Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 14 gości.

Karol Liebknecht: Państwo prawa a klasowy wymiar sprawiedliwości. Relacja z odczytu na wiecu w Stuttgarcie (23 VIII 1907)

Liebknecht w Berlinie 9 listopada 1918

Karol Liebknecht (13 VIII 1871 – 15 I 1919) był wybitnym niemieckim rewolucjonistą. Jako działacz Socjaldemokratycznej Partii Niemiec wsławił się jako zaangażowany antymilitarysta. Po wybuchu I wojny światowej znalazł się w lewym, internacjonalistycznym skrzydle międzynarodowego ruchu europejskiego – zerwał z oportunistyczną SPD i został jednym współzałożycieli Związku Spartakusa. Uwięziony podczas wojny za agitację antymilitarystyczną, został zwolniony w 1918 r. w ramach amnestii dla więźniów politycznych. Po wyjściu z więzienia brał czynny udział w rewolucji niemieckiej i został jednym z współzałożycieli KP Niemiec. 15 I 1919 r. wraz z Różą Luksemburg został brutalnie zamordowany przez reakcyjną bojówkę.
 
Liebknecht z zawodu był adwokatem i wsławił się występując jako obrońca w procesach represjonowanych robotników i działaczy socjaldemokratycznych. Jako poseł do Reichstagu obnażał z trybuny parlamentarnej brutalne represje wymierzone w ruch socjalistyczny. Z okazji 150. rocznicy urodzin wybitnego socjalisty poniżej publikujemy odczyt dokonany przez niego na wiecu robotniczym w Stuttgarcie podczas kongresu II Międzynarodówki w tym mieście. Niemiecki rewolucjonista demaskuje klasowy charakter rzekomo bezstronnego i niezależnego sądownictwa burżuazyjnego. Słowa Liebknechta niestety do dziś zachowują swoją aktualność, o czym możemy się przekonać obserwując jak polski rząd i polska klasa kapitalistyczna wykorzystują tzw. wymiar sprawiedliwości jako narzędzie walki politycznej.
 
Tłumaczenie z języka niemieckiego. Oryginał: Karl Liebknecht, „Gesammelte Reden und Schriften”, t. 2, str. 17-42; wersja online dostępna pod adresem: https://sites.google.com/site/sozialistischeklassiker2punkt0/liebknecht/1907/karl-liebknecht-rechtsstaat-und-klassenjustiz
 
***
 
Towarzysze i towarzyszki partyjne! Muszę zacząć trochę sucho. Kiedy mówi się o klasowym wymiarze sprawiedliwości, najpierw trzeba mówić o państwie. My marksiści nie rozumiemy pod pojęciem państwa po prostu organizacji ludzi zrzeszonych ze względu na pochodzenie, narodowość lub wspólne miejsce zamieszkania. Raczej państwo w naszym rozumieniu zakłada, że w organizacjach ludzkich istnieją różne warstwy, które mają różne interesy. W pojęciu państwa zawarte już jest pojęcie państwa klasowego.
 
Społeczeństwa klasowe spotykamy już w bardzo wczesnych okresach rozwoju człowieka. Tak długo mamy również państwo. To państwo jest zorganizowane z myślą o tej części ludności, która wywiera największy wpływ. W pierwszej kolejności mamy demokratyczną zasadę większościową, która oznacza podporządkowanie liczebne mniejszości. Ale panowanie może być sprawowane nie tylko dzięki przewadze pod względem liczebnym, ale także dzięki przewadze pod względem zewnętrznej przemocy, która może również uczynić mniejszość silniejszą niż większość ludności. Wyższość ekonomiczna mniejszości ludności może sprawić, że mniejszość panuje nad większością.
 
Można by powiedzieć, dlaczego większość nie zawłaszczy własności mniejszości? Wiemy jednak, że w pewnych okresach historii, w interesie rozwoju ludzkości, jest koniecznym i niemal prawem natury, aby większość była rządzona przez mniejszość. Kapitalizm również był czymś całkowicie pożytecznym dla postępu ludzkości, nie stworzonym jako diabelski wynalazek złych ludzi, ale koniecznością rozwoju gospodarczego; i tylko na jego ruinach możemy dalej budować.
 
Ale mniejszość zabezpiecza swoje panowanie poprzez różne specjalne środki władzy państwowej: poprzez legislatywę, szkołę, kościół, policję, wymiar sprawiedliwości i militaryzm.
 
Jeśli spojrzymy na ostatnią epokę naszej zachodnioeuropejskiej historii, zobaczymy, że wraz z upadkiem państwa feudalnego i absolutystycznego wybucha walka, jak to obecnie ma miejsce w Rosji. Absolutyzm sam w sobie i dla siebie zna tylko wolę władcy, który oczywiście podlega pewnym wpływom. Jest to państwo policyjne we właściwym znaczeniu tego słowa, w którym władzą sądowniczą kieruje ta sama wola, co innymi środkami władzy, np. policją. Policja i wymiar sprawiedliwości to jedno.
 
We współczesnych walkach konstytucyjnych na pierwszy plan wysuwa się walka o „podział władzy", czyli przede wszystkim władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Oprócz walki o władzę ustawodawczą, o utworzenie parlamentu, toczy się walka o zmianę relacji między sądownictwem a administracją (egzekutywą), o oddzielenie tych dwóch funkcji oraz o niezależność wymiaru sprawiedliwości od egzekutywy. Administrację, policję pozostawia się rządowi jako bezpośredni środek władzy, który pozwala mu działać w odpowiednim momencie, aby w pewnych dziedzinach zadekretować, co uważa za właściwe.
 
Zupełnie inaczej jest z niezależną władzą sądowniczą. W nim państwo w pewnym sensie wznosi się ponad siebie. Jest to najwznioślejsza funkcja państwa, ponieważ państwo, w tym władza ustawodawcza, podporządkowuje się tej władzy, którą stworzył. A przynajmniej tak powinno być. W Ameryce po prostu znosi się prawo, które unieważnia Sąd Najwyższy. Sędzia stoi w pewnej mierze ponad samym państwem. Tej wzniosłej funkcji sędziego odpowiada to, że we wcześniejszych epokach kulturowych stan sędziowski był praktycznie uświęcony, objęty bardzo szczególną nienaruszalnością. Starożytni Rzymianie, oprócz prawa ustanawianego przez ustawodawcę, znali również prawo, które sędziowie tworzyli poprzez swoje wyroki. I faktycznie, przez cały czas sędziowie poprzez swoją interpretację przy stosowaniu prawa, praktycznie określają jego treść i dlatego są w stanie w dużym stopniu dalej rozwijać lub ograniczać formalne warunki, w jakich żyją narody. W tym sensie sędzia pełni swego rodzaju funkcję ustawodawczą, w nie mniejszym stopniu niż policja w zakresie swoich kompetencji. Widać z tego, jak nieskończenie ważna jest walka o niezależność wymiaru sprawiedliwości.
 
Zarazem jednak walka toczy się o podporządkowanie administracji policyjnej, całej władzy wykonawczej, nawet rządu, ministrów w ramach sprawowania ich urzędów, kontroli przez niezawisłych sędziów, przez tzw. sądownictwo administracyjne, przez trybunały stanu (dla odpowiedzialnych ministrów itp.), które odpowiadają jedynie przed parlamentami. Państwo, w którym to wszystko zostało osiągnięte, nazywa się państwem prawa.
 
Ale co z państwem prawa w Niemczech? Przy bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że wystarczy się tylko podrapać, a państwo policyjne spogląda ze wszystkich stron świata. (Śmiech.) Wszystko, co mamy, to kiepski lakier państwa prawa, który został nałożony na państwo policyjne, i to tylko na niektóre części państwa policyjnego.
 
W Cesarstwie Niemieckim nie ma śladu odpowiedzialności ministerialnej, która podlegałaby trybunałowi stanu. Wszystkie nasze próby stworzenia czegoś takiego nie powiodły się i prawie niczego w tym zakresie nie ma w poszczególnych państwach niemieckich, a już najmniej oczywiście w Prusach i Saksonii. Sądownictwo administracyjne wprawdzie istnieje zazwyczaj w poszczególnych państwach niemieckich, ale ono również się opiera na nim [państwie policyjnym]. Pokażę to gdzie indziej.
 
A co szczególnie ważne, w państwie takim jak na przykład Prusy władza sądownicza jest zwyczajnie wstrzymywana od sprawdzania konstytucyjności ustaw, co jest po prostu kastracją wymiaru sprawiedliwości.
 
Ale nawet abstrahując od tego, co najmniej trzy czwarte, jeśli nie dziewięć dziesiątych z nas nadal żyje w państwie policyjnym. Jeśli gdzieniegdzie tego tak nie odczuwamy, to wynika to z naszego braku wrażliwości. W taki policyjny sposób jesteśmy wychowywani. (Śmiech.) Jeśli uzyskamy jakieś małe ustępstwo, które przypomina wolność, triumfujemy. Jesteśmy tak szczęśliwi, jakbyśmy otrzymali dar łaski, kiedy wolno nam zrobić coś, o czym gdzie indziej nawet by nie wspomniano. Jesteśmy wdzięczni za najmniejszą swobodę ruchu, jaką się nam przyznaje. Bo odczuwamy brak wolności, kuratelę jako stan normalny. Tylko z wielkim trudem dostrzegamy, jak często państwo policyjne nadal wkracza w nasze państwo prawa, ponieważ jesteśmy przytępieni z przyzwyczajenia. Cały system szkolny, system policyjny, system mieszkaniowy i system... deportacyjny (Wielki śmiech.), wśród wielu innych, podlegają prawie wyłącznie dyspozycji policyjnej. Nie ma żadnego znaczącego środka prawnego przeciwko deportacji naszego towarzysza Quelcha.i Jesteśmy zmuszeni powiedzieć „tak i amen”. Faktycznie jesteśmy nadal tak cierpliwi w Niemczech i to nawet w Wirtembergii. Myślałem, że przynajmniej ludność Stuttgartu ożywi się na to jak został potraktowany nasz przyjaciel Quelch, ten „przybłęda i spiskowiec” narodu angielskiego. Nie mam do was pretensji, że tak się nie stało. Być może było to bardzo mądre i rozsądne. Ale pokazuje, jaką skórę nosorożca wszyscy nadal mamy pod tym względem. (Wielki śmiech.) W Anglii czy Francji taka cicha rezygnacja byłaby niemożliwa. To bardzo dobrze, że na tym kongresie możemy studiować temperament naszych francuskich towarzyszy.
 
W pruskim prawie krajowym funkcje policji są opisane w następujący sposób: „Utrzymywanie spokoju, bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz zapobieganie wszelkim zagrożeniom dla społeczeństwa lub jednego z jego członków, to obowiązek policji”. Obejmuje to wszystko, co może się zdarzyć. (Śmiech.) Policja to wszechogarniający, wszechobejmujący organ. O ile ustawa wyraźnie nie stanowi, że odpowiedzialna jest władza sądownicza, panuje policja. Wymiarowi sprawiedliwości pozostaje dość skąpa reszta. Do tej pory pozostaliśmy na gruncie feudalno-absolutystycznego państwa policyjnego. Oczywiście oznacza to, że u nas w Prusach, policja jest wszechwiedząca. (Wielki śmiech.) W pruskiej policji zrealizował się ideał wszechwiedzy na ziemi. Chodzi o kwestię zeznań funkcjonariuszy policji lub składania raportów, nad którymi nawet uczeni i profesorowie łamią sobie głowy, nawet sędziowie zbyt często uginają się wobec wyższej mądrości zeznań policyjnych. (Śmiech.)
 
Ta wszechwiedza policji, która charakteryzuje cały nasz wymiar sprawiedliwości, musi być przez nas, chcąc nie chcąc, zostać uznana z podziwem. Jesteśmy aż nadto usprawiedliwieni, mówiąc o „Jego Królewskiej Mości Policjancie”. (Wielki śmiech.)
 
Jakiś czas temu w Chociebużu powstała szkoła policyjna, ponieważ najwyraźniej istniały pewne wątpliwości dotyczące tej wszechwiedzy. (Śmiech.) W kilka miesięcy, jak mi się wydaje, policjant ma się tam dowiedzieć wszystkiego, czego potrzebuje. Mówię wam, żaden uniwersytet na świecie nie oferuje bardziej wszechstronnego planu zajęć niż ta szkoła policyjna. Wszyscy profesorowie Niemiec razem wzięci nie będą wiedzieć więcej niż „uczy się” tam pruski policjant.
 
W Prusach „policja" wywarła nadzwyczajny wpływ na faktyczne kształtowanie się prawa o stowarzyszeniach. Jak wiadomo, w zgromadzeniach i posiedzeniach stowarzyszeń politycznych nie mogą brać udziału kobiety, młodzi robotnicy, praktykanci itp. Z czasem jednak partie burżuazyjne zyskały również większe zainteresowanie udziałem kobiet w życiu politycznym. Na znanych zebraniach w Hali Cyrkowej wysoce politycznej Ligii Agrarnej pojawiła się kolorowa gaza oddzielająca licznie zebrane kobiety. To wywołało mały skandal.
 
Stowarzyszenie socjaldemokratyczne zorganizowało zabawę taneczną, a ponieważ taniec niemal tak długo, jak świat stoi, wymaga udziału kobiet (Burzliwy śmiech.), więc, rozumie się samo przez się, kobiety również powinny w tym wydarzeniu brać udział. Ale również to naturalne prawo odebrano socjaldemokratom, ponieważ zabawa taneczna to – „posiedzenie” stowarzyszenia politycznego! Udział kobiet został po prostu zabroniony. Szanowna policja prawdopodobnie uważała, że kobiety tańczyłyby socjaldemokratyczne tańce wojenne. (Wielki śmiech.) Chociaż udało się przekonać Sąd Apelacyjny do bardziej rozsądnego poglądu, policja i Wyższy Sąd Administracyjny upierały się przy tym, że potańcówka była posiedzeniem. Cała sprawa stała się śmiertelnie poważną drobnostką. Wtedy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych „uratowało” sytuację. W odpowiedzi na złożony przeze mnie wniosek domagało się ono zadośćuczynienia: poinstruowało organy policyjne, aby umożliwić kobietom uczestnictwo w zgromadzeniach i posiedzeniach stowarzyszeń politycznych, pod warunkiem, że kobiety będą zakwaterowane w oddzielnych częściach sali. (Wielki śmiech.) Tak jak w synagodze. (Burzliwy śmiech.) Oto słynny „dekret segmentowy”ii. Tym samym w praktyce osiągnięto znaczne rozszerzenie prawa o zrzeszeniach. Ale Ministerstwo nie miało do tego prawa. Odpowiedzialna byłaby tylko legislatura. Ale człowiek nie chce całkowicie odłożyć broni reakcyjnego prawa, aby móc po nią sięgnąć w nagłym wypadku.
 
Osiągnęliśmy tylko trochę więcej wolności, ponieważ same partie burżuazyjne nie mogą się już bez tej wolności obejść; nie ze względu na potrzeby proletariatu, lecz ze względu na potrzeby klas panujących. Oto kapitalistyczne państwo policyjne.
 
Teraz dalej: policja również zdecydowanie interweniuje w wymierzanie sprawiedliwości w każdym zakątku. Przypominam wam o zbrodni przeciwstawiania się władzy państwowej. Orzeczenie w tej sprawie jest w dużej mierze w rękach policji. Sądy odmawiają nastręczać się wszechmocnej władzy policyjnej i ośmielają się sprawdzać legalność sprawowania obowiązków, jakkolwiek brutalne i niesprawiedliwe by nie było, jedynie w bardzo ograniczonym zakresie. Wszędzie wystarczy, aby policja wyłącznie działała pozornie i formalnie w ramach jej jurysdykcji. W oczach naszych sądów policja jest na ogół nienaruszalna i święta.
 
(Mówca wśród ożywionych okrzyków przytacza przypadek z jego praktyki, który drastycznie ilustruje i dowodzi, jak śmiesznie mało policja, przy aprobacie sądów, ceni wolność osobistą obywateli.)
 
Publiczne zgromadzenia w Prusach i prawie wszędzie w Niemczech podlegają policyjnej kontroli i nadzorowi. W Saksonii jest jeszcze gorzej. Gdybym przemawiał tam, w Saksonii, policjant z pewnością zawołałby do mnie już teraz: „Miarkuj się!” (Burzliwy śmiech.) W Saksonii funkcjonariuszowi wolno również odebrać mówcy prawo głosu, w Saksonii, Prusach i innych miejscach również rozwiązać zgromadzenie.
 
Co się stanie, jeśli nastąpi to drugie? Bez względu na to, jak nieuzasadnione jest rozwiązanie, bez względu na to, jak wyraźne jest naruszenie prawa do zgromadzeń, każdy obecny musi natychmiast opuścić salę. Jeśli się zawaha, czeka go surowa kara. A jeśli sędzia o nim orzeka, nie ma prawa ocenić zasadności rozwiązania. Uprawnienie do rozwiązania należy do jurysdykcji policji i tyle! Rozkaz policjanta jest dla naszego sądu jak amen w kościele. I to zgodnie z prawem.
 
Ogromne niebezpieczeństwo zagraża walce związkowej przez wszechmoc policji. Pikieta strajkowa jest rdzeniem, kręgosłupem prawa do zrzeszania się. Jest to jedyny sposób na realizację prawa do zrzeszania się w rzeczywistości. Właśnie dlatego jest ona oczywiście szczególnie niemiła i nienawistna przedsiębiorcom. Ponieważ samej w sobie nie można jej po prostu policyjnie zabronić, policja, która oczywiście z entuzjazmem wspiera przedsiębiorców, ucieka się do innych środków.
 
Wszędzie, prawdopodobnie także w Wirtembergii, obowiązują przepisy policyjne, zgodnie z którymi funkcjonariusze policji mogą przegonić, „w interesie bezpieczeństwa lub wygody ruchu i utrzymania porządku”, osoby zatrzymane na ulicy. Funkcjonariusz mówi po prostu do pikiety: „Opuścić tą ulicę!” Jeśli dana osoba nie odchodzi, znaczy to: do ciupy!
 
Jeśli chodzi o kwestię, na ile od kontroli sądowej zależy, czy polecenie rzeczywiście zostało wydane w interesie porządku i bezpieczeństwa, przeszliśmy w Prusach prawdziwe męczeństwo. Wszystkie wyroki wydane przez policję były przez lata uchylane przez sądy, ponieważ było całkiem oczywiste, że pikieta nie zakłóciła ani nie zagroziła porządkowi publicznemu lub ruchowi ulicznemu. Nierzadko nawet obciążano kosztami obrony skarb państwa. Ale prokuratora, za którą stała policja, nie była z tego zadowolona. Zaczęła przeprowadzać ataki na Sąd Apelacyjny z uporem, który byłby godny lepszej sprawy. I z sukcesem. Krok za krokiem Sąd Apelacyjny cofał się i w końcu doszedł do wniosku: policjant był uprawniony do swojego polecenia, jeśli tylko wierzy, że było ono w interesie porządku lub ruchu ulicznego. (Śmiech.) Ale nikt nie wie, w co taki człowiek wierzy. (Ponowny śmiech.) Nie mogę przecież zajrzeć w jego serce. Jeśli policjant powie do mnie: „Odejść!” i jeśli wtedy zapytam go, w co właściwie „wierzy”, łatwo to odebrać jako zniewagę. W najlepszym wypadku otrzymuję odpowiedź: „Co cię obchodzi, w co wierzę!” (Wielki śmiech.) Cóż, albo wierzę, że policjant ma słuszną „wiarę” i jestem mu posłuszny, to znaczy po prostu rezygnuję z pikiety, albo nie wykonuję jego polecenia, ponieważ nie wierzę w jego „wiarę”, ryzykując wtedy aresztowanie i karę. W każdym razie błądzę po ciemku; pikieta dobiegła końca, a policja osiągnęła swój cel. Czy nie jest to wprost zniewaga dla „wolnego ludu”?
 
Taka praktyka istniała w Prusach od lat. Dopiero niedawno Sąd Apelacyjny dokonał niewielkiej koncesji. Mówi się teraz, że funkcjonariusz musi mieć pewną podstawę dla swojej obawy, swojej „wiary”. Policji, która gorliwie pracuje w służbie przedsiębiorcy, takich podstaw oczywiście nigdy nie brakuje. Samo zwracanie się do chętnych do pracy, czyli minimum aktywności pikietowo-strajkowej, określane jest „nękaniem” i wykorzystywane jako okazja do interwencji. Komunikacja z chętnymi do pracy zostaje całkowicie uniemożliwiona, a tym samym pikieta staje się iluzoryczna. (Mówca wśród oklasków i śmiechu przytacza przypadki z jego praktyki, które ilustrują to podejście.)
 
To nie są bajki i zabawne historyjki. To, co wam mówię, to prawda i rzeczywistość kultury pruskiej dwudziestego wieku.
 
Burżuazyjne państwo prawa zapewnia również pewną ochronę przed samowolą policyjną poprzez ustanowienie sądownictwa administracyjnego, które macie również w Wirtembergii. Ale to bardzo dziwne sądownictwo. Sędziowie są, że tak powiem, niezawiśli. Ale często czują się zbytnio wykonawcami władzy państwowej. Jak przedstawiane są dowody? W naszych procesach cywilnych i karnych wszyscy świadkowie muszą być przesłuchiwani pod przysięgą. Zgodnie z prawem sędzia nie może brać pod uwagę tego, co znajduje się w aktach. W procesie administracyjnym jednak regularnie pojawiają się w ręku referenta akta zawierające raporty od funkcjonariuszy policji itp. Czyta się to na głos i wszystko uważa się za całkowitą prawdę! Chociaż policja jest również stroną procesu! To otwiera drzwi dla arbitralności i usuwa wszelkie gwarancje. Wszelkie poczucie bezpieczeństwa jako obywatel musi zniknąć.
 
(Mówca odniósł się do procesów, które toczyły się w sprawie królewieckiej organizacji młodzieżowej.iii)
 
Wówczas sąd najpierw poprosił mnie o udowodnienie, że stowarzyszenie nie zajmowało się sprawami politycznymi, podczas gdy wszak zasadą prawną jest, że to powód musi przedstawić dowód czynu. Ale kiedy przedstawiłem dowody, trybunał po prostu stwierdził: „Nie było powodu do dalszego przewodzenia dowodowego”. W ten sposób jedno z najbardziej fundamentalnych praw konstytucyjnych licznych obywateli pruskich całkowicie znika. W takich wypadkach człowiek jest bezbronny, bo nie ma instancji, która by stanęła ponad takim trybunałem. Gwarancje, jakie ma oferować to sądownictwo administracyjne, stoją na tak słabych nogach, że można się niemal bez nich obejść. Co najwyżej możemy je przyjąć, o ile dostarczają nam cennego materiału agitacyjnego. („Bardzo słusznie!”) W Wirtembergii może być pod tym względem trochę lepiej.
 
Ale co z jedną czwartą lub dziesiątą naszych warunków, które moglibyśmy nazwać prawno-państwowymi [rechtsstaatlich]? Chociaż oczywiście nie uwzględniono tutaj specjalnego rozdziału dla wojskowego wymiaru sprawiedliwości! Czy stworzono należne gwarancje?
 
Przede wszystkim „niezależność sądownictwa”! Jeśli sędzia ma stać ponad państwem, to naturalnie musi być „niezależny”. Ale czy mamy tę niezależność? Sprawdźmy najpierw niezależność zewnętrzną. Sędzia jest, mówi się, „nieusuwalny”. Lecz ustawa reguluje, w jaki sposób i w jakich okolicznościach można go usunąć. I to wystarczy! Również jedynie przez ustawę reguluje się, w jakich okolicznościach można zostać skazanym za zdradę stanu. (Śmiech.) I wtedy właśnie można zostać skazanym. Jeśli ustawa reguluje, w jaki sposób można usunąć sędziego, wskazana jest droga do usunięcia. Poza tym nikt z nas nie ma prawa tam być zatrudniony. Doświadczyłem tego! Jak wiadomo, prawnik, podobnie jak sędzia, musi najpierw być aplikantem. Po zdaniu egzaminu państwowego zgłosiłem się do dwóch wyższych sądów okręgowych. Po prostu odrzucili mnie pod różnymi pretekstami. Postanowiłem już opisać kamerdynerowi swoją karierę prawniczą, kiedy w końcu były minister kultury von Falk, prezes Wyższego Sądu Okręgowego w Hamm, zaakceptował mnie jako aplikanta w małym zakątku Westfalii.
 
Znacie również historię paragrafów asesorskich. Asesor ma prawo być asesorem, ale absolutnie nie ma prawa być sędzią. Jeśli asesor jest politycznie podejrzliwy, może się zestarzeć jak Matuzalem, zawsze pozostaje asesorem. (Śmiech.)
 
A co z niezależnością, gdy już się zostanie sędzią? Sędzia nie zawsze chce pozostać na najniższym szczeblu. Chce też trochę awansować, co dodatkowo wiąże się z podwyżką pensji. Tego nie osiąga się bez trudności. Aby awansować sędzia musi być rekomendowany przez swoich przełożonych. Ale który przełożony zaproponuje swojemu urzędowi zwierzchniemu, np. socjaldemokratę, aby został dyrektorem sądu okręgowego? (Wielki śmiech.) Kto chce awansować – a wszyscy tego przecież chcą – powinien być cicho, nie być niezależnym, ale całkiem zależnym. (Śmiech.)
 
Można awansować, można zostać na lodzie. (Śmiech.) Jak wiadomo, takich przypadków jest bez liku. W przypadku sędziów, którzy dopuścili się okropności wydawania liberalnych wyroków i być może zostali za to pochwaleni przez socjaldemokratów, prawie regularnie mogliśmy zobaczyć, jak po pewnym czasie popadali w zapomnienie. (Ożywione okrzyki oburzenia.) Wystarczy pomyśleć o dyrektorach sądów okręgowych Schmidcie i Denso oraz o radcy Sądu Apelacyjnego Havensteinie. Ten ostatni zagwarantował, że niektóre znośne orzeczenia zostały wydane przez Sąd Apelacyjny. Do pewnego stopnia zdobył też zaufanie robotników. Ale nie trwało długo, nim odszedł. (Gwałtowne okrzyki oburzenia.)
 
Oczywiście mamy też inne przypadki przeniesienia. Być może pamiętacie jeszcze piękny proces w Plötzensee, w którym zostałem ukarany grzywną w wysokości 500 marek. (Śmiech.) Wtedy szczególną rolę odegrał dyrektor sądu okręgowego Oppermann. Znacie nazwisko Oppermann. (Wielki śmiech.) Wszędzie tam, gdzie pojawia się nazwisko Brausewetter, należy również wspomnieć o nazwisku Oppermann. Oppermann miał konflikty nie tylko ze mną. Ten człowiek też został zdegradowany, ale został zdegradowany w górę. Został radcą Sądu Rzeszy i o mało co nie sądził w moim procesie o zdradę stanu. (Ożywione okrzyki.) Tak to działa, towarzysze partyjni.
 
Wreszcie mamy dyscyplinę, której najpotężniejszym narzędziem jest zwolnienie z urzędu. Warunkiem zdyscyplinowania jest to, by urzędnik państwowy okazał się niegodny szacunku i poważania, jakich wymaga jego urząd. Co to oznacza, pokazuje Lex Aronsiv. W Prusach nawet członek komisji szkolnej nie może być socjaldemokratą, tak, jak niedawno zadecydowało nasze Ministerstwo Kultury, socjaldemokrata nie może nawet prowadzić wychowania fizycznego! W końcu pomyślcie o losie lekarza kasy chorych kolei żelaznych z Wiesbaden, który w wyborach głosował na socjaldemokratów, i o sprawie z Schaufele w sąsiednim modelowym kraju! Nawet prawnicy, którzy nie są nawet urzędnikami państwowymi, są wzywani z powodów politycznych; dowód: sprawa z Stadthagen. Zgodnie z dobrze ugruntowaną i powszechną opinią cała kampania o zdradę stanu skierowana przeciwko mnie ma ostatecznie na celu pozbawienie mnie adwokatury. („Prawda! Prawda!”, „Fu!”) Dla mnie nie ma wątpliwości, że itsnieje ten ukryty motyw. Jeśli przyjmuje się takie podejście do prawników, kto byłby tak naiwny, by sądzić, że jako sędzia tolerowano by socjaldemokratę lub kogoś podobnego? W oczach rządu socjaldemokrata już stał się niegodny poważania, jakiego wymaga urząd sędziego. Jeśli socjaldemokrata kiedykolwiek zostanie sędzią, możecie być pewni, że nie minie 48 godzin i będzie „unieszkodliwiony”. Czy socjaldemokrata powinien móc być sędzią, urzędnikiem królewskim? To dla nas odległa perspektywa. Włosy każdego niemieckiego ministra stają dęba, kiedy w promieniu wielu mil pomyśli się o czymś takim. To, że dla sędziego usunięcie z urzędu oznacza całkowite unicestwienie jego egzystencji, złego upiora, jest jasne jak na dłoni.
 
I wreszcie ukoronowanie gmachu niezależności: prawie wszyscy nasi sędziowie są mniej lub bardziej oficerami rezerwy i dlatego podlegają w dużej mierze wojskowej dyscyplinie, kontroli i regulacjom! Najbardziej antyludowy militaryzm despotów wymachuje berłem nad „niezależnym” burżuazyjnym wymiarem sprawiedliwości.
 
Mogę więc streścić się następująco: zawodowemu sędziemu zewnętrzna, formalna niezależność jest gwarantowana tylko tak długo, jak czyni on z niej „rozsądny użytek". Jest to bardzo podobne do niemieckiego obywatela Rzeszy i prawa do głosowania w Reichstagu. (Śmiech.) Po bliższym przyjrzeniu się, z zewnętrznej niezależności więc prawie nic nie zostaje.
 
Ale jeszcze gorzej jest z wewnętrzną niezależnością sędziów. Wokół urzędu sędziego rozciągnięto prawdziwy drut kolczasty. Przede wszystkim ze względu na długi okres nauki, który zazwyczaj kończy się dopiero w wieku 27 lat, a następnie ze względu na długi, nieodpłatny okres oczekiwania asesorów. Nie zapominamy też, że pensje naszych sędziów bynajmniej nie są wysokie. Wielu członków nawet mniej zamożnych kręgów burżuazyjnych, którzy raczej byliby w stanie sądzić niezależnie, zostaje w ten sposób odsuniętych od urzędu sędziego. Faktem jest, że do urzędu sędziego nie mają dostępu prawie żadne elementy inne niż członkowie warstw zamożnych i nie muszę wchodzić w szczegóły, co to oznacza. Znamy charakter naszego społeczeństwa jako społeczeństwa klasowego. Wiemy, że właściciele panują, że tworzą oligarchię, która dzierży władzę państwową w swoich rękach i wiemy, że klasami panującymi są te, których prawa są zagrożone przez klasę proletariacką. To prowadzi nas do szczególnie wytyczonego obszaru naszego wymiaru sprawiedliwości.
 
Jednak nawet w sądzeniu osób burżuazyjnych znajdujemy liczne niedociągnięcia. Nasz kodeks postępowania karnego nie nadaje się do niczego. Wystarczy tylko przypomnieć o wyższości prokuratury nad oskarżonym i obrońcą, co odciska szczególne piętno na naszym wymiarze sprawiedliwości. Inkwizycyjne stanowisko przewodniczącego, tajne postępowanie przygotowawcze, instytucja sędziego śledczego, regulacje tymczasowego aresztowania - wszystko to są poważne wady w procesów w Rzeszy Niemieckiej, które same w sobie umożliwiają brutalizację oskarżonego wyłącznie jako oskarżonego. („Bardzo słusznie!”) To też jest element racji stanu!
 
Ale jeśli chodzi o osoby i rzeczy z innej, obcej sędziemu sfery życia i zainteresowań, sprawa jest oczywiście bardzo szczególna i dużo poważniejsza. Z reguły sędziowie po prostu nie są w stanie właściwie ich osądzić. Jeśli chodzi o robotników zorganizowanych politycznie i związkowo oraz ich interesy, to na drodze do ich spokojnego i obiektywnego rozważenia stoją najpoważniejsze przeszkody. Sędzia wszystko naturalnie rozumie z punktu widzenia swojej określonej klasy. W 99 procentach przypadków nie ma nawet jasnego pojęcia o zewnętrznych nawykach drugiej klasy. Nawet jej sposób mówienia jest mu obcy. Doświadczamy bardzo często tego, że gdy ktoś z ludu wali w sądzie prosto z mostu, sędzia uznaje to za bezczelność, grozi i w końcu nakłada kary porządkowe. Sędzia nie wie lepiej, bo specyfika takich ludzi jest dla niego całkowicie niezrozumiała.
 
Ale mamy też ławników. To także specjalny rozdział. Do niedawna proletariusze w Niemczech byli prawie całkowicie wykluczeni z funkcji ławników lub przysięgłych. Nie bez powodu nasz system sądowniczy nie daje żadnych szans. A dzieje się to znacznie częściej w przypadku ławy przysięgłych niż ławników. Robotników nie biorą. Zwłaszcza w przypadku ławy przysięgłych jest to całkowicie wykluczone. Tam wybiera się tylko „elitę”. Tak więc sądy przysięgłych i ławnicze nie wypadają ani odrobinkę lepiej niż sądy zawodowych sędziów. Ławnicy i przysięgli są również członkami klas posiadających. Ławnik, który zwykle nie zna na tyle przepisów prawa, by czuć się nimi związany, często występuje wobec oskarżonego z jeszcze bardziej brutalnym, prymitywnym egoizmem klasowym niż zawodowy sędzia. O tym, że sądy przysięgłych nie są lepsze od sądów zawodowych sędziów świadczy fakt, że najokrutniejsze wyroki wydane przeciwko robotnikom, wyroki z Löbtauv i Koszalina, stanowią w co najmniej trzech czwartych wytwory sądów przysięgłych.
 
Ostatnio pojawił się ruch żądający, aby członkowie klasy robotniczej również byli zaciągani do sądów ławniczych. Ktoś mógłby powiedzieć: „Widzicie, oto 'demokratyczny duch' naszych czasów”. O nie! Rzecz się wcale tak nie przedstawia. Ani śladu demokratycznego ducha! Tylko kwestia pieniędzy powoduje, że nasze klasy panujące zmuszone są do ustępstw. Czysta prawda jest taka, że chce się obniżyć koszty ławniczego wymiaru sprawiedliwości i że brakuje na nie wystarczających środków. Posiadacze narzekają, że tylko oni wykonują tę służbę. Chciałoby się też bardziej zrzucić ten obywatelski ciężar na barki szerokich mas. To jest sedno pudla. Sednem pudla jest zwykle Mefistofeles o końskich nogachvi. Ale nie ma mowy o tym, by członkowie klasy proletariackiej zdobyli przewagę w sądach ławniczych. Nadal przeprowadzać się będzie przesiewy; proletariusze są wystarczająco dobrzy tylko jako namiastka.
 
O ile jesteśmy w zasadzie zwolennikami sądów przysięgłych i generalnie udziału ławników w orzekaniu, to jednak musimy stwierdzić, że sądy ławnicze w swojej obecnej strukturze są nie mniej sądami klasowymi niż sądy zawodowych sędziów.
 
Ale na fundamencie sądów klasowych zbudowany jest klasowy wymiar sprawiedliwości. Jak objawia się klasowy wymiar sprawiedliwości?
 
Mamy państwo, którego władza rządowa znajduje się w rękach klas posiadających. Sąd jest silnie uzależniony od tego państwa i składa się z sędziów zawodowych i ławników, należących do klas posiadających. Załóżmy, że zajmuje się on rozprawą dotyczącą naruszenia spokoju publicznego, zamieszek, zbiegowisk, zdrady stanu. (Śmiech.) Oczywiście sędziowie mają osobiste poczucie, że państwo jest w niebezpieczeństwie i instynktowne pragnienie, aby państwo zostało uratowane. Ten stan duszy czyni ich stronniczymi i niezdolnymi do spojrzenia na sprawę z pełnym spokojem, jasnością i obiektywizmem.
 
(Mówca przypomina procesy o naruszenie spokoju publicznego z ostatnich lat, szczególnie w Löbtau i Koszalinie.)
 
Te i procesy o krzywoprzysięstwo w Essenvii i Güstrow są jak dotąd najokrutniejszymi przypadkami w nowych Niemczech. W ocenie sędziego sumują się tu polityczna racja stanu i solidarność klasowa z przedsiębiorcami.
 
Paragraf 153 Kodeksu przemysłowegoviii jest ważny i interesujący. Sam w sobie jest bardzo srogi, bo zna tylko karę więzienia. Z powodu najmniejszego i najbardziej nieszkodliwego słowa nie można nałożyć grzywny! Ta surowość ma oczywiście swoją rację dostateczną w tym, że paragraf 153 Kodeksu przemysłowego odnosi się wyłącznie do ochrony przedsiębiorczości i chętnych do pracy, więc jest to, że tak powiem, wydestylowane prawo klasowe. W przypadku największych bójek i chamstwa, nawet w przypadku wybryków przeciw przyzwoitości, możliwe jest i często tak jest, że zostanie nałożona grzywna. Ale zgodnie z paragrafem 153 sprawca musi iść do ciupy. Mówi pikieta do chętnego do pracy: „Drogi przyjacielu, należysz do naszego związku, jak możesz tu pracować?”, a osoba chętna do pracy grubiańsko odpowiada: „Co ci do tego?”, a pikieta zauważa teraz w przypływie gniewu: „Nie wstyd ci?” Czy wiecie, co wtedy stanie się z pikietą? Czternaście dni więzienia, towarzysze partyjni! (Gwałtowne oburzenie.) To jest dosłownie przypadek z mojej praktyki.
 
Nasz kapitalistyczna wymiar sprawiedliwość stoi pod znakiem kanonizacji i adoracji łamistrajka. Często ogarnia człowieka obrzydzenie w obliczu tego kultu łamistrajka. Słowo „terroryzm” musi być zawarte we wszystkich wyrokach dotyczących wszelkiego rodzaju wykroczeń strajkowych. Słowo to należy do żelaznej rezerwy naszego wymiaru sprawiedliwości. Jak często sądy proklamują, że terroryzmowi zorganizowanych robotników należy położyć kres, że „obowiązkiem państwa” jest chronić chętnych do pracy.
 
Tłumaczyłem Sądowi Apelacyjnemu, że jeśli obowiązkiem państwa jest chronić chętnych do pracy, to gdzieś to musi być zapisane w ustawach. Ale tak nie jest; ustawa, a zwłaszcza konstytucja, pokazują raczej bezprawność takiej szczególnej ochrony. Sąd Apelacyjny po prostu stwierdził, że przynajmniej moralnym obowiązkiem państwa jest chronić, szczególnie łamistrajka, i na tym koniec.
 
Oprócz przestępstw za domniemany przymus i znieważanie chętnych do pracy, istnieje również słynny paragraf o szantażu i jego jeszcze bardziej znane zastosowanie, w której najbardziej pomysłowa eskalacja naszego klasowego wymiaru sprawiedliwości ujawnia, na ile racja stanu jest praktykowana w interesie klas gospodarczo panujących. Szantaż to jedno z najohydniejszych przestępstw, jakie można sobie wyobrazić. Szantażysta to w rzeczy samej podły człowiek! Ciąży na nim ciężki zarzut o to, że wykorzystuje cudze trudne położenie i beznadziejną sytuację, aby uzyskać korzyści materialne. Załóżmy przypadek, że robotnicy przedsiębiorcy nie są zadowoleni ze swojego wynagrodzenia lub przedsiębiorca chce im wypłacać niższe wynagrodzenia niż wcześniej. Robotnicy wysuwają żądania płacowe i mówią: „Jeśli nie dasz nam pensji, nie będziemy mogli dalej pracować, porzucimy pracę”. Towarzysze partyjni! Jest to szantaż według obowiązującego orzecznictwa ostatnich lat. (Gwałtowne oburzenie.)
 
Sąd Rzeszy mówi: „Jeżeli robotnicy nie będą dalej pracować, to przedsiębiorca też nie może dalej <<pracować>>, musi zatrzymać cały zakład”. Robotnicy wykorzystują trudne położenie przedsiębiorcy, aby uzyskać wyższe wynagrodzenie, czyli nielegalną korzyść majątkową. (Ożywione „Słuchajcie! Słuchajcie!”) To, co mówię, odpowiada punkt po punkcie orzecznictwu Sądu Rzeszy.
 
Ale co się dzieje w przeciwnym przypadku? Co się stanie, gdy pracodawca powie: „Od teraz będziecie dostawać pięć fenigów mniej na godzinę, a jeśli wam to nie odpowiada, to będę musiał was zwolnić!” Jeśli tak się stanie, robotnicy zostaną wyrzuceni na ulicę, pozostawieni nagimi i bosymi, a tym samym będą nieskończenie bardziej poszkodowani, niż gdyby przedsiębiorca musiał na kilka tygodni zatrzymać maszyny. Ale, towarzysze partyjni, to nie jest szantaż! Według opinii sądów przedsiębiorca zawsze działa w dobrej wierze. Podejmowaliśmy próby interwencji przeciwko przedsiębiorcom, ale te próby nie powiodły się. (Gwałtowne oburzenie.) Tak, towarzysze partyjni, oto klasowy wymiar sprawiedliwości!
 
W tym kontekście mogę również zapowiedzieć mój proces o zdradę stanu. Wiecie, że napisałem książkę o militaryzmie i antymilitaryzmie, bardzo starannie napisaną książkę. Książka, z której, jak już mogę zapewnić, nie cofnę ani słowa (Głośny aplauz, oklaski.) i już dzisiaj mogę zapewnić przyszłych sędziów Sądu Rzeszy, że ich wyrok nie odniesie podobnego sukcesu w związku z moją antymilitarystyczną działalnością, co jest prawdopodobnie głównym celem kampanii. Ta książka została skonfiskowana. Nie jest źle. Zdarza się to dość często, zwłaszcza u nas. Nie bardzo mnie to zdziwiło. Zaraz potem odbyła się też wizyta funkcjonariusza. Powiedziałem do człowieka: „Dzień dobry, dobrze, chce mnie Pan zabrać ze sobą.” Byłem zdumiony, że nie chciał mnie ze sobą zabrać. (Śmiech.) Tak, towarzysze partyjni, jestem przygotowany na wszystko. Zbyt dobrze znam nasz wymiar sprawiedliwości, żeby nie być przygotowanym na wszystko.
 
Podobno dopuściłem się zdrady stanu. Obejmuje ona zaplanowanie i przygotowanie w niezbyt odległym momencie określonej akcji, która za cel ma gwałtowne obalenie naszej konstytucji lub jej części. Moja zdrada stanu miała zmierzać do likwidacji stałej armii, która ma być podstawą naszej konstytucji. A więc chce się uczynić naszą stałą armię nietykalną, świętą, choć jest atakowana jako kulturowa hańba nie tylko przez socjaldemokratów. I dalej: nikt nie wierzy, że oczekuję likwidacji naszej wojskowej formy organizacji pojutrze. Jestem na to zbyt ostrożny i rozsądny. Wyznaję całkiem otwarcie, że bardzo żałuję, że nie może do tego dojść szybciej. (Śmiech.) Ale panowie boją się znacznie bardziej, niż na razie potrzebują. Myślą, że wybuchnie niespodziewana awantura. Oto nieczyste sumienie!
 
A co z likwidacją wojska przemocą? O tym nie powiedziałem w mojej książce ani słowa. Powiedziałem, że wśród ludności istnieją różne klasy, których interesy są sobie przeciwstawne, że klasa robotnicza jest najliczniejszą klasą zarówno wśród ludności, jak i w wojsku, i że ta klasa musi i będzie stawać się coraz bardziej świadoma swoich interesów. Towarzysze partyjni, w chwili, gdy cały proletariat jest świadomy klasowo, nasza armia załamuje się. (Burzliwe oklaski.) To właśnie powiedziałem. (Znowu oklaski.) Ale to nie jest przemoc! Oświecenie klasy robotniczej nie jest środkiem przemocy. (Żywa aprobata.) Ale potrzeba „przemocy” do znamion zdrady stanu! Co robić? Skąd zabrać, a nie ukraść?ix Cóż, trzeba sobie radzić.
 
Początkowo Prokurator Naczelny Rzeszy twierdził, że uknułem plan, aby podżegać Francję do ataku na Niemcy (Burzliwy śmiech.), mianowicie z pomocą socjaldemokracji obu krajów. (Znowu burzliwy śmiech.) Przy tej sprzyjającej okazji miałem chcieć z mojej strony wykończyć naszą armię. Dokument, w którym Prokurator Naczelny Rzeszy wyraża to śmiałe stwierdzenie, będzie źródłem wesołej radości dla przyszłych pokoleń. Oczywiście oskarżenie nie mogło utrzymać tego stanowiska. Z uprzejmością zwróciłem uwagę sędziemu śledczemu, że prawie cała moja książka dotyczyła możliwości i sposobów zapobieżenia wojnie, zwłaszcza między Francją a Niemcami, oraz zapobieżenia wszelkiej przemocy w ogóle.
 
Teraz odkryto coś innego: miałem mieć zamiar, zająć się produkcją broni (Wielki śmiech.), wyposażyć robotników w broń (Śmiech.) i wyszkolić ich w jej używaniu, musztrować, aby tą armią proletariacką uderzyć w lojalną część armii. (Gwałtowny śmiech.) To prawdziwa fantazja z rewolucji rosyjskiej. Nie wiem, skąd Pan dowiedział się o moim mrocznym planie. Nie chcę zdradzać, czy może nie mam go jednak w moim konspiratorskim sercu (Śmiech.), ale w książce nic na ten temat nie ma! Czasami wydaje się, że w książce jest coś, czego w ogóle tam nie ma. Chcę być uprzejmy i złożyć Prokuratorowi Naczelnemu komplement odnośnie jego doskonałych oczu. (Śmiech.)
 
Teraz senat otwierający Sąd Rzeszy znalazł w swojej decyzji trzeci sposób, aby mnie zaszlachtować. Trzy różne drogi do jednego celu: to pokazuje wszystkim, że najpierw został wyznaczony cel – „musi zostać ukarany za wszelką cenę!” – i dopiero wtedy zaczęto, szukać drogi do celu. Tajny radca wojenny Romen, znany morderca socjalistów, który również znalazł drogę, aby uchronić swojego brata przed odsiadywaniem ciężkiej kary więzienia uznanej za zniewagę, napisał artykuł w „Tag” przeciwko antymilitaryzmowi, zwłaszcza przeciwko mnie. W Reichstagu minister wojny von Eine sprzeciwia się mojej antymilitarystycznej propagandzie. Zaraz potem Prokurator Naczelny Rzeszy podjął działania przeciwko mnie. To nie jest tylko związane czasowo. Uzgodniono właśnie w miarodajnych kręgach, że propagandę antymilitarystyczną należy za wszelką cenę powstrzymać. Teraz była to lub jest to tylko kwestia znalezienia odpowiedniej drogi. Ustawiono już dla mnie dwie szubienice, ale dwukrotnie lina się zerwała. Czy teraz trzecia lina wytrzyma? (Śmiech.) Nie popadam w żadne iluzje. W nagłym wypadku znajdzie się również czwarta lina. Całkowicie wczułem się już w rolę wisielca. (Ponowny śmiech.)
 
To oskarżenie jest politycznie dla mnie i dla antymilitaryzmu, co wielokrotnie podkreślałem, prawdziwym darem Boga. („Brawo!”) Nam może ono tylko się przydać, a innym tylko zaszkodzić.
 
Teraz jeszcze kilka uwag ogólnych. Klasowy wymiar sprawiedliwości objawia się w czterech tendencjach. Po pierwsze w samym postępowaniu sądowym. Doświadczamy codziennie tego, że oskarżeni z „lepszych stanów”, pojawiający się w sądzie w dobrych płaszczach, są traktowani podczas rozprawy zupełnie inaczej niż biedaczyny, robotnicy czy socjaldemokratyczni „łajdacy”. Oto klasowy wymiar sprawiedliwości!
 
Następnie w jednostronnym spojrzeniu na materiał procesowy i w jednostronnej ocenie znamion czynu. To chyba najważniejszy element klasowego wymiaru sprawiedliwości! Wśród sędziów jest oczywiście sporo wyjątków. Wcale temu nie zaprzeczam. Znam kilku takich bardzo solidnych pracowników, zwłaszcza w Berlinie, którym można okazać najpełniejsze zaufanie. Ale kiedy to naprawdę miało znaczenie, klasowy wymiar sprawiedliwości jeszcze nigdy nie zawiódł. Nie jestem zdania, że sędziowie świadomie i złośliwie naginają prawo. Na pewno są też tacy sędziowie. Nie zajmujemy się nimi, bo to nie wyjątek zbrodniczej jednostki, ale zasada, klasowy charakter sędziego, ma znaczenie społeczne. („Bardzo dobrze!”) Sędziowie na ogół działają z najlepszymi intencjami, ale mając najlepsze intencje, nie mogą wykonywać niczego poza sprawiedliwością klasową. Nie mogą właściwie ocenić znamion czynu. Wszystko rozumieją inaczej, w ich oczach wszystko nabiera innego znaczenia.
 
(Mówca popiera to twierdzenie kilkoma przykładami ze społecznej praktyki procesowej.) Sędziowie nie sympatyzują z proletariackim oskarżonym, ponieważ żyją, myślą i czują w innej sferze. (Żywa aprobata.) Czego to nie doświadczamy w naszych procesach prasowych! Jakich nieprawdopodobieństw interpretacji!
 
(Mówca przypomina proces ws. „Wyspy Cesarskiej”.x) Charakterystyczny jest sposób, w jaki można było wówczas wywnioskować obrazę majestatu z doniesień „Vorwärts”. Następnie pomyślcie o „procesie nagłówkowym” przeciwko „Leipziger Volkszeitung” z powodu dwóch artykułów zatytułowanych „Böhme i Liman” oraz „Lipski wymiar sprawiedliwości na ławie oskarżonych”. Wszystko, co zostało powiedziane w odniesieniu do dziennikarza Limana w pierwszym artykule, zostało po prostu przypisane przez sąd w odniesieniu do prokuratora Böhme. Drugi artykuł („Lipski wymiar sprawiedliwości na ławie oskarżonych”) był wyłącznie sprawozdaniem z procesu. Nagłówek powinien sugerować: wymiar sprawiedliwości wypadł gorzej niż oskarżony; role zostały do pewnego stopnia odwrócone. Poprosiłem o przeczytanie artykułu, aby to udowodnić. Sąd lipski krótko temu odmówił. Tylko nagłówek został „odczytany”, a z powodu tego zawieszonego w powietrzu nagłówka nasz towarzysz partyjny Herre musiał odsiedzieć dwa miesiące w więzieniu. (Poruszenie.) Interpretuje się tak tylko wtedy, gdy jest się przeciwnikiem politycznym. Proletariusz nigdy by tak nie osądził. Oto klasowy wymiar sprawiedliwości!
 
Ale klasowy wymiar sprawiedliwości ujawnia się również w interpretacji prawa. Mocno wpływa na to klasowy punkt widzenia sędziów. Orzecznictwo dotyczące paragrafu w sprawie szantażu, które jest bardzo różne dla pracodawców i pracowników, dostarcza tego najbardziej niewątpliwego przykładu. Oto klasowy wymiar sprawiedliwości!
 
Klasowy wymiar sprawiedliwości ujawnia się w nadzwyczajnej surowości kar wobec ludzi niepopularnych politycznie i społecznie, zwłaszcza wobec socjaldemokratów. Mówiłem już o procesie koszalińskim: wówczas, podczas strajku murarzy kolberskich, wcześniej karany robotnik odpowiedział policjantowi, który kazał strajkującym iść do domu: „Dlaczego mamy iść, skoro równie dobrze chętni do pracy mogą pójść do domu”. To zagwarantowało mężczyźnie trzy lata ciężkiego więzienia. (Gwałtowne oburzenie.)
 
Dwa lata temu doszło do małego „studenckiego buntu” w małym turyngeńskim miasteczku Hildburghausen, w którym znajduje się technikum, w którym oczywiście uczą się członkowie „lepszych stanów”, bo technik – zresztą ze zrozumiałego powodu - został aresztowany przez policję. Ludzie zgromadzili się na ulicach, zaatakowali policjantów, dokonali szturmu na komisariat, powybijali szyby. Trzeba było wezwać straż pożarną i wojsko, a oczyszczenie placu zajęło dużo czasu. Kilku techników zostało oskarżonych. Jednego z nich reprezentowałem wówczas w Meiningen. Wszyscy zostali ukarani grzywnami, z reguły, o ile pamiętam, tylko około 100 marek na głowę. (Okrzyki.) Nie mówię, że wyrok w Meiningen był błędny. Był słuszny. Niewłaściwe, całkowicie jednostronnie surowe są tylko wyroki o naruszenie spokoju publicznego przeciwko zorganizowanym robotnikom. W Koszalinie za oskarżonymi stała hydra strajku. Sędziowie byli stronniczy. Oto klasowy wymiar sprawiedliwości!
 
Klasowy wymiar sprawiedliwości ustanawia specjalne prawa dla niepopularnego proletariatu nie tylko przez interpretację, objawia się ona nie tylko niezwykłą surowością wobec robotników, ale także w wielkiej łagodności i życzliwym zrozumieniu dla członków klas panujących, kiedy stają się przedmiotem wymiaru sprawiedliwości. Przytoczyłem na to dowody. Pobłażliwy osąd nadgorliwych policjantów oraz pracodawców, którzy łamią prawa społeczno-polityczne, jest szczególnie charakterystyczny.
 
Klasowy wymiar sprawiedliwości rządzi wszędzie w państwie klasowym. Udajmy się do „najwolniejszej krainy”, do Ameryki. Czego doświadczyliśmy podczas procesu Haywoodaxi! Przywódca robotniczy zostaje po prostu oskarżony o morderstwo, aby go unieszkodliwić. Najmuje się świadka, który należy do szumowin ludzkości, tylko po to, by sprowadzić na szafot przeciwnika politycznego, przywódcę klasy robotniczej. Klasowy wymiar sprawiedliwości także w Ameryce! Jest wszechobecny właśnie dlatego, że jest klasowym wymiarem sprawiedliwości, że jest wymiarem sprawiedliwości wszechobecnego państwa klasowego.
 
Nawet nasza walka, którą toczymy przeciwko klasowemu wymiarowi sprawiedliwości, nie wyeliminuje klasowemu wymiarowi sprawiedliwości. Co najwyżej czynione są drobne ustępstwa z obawy i strachu przed klasą robotniczą, aby lud pracujący się nie zeźlił.
 
Najważniejszą rzeczą dla nas pozostaje oświecenie mas i musimy dążyć do tego oświecenia z energią. Musimy oświecić lud, że nasze państwo jest państwem klasowym, a zatem dzisiejszy wymiar sprawiedliwości, który jest w rękach wrogów proletariatu, jest klasowym wymiarem sprawiedliwości. Musimy oświecić lud, że stan wolności może zostać osiągnięty tylko wtedy, gdy cała klasa robotnicza zjednoczy się i z całych sił przystąpi do przekształcenia naszego społeczeństwa klasowego w społeczeństwo socjalistyczne.
 
Nasza przyjaciółka, która przybyła do nas z indyjskiej baśniowej krainy na Kongres Międzynarodowyxii, wyraziła to wczoraj w swój prosty i bezpretensjonalny sposób: „Czym jest socjalizm, jeśli nie sprawiedliwością!” Towarzysze partyjni, to jest głęboka prawda! Sprawiedliwość jest możliwa tylko przez likwidację państwa klasowego przez socjaldemokrację. (Żywa aprobata.)
 
Kończę prosząc was, abyście zawsze pamiętali, że nie możemy oczekiwać naszego zbawienia od dobrowolnej wspaniałomyślności władców lub łaskawej przychylności rządów klasowo-państwowych. Wzmocnienie siły proletariackiej, to jest naszym zbawieniem. A najważniejszym środkiem do tego jest natomiast: przekonać robotników do przyłączenia się do organizacji, do partii. Tam przede wszystkim musi być wyszkolony i przygotowany do potężnej walki o wyzwolenie proletariatu i całej ludzkości z więzów kapitalizmu i państwa klasowego. (Burzliwe oklaski trwające kilka minut.)
 
Przypisy:

iHarry Quelch, przedstawiciel Socjaldemokratycznej Federacji Anglii na Międzynarodowym Kongresie Socjalistycznym w Stuttgarcie od 18 do 24 sierpnia 1907 r., został wydalony przez rząd Wirtembergii 22 sierpnia 1907 r., ponieważ na trzecim dniu Kongresu wraz z brytyjskimi socjalistami żartobliwie określił II Haską Konferencję Pokojową jako „a thief’s supper” (złodziejska kolacja).

iiZarządzenie pruskiego ministra spraw wewnętrznych von Hammersteina-Loxtena z 1902 r., zgodnie z którym kobiety na spotkaniach politycznych mogły przebywać tylko w specjalnej części sali, „segmencie kobiecym”.

iii28 lutego 1906 r. Stowarzyszenie Praktykantów i Młodych Robotników Królewca zostało zdelegalizowane z powodu rzekomej działalności politycznej i tendencji socjaldemokratycznych. Nastąpiło kilka procesów, w których członkowie zostali skazani na grzywny i kary pozbawienia wolności. Przewodniczący stowarzyszenia otrzymał np. 4¾ miesięcy pozbawienia wolności.

ivDotyczyło podporządkowania wykładowców nieopłacanych i do tej pory nie traktowanych jako urzędników władzy dyscyplinarnej państwa pruskiego od 1898 roku. Ta zmiana prawa była skierowana szczególnie przeciwko socjaldemokracji i najpierw została zastosowana przeciwko socjaldemokratycznemu wykładowcy fizyki Aronsowi. Arons został wydalony z Uniwersytetu Berlińskiego 20 stycznia 1900 r. z powodu przynależności do socjaldemokracji.

vW lutym 1899 roku dziewięciu robotników budowlanych w Löbtau pod Dreznem zostało skazanych łącznie na 61 więzienia za protest przeciwko wykonywaniu prac na sąsiednim budynku poza wyznaczonymi godzinami pracy. Dochodziło do napaści, podczas których kierownik budowy strzelał na ślepo z naładowanego rewolweru.

viSedno pudla („Pudels Kern”) to niemiecki idiom będący aluzją do „Fausta” Goethego. W I części utworu główny bohater znajduje na ulicy bezpańskiego czarnego pudla, którego przyprowadza do domu. Tam pudel przemienia się w Mefistofelesa, na co Faust wykrzykuje ze zdumieniem: „Das war also des Pudels Kern!” („Więc to było rdzeniem/sednem pudla!”). „Sedno pudla” oznacza ukrytą istotę sprawy.

viiNa zebraniu chrześcijańskiego związku górników 3 lutego 1895 r. w Baukau koło Herne górnik Schröder został powalony na ziemię przez żandarma Muntera. W procesie (czerwiec 1895) przeciwko redaktorowi Margrafowi, który zrelacjonował ten incydent w „Deutsche Berg- und Hüttenarbeiter-Zeitung”, Schröder i jego świadkowie zostali aresztowani na sali sądowej pod „pilnym podejrzeniem świadomego krzywoprzysięstwa” i postawieni w stan oskarżenia. W sierpniu 1895 r. sąd przysięgłych w Essen skazał Schrödera i sześciu innych oskarżonych na wysokie kary więzienia w procesie o krzywoprzysięstwo. Wielokrotne próby wznowienia sprawy przez obrońców doprowadziły do uniewinnienia i zadośćuczynienia dla niewinnie skazanych dopiero w marcu 1910 r., na podstawie postępowania dyscyplinarnego wszczętego przeciwko Munterowi w 1908 r.

viiiParagraf 152 Kodeksu Przemysłowego: „Zniesione zostają wszelkie zakazy i kary skierowane przeciwko rzemieślnikom, pomocnikom przemysłowym, czeladnikom lub robotnikom fabrycznym z powodu porozumień i stowarzyszeń w celu uzyskania korzystnych warunków płacy i pracy, w szczególności poprzez zaprzestanie pracy lub zwolnienie pracowników.
 
Każdy uczestnik może wycofać się z takich stowarzyszeń i porozumień, a wobec tych ostatnich nie można wnosić skargi ani zarzutu.”
 
Paragraf 153 Kodeksu Przemysłowego: „Każdy, kto mianuje lub próbuje mianować innych przy użyciu przymusu fizycznego, gróźb, naruszenia czci lub zniesławienia, do uczestniczenia w takich porozumieniach (par. 152) lub bycia im posłusznym lub kto w ten sam sposób zapobiega lub próbuje uniemożliwić innym wycofanie się z takich porozumień, podlega karze pozbawienia wolności do trzech miesięcy, jeśli ogólne prawo karne nie przewiduje surowszej kary.”

ix„Woher nehmen und nicht stehlen?” - niemiecki idiom wyrażający brak środków (zwłaszcza materialnych lub finansowych) do zaspokojenia czyjejś potrzeby, w tym przypadku wyczerpania znamion przestępstwa potrzebnych do skazania Liebknechta.

xW „Vorwärts” z 16 sierpnia 1903 r. pojawił się artykuł „Wyspa Cesarska”, który donosił o planie budowy zamku na wyspie Pichelswerder na Haweli dla osobistej ochrony cesarza i przekształcenia wyspy w fortecę. 25 września i 16 października 1903 r. przed V Izbą Karną I Sądu Krajowego odbył się przeciwko redaktorom Karlowi Leidowi za „obrazę majestatu i rażące bzdury” i Juliusowi Kaliskiemu za „obrazę przez prasę” w Berlinie. Oskarżenie reprezentował prokuratora naczelny Isenbiel; Karl Liebknecht był jednym z trzech obrońców. Leida skazano na dziewięć miesięcy, a Kaliskiego na cztery miesiące więzienia.

xiWilliam Dudley („Wielki Bill”) Haywood, wpływowy przywódca Związku Górników Zachodu USA, współzałożyciel IWW w 1905, członek Partii Socjalistycznej i współzałożyciel Komunistycznej Partii USA w 1920, został bezprawnie uwięziony w Kolorado przez policję Idaho w 1906 r. wraz z C.H. Moyerem i G. Pettibone i oskarżony, z pomocą przekupionego świadka, o zabójstwo byłego gubernatora Idaho, Steunenberga. Proces zakończył się w 1907 r. uniewinnieniem.

xiiChodzi o indyjską towarzyszkę Kamarę, która pozdrowiła kongres jako gość.

Społeczność

CAPITALIST