Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 31 gości.

Janina Ignasiak-Minkowska: Mój mandat poselski

czerwona_pięść.jpeg

Mandat poselski z okręgu łódzkiego uzyskałam w pierwszych dniach listopada 1932 r. Przypadł mi w ten sposób niemały zaszczyt: byłam jedyną posłanką - robotnicą i jedyną kobietą - komunistką w sejmie Polski sanacyjnej. 
 
 
 
W rewolucyjnym ruchu zawodowym i komunistycznym ruchu młodzieży brałam udział od 1926 r. Członkiem KPP zostałam w 1929 r. Ze względu jednak na nielegalny charakter mojej działalności politycznej szerokiemu ogółowi robotniczemu w Łodzi byłam mało znana. Objęty przeze mnie mandat był więc mandatem szczególnego rodzaju. Był przejawem wielkiego zaufania, jakim obdarzyły szerokie masy włókniarzy łódzkich, towarzysze mojej pracy i walki - prześladowaną i znienawidzoną przez burżuazję Komunistyczną Partię Polski. 
 
 
 
Starsi robotnicy pamiętają dobrze, że mandaty komunistyczne w sejmie burżuazyjnym trzeba było zdobywać w wytrwałej i ofiar-. nej walce, w warunkach niczym nie osłoniętego terroru policyjnego. Pamiętają również, że w walce o swe legalne przedstawicielstwo rewolucyjne klasa robotnicza miała przeciwko sobie zwarty front obszarnictwa, wielkiego kapitału, bogaczy wiejskich i prawicowych przywódców PPS. 
 
 
 
Już po tygodniu piastowania mandatu podjęłam sprawozdawczą akcję poselską. Poczuwałam się do obowiązku niesienia swym wyborcom słów prawdy o tym, co dzieje się w Polsce i poza jej granicami, prawdy, której nie mogli oni znaleźć w prasie sanacyjnej i prawicowo-socjalistycznej. I oto zetknęłam się osobiście i bezpośrednio z terrorem podkomendnych ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Składkowskiego, usiłującego odgrodzić za wszelką cenę posłów komunistów od mas robotniczych. 
 
 
 
Moim "chrztem bojowym" stał się mój pierwszy wiec sprawozdawczy, odbyty przed Widzewską Manufakturą w dniu 14 listopada 1932 r. Sądzę, że młodzi robotnicy, wolni obywatele Polski Ludowej zechcą poznać dokładniej ówczesną rzeczywistość sanacyjną. Poznać po to, by nauczyć się lepiej cenić szczęście naszej ludowej rzeczywistości. Przebieg wiecu przed "Wimą" odtwarzam na podstawie ;,Komunikatu prasowego Komunistycznej Frakcji Poselskiej" z listopada 1932 r., który przypadkowo ocalał i trafił obecnie w moje ręce z archiwum KC PZPR: 
 
 
 
"...Towarzyszka Ignasiak - podał wspomniany komunikat - zwróciła się do zebranych z przemówieniem, w którym nawiązała do przypadającej w listopadzie czternastej rocznicy rządów burżuazji w Polsce i piętnastej rocznicy istnienia ZSRR. 
 
 
 
Po kilku minutach przemówienia posłanki jeden z obecnych przed fabryką policjantów - mimo oświadczenia tow. Ignasiak, że jest posłanką - usiłował przerwać jej przemówienie i aresztować ją. Wśród okrzyków: "Nie dać naszej posłanki!" robotnice odepchnęły policjanta, po czym z posłanką na czele ruszyły ulicą. Odbył się "chodzący wiec". Robotnice głośno wyrażały swą sympatię dla Komunistycznej Frakcji Poselskiej i tow, Ignasiak. 
 
 
 
W międzyczasie przed fabrykę wyległa cała zmiana. Na widok masy robotniczej tow. Ignasiak podążyła z powrotem przed fabrykę. Tutaj jednak kilku policjantów otoczyło posłankę i grożąc dobytymi rewolwerami przystawionymi z obu stron do skroni, zmusiło ją, ażeby udała się do komisariatu policji. Protesty tow. Ignasiak były energicznie podchwytywane przez robotnice i robotników, którzy ławą ruszyli za posłanką i policją przed komisariat. Grożąc w dalszym ciągu użyciem broni, policja wepchnęła posłankę do bramy komisariatu, aresztując jednocześnie za opór dwie robotnice i jednego robotnika. 
 
 
Silny oddział policji rozpędzi} masę robotniczą sprzed komisariatu, po czym dopiero tow. Ignasiak została uwolniona. Aresztowanych wraz z nią zatrzymano - mimo jej protestów - w komisariacie". 
 
 
 
W pamięci utkwił mi dobrze przebieg jednej z późniejszych ma-sówek przed fabryką Geyera. Po tej odbytej bez większych przeszkód masowce poprowadziłam demonstrację geyerowców i robotników innych fabryk pod konsulat hitlerowskich Niemiec przy ul. Piotrkowskiej. Była to zorganizowana w r. 1933 przez Łódzki Komitet KPP bojowa demonstracja przeciwko toczącemu się w tym czasie procesowi tow. Dymitrowa. W pobliżu konsulatu demonstracja zaatakowana została przez oddziały policji pieszej i konnej. Robotnicy stawiali dzielnie opór. Mnie osobiście szpicle i mundurowi wciągnęli siłą do bramy konsulatu niemieckiego, gdzie zostałam zelżona i dotkliwie pobita. W międzyczasie policja szarżowała na demonstrantów. Wypuszczono mnie już po całkowitym zlikwidowaniu demonstracji. 
 
 
 
Takie same niemal sceny i gwałty policji towarzyszyły wszystkim wiecom i masówkom, w jakich brałam udział w ciągu 2]/i lat mojej działalności poselskiej. Działo się to zarówno w Łodzi i okręgu łódzkim jak w Warszawie i Zagłębiu Dąbrowskim. Wystąpienia moje organizowane były przez miejscowe organizacje KPP. Wbrew wszelkim represjom nieugięci i ofiarni bojownicy byli zawsze tam, gdzie były masy robotnicze, służąc im jako wzór hartu i postawy rewolucyjnej. 
 
 
 
Należy jeszcze podkreślić, że kontakt nasz, posłów komunistycznych, z organizacjami partyjnymi tropionymi przez szpicli i policję był niezmiernie utrudniony. Członkowie Komunistycznej Frakcji Poselskiej byli systematycznie i natarczywie śledzeni. Już samo powitanie mnie na ulicy przez znajomego towarzysza lub towarzyszkę często pociągało za sobą ich aresztowanie. Gdy zbliżały się demonstracje majowe lub też podczas trwania akcji strajkowych szpicle nocowali zazwyczaj pod drzwiami mego mieszkania w Łodzi. Ażeby wydostać się spod "opieki" szpiclowskiej, zmuszona byłam nieraz chwytać się takich środków, jak przebieranie się lub wydostawanie z podwórza przez płoty itp. 
 
 
 
Moja działalność poselska przypada na okres, w którym toczyła się pamiętna wielka walka strajkowa włókniarzy Łodzi i innych ośrodków przemysłowych (marzec-kwiecień 1933 r.). Walka ta, jak wiadomo, przybrała formę długotrwałego strajku powszechnego o wyraźnym charakterze politycznym. Strajk toczył się nie tylko o zawarcie umowy zbiorowej, kiórą zerwali przemysłowcy, i o podwyżkę płac (przywrócenie zarobków z 1928 r.), lecz również o cofnięcie uchwalonej przez sejm Piłsudskiego ustawy anty ubezpieczeniowej. 
 
 
 
Duszą i organizatorem strajku była i mogła być tylko nasza rewolucyjna, marksistowska partia i kierowana przez nią lewica związkowa. Jej też, naszej partii, zawdzięczał proletariat łódzki ówczesne swe częściowe zwycięstwo (zawarcie umowy zbiorowej), zwycięstwo które byłoby pełniejsze, gdyby nie odstępstwo i zdrada w chwili decydującej agentów burżuazji w ruchu robotniczym. 
 
 
 
Dni wielkiego strajku łódzkiego pozostaną zawsze w mej pamięci. Nigdy jeszcze dotąd nie widziałam tak mężnej i godnej postawy robotników-komunistów, przeciwstawiających się nieugięcie rozszalałemu terrorowi faszystowskiemu. Była to postawa ludzi walczących nie tylko o swe doraźne żądania i poprawę bytu, lecz również o swe wielkie cele - i była to postawa ludzi świadomych, że do nich należy przyszłość. 
 
 
W te dni masy robotnicze zalewały ulice i nie dawały się z nich usuwać. Brałam udział w wielkich wiecach i demonstracjach na Wodnym Rynku, na pl. Reymonta, na Małym Rynku itd. Policja uniemożliwiła mi jednak wzięcie udziału w demonstracyjnym pogrzebie tow. tow. Sychowskiego, Szatkowskiego, Puszą i Sokołow-skiego z Pabianic, którzy padli w walce z przemocą faszystowską. 
 
 
 
Wróg klasowy starał się zakneblować usta posłom komunistycznym również i w sejmie. Nie pamiętam wystąpienia swego z trybuny sejmowej, które by nie zakończyło się odebraniem mi głosu przez marszałka. 
 
 
 
Pierwsze moje przemówienie w sejmie dotyczyło ustawy o poborze rekruta na r. 1933. Zwyczajem burżuazyjnego sejmu stało się nie dopuszczanie posłów komunistycznych do głosu w dyskusji na tak "drażliwy" temat. Niespodziewanie głosu mi udzielono. Widocznie jednak po to, ażeby raz na zawsze zniechęcić  mnie do przemawiania z trybuny sejmowej. 
 
 
 
Gdy rozpoczęłam przemówienie, zerwała się niebawem prawdziwa burza prowokacyjnych, cynicznych okrzyków i wyzwisk. Przerywano mi szczególnie zajadle i gwałtownie, gdy stwierdzałam, że synowie robotników i chłopów, odziani w mundury żołnierskie, nie dadzą się użyć za narzędzie do dławienia walki robotniczej i chłopskiej, dławienia walki o byt i elementarne prawa ludu. Wskazałam na to, że żołnierz polski nie chce wojny imperialistycznej, wojny przeciwko jedynemu na świecie państwu robotniczo-chłopskiemu. Wśród wycia całej faszystowskiej czeladzi sejmowej odebrano mi głos. 
 
 
 
Pamiętam jeszcze fakt odebrania mi głosu przez marszałka sanacyjnego sejmu Switalskiego w dyskusji nad nowelą do ustawy ubezpieczeniowej - za to tylko, że zamachowi sanacji na ubezpieczenia społeczne przeciwstawiałam szeroki i stały rozwój ubezpieczeń społecznych w ZSRR. 
 
 
 
Prawdy o państwie budującego się socjalizmu - tego najwięcej obawiała się rządząca sanacja. 
 
 
 
Dodam jeszcze kilka uwag o roli frakcji sejmowej w rewolucyjnej walce wyzwoleńczej mas ludowych. 
 
 
Komunistyczna Partia Polski słusznie nakreślała zadania swych przedstawicieli w sejmie. Polegały one na konsekwentnej obronie z trybuny sejmowej interesów mas pracujących - i w nie mniejszej mierze na propagandzie rewolucyjnej. Polegały one na demaskowaniu polityki wrogów klasowych i oportunistów w celu szybszego uświadomienia i zjednoczenia mas pod przewodem rewolucyjnej partii proletariatu, w celu szybszego wyzbycia się przez masy złudzeń co do istoty burżuazyjnej demokracji i parlamentu burżuazyjnego. W ten sposób pojmowana walka parlamentarna posłów komunistów była w całości podporządkowana celom i zadaniom walki masowej poza parlamentem. 
 
 
 
Taki charakter posiadała istotnie działalność sejmowego przedstawiciela KPP, Komunistycznej Frakcji Poselskiej, która - w różnym  składzie  liczbowym i osobowym - w ciągu 3 kadencji  sejmu godnie i z poświęceniem spełniała na tym odcinku frontu klasowego swój obowiązek rewolucyjny. 
 
 
 
Oto jak oceniało działalność frakcji sejmowej kierownictwo partii w uchwale VII Plenum KC KPP: 
 
 
 
,,KC stwierdza, że Komunistyczna Frakcja Poselska od początku jej powstania aż do chwili obecnej trzymała twardo i nieustępliwie sztandar rewolucyjny i dokłada wszelkich starań, aby sprostać swym trudnym zadaniom. W sejmie, w atmosferze powszechnego szczucia i ujadania, posłowie korzystali z każdej sposobności, by rozwijać wśród mas poglądy komunistyczne, by piętnować zbrodnie rządu, odsłaniać sprężyny polityki burżuazyjnych stronnictw, demaskować obłudę i zdradę ugodowych wodzów drobnomieszczańskich partii. 


Poza sejmem nieustraszeni wobec terroru faszystowskich bojówek wszelkiego typu: endeckich, pepesowskich i strzeleckich, wobec wiszącej wciąż nad nimi groźby aresztowania i więzienia, posłowie występowali na setkach wieców i zgromadzeń publicznych, zagrzewając masy do walki, wzywając je do organizowania się i skupienia wokół partii komunistycznej, wokół bloku robotniczo-chłopskiego". 
 
 
Jak już wspomniałam, zasadniczo odmienną była działalność sejmowa i pozasejmowa prawicowego ZPPS (Związku Parlamentarnego Polskich Socjalistów). Działalność ta była nacechowana zdecydowanie wrogą postawą wobec Komunistycznej Frakcji Poselskiej. Posłowie PPS odmawiali jakiegokolwiek poparcia interpelacjom i wnioskom posłów komunistycznych. Jako przewodniczący i członkowie komisji sejmowych (do których komuniści nie mieli dostępu) na równi z przedstawicielami jawnej reakcji sabotowali wnioski komunistyczne, chowając je pod sukno - bo przeważnie nie wystarczało im odwagi, ażeby jawnie przeciwko nim głosować. 
 
 
W zgodzie z burżuazyjną większością sejmu prawicowi przywódcy PPS szczuli przeciwko posłom komunistycznym, broniącym z trybuny sejmowej interesów mas ludowych. Marszałek Daszyński z niemałą gorliwością kneblował usta członkom    Frakcji  Komunistycznej, zwłaszcza wówczas, gdy omawiali postępy budownictwa socjalistycznego w Związku Radzieckim. 
 
 
U boku Komunistycznej Frakcji Poselskiej w różnych okresach stawały grupy polskiej, ukraińskiej i białoruskiej lewicy chłopskiej, jak Niezależna Partia Chłopska, Białoruska Hromada, USDP, "Selrob-Lewica" itp., tworząc wraz z nią i pod jej przewodem sejmowy blok robotniczo-chłopski. 
 
 
Największą chyba zasługą tego bloku była stoczona przezeń w sejmie i głośna swego czasu walka o ziemię dla chłopów bez wykupu. Była to największa batalia rewolucyjnej lewicy w polskim sejmie burżuazyjnym, która odbiła się głośnym echem w całym kraju, przede wszystkim w masach chłopskich. Kampania ta oceniona została przez KC KPP (uchwała VII Plenum) jako "wielka zasługa Frakcji Poselskiej".   W jej wyniku Frakcja - jak stwierdza KC - 
"...przyczyniła się bardzo do spopularyzowania hasła "ziemia bez wykupu" i sojuszu robotniczo-chłopskiego oraz przekonania szerokich mas chłopskich, że komuniści są najlepszymi i najwierniejszymi ich obrońcami i przywódcami." 
 
 
 
Niesłuszne byłoby pominięcie jeszcze jednej chlubnej karty z dziejów Frakcji Sejmowej KPP. 
 
 
 
Mam na myśli jej konsekwentną, wynikającą z internacjonalistycznych tradycji KPP, zgodną z zasadami marksizmu-leninizmu postawę w kwestii narodowej. Walka z wszelkimi przejawami ucisku narodowego w Polsce - z wynaradawianiem i krwawymi "pacyfikacjami" na Ukrainie i Białorusi zachodniej oraz z hecą pogromową w okresie faszyzmu - przebiegała czerwoną nicią przez całą działalność Frakcji Poselskiej. Tak jak cała partia, posłowie komunistyczni głosili w sejmie i w masach prawo narodów podbitych do samookreślenia aż do oderwania się od Łmperialistycznego państwa polskiego. 
 
 
 
Frakcja Sejmowa przyczyniła się w poważnej mierze do popularyzacji w masach polskich osiągnięć socjalistycznego budownictwa w Związku Radzieckim, walczyła w sejmie i poza sejmem z przygotowaniami wojennymi imperializmu polskiego przeciw ZSRR, krzewiła wytrwale ideę przymierza ze Związkiem Radzieckim jako najpewniejszej rękojmi postępu i niepodległości Polski. 
 
 
JANINA IGNASIAK-MINKOWSKA
 


Tekst pochodzi ze zbioru: „KPP -wspomnienia z pola walki" Książka i Wiedza, Warszawa 1951, strony 145-151.

Społeczność

Sierp i młot