykreować się na liberała właśnie. 
 
 
 
Pewnym przełomem był wyrażony przez niego podziw dla ustawy prywatyzacynej Wilczka. Zakończyło to pewien mit o Jarosławie Kaczyńskim, który nie dość że kreował się na antyliberała, to jeszcze na człowieka kipiącego zionącą nienawiścia do PZPR I wszystkiego co miało cokolwiek z tą partią wspólnego. Ot widzimy jak padają kolejne mury, kolejne medialne bariery przybliżając do siebie najważniejsze partie burżuazyjne w jednym, wspólnm interesie - utrzymaniu się przy władzy i zapewnienie bezpieczeństwa kapitalistycznym elitom. 
 
 
 
Ani lewica ideowa ani pseudolewica nie miały I nie mogły mieć w drugiej turze swojego kandydata, co słusznie zauważył w udzielonym 30 czerwca wieczorem Sławomir Sierakowski z "Krytyki Politycznej", ponieważ myśl lewicowa po utożsamieniu słowa "lewica" z sentymentalnymi biznesmenami z SLD słowo to straciło swoją siłę jednoczenia ludzi wokół robotników walczących o swe prawo, co będzie jeszcze długo odbudowywać. 
 
Kandydaci lewicy ideowej - Bogusław Ziętek, jak i tej socjalliberalnej pseudolewicy - Grzegorz Napieralski, odpadli już w pierwszej turze. Nawet relatywnie olbrzymi sukces Napieralskiego nie był'w stanie naruszyć obecnego systemu dwupartyjnego. Cieszy tylko, że wreszcie ludzie pracy mieli chociaż w I turze na kogo głosować - pierwszy raz od 2000 roku, kiedy to Piotr Ikonowicz startował w wyborach prezydenckich niepowiązana SLD-owskimi układami lewica wystawiła swojego kandydata. To cieszy, mimo mizernego wyniku wyborczego Ziętka i stanowi ogromny krok naprzód. Na korzyść kandydata PPP przemawiał fakt, że posiada on bazę społeczną w klasowym związku zawodowym - Sierpniu 80, więc teoretycznie jest w lepszej sytuacji
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Pewne jest tylko, że zarówno zgoda, która buduje tylko coraz większy mur pomiędzy wyzyskiwanymi a wyzyskiwaczami jak I przedkładanie interesów narodowych nad interesy zwykłych ludzi odejdą kiedyś tam gdzie ich miejsce - na śmietnik historii, a ich miejsce zajmie prawdziwa a nie nadymana demokracja z partią która zdobywa poparcie nie na pieprzeniu o kolejnych sequelach Katyniów ale poprzez reprezentowanie I wykonywanie interesów wyzyskiwanej dotąd większości.

Społeczność

LENIN - rocznica