Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 35 gości.

Piotr Kuligowski: Bolszewicy pod lupą Róży Luksemburg

róża_luksemburg_2.jpg

 
 
 

Publikujemy powyższy artykuł jako suplement do pracy Róży Luksemburg "Rewolucja Rosyjska" (http://1917.net.pl/?q=node/3282). Autor wyjaśnia w nim czemu opinia Róży Luksemburg o bolszewikach była taka a nie inna
 
 
Redakcja WR
 
Róża Luksemburg poprzez swą pracę teoretyczną na stałe wpisała się w poczet klasyków myśli socjalistycznej. Jej dzieła są do dziś obowiązkowymi lekturami studentów ekonomii w wielu krajach świata. Luksemburg była jednak nie tylko analitykiem ekonomii kapitalistycznej, ale i uważną obserwatorką i komentatorką współczesnych jej wydarzeń, w tym trzech rewolucji w Rosji – w 1905, w lutym 1917 i w październiku tego samego roku.
 
 
 
 
 
Jako rewolucjonistka, osoba czynnie działająca w ruchu socjalistycznym, Luksemburg pisała swoją analizę wydarzeń roku 1917 z niemieckiego więzienia, w którym została osadzona za swoją działalność antywojenną. To powodowało, że docierające do niej informacje na temat wydarzeń w Rosji ulegały znacznym zniekształceniom i przeinaczeniom. Problem manipulacji faktami, jakich dopuszczają się bez żenady media głównonurtowe, znany jest dziś każdemu, kto interesuje się bieżącą polityką i stara się choć trochę krytycznie na nią patrzeć. Na początku XX wieku, gdy środki masowego przekazu były jeszcze mniej zaawansowane, problem odcięcia od rzetelnych informacji o bieżących wydarzeniach był jeszcze bardziej palący. Niemiecka propaganda na wszystkie sposoby starała się zohydzić zmęczonemu wojną społeczeństwu alternatywną drogę rozwoju, jaką zaczęli realizować razem z bolszewikami robotnicy rosyjscy. Trudno się dziwić, że jeszcze bardziej zmanipulowane wiadomości docierały do Luksemburg. Zwraca na to uwagę w swej publikacji pt. "Wokół terroru białego i czerwonego 1917-22" Andrzej Witkowicz, cytując wojenny pamiętnik Rollanda, w którym ten w 1918 roku pisze:
 
 
 
 
 
"[Mikołaj Rubakin, historyk nie związany z bolszewikami] Z obrzydzeniem mówi o rosyjskiej agencji prasowej, przekupionej przez aliantów i mającej za zadanie zniesławić oszczerstwami rząd bolszewicki. Wśród tysiąca i jeden kłamstw przytacza metodę następującą: przez trzy miesiące robić wyciągi z dzienników rosyjskich, gromadzić w ten sposób fakty o rozruchach w różnych miejscach, pod różnymi datami, zebrać je w jeden pęczek i podać jako okropne opowiadanie o jednym tylko dniu anarchii!"[1]
 
 
 
 
Witkowicz cytuje także Russella, który proponował "zachęcić uczniów do obliczenia ile razy Trocki zamordował Lenina".[2]
 
 
 
 
Ponadto na wstępie należy z całą mocą podkreślić, iż Róża Luksemburg była przeciwna publikacji krytycznej wobec bolszewików pracy, czyli "Rewolucji rosyjskiej", bowiem chciała ją dopracować. Uniemożliwiła to jednak męczeńska śmierć rewolucjonistki, po której tekst został wydany, i przekuty przez socjaldemokratów w oręż propagandowy przeciwko czerwonemu październikowi.
Od 1905 do 1917 – droga ku rewolucji
Róża Luksemburg jako punkt wyjścia do swych rozważań o rewolucji październikowej czyni stwierdzenie, jakoby wydarzenia z 1917 roku były swoistą kontynuacją zajść sprzed 12 lat. W pracach pod tytułem "Rewolucja w Rosji" i "Rewolucja rosyjska", pisząc o rewolucji lutowej, stwierdza ona:
 
 
 
"Jeżeli rewolucja w Rosji zwyciężyła dziś tak szybko, już po kilku dniach, to tylko i wyłącznie dlatego, że w swej historycznej treści jest ona jedynie kontynuacją wielkiej rewolucji lat 1905-1907. Kontrrewolucja mogła ją stłumić tylko na krótki czas (...)".[3]
 
 
 
"(...) rewolucja 1917 była bezpośrednią kontynuacją tej z lat 1905-1907, a nie podarkiem niemieckich "wyzwolicieli". W marcu 1917 ruch nawiązał bezpośrednio do tego punktu, w którym urwała się jego działalność przed dziesięciu laty".
Trudno się z powyższymi sądami nie zgodzić,. W podobnym tonie zresztą – choć bardziej sięgając wstecz – wypowiadał się Lew Trocki w autobiografii pt. "Moje życie":
 
 
 
"Lata dziewięćdziesiąte przynoszą ze sobą strejki robotnicze i idee marksizmu. Nowa fala osiąga swój punkt kulminacyjny w pierwszem dziesięcioleciu nowego wieku: to rok 1905".[4]
 
 
 
Obaj rewolucjoniści doskonale rozumieli, iż siła stopniowo wzbierająca w Rosji wybuchła z całym impetem w roku 1905. Po wielu latach wzrostu niezadowolenia robotników i chłopów "Krwawa Niedziela" – ostrzelana przez carskich żołnierzy pokojowa manifestacja z prośbą o działania na rzecz poprawy bytu najuboższych – nie tylko raz na zawsze obaliła mit "dobrego cara", ale i skłoniła najbardziej pokrzywdzone warstwy społeczeństwa do wzięcia spraw w swoje ręce. Dlatego po raz pierwszy szerokie masy społeczne zaangażowały się w politykę, wysuwając samodzielne postulaty – najpierw odnoszące się głównie do ich codziennych problemów ekonomicznych, następnie zaś idące coraz dalej. Doszło do umasowienia partii politycznych , co było w Rosji zupełną nowością - o ile bowiem na zachodzie istniały już masowe partie robotnicze, o tyle w Rosji zawiązywały się dopiero zalążki tychże. W listopadzie i październiku 1905 doszło do największego w historii Imperium Rosyjskiego strajku. Wzięło w nim udział ok. półtora miliona robotników, z czego aż 2/3 z pobudek czysto politycznych. Zmusiło to spanikowanego cara do wydania Manifestu, w którym zapowiadano przeprowadzenie reform demokratycznych. A wszystko to działo się spontanicznym wysiłkiem zwykłych ludzi. Lewicowe partie w Rosji były bowiem – z wielu powodów - w bardzo słabej kondycji.
 
 
 
Pomimo znaczących zmian w społecznej świadomości (które w innych warunkach wymagałyby wielu lat cierpliwej agitacji), masy same nie były w stanie wyartykułować dalej idących postulatów, które godziłyby w podstawy systemu. Wpisuje się to znakomicie w marksistowską teorię polityczną, w myśl której sami robotnicy, bez demokratycznego marksistowskiego kierownictwa, nie są w stanie samodzielnie dokonać pełnej analizy sytuacji, wskazać najlepszych środków działania, a tym samym dokończyć rozpoczętego procesu przemian przejściem do gospodarki socjalistycznej. Mogą oni co najwyżej obalić uciskający ich reżim i zastąpić go republiką, w której nowy rząd – pod ich presją - spełni część ludowych postulatów, nie chcąc jednak i nie mogąc rozwiązać systemowych podstaw istnienia niesprawiedliwości i wyzysku. W tym miejscu warto nakreślić jedną z kwestii, która różniła Lenina i Luksemburg. O ile bowiem Włodzimierz Uljanow twierdził, że rewolucja 1905 może przerodzić się w rewolucję socjalistyczną (co stało się w 12 lat później), o tyle Luksemburg takiej możliwości nie zakładała, licząc jedynie na obalenie cara. Ponadto działająca w Polsce i Niemczech rewolucjonistka inaczej rozkładała akcenty w swojej analizie relacji między rewolucyjnymi masami a partią. W ocenie Luksemburg to od postawy robotników zależał status i polityka partii, zatem to od nich, ich kreatywnej działalności i determinacji, w ostatecznym rozrachunku uzależniony był los rewolucji. Jej pogląd w tej sprawie zdawał się potwierdzać we wspomnianym już, żywiołowym, największym w historii proteście pracowniczym.
 
 
 
Pokój nadrzędnym celem (i zadaniem) ruchu pracowniczego
 
 
 
W roku 1917 w Rosji doszło do obalenia cara. Rząd Tymczasowy, rekrutujący się z szeregów liberałów i konserwatystów, nie realizował jednak postulatów wysuwanych przez coraz bardziej zradykalizowane – pod wpływem działalności partii lewicowych oraz własnych doświadczeń – masy, z których najważniejszym było wycofanie się Rosji z najbardziej bodaj bezsensownego konfliktu zbrojnego w historii. Jak słusznie zauważyła Luksemburg, najbardziej palącą potrzebą społeczeństwa rosyjskiego (i nie tylko zresztą) było jak najszybsze doprowadzenie do pokoju. Rozumieli to także zwykli ludzie, którzy – bez jakiegokolwiek partyjnego kierownictwa – organizowali manifestacje i rady robotnicze. Na stronę protestujących masowo przechodzili żołnierze.
Sytuacja ta bardzo inspirowała zdeklarowaną przeciwniczkę militaryzmu, jaką była Róża Luksemburg. Po haniebnej, kapitulanckiej postawie niemieckiej socjaldemokracji – SPD (której członkiem była w 1914), która zgodziła się na udzielenie kredytów w celu rozpoczęcia wojny,. zaczęła się ona coraz bardziej od partii dystansować przez cały czas była za realizacją lewicowego hasła, iż z tak wielkiej, i tak bezsensownej wojny można wyjść tylko drogą rewolucji.
 
 
 
W podobnym tonie wypowiadał się Lenin w pierwszej z "Tez kwietniowych":
 
 
 
"(...) wskazywać na nierozerwalny związek kapitału z wojną imperialistyczną, dowodzić, że nie można zakończyć wojny istotnie demokratycznym, a nie narzuconym przemocą pokojem, nie obalając kapitału".[5]
Zresztą już w 1914 roku francuski socjalista Jean Jaures nawoływał do rozpoczęcia powszechnego strajku, który uniemożliwiłby produkcję na potrzeby armii i sparaliżował cały kraj, uniemożliwiając uczestniczenie w bezsensownej rzezi na froncie.
 
 
 
Polsko-niemiecka rewolucjonistka dostrzegała jednak w kwestii pokoju pewne, frapujące ją sprzeczności. Oto bowiem – jej zdaniem – jeśli Rosja zawrze samodzielnie pokój z Niemcami, to wojna toczyć się będzie dalej, na innych frontach. Uważała ona, że kres konfliktowi zbrojnemu przynieść mogą tylko wystąpienia mas we wszystkich krajach, uwikłanych w wojnę. Jeśli zaś Rosja zdecydowałaby się kontynuować działania zbrojne, doprowadziłoby to do podsycania płomienia konfliktu i prowadziło do dalszej zagłady tysięcy ludzi na froncie. Gdyby kraj ten wybrał trzecią z możliwości, czyli bierność na froncie bez zawierania pokoju, byłoby to działanie na korzyść niemieckiego imperializmu i jeszcze bardziej umocniłoby jego fundamenty. Dlatego też, zdaniem Luksemburg, rewolucja w Rosji znalazła się "między Scyllą a Charybdą".
 
 
 
Zbieżność myśli marksistów we wszystkich krajach Europy – mimo formułowania podobnych wniosków innymi słowami – uwidacznia się, gdy zauważymy podobieństwa między poglądami Luksemburg a przesłaniem wydanej przez Lenina w 1915 roku broszury "Socjalizm a wojna". Pogląd o niemożności budowy socjalizmu w jednym tylko kraju to również jeden z filarów koncepcji rewolucji permanentnej, sformułowanej z kolei przez Lwa Trockiego, który w "Zdradzonej rewolucji" pisał:
 
 
 
"Socjalistyczna rewolucja zaczyna się na fundamentach narodowych. Ale nie może się ona dopełnić w tych granicach. [...] Międzynarodowa rewolucja stanowi permanentny proces, wbrew tymczasowym odpływom i przypływom".
 
 
 
Te same wnioski pojawiają się w analizie Luksemburg, gdy pisała ona, że: "Losy rewolucji rosyjskiej zależały bez reszty od wydarzeń międzynarodowych. To, że bolszewicy całkowicie nastawili swoją politykę na rewolucję światową, jest właśnie najwspanialszym świadectwem ich politycznej dalekowzroczności i wierności zasadom, śmiałości projektu ich polityki".
 
 
 
Poza Rosją rewolucja odniosła zwycięstwo jedynie w jeszcze bardziej zacofanej Mongolii, choć do robotniczych wystąpień dochodziło w wielu krajach świata: od Korei począwszy, przez wspomnianą Mongolię, po Finlandię, Węgry i Niemcy. Przeprowadzenie udanej rewolucji w tym ostatnim kraju było kluczem do triumfu socjalizmu na skalę międzynarodową. To się jednak nie powiodło. Nie bez odpowiedzialności pozostają tutaj również Luksemburg, Liebknecht i ich najbliżsi współpracownicy, którzy najpierw odżegnywali się do rewolucji na wzór rosyjski, działając nadal w obrębie zdegenerowanej całkowicie SPD, a następnie, widząc spadek fali buntu, organizując Komunistyczną Partię Niemiec, która nie mogła zdobyć szerokiego masowego poparcia. Niemiecka prawica, mając już w pamięci nieudolność rosyjskiego Rządu Tymczasowego, wykorzystała te błędy z całą bezwzględnością. Luksemburg i Liebknecht zostali zamordowani, a ich morderstwo było jedynie sygnałem do rozpoczęcia masakry tysięcy robotników zaangażowanych w ruch na rzecz zmian systemowych.
Z tych właśnie przyczyn, a także z powodu fatalnej sytuacji gospodarczej i zwyczajnej niemożności dalszego prowadzenia wojny, bolszewicy zmuszeni byli do zawarcia odrębnego pokoju.
 
 
 
Prawo do samostanowienia – frazes, czy przejaw internacjonalizm?
 
 
 
Już w 1914 roku Lenin napisał pracę "O prawie narodów do samostanowienia", w której opowiedział się za niepodległością krajów uciskanych ( w tym Polski). Róża Luksemburg w swym tekście "Rewolucja rosyjska" stanowczo się owej koncepcji sprzeciwiała. Zdaniem rewolucjonistki hasło zawarte w tytule pracy Lenina to "frazes" i "pusta drobnomieszczańska frazeologia". Pisała ona:
 
 
 
"Podczas gdy [bolszewicy – P.K.] demonstrowali bardzo chłodno swe lekceważenie w stosunku do zgromadzenia konstytucyjnego, powszechnego prawa wyborczego, wolności prasy i zgromadzeń, krótko mówiąc, w stosunku do całego aparatu podstawowych demokratycznych wolności mas ludowych, które wszystkie razem tworzyły »prawo do samostanowienia« w samej Rosji, to prawo narodów do samookreślenia traktowali jak klejnot polityki demokratycznej, ze względu na który musiały zamilknąć wszystkie praktyczne punkty widzenia realnej krytyki".
 
 
 
Słuszność leninowskiego hasła o samostanowieniu narodów najlepiej ukazać na przykładzie sytuacji w Gruzji w 1922 roku, kiedy to Stalin, wraz z grupą swoich współpracowników, starał się stworzyć z tego kraju republikę buforową. Lenin zaś – w przeciwieństwie do epigonów - dostrzegł w tej sprawie groźbę pogwałcenia czystości i praworządności rewolucji oraz odrodzenia wielkorosyjskiego nacjonalizmu. Uznawał on jedynie unię republik, funkcjonującą na zasadzie współpracy w zakresie militarnym i dyplomatycznym, pozostawiając jednocześnie pełną autonomię ludowym komisariatom poszczególnych republik. Koncepcja ta została przezeń przedstawiona na Zjeździe Rad zaledwie kilka miesięcy przed tym, jak bliski współpracownik Stalina Sergo Ordżonikidze pobił sprzeciwiającego się temu pomysłowi członka kierownictwa Komunistycznej Partii Gruzji Filipa Mdiwaniego. Po tym wydarzeniu Lenin pisał:
 
 
 
"Jeśli doszło do tego, że Ordżonikidze mógł się zapędzić aż do użycia przemocy fizycznej, o czym zakomunikował mi tow. Dzierżyński, to można sobie wyobrazić, w jakie bagno stoczyliśmy się... Należy odróżniać nacjonalizm narodu uciskającego od nacjonalizmu narodu uciskanego, nacjonalizm narodu wielkiego od nacjonalizmu narodu małego. W stosunku do tego drugiego nacjonalizmu my, narodowcy wielkiego narodu, okazujemy się prawie zawsze w praktyce historycznej winnymi niezliczonej ilości gwałtów a nawet więcej — sami nie dostrzegamy, że popełniamy niezliczoną ilość aktów przemocy i zniewag; wystarczy tylko, gdy powołam się na swe własne wspomnienia nadwołżańskie, na to, jak u nas traktują obcoplemieńców, jak o Polaku nie powiedzą inaczej niż »polacziszka«, jak Tatara zwą zawsze drwiąco »kniaz«, Ukraińca — »chochoł«, Gruzina i innych obcoplemieńców kaukaskich — »kapkazskij czełowiek«.
 
 
 
Dlatego też internacjonalizm narodu uciskającego, czyli tak zwanego »wielkiego« (choć jest on wielki tylko swą przemocą, wielki tylko jako wielki dzierżymorda), powinien polegać nie tylko na przestrzeganiu formalnej równości narodów, lecz i takiej nierówności, która rekompensowałaby ze strony narodu uciskającego, narodu wielkiego, tg nierówność, która kształtuje się w życiu faktycznie. Kto tego nie zrozumiał, ten nie zrozumiał, co to jest prawdziwie proletariacki stosunek do kwestii narodowej, ten w gruncie rzeczy trwa na pozycjach drobnomieszczańskich i dlatego nie może nie staczać się ustawicznie na pozycje burżuazyjne..."[6]
 
 
 
Pozostaje tylko podpisać się pod powyższymi słowami obiema rękami. Ponadto Luksemburg zwracała uwagę, iż wyzwolone spod rosyjskiego jarzma republiki, takie jak Polska, Ukraina, Białoruś, Litwa czy Finlandia, zamiast okazać wdzięczność, ruszyły z bronią w ręku przeciwko rządowi rewolucyjnemu. Jednak i na to Lenin przekonująco odpowiedział, oddajmy więc mu głos:
"Szkoda, jaka może wyniknąć dla naszego państwa z powodu braku unifikacji aparatów narodowych z aparatem rosyjskim, będzie nieporównanie mniejsza, nieskończenie mniejsza od szkody wyrządzonej nie tylko nam, lecz również całej Międzynarodówce, setkom milionów ludzi narodów Azji, która ma w najbliższej przyszłości w ślad za nami wstąpić na widownię historyczną. Byłoby niewybaczalnym oportunizmem, gdybyśmy w przededniu tego wystąpienia Wschodu i w zaraniu jego przebudzenia podkopywali w jego oczach swój autorytet nietaktownością i niesprawiedliwością wobec naszych własnych obcoplemieńców."[7]
 
 
 
Nic dodać, nic ująć.
 
 
 
Mit antydemokratyzmu bolszewików
 
 
 
W jednym z wcześniej przytoczonych cytatów ("[bolszewicy – P.K.] demonstrowali bardzo chłodno swe lekceważenie w stosunku do zgromadzenia konstytucyjnego, powszechnego prawa wyborczego, wolności prasy i zgromadzeń, krótko mówiąc, w stosunku do całego aparatu podstawowych demokratycznych wolności mas ludowych") Róża Luksemburg zarzucała Leninowi, Trockiemu i ich współpracownikom łamanie zasad demokracji, w innym miejscu stwierdzając nawet wprost, iż w rządzonym przez nich kraju nastąpiło "odrzucenie demokracji w ogóle". Jest to o tyle zaskakujące, że w innym miejscu rewolucjonistka stwierdza, że droga prowadzi "nie przez większość do taktyki rewolucyjnej, lecz dzięki rewolucyjnej taktyce do większości". Jako że antydemokratyzm bolszewików jest dość powszechnie wysuwanym zarzutem, warto omówić go nieco szerzej.
 
 
Bodaj najczęściej podnoszonym argumentem w tej kwestii jest sprawa Konstytuanty. W założeniach Rządu Tymczasowego miała ona być ciałem, które – przez wytypowanych drogą powszechnych, równych, bezpośrednich i proporcjonalnych wyborów przedstawicieli – uchwalić miało nową konstytucję. Bolszewicy postanowili jednak rozwiązać je, zanim jeszcze zdążyło na dobre rozpocząć prace. Zostało po prostu rozpędzone. Dlaczego tak postąpiono? Otóż w myśl decyzji, zapadłej na II Zjeździe Rad, 505 spośród 670 delegatów zdecydowało, że władza w kraju należeć będzie do rad, a nie do parlamentu. W otrzymanych przez Lenina z 68 rad robotniczych i żołnierskich odpowiedziach telegraficznych połowa opowiadała się za takim rozwiązaniem[8]. Czy na tym polega pogwałcenie zasad demokracji?
 
 
 
 
W wyborach do Konstytuanty bolszewicy i lewi eserzy zdobyli 1/3 mandatów, co rzekomo świadczyć ma o tym, iż nie mieli oni poparcia większości społeczeństwa. Również i to jest jednak daleko idącym uproszczeniem. Listy kandydatów zostały bowiem ułożone jeszcze przed październikiem, były więc one nieadekwatne do aktualnej sytuacji. Chłopi, głosując masowo na eserowców – czyli spadkobierców ruchu narodnickiego, którego przedstawiciele przez wiele lat zajmowali się agitacją na wsi – oddawali de facto głosy na partię, która już nie istniała, bowiem nastąpił wewnątrz niej podział. Ponadto do 25 listopada 1917 roku, a więc dnia, w którym odbyły się wybory, wielu zrewoltowanych chłopów i żołnierzy nie zdążyło jeszcze wrócić z frontu. Jakby tego było mało, do momentu wyborów wydany przez bolszewików dekret o ziemi nie zdążył jeszcze na dobre wejść w życie, a nowa administracja na prowincji nie zapuściła korzeni, więc chłopi nie bardzo wiedzieli, co przynieść ma nowa władza. Bolszewicy nie prowadzili również prawie w ogóle kampanii wyborczej. Oddajmy w tej kwestii głos S. Pełczyńskiemu:
 
 
"W Moskwie i Piotrogrodzie partia bolszewicka wydała zaledwie po jednym plakacie. (...) Organizacja i przeprowadzenie wyborów jeszcze przed przewrotem październikowym powierzone zostały ziemstwom i dumom miejskim i w ich rękach pozostały. Tymczasem instytucje te pozostawały pod wpływem partii kadeckiej, mienszewików i prawicowych działaczy eserowskich. Okręgi dostosowywali więc dość bezceremonialnie do własnej geografii wyborczej. W okręgach wiejskich starali się zwiększać ilość posłów, zmniejszać zaś w robotniczych".
 
 
 
Robotnicy wielu fabryk w kilku guberniach w ogóle nie otrzymali kart do głosowania.
 
 
 
Pomimo wyżej wymienionych uchybień aż 85 proc. głosujących opowiedziało się po stronie szeroko pojętych partii lewicowych. Niemniej wybory do konstytuanty nie mogły rozwiązać najbardziej palących problemów kraju, a deputowanym wyraźnie brakło ducha walki. Jak zauważyli autorzy "Istoriji Rosiji" A.S. Barsienkow i A.L. Wdowin: "Zgromadzenie Ustawodawcze atakowano bardziej niż bolszewików, którzy je rozpędzili".
 
 
 
Co się zaś tyczy oskarżenia o ograniczanie wolności prasy, warto na początek przytoczyć słowa Lenina:
 
 
 
"Demokracja polega według naszych oskarżycieli na tym, by prasę kupował kapitał, by bogacze mogli korzystać z prasy dla swoich celów. My nazywamy to nie demokracją, lecz plutokracją".[9]
 
 
 
Dość w tej kwestii powiedzieć, że wolność prasy była ograniczana stopniowo, wraz z nasilaniem się wojny domowej. Tytuły określane mianem "burżuazyjnych" i "drobnomieszczańskich" ukazywały się do 1918 roku, prasa mienszewicka do 1919, a anarchistyczna do 1921. Ograniczanie pewnych swobód podczas szczególnie trudnych dla kraju sytuacji nie jest jednak niczym nadzwyczajnym – w "demokratycznej" Francji w 1914 roku rozstrzelano kilkaset osób, uznanych za "niebezpieczne".
 
 
 
Jeszcze w 1918 roku bolszewicka "Prawda" miała mniejszy nakład, niż "Biednota"[10]. Rewolucja niosła na swych sztandarach walkę z analfabetyzmem, a także rozpowszechnianie różnego rodzaju publikacji. W ciągu roku wydano aż 6 mln egzemplarzy klasyki rosyjskiej i obcej, a tylko w 1920 rozprowadzono w kraju 401 mln gazet i 14 mln książek.
 
 
 
Powyższe dane nie oznaczają jednak, że po rewolucji październikowej nastał ład taki, jakiego byśmy sobie życzyli. Nie mogło się tak stać z wielu względów. Proletariat rosyjski pokonał Rząd Tymczasowy i jego mocodawców, jednak został z całą siłą zaatakowany przez zjednoczonych niedawnych wrogów – kraje kapitalistyczne, od Japonii po Anglię i Francję. z którym najważniejszym jest klęska rewolucji w Niemczech. Nie na darmo Trocki w swej autobiografii przytoczył słowa Lenina, który miał powiedzieć, iż nawet jeśli bolszewicy w Rosji zginą, ale płomień rewolucji uda się z sukcesem rozniecić w Niemczech, to będzie to zwycięstwo. Rozumiała to Róża Luksemburg, która w pracy pt. "Rewolucja rosyjska" pisała:
 
 
 
"Wszystko to, co dzieje się w Rosji, jest zrozumiałe i stanowi nieunikniony łańcuch przyczyn i skutków, których punktem wyjścia i zwornikami są: niedopisanie niemieckiego proletariatu i okupacja Rosji przez imperializm niemiecki. To znaczy, że żądano by od Lenina i towarzyszy czynów nadludzkich, gdyby spodziewano się po nich wyczarowania w takich okolicznościach najpiękniejszej demokracji, wzorcowej dyktatury proletariatu i kwitnącej gospodarki socjalistycznej".
 
 
 
Kłopotliwy spadek
 
 
 
Widać zatem, że – pomimo wspólnych dążeń – pomiędzy najbardziej znaną polsko-niemiecką rewolucjonistką a Leninem i Trockim istniały pewne różnice w poglądach, w kwestiach takich jak prawo do samostanowienia i zagadnienie pokoju. Ponadto zarzucała ona bolszewikom odrzucenie zasad demokracji, jednak - jak napisano na początku - Różę Luksemburg w pewnej mierze usprawiedliwia fakt, że być może była ona zwyczajnie niedoinformowana w kwestii wydarzeń w Rosji. Tak czy inaczej pewne, pozostawione przez nią stwierdzenia nie wytrzymują konfrontacji z faktami historycznymi.
 
 
 
Przypisy:
1. A. Witkowicz, "Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923", wydawnictwo Książka i Prasa, Warszawa 2008, s.320.
2. Ibidem, s.321.
3. Wszystkie cytaty z prac Róży Luksemburg pochodzą ze zbioru "O Rewolucji. Rosja 1905, 1917", wydawnictwo Książka i Prasa, Warszawa 2008.
4. L. Trocki, "Moje życie", spółka wydawnicza "Bibljon", Warszawa 1930, tłum. Jan Barski i Stanisław Łukomski.
5. W. I. Lenin, "Dzieła wybrane", tom 2, s.7-11, Książka i Wiedza, Warszawa 1949.
6. W. Lenin, "W związku z zagadnieniem narodowości, czyli o "autonomizacji"", "Dzieła Wszystkie", tom 45, s.349-356, Książka i Wiedza, Warszawa 1989.
7. Ibidem.
8. A. Witkowicz, "Wokół terroru białego i czerwonego 1917-1923", wydawnictwo Książka i Prasa, Warszawa 2008, s.392.
9. "Lenin o prasie", Warszawa-Kraków 1970.
10. Ibidem.
Piotr Kuligowski

Społeczność

Lenin 005