Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 127 gości.

Wojciech Nawrot: Hipermarket znaczy hiperwyzysk

Hipermarket

Polska jest krajem Europy Wschodniej, gdzie od wielu lat powstają nowe coraz liczniejsze super- i hipermarkety oraz galerie handlowe. Kraj, w którym cale lata społeczeństwo odczuwało brak towarów na rynku jest złotodajnym polem dla
koncernów i grup kapitałowych inwestujących w masową sprzedaż.

Choćby takie OBI należące do grupy kapitałowej Tengel-
man wraz z markami Lidl, Real czy Saturn planuje w samej
tylko Polsce otwarcie od 7 do 10 marketów budowlanych w
bieżącym roku. Jeszcze większą ekspansją mogą się poszczycić
w sektorze wielkopowierzch- niowego handlu spożywczego.
Od lat biją na alarm właściciele małych polskich firm. Drobni przedsiębiorcy branży handlowej nie są w stanie konkurować z gigantami, a drobni wytwórcy nie mogą sprostać ich wymaganiom. Duży może więcej, i tak mali plajtują, a rynki opanowują koncerny dyktujące własne reguły.

Wielkie sieci handlowe chwalą się, że tworzą nowe miejsca pracy, że oferują stabilne zatrudnienie... i starają się z tego tytułu o ulgi podatkowe. Rzeczywistość jest jednak taka, że poziom zatrudnienia jest ograniczany w marketach do
minimum. Przykładowo w OBI w Krakowie czy Wałbrzychu w
ostatnich latach, wykorzystując jako pretekst światowy kryzys, znacznie zredukowano poziom zatrudnienia. Ilości pracy wcale nie ubyło, ba!, wręcz przybyło, a obowiązkami obarczono pozostałych pracowników. Czy ciężej pracującym dano coś w zamian?

Nie! Zamrożono im pensję! Dlaczego? Kryzys. Trzeci rok pracownicy OBI zaczynają bez podwyżek, a firma inwestuje w
flotę służbowych mercedesów dla wyższej kadry dyrektorskiej
i kolejne po „Dzień dobry” pismo „OBI ekspres” kierowane
do pracowników (papier oczywiście kredowy!). Pracownicy w krakowskim OBI Superchobby Market Budowlany jako pierwsi powiedzieli dość! Założyli wiosną 2010 r. struktury zakładowe Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80”, a z początkiem 2011 roku weszli w spór zbiorowy z pracodawcą żądając między innymi 500 zł podwyżki dla wszystkich
pracowników spółki budowlanego OBI

Wracając do minimalnego zatrudnienia i rzekomego two-
rzenia nowych miejsc pracy przez hipermarkety należące do
grupy kapitałowej Tengelman, swoiste rodzaju kuriozum sta-
nowi fakt wprowadzania w marketach budowlanych OBI tak
zwanych „elektronicznych sprzedawców”, czy samoobsługowych kas w sieci Real. Wyglądać to może z pozoru na nowinkę techniczną, jednak biorąc pod uwagę, że dzięki takim technologiom pracodawca mógłby zmniejszyć zatrudnienie choćby o parę procent, to w przeliczeniu na całą sieć może to spowodować redukcję setek etatów. Hipermarkety ograniczają również ilość zatrudnianych korzystając
z tzw. leasingów pracowników oferowanych przez agencje
pracy. Umowy agencyjne, czy jak wolimy je nazywać jako
związkowcy „Sierpnia 80” – umowy śmieciowe, pozbawiają
pracowników większości praw gwarantowanych przez Kodeks
Pracy.

Obi dodatkowo zatrudnia w ten sposób pracowników niepełnosprawnych, nie zawierając z nimi umów bezpośrednio, lecz przez agencję. – Nie mamy żadnych praw! Tak samo pracujemy w OBI, a nie należy nam się nic. Żadne premie czy świadczenia socjalne! – mówi osoba zatrudniona w krakowskim OBI przez agencję pracy. Pracownicy zatrudnieni bezpoś-
rednio przez OBI nie są w lepszych nastrojach: – Pracuję w
marketach budowlanych od dziesięciu lat, ta praca mnie wy-
kończyła, a OBI dobiło. Pracując w marketach dorobić się można tylko garba – mówią. Nic dziwnego, bo zarządzający w marketach zaślepieni chęcią zysku oszczędzają nie tylko na płacach czy ilości zatrudnienia. Oszczędza się
również na przestrzeganiu zasad BHP. Ilość zatrudnionych
pracowników w OBI w Krakowie na dziale ogród uniemożli-
wia wręcz pracę bez narażania zdrowia i łamania norm
obciążeniowych. Tymczasem:

Michał Tomaszek

„Jako organ doradczy nie mamy wpływu na niektóre kwestie or-
ganizacyjne (np. stan zatrudnienia w poszczególnych działach)” – w ten sposób odpisuje inspektor BHP w zaalarmowany przez związki o organizacji pracy przy
transportowaniu 6-metrowych bram ważących przeszło 150 kilogramów. Braki w obsadzie to nie tylko
problem krakowskiego sklepu sieci. Podobnie jest gdzie indziej. – Nielicznych pracowników dojeżdża się jak stare mopy! OBI nie postarało się też, by pracownik miał odpowiednie warunki i narzędzia przy wytężonym
okresie pracy. Jak pamiętam to na porządku dziennym było
ściąganie ciężkich i wielkogabarytowych przedmiotów jak np.
kabiny, stalowe drzwi, meble itp. z drabiny lub stojąc na palecie uniesionej wózkiem widłowym. Rwanie ciężkich przedmiotów typu grzejniki, paczki wielkich płytek, kominki i piece w pojedynkę, bo we dwójkę to było już rozpasanie z naszej strony – mówi Tomasz Bolechowski, przewodniczący WZZ „Sierpień 80” w OBI Dom i Ogród. – Nieodpowiednia ilość paleciaków, wózków jezdniowych, na które to zawsze było firmie ciężko wydać pieniądz, niezrozumiały pospiech i nerwowość ze strony przełożonych, przyczyniało się do licznych wypadków oraz kłopotów z psychiką i zdrowiem
fizycznym pracowników – dodaje związkowiec z Wałbrzycha.
Przed powstaniem związków zawodowych w OBI wszelkie skargi czy próby zwrócenia uwagi na ciężką sytuacje pracowników spotykały się z niechęcią i niezrozumieniem.

„Pracownik jest dla pracodawcy kosztem”, „Jak ci się nie podoba to zmień pracę, mamy wolny rynek” – takie słowa słyszeli od dyrektora pracownicy krakowskiego OBI. To jest kwintesencja polityki uprawianej względem pracowników w hipermarketach. Jednak gdzie jest w takim podejściu odpowiedzialność za los firmy? Przecież to pracownicy wypracowują jej zyski! „Gramy w jednej drużynie” – zapewnia członek zarządu OBI. Czy jednak ma to odzwierciedlenie w rzeczywistym traktowaniu pracowników.

Jako pracownicy mamy prawa określone prawem pracy, mamy też zagwarantowany konstytucyjnie i na mocy ustaw o związkach zawodowych dialog. Jednak czy pracownicy skorzystają z tych praw i upominać się będą wraz ze związkowcami z „Sierpnia 80” o godne warunki pracy i płacy? Czy hipermarkety zaczną
wreszcie szanować i godziwie płacić ludziom? Czy właściciele
koncernów uszanuje dialog ze stroną społeczną będący jedną z
podstawowych zasad konstytucyjnych w Polsce? Czas pokaże.
– Zarząd nie potrafi zrozumieć, że związkowcy chcą pomóc, bo przecież zadowolony pracownik to zwiększenie wydajności i większy zysk dla firmy – mówi jeden z wieloletnich pracowników OBI. Osobiście, jako 32-latek jestem zdania, że zanim zmieni się pracę, spakuje walizkę i wyemigruje, czy też porzuci wiarę w lepsze jutro, warto skorzystać z praw wywalczonych przez naszych rodziców do tworzenia wolnych
związków zawodowych i walkę o swoje prawa. Pracownikom
handlu, hiperniewolnikom czy galernikom jak zwykli się nazywać, potrzebne są związki zawodowe i ludzie którzy bronić będą ich praw i interesów.

Autor jest przewodniczącym WZZ „Sierpień 80” w OBI Market Budowlany.

Tekst ukazał się w "Kurierze związkowym" 23 lutego 2011

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008