Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 9 gości.

Adam Próchnik: Legenda rządu ludowego (1935)

Ignacy_Daszynski.jpg

Dziś, 7 listopada, przypada rocznica ogłoszenia w 1918 roku powstania Tymczasowego Rządu Ludowego RP (zwanego także rządem lubelskim) pod przewodnictwem Ignacego Daszyńskiego. Przez burżuazyjną historiografię gabinet Daszyńskiego czczony jest czasami jako „pierwszy polski rząd po 123 latach zaborów”. Wątek ten podchwytywany jest przez część lewicy, która podkreśla „postępowy”, „niepodległościowo-socjalistyczny” charakter rządu i świętuje 7 listopada jako alternatywny Dzień Niepodległości.
 
Z tą właśnie „legendą” rozprawia się Adam Próchnik (1892-1942) – wybitny marksistowski historyk, wieloletni działacz lewicy PPS, a także peowiak i legionista – w artykule, który publikujemy poniżej. Tekst ten, pisany w okresie dyktatury sanacyjnej, ujawnia strukturalną słabość „rządu ludowego”, który nie potrafił zrealizować swojego programu z powodu zależności od reakcyjnej soldateski i braku woli politycznej (czekanie na wybory do burżuazyjnego parlamentu). Próchnik dostrzega w słabości rządu lubelskiego zwiastun słabości demokracji burżuazyjnej w II RP: ta sama bezsilność wobec reakcyjnych kół wojskowych i kapitulacja wobec konserwatywnej reakcji. Dla długoletniego działacza PPS i legionisty musiały to być bardzo gorzkie refleksje.
 
Jednocześnie nie można do narracji Próchnika odnosić się bezkrytycznie. Przemilcza on bowiem istotny fakt. W nocy z 5 na 6 listopada 1918 r. w Lublinie doszło porozumienia partii robotniczych (w tym PPS) o powołaniu Rady Delegatów Robotniczych. 6 listopada odbył się więc robotniczy, na którym ogłoszono powołanie RDR oraz jej dekrety w sprawie wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy, strajku powszechnego dla poparcia tego żądania oraz utworzenia milicji robotniczej. Wiec zdecydował o strajku generalnym 7 listopada, na ten dzień Rada zwołała również demonstrację. W nocy z 6 na 7 listopada pepeesowcy wraz z przedstawicielami ludowców utworzyli „rząd ludowy” Daszyńskiego, którego istnienie ogłoszono… na wiecu 7 listopada, licząc na dezorientację mas proletariackich.
 
Próchnik myli się, więc gdy pisze: „Przełom, który zakończył rewolucję ludową i rozpoczął reakcję, dokonał się nie 16 stycznia 1919 roku — w dzień ustąpienia rządu Moraczewskiego, ale między 11 a 18 listopada 1918 roku, na przejściu między rządem lubelskim a warszawskim”. Reakcja rozpoczęła się już w nocy z 6 na 7 listopada, ponieważ rząd Daszyńskiego ustanowiono w opozycji do organu demokracji proletariackiej, tj. radzieckiej, w opozycji do władzy rad.
 
W okresie po I wojnie światowej na świecie wyłoniły się dwa obozy – socjalistycznej rewolucji i burżuazyjnej kontrrewolucji. Trzeciej drogi nie było. Albo dyktatura proletariatu, tj. demokracja proletariacka oparta na sile uzbrojonych mas pracujących, albo panowanie burżuazji w oparciu o reakcyjny terror. Wszelkie przeciwstawianie dyktatury proletariatu czystej, bezklasowej „demokracji” oznaczało kapitulację przed kontrrewolucją. Doskonale pokazuje to przykład Republiki Weimarskiej, gdzie burżuazyjno-parlamentarna demokracja utrzymała się tylko dzięki krwawemu stłumieniu rewolucji robotniczej z wykorzystaniem skrajnie prawicowych bojówek. Analogiczną sytuację widzimy z rządem lubelskim, który musiał się opierać na konserwatywnej kadrze oficerskiej. I tak jak niemiecką demokrację burżuazyjną obalili ostatecznie skrajnie prawicowi bojówkarze, tak polską pogrzebał pucz wojskowy.
 
Alternatywa „socjalizm czy faszyzm” wisiała nad całym okresem międzywojennym. Dla burżuazyjno-obszarniczej Polski alternatywa ta była sprzecznością nie do rozwiązania – interesy światowej reakcji wymagały wasalizacji Polski wobec niemieckiego faszyzmu, walka z faszyzmem bez walki z kapitalizmem była natomiast niemożliwa. Oto historyczno-społeczne podłoże „klęski wrześniowej” junty sanacyjnej. Klęska wrześniowa wynikała z logiki rządów sanacyjnych, a zalążki sanacji istniały już rządzie lubelskim. 7 listopada 1918 r. to ziarno kontrrewolucji, której gorzki owoc to 1 września 1939 r.
 
Rocznica ogłoszenia „rządu ludowego” Daszyńskiego powinna nam przypomnieć, że nie istnieje czysta, ponadklasowa demokracja. Istnieje alternatywa – albo panowanie proletariatu, albo panowanie burżuazji i staczanie się do reakcyjnego barbarzyństwa.
 
*****
 
Stajemy nieraz zdumieni wobec szeregu zjawisk współczesnej rzeczywistości. Jesteśmy nimi jakby zaskoczeni. Odnosimy wrażenie, jakby w naszych oczach słup ognia wydobył się nagle z ziemi. Tymczasem owe zjawiska nie wyskoczyły jak owa bogini z głowy Jowisza, Nie zrodziły się nagle. Nie powstały z dnia na dzień. Istniały w zarodku już od dawna. Przygotowywały się i dojrzewały. Początków ich szukać należy nieraz u samego wstępu naszej państwowości. I dlatego cofamy się dziś do epoki tzw. rządów ludowych. Już tam bowiem znajdziemy w stanie embrionalnym szereg czynników; które panują nad naszą teraźniejszością.
 
Stworzyliśmy sami legendę rządu ludowego. Była nam ona niegdyś potrzebna, gdyż miała pewne wartości agitacyjne, a może nawet wychowawcze. Zresztą legenda ta nie była kłamstwem. Legenda jest to częstokroć utrwalenie się w naszej świadomości pewnej epoki w tej formie, w jakiej ona nam w najlepszej wierze przedstawiała się podówczas. Tymczasem trzeba odróżnić dwie rzeczy: rzeczywistość i nasze odczucie rzeczywistości. Jeżeli między tymi dwoma czynnikami istnieje różnica — musi powstać legenda. Przeszłość w świetle naszych odczuć, naszych wrażeń będzie wtenczas inna niż jej oryginał, przekształci się w legendę. Przychodzą jednak chwile, kiedy można przystąpić do poznania przeszłości nie takiej, jaką się nam ona wydawała, ale takiej, jaką była istotnie. Legenda podówczas się rozwieje.
 
Jaka była legenda rządów ludowych? W krótkości wygląda ona tak. Powstał rząd robotniczo-chłopski. Wysunął on szeroki program polityczny, społeczny i kulturalny w duchu demokracji i socjalizmu. Atakowany z lewa i prawa, sabotowany przez klasy posiadające, niedostatecznie poparty przez społeczeństwo, musiał ustąpić. Na jedną rzecz pragniemy zwrócić uwagę. Pod pojęcie rządów ludowych w Polsce podpadają dwa rządy: 1) rząd lubelski pod przewodnictwem Daszyńskiego i 2) rząd warszawski pod przewodnictwem Moraczewskiego. Otóż w legendzie naszej oba te obozy zlewają się w jedną epokę o jednakowej podstawie ideowo-politycznej, w epokę, po zakończeniu której dopiero zaczęło się kształtowanie Polski jako republiki demokratycznoburżuazyjnej. I tak było istotnie w naszej świadomości, w świadomości mas popierających przewrót ludowy. Faktycznie jednak rzecz ta wyglądała zupełnie inaczej. Oba okresy — okres lubelski i okres warszawski — różnią się od siebie wielce.
 
Przełom, który zakończył rewolucję ludową i rozpoczął reakcję, dokonał się nie 16 stycznia 1919 roku — w dzień ustąpienia rządu Moraczewskiego, ale między 11 a 18 listopada 1918 roku, na przejściu między rządem lubelskim a warszawskim. Pozornie wydaje się to niesłuszne. Przecież skład personalny obu rządów był niemal ten sam, a ideowo zupełnie jednakowy. Przecież zmiana premiera odbyła się w obrębie tego samego kierunku ideowego. Przecież rząd ludowy warszawski pisał się na program rządu lubelskiego. Tak. Ale nie zmienia to postaci rzeczy, że rewolucja załamała się już w listopadzie 1918 r. Jej rozmach, rozpęd, jej siła twórcza właśnie zostały zahamowane. To, co się działo jeszcze, działo się rozpędem wziętym z Lublina. Nie było już jednak siły rozpędowej, która zapewniłaby ciągłość ruchu. Rozpędzone koło, z chwilą, gdy przestano je popędzać, zrobiło jeszcze kilka obrotów, wreszcie zatrzymało się i upadło. Moment upadku koła — to upadek rządu Moraczewskiego. Ale moment zatrzymania siły poruszającej — to owe przełomowe dni listopadowe, które poprzedziły powstanie tego rządu.
 
Co reprezentował rząd lubelski pod względem ideowym? Reprezentował on trzy idee: 1) ideę przewrotu polityczno-społecznego w duchu demokracji i socjalizmu, 2) ideę walki z okupantami, 3) ideę walki z własną reakcją, uosobioną podówczas w Radzie Regencyjnej.
 
Rząd lubelski ogłosił detronizację Rady Regencyjnej („Rada Regencyjna, działająca na szkodę narodu polskiego, z dniem dzisiejszym z woli ludu polskiego przestaje istnieć”), zapowiadał wyjęcie jej spod prawa, jeżeli dobrowolnie nie ustąpi, zapewnił, że „nie cofnie się przed surową i bezwzględną karą”, groził w razie oporu „postawieniem w stan oskarżenia przed trybunałem ludowym” i wzywał lud do „ścigania, ujęcia i oddania... w ręce władz wykonawczych” winnych.
 
Ponieważ ustąpienie Rady Regencyjnej na żądanie rządu lubelskiego nie było prawdopodobne, stanowisko rządu tego było zatem ogłoszeniem wojny domowej. Ten moment należy specjalnie podkreślić. „Reakcyjne i ugodowe rządy Rady Regencyjnej zostały przez lud obalone” — od słów tych zaczynała się odezwa rządu lubelskiego. Zostały obalone na pewnym terenie. Do obalenia ich na dalszych terenach rząd się szykował. Zdawało się, że wojna domowa rozgorzeje.
 
W tym momencie wrócił Piłsudski. Pierwszą jego myślą było — udać się do Lublina. Ale zaraz zmienił zdanie. Przyjął najpierw dowództwo, a potem władzę z rąk Rady Regencyjnej. Zwracamy uwagę na ten charakterystyczny moment. Wyłoniła się od razu sprzeczność koncepcyj, koncepcji rządu ludowego, uroczystego obalenia Rady Regencyjnej i koncepcji pokojowego przyjęcia od niej władzy. Sprzeczność tę stwierdza również Piłsudski w Poprawkach historycznych, gdy pisze, „że zarówno Daszyński, jak niektórzy z członków lubelskiego rządu chcieli urządzić rewolucję przeciwko regencji”. Ale co ważniejsze, zwrot ten obalał całkowicie koncepcję rządu lubelskiego co do organizacji władzy zwierzchniej w okresie przejściowym. Zgodnie z tą koncepcją władzę tę miał sprawować rząd rewolucyjny, powołany przez stronnictwa socjalistyczne i radykalnochłopskie z Daszyńskim jako prezesem. Piłsudskiego przewidywano jako naczelnego wodza. Prezydenta miał dopiero wybrać sejm.
 
To, co się stało w Warszawie, przewracało tę koncepcję zupełnie. Władzę zwierzchnią obejmował Piłsudski. On stawał się w okresie przejściowym źródłem wszelkiej władzy. Jasne było, że w owym okresie musi być jakaś forma dyktatury. Otóż zamiast dyktatury stronnictw rewolucyjnych -— następowała dyktatura Piłsudskiego. Że miała ona zupełnie inną treść polityczną i społeczną, jest dziś rzeczą niewątpliwą. I dlatego twierdzimy, że w tym momencie kończyła się rewolucja.
 
Istniał jeszcze potem rząd Moraczewskiego, przedłużenie optyczne rządu lubelskiego, ale istniał z woli Piłsudskiego i z jego woli ustąpił. Nie miał już pod sobą tej podstawy rewolucyjnej, na której opierał się rząd lubelski. Rada Regencyjna kapitulując przed Piłsudskim wiedziała dobrze, że pod względem społecznym oznacza to zupełnie coś innego niż kapitulacja przed rządem lubelskim. Dlatego też moment ten był przełomem.
 
Na horyzoncie dziejów Polski zarysowały się czynniki, z których kiedyś wyrośnie polityka przewrotu majowego i sojusz z konserwatystami. W każdym razie przewrót listopadowy stawał się, podobnie jak stanie się potem przewrót majowy — rewolucją bez rewolucyjnych konsekwencji. Rząd lubelski ustąpił. Ale nie bez wahań i nie bez odczucia zmiany, która się dokonywała. Piłsudski tak opisuje tę scenę: „Postawiłem tam kwestię zupełnie wyraźnie, żądając, żeby rząd się rozwiązał, pozostawiając mnie swobodę działania. Spotkałem opór ze strony pana Daszyńskiego i kwaśne miny ze strony części tego rządu. Zwróciłem się wtedy do pułkownika Śmigłego żądając odpowiedzi czy staje natychmiast pod moją komendę. Pułkownik Śmigły stanął na baczność i stwierdził, że zawsze był moim podwładnym i chce nim pozostać”. Przetłumaczone na język polityczny oznacza to, że rząd lubelski został pozbawiony współdziałania swej siły zbrojnej. Piłsudski pisze dalej: „Daszyński w imieniu rządu stwierdził jego rozwiązanie, dodając, że gdy odebrałem rządowi ministra wojny, rząd utrzymać się nie może”.
 
Przełomowość tego momentu jest jasna. A stanowisko Daszyńskiego i ów jego „opór” pozostanie piękną kartą w jego historii. Czyż i w tym wypadku nie dostrzegamy w zalążku tych czynników, które rozwinęły się i wystąpiły na powierzchnię życia politycznego w latach 1928—1930? Piłsudski obejmując władzę wniósł do niej szereg momentów, które radykalnie zmieniły charakter przewrotu listopadowego. Przypatrzmy się im kolejno. 1) Zmienił osobę premiera. Miał początkowo zamiar utrzymać Daszyńskiego, potem jednak zdecydował się na Moraczewskiego. Aczkolwiek obaj reprezentowali tę samą ideologię, zmiana ta nie była bez znaczenia. Oznaczała ona bowiem ustępstwo na rzecz endecji, która właśnie przez swego przedstawiciela Zbigniewa Paderewskiego żądanie to wobec Piłsudskiego wysunęła. Był to więc znowu krok wstecz od koncepcji walki z reakcją i wojny domowej, propagowanej przez rząd lubelski. 2) Sprzeciwił się nazwie rządu ludowego. „Nie chcę dopuścić — oświadczył — aby rząd był ubrany w jakiekolwiek przymiotniki, gdyż jest to śmieszne naśladownictwo eksperymentów idących od wschodu”. Znalazło to odbicie w deklaracji wstępnej złożonej przez Moraczewskiego dnia 21 listopada. Rząd nie nazywa tam już siebie rządem ludowym, ale tymczasowym rządem Republiki Polskiej. 3) Zażądał, aby rząd oparł się na platformie koalicyjnej. Koncepcja ta upadła chwilowo tylko dlatego, że endecja postawiła zanadto wygórowane żądania personalne, a inne ugrupowania umiarkowane nie chciały w rządzie bez endecji zostać. Widzimy tu zatem zalążki zarówno przyszłych rządów koalicyjnych, jak i Chjeno-Piasta. 4) Postawił rządowi kardynalny warunek „zaniechania jakiejkolwiek pracy prawodawczej i wprowadzenia jakichkolwiek praw o charakterze socjalnym”. Nie miało być zatem żadnych zmian zasadniczych, żadnych faktów dokonanych w dziedzinie ustroju społecznego, póki sejm się nie zbierze.
 
Należy lojalnie stwierdzić, że również rząd lubelski nie zamierzał takich faktów dokonanych tworzyć i odkładał wywłaszczenie wielkiej i średniej własności ziemskiej oraz uspołecznienie fabryk, kopalń i hut do okresu parlamentarnego. I to było jego niewątpliwym błędem.
 
Przewrót polityczny, który odkłada swe konsekwencje społeczne, stawia pod znakiem zapytania swoją własną trwałość. Rząd lubelski co prawda liczył na to, że wybory przeprowadzone po zwycięskiej wojnie domowej dadzą większość stronnictwom przewrotu społecznego. I na pewno byłyby one wypadły inaczej, niż wypadły po kapitulacji rządu Moraczewskiego. Przecież na tym terenie, który rząd lubelski zajął w drodze przewrotu i na którym rządził tylko pięć dni, mimo deprymującego wpływu późniejszej kapitulacji, zdobyły stronnictwa tego rządu 54,5% oddanych głosów, a 62,7%/o polskich głosów.
 
Ale odłożenie zasadniczych reform musiało oddziałać hamująco na przebieg rewolucji. Po zmianie rządu zasada utrzymania w okresie przejściowym podstaw społecznych panującego ustroju otrzymała charakter bezwzględny. A szanse zdobycia większości parlamentarnej wciąż malały.
 
Zwróćmy tu uwagę na pewien charakterystyczny szczegół. Rząd lubelski jednak w niektórych wypadkach odstępował od zasady czekania na sejm. W manifeście swoim ogłaszał natychmiastowe upaństwowienie majoratów i donacji i natychmiastowe upaństwowienie lasów rządowych i prywatnych. Rząd Moraczewskiego, który miał wszak możność w ciągu kilku tygodni swych rządów przystąpić do realizacji tych postulatów, zrzekł się tego zamiaru i w manifeście swym, cofając się o krok od manifestu lubelskiego zaliczył i tę dziedzinę do kategorii tych, które miały czekać, aż sejm się zbierze.
 
Był to rezultat postawionego temu rządowi przez Piłsudskiego warunku. Sejm nie omieszkał przekreślić wszystkich nadziei z nim związanych, zresztą rząd ludowy nie mógł nawet spełnić swej obietnicy przedłożenia sejmowi projektów owych ustaw o wywłaszczenie i socjalizację. Nie istniał już bowiem wtenczas. Ustąpił, i to nie na podstawie decyzji stronnictw ludowych, które rzuciły w Lublinie podwaliny pod rządy ludowe, ale z polecenia tego człowieka, który od połowy listopada 1918 r. posiadł pełnię władzy, polecenia, któremu skwapliwie podporządkował się premier rządu Moraczewski. Było to już jednak tylko logiczną konsekwencją wcześniejszego załamania się rozpędu rewolucyjnego.
 
Zagadnienie to zainteresowało nas jako wspomnienie historyczne, ale z punktu widzenia ogólniejszego zagadnienia taktyki okresu przejściowego. Rewolucja jest to nie tylko moment przewrotu, moment uchwycenia władzy, rewolucja jest to pewien okres historyczny, do którego przewrót jest tylko wstępem. Rewolucja i jej taktyka trwa tak długo, póki nie spełni swego celu. Jeżeli skończy się ona wcześniej, oznacza to, że poniosła klęskę. Jeżeli nie okaże się to jasno zaraz – okaże się to trochę później. A dalej — rewolucja nie może oddzielać swej treści społecznej od swej treści politycznej. Nie może odkładać swych celów społecznych. Nie może stawiać swej nadbudowy, póki nie założy swych fundamentów. Pod grozą klęski.
 
*****
 
Oryginalna publikacja: „Lewy Tor”, nr 3, 1935 r., str. 3-8
Źródło: Próchnik A. „Studia i szkice. 1864-1918”, KiW 1962, str. 238-245

Społeczność

future2