Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Karol Kautsky: Z dziejów kościoła katolickiego - Kościół - Rozdział III

BonifacyVIII.jpg

Zobacz poprzednie rozdziały

3. Upadek władzy papieskiej.

Pochody krzyżowe są szczytowym punktem potęgi papieży. Lecz ze swej strony one właśnie najbardziej przyspieszyły rozwój tego czynnika, który miał zachwiać światem feudalnym i jego monarchą, papieżem, i wreszcie go obalić: rozwój kapitału.
Przez wyprawy krzyżowe Wschód zbliżył się z Zachodem, produkcja towarowa i handel ogromnie się wzmogły. Kościół zaczął nabierać przez to innego oblicza. Opisany powyżej rozwój własności ziemskiej wskutek powstania wiejskiej produkcji towarowej oczywiście miał bardzo często miejsce i w dobrach kościelnych. I tutaj też widzimy, poczynając od XIV wieku, wzrost obciążenia chłopów, przywłaszczanie sobie mienia gminnego i gospodarczy upadek chłopów. A budząca się chciwość kazała i kościołowi coraz bardziej ograniczać wspieranie ubogich. To, co się przedtem chętnie oddawało bliźnim, bo nie wiedziało się, co z tym począć, to zatrzymywano obecnie dla siebie, skoro było to teraz towarem na sprzedaż i skoro się za to pieniądze dostawało, za które można było nabywać przedmioty zbytku albo z nich czynić źródła własnej siły. Już sam ten fakt, że zaczęły wychodzić ustawy państwowe mające na celu zmuszanie kościoła
do wspierania ubogich, dowodzi wyraźnie, że kościół nie spełniał w należytej mierze tego swojego obowiązku. Już za Ryszarda II angielskiego wyszło prawo (1391 r.) nakazujące klasztorom, aby część dziesięciny obracały na pomoc dla ubogich i duchowieństwa parafialnego.

I w tym samym czasie, gdy kościół ściągał na siebie rozgoryczenie uboższego ludu, że go niedostatecznie broni od pauperyzacji, i że często nawet przyczynia się do niej, tenże kościół wywoływał w mieszczaństwie nieprzyjazne dla siebie uczucia, bo jednak wciąż stanowił pewien wał ochronny przeciw szybkiemu ubożeniu mas ludowych, których proletaryzacji nie dawał się posuwać dość energicznie
naprzód. Warstwy nieposiadające nie były wydane na łaskę i niełaskę kapitału, dopóki otrzymywały jeszcze jakąkolwiek, chociażby skąpą jałmużnę od kościoła. Że ten kościół pozwalał tysiącom mnichów wieść żywot próżniaczy, zamiast ich wyrzucić na bruk i wydać kapitalistom, aby z nich uczynili najemnych niewolników, stanowiło to w oczach dorabiającego się mieszczaństwa grzech przeciwko dobrobytowi
narodu. A to, że kościół trzymał się uparcie licznych świąt z epoki feudalnej, chociaż według maksymy burżuazyjnych dorobkiewiczów robotnik nie pracuje, aby żyć, lecz żyje, by pracować – to było wręcz przestępstwem.

Wciąż wzrastające bogactwo kościoła budziło zawiść i wzmagało chciwość wszystkich warstw posiadających, przede wszystkim zaś wielkich posiadaczy ziemskich i spekulantów ziemią. Chrapkę na skarby kościelne mieli też i królowie chcąc napełnić swe skarbce i móc sobie zaskarbiać „przyjaciół”. A kiedy wskutek rozpowszechniania się produkcji towarowej wzrastały zachłanność i bogactwa
kościoła, to kościół stawał się coraz bardziej zbędny pod względem i gospodarczym, i politycznym. Nowy sposób produkcji, wyższy od feudalnej, rozwinął się po miastach, które dostarczały teraz wzorów organizacji oraz ludzi, których potrzebę odczuwało nowe społeczeństwo i nowe państwo. Kler przestawał stopniowo być nauczycielem ludu; wiedza ludności, zwłaszcza miejskiej, wyrastała ponad głowy kleru, który zaczął się stawać najbardziej ignorancką częścią narodu. Jak zaś niepotrzebny był już teraz kościół
jako posiadacz ziemski, wynika to z wszystkiego, cośmy powyżej powiedzieli o własności ziemskiej w ogóle. Lecz i do administrowania państwem kościół był coraz mniej potrzebny. Oczywiście państwo nowoczesne potrzebowało jeszcze po wsiach duchowieństwa parafialnego i obejmującej je organizacji; wszakże i dziś jeszcze w krajach zacofanych duchowieństwo spełnia zadania administracyjne, chociaż
mniej ważnej natury, jak np. prowadzenie ksiąg stanu cywilnego [12]. I dopiero, gdy biurokracja nowoczesna należycie się rozwinęła, można było pomyśleć o całkowitym zniesieniu kleru parafialnego jako instytucji państwowej albo przynajmniej o odebraniu mu wszelkich spraw zarządu świeckiego.

Duchowieństwo parafialne było jeszcze niezbędne w XVI stuleciu; o usunięciu go nikt wtedy ani myślał; ale kłaniać mu się i jego przywódcom, biskupom, nowożytna władza królewska, oparta o siłę pieniądza, już dłużej nie mogła i nie chciała. Duchowni, w tej mierze, w jakiej byli jeszcze potrzebni administracji państwowej, musieli zostać urzędnikami państwa.

Ale dwa czynniki stawały się w kościele coraz to zbędniejsze, ba, często wprost hamulcem, pod względem i ekonomicznym, i politycznym – te właśnie, które w wiekach średnich stanowiły czołową pozycję kościoła: klasztory i papiestwo. Jak i dlaczego pierwsze stały się zbyteczne, jest to widoczne z tego, co już powiedziano: klasztory były teraz niepotrzebne dla chłopów tak samo, jak wszelcy w ogóle panowie feudalni; były zbędne dla ludu jako nauczyciele; zbędne – jako wspierające biednych, którym same już zresztą przestawały udzielać jałmużny; zbędne – w charakterze przechowujących tradycje nauki i sztuki, które właśnie wspaniale rozkwitły po miastach; zbędne – do utrzymywania spójni w państwie i zarządzania nim; zbędne wreszcie wskutek zbędności papiestwa, którego najsilniejszą podporę stanowiły. Mnisi – nie mający żadnej funkcji do spełnienia w życiu społeczno-politycznym, ciemni, leniwi, gminni i ordynarni, a przy tym niezmiernie bogaci – spadali na coraz niższy poziom kultury i ogłady, grzęźli w rozwiązłości i stawali się przedmiotem powszechnej pogardy. „Dekameron” Boccaccia pokazuje nam lepiej, niżby to mogła uczynić najbardziej uczona rozprawa, upadek moralny mnichów w XIV wieku we Włoszech. W wieku następnym sytuacja poprawie nie uległa. Rozpowszechnienie się produkcji towarowej przeniosło moralną zarazę klasztorów do
Niemiec i Anglii.

A równie zbędną jak klasztory stała się i władza papieska. Główna jej funkcja, jednoczenie świata chrześcijańskiego przeciwko niewiernym, zniknęła w wyniku pochodów krzyżowych. Wprawdzie awanturnikom ze świata zachodniego nie udało się utrzymać swych podbojów w krajach muzułmańskich ani w krajach podległych kościołowi greckiemu, lecz krucjaty złamały jednak siłę Saracenów. Z Hiszpanii i Włoch mahometan wypędzono, przestali oni być niebezpieczeństwem dla świata zachodniego.
Wprawdzie na miejscu Arabów i Seldżuków pojawiła się nowa potęga wschodnia, O s m a n i ,

Turcy, którzy zniszczyli cesarstwo greckie i stali się nową groźbą dla Europy. Ale tym razem atak na Europę szedł od innej strony, nie od południa, lecz od wschodu; jego ostrze kierowało się nie przeciw Włochom, ale przeciw krajom naddunajskim. Napady Saracenów stawiały pod znakiem zapytania samo istnienie papiestwa. W interesie zagrożonej egzystencji własnej musiało ono kierować siły całego chrześcijaństwa przeciwko niewiernym. Turcy natomiast niewiele zagrażali dominiom papieskim, dopóki wenecjanie i joannici [13] dawali im odpór we wschodniej części Morza Śródziemnego. Zagrożeni przez Turków – skoro ci podbili południowych Słowian – byli w pierwszym rzędzie Węgrzy, następnie zaś Niemcy południowe, tudzież Polska. Walka z
Turkami nie była już sprawą całego chrześcijaństwa, lecz zagadnieniem miejscowym tych państw, które jego wschodnie przedmurze stanowiły. I tak jak walka z poganami i Saracenami spoiła cały świat chrześcijański w jedną monarchię papieską, tak teraz do walki z Turkami połączyli się w jeden organizm państwowy Węgrzy, Czesi i południowi Niemcy, stworzywszy monarchię habsburską. I ta okoliczność, że władcy tej monarchii powołani byli do osłaniania cesarstwa niemieckiego od Turków, sprawiła właśnie, iż korona cesarska na stale im przypadła.

Już pod koniec XIV wieku zaczęły się najścia Turków na Węgry i spowodowały, że król tego kraju, Zygmunt, wyruszył na walkę z półksiężycem. Poniósł on jednak druzgocącą klęskę pod Nikopolisem w roku 1396. Drugą, niemniejszą klęskę ponieśli zjednoczeni Polacy i Węgrzy pod dowództwem króla Władysława pod Warną w 1444 roku. W 1453 Konstantynopol wpadł w ręce tureckie. Niebezpieczeństwo
ze strony Turków stało się teraz bliższe. Od 1438 roku godność cesarska przypadała w udziale na stale Habsburgom, aż dopóki w ogóle nie przestała istnieć, tzn. aż do roku 1806. Niebezpieczeństwo tureckie przyczyniło się też zapewne do tego, że w czasie reformacji Bawaria i Polska pozostały cesarskie i papieskie – katolickie.

Przez jakiś czas papiestwo obstawało przy swojej tradycyjnej roli, jakkolwiek ta stawała się coraz bardziej bezprzedmiotowa i tak jak gdyby chciało wziąć na się zadanie organizowania oporu przeciw Turkom. Lecz rzecz tę traktowało samo coraz mniej poważnie i coraz to częściej środki zbierane przez papieży od ludów Europy na walkę z Turkami obracane były na prywatny użytek papieży. Potęga
papiestwa i wiara w jego misję, które aż do XII wieku były ratunkiem ludów chrześcijańskich, od XIV wieku stały się środkiem ich wyzysku.

Centralizacja kościoła oddała wszystkie jego środki i całą potęgę do usług i we władanie papieża. Jego potęga przez to niepomiernie wzrosła, lecz jego bogactwo niewiele się powiększyło, dopóki produkcja towarowa była słaba i nierozwinięta. Póki przeważającą część dochodów kościoła stanowiły naturalia, papiestwo nie mogło mieć z nich większego pożytku. Zboża, mięsa, mleka nie mogło ono polecać książętom i biskupom słać sobie przez Alpy. A pieniądz aż do czasu pochodów krzyżowych i podczas nich
jeszcze był długo rzeczą rzadką. Papieże, gdy władza ich okrzepła, otrzymali prawo obsadzania urzędów kościelnych poza granicami Włoch i to oddało kler w ich ręce. Ale dopóki z urzędami kościelnymi łączyły się funkcje społeczne lub polityczne, a większa część dochodów była w naturaliach, musiano obsadzać je ludźmi chcącymi pracować, znającymi dany kraj i chcącymi pozostać w nim. Papież ani nie mógł nagradzać urzędami tymi swych faworytów, ani też nie mógł urzędów tych sprzedawać.

Wszystko to się zmieniło, gdy rozwinęła się produkcja towarów. Lud, jego panujący oraz kościół stają się teraz posiadaczami pieniędzy. Przenosić i przewozić pieniądze jest łatwo, nie tracą one w drodze na wartości i można robić z nich użytek równie dobrze we Włoszech jak, dajmy na to, w Niemczech.

Obecnie przeto wzmogła się w papieżach chęć wyzyskiwania świata chrześcijańskiego. Starali się oni oczywiście zawsze swoją użyteczność wyzyskiwać dla siebie, tak samo jak w ogóle czyni to każda klasa – a papiestwo było klasą obejmującą nie tylko samego papieża, ale i znaczną część, zwłaszcza rzymskiego, duchowieństwa, mogącego wszędzie spodziewać się od papieża urzędów i godności, a dochody tego
duchowieństwa były tym większe, im większe dochody miał papież. Wzrastając w potęgę papiestwo starało się przeto wydobywać z organizacji kościelnej i ze świeckiego społeczeństwa dochody w pieniądzach, których potrzebowało, właśnie jeżeli miało funkcje swoje spełniać. Ale jak powiedziano, opłaty pieniężne były pierwotnie niewielkie. Wszelako wraz z rozwojem produkcji towarowej wzrasta i w papieżach żądza pieniędzy i dążność do wyzysku, gdy tymczasem ich funkcje stają się coraz podrzędniejsze.
Papieże XIV, XV i XVI wieku byli równie pomysłowi jak i nowożytni sztukmistrze od finansów.

Bezpośrednie opodatkowanie było na ogół nieznaczne. Narzucony Polsce w 1320 r. grosz Piotrowy nie mógł chyba dawać żadnych poważniejszych dochodów. Bardziej dochodowy był taki sam grosz angielski wysyłany już od VIII stulecia do Rzymu. Zrazu niewielki, szedł on początkowo na utrzymanie szkoły dla duchowieństwa angielskiego w Rzymie, ale w XIV wieku urósł do tego stopnia, że przewyższył dochody króla angielskiego.

Od podatków bezpośrednich papiescy geniusze finansowi podobnie jak i wszyscy inni, woleli podatki pośrednie, przy których wyzysk nie rzucał się tak jawnie w oczy jak przy tamtych. Główny sposób wyciągania pieniędzy z ludu i prędkiego bogacenia się stanowił w owe czasy handel. Czemu by więc papieże nie mieli również uprawiać handlu i to tym towarem, który ich samych najtaniej kosztował? Zaczął
się tedy handel urzędami kościelnymi i odpustami.
Stanowiska kościelne w trakcie rozwoju produkcji towarowej stały się istotnie towarem nader cennym. Wiele czynności przez kościół ongi sprawowanych już wówczas uniknęło albo się stało bezprzedmiotowymi, przeszło w zwyczajną formalność. Ale urzędy potworzone do ich sprawowania
pozostały i nawet powołano ich do życia jeszcze więcej. Dochody z nich wzrastały wraz ze wzrostem potęgi i chciwości kościoła, a coraz większa część ich zmieniała się na dochód w pieniądzach, te zaś można było konsumować i gdzie indziej niż w miejscowościach, do których urzędy były przywiązane. W ten sposób wiele urzędów kościelnych stało się tylko i wyłącznie źródłem pieniędzy i w tym charakterze
zyskało odpowiednią wartość. Papieże obdarzali takimi urzędami swoich ulubieńców albo je sprzedawali,
najczęściej oczywiście ludziom ze swego otoczenia, Włochom i Francuzom, którzy ani myśleli ich obejmować, a już najmniej wtedy, gdy się te urzędy znajdowały w Niemczech, a przywiązane do nich wynagrodzenie można było przesyłać przez Alpy.

Papiestwo znało zresztą jeszcze i inne środki wyciągania zysków z urzędów kościelnych, na przykład tzw. a n n a t y , czyli sumy, które przy obsadzaniu stolca biskupiego nowomianowani biskupi za każdym razem uiszczać musieli stolicy apostolskiej. Dochodził do tego dochód z handlu odpuszczaniem grzechów. Handel odpustami robił się coraz to
bezwstydniejszy. Odpusty szły za odpustami (na krótko przed reformacją było ich pięć: w latach 1500, 1501, 1504, 1509 i 1517); sprzedaż odpustów w końcu nawet puszczano w dzierżawę.

Trafne zestawienie metod wyzysku ze strony papieży znajduje się w „Zażaleniach narodu niemieckiego” („Gravamina nationis germanicae”), które doręczone zostały soborowi w Bazylei (1431- 1449), mającemu zreformować kościół. Czytamy w nich: „1. Papieże nie czują się ani trochę związani
bullami, umowami, przywilejami i dokumentami, wystawionymi przez ich poprzedników bez żadnych zastrzeżeń, i na prośbę pierwszego lepszego nędznika udzielają natychmiast odwołań i zawieszeń. 2. Żadne wybory (na urzędy kościelne) nie są szanowane, papież rozdaje biskupstwa, dziekanie, probostwa i
opactwa, jak mu się podoba, nawet gdy te stanowiska już się przedtem za drogie pieniądze nabyło (co za sroga obraza ustaw o handlu towarami! – przyp. Kautsky). 3. Najlepsze prebendy niemieckie stale są nadawane kardynałom i protonotariuszom rzymskim. 4. Kancelaria papieska wystawia na przyszłość tyle ekspektatyw i uprawnień do prebend i stanowisk, że z konieczności traci się na próżno pieniądze na nie i nie sposób uniknąć niezliczonych z tej racji procesów. 5. Annaty (ob. wyżej) idą wciąż w górę; w Moguncji
cena ich wynosiła zrazu 10, potem 20 i wreszcie 25 tysięcy dukatów. A co to będzie, jeśli w ciągu jednego roku umrze dwóch biskupów? 6. Obsadza się stanowiska duchowne Włochami, którzy ani nie znają języka, ani nie odznaczają się dobrymi obyczajami. 7. Odwołuje się stare, dawno zapłacone odpusty, aby móc sprzedać nowe. 8. Podnosi się dziesięciny przeciwtureckie, a jednak pieniądze z nich obraca się nie na pochód przeciw Turkom ani nie na zapomogi dla Greków. 9. Przenosi się wszelkie możliwe sprawy do
Rzymu, gdzie można wszystko kupić za pieniądze”.

Mniej dyplomatycznie niż to zażalenie oficjalne brzmiało oskarżenie, które Hutten [14] rzucił w twarz papieżowi w swym dialogu z 1520 r. pt. „Vadiscus”; dialog ten należy do najświetniejszych utworów literatury agitacyjnej czasów nowożytnych. Czy jest coś bardziej podniecającego namiętności od jego zakończenia, z którego wyraźnie możemy się przekonać, w jakim świetle ukazywało się oczom niemieckim papiestwo czasu reformacji. Zakończenie to brzmi:
„Patrzcie no na tę wielką stodołę całego świata (Rzym), do której się zwłóczy wszystko rabowane i zabierane z wszystkich krajów; w której środku siedzi ten nienasycony czerw zbożowy, pochłaniający niesłychane stosy płodów, otoczony licznymi swymi współżarłokami, co zrazu wyssały z nas krew, potem obgryzły nam kości, a teraz wreszcie doszły już do szpiku, aby pogruchotać nam kości do samego wnętrza i
zmiażdżyć wszystko, co jeszcze zostało. Czyż Niemcy nie wezmą się do broni i nie uderzą na nich ogniem i mieczem? Toż to są grabieżcy, co łupią nam ojczyznę, co niegdyś żarłocznie, a dziś wściekle i bezczelnie obrabowują ten naród przewodzący światu, co pławią się w krwi i pocie ludu niemieckiego, napełniają sobie kałduny i żywią chucie swoje z ubogich trzewi jego. My im oddajemy złoto, a oni utrzymują na nasz koszt konie, muły, psy, dziewki i chłopaczków. Naszymi pieniędzmi złośliwość swą karmią, dni sobie umilają, odziewają się w szaty purpurowe, złotogłowiem przystrajają konie swe i muły, wznoszą sobie
pałace z samego marmuru. Ale jako piastuni pobożności nie tylko ją zaniedbują, lecz nawet nią gardzą, plamią ją i hańbią. A gdy dawniej musieli wyłudzać z nas pieniądze, przymilając się do nas i wabiąc nas kłamstwem, zmyśleniem i oszustwem, to teraz uciekają się do zastraszania nas, pogróżek i gwałtu, aby nas oni jak głodne wilki złupili. A my musimy jeszcze się z nimi cackać, nie wolno nam ich ukłuć ani skubnąć,ba!, ani nawet dotknąć lub pomacać.

Kiedyż my zmądrzejemy i pomstę weźmiemy? Jeżeli nas od tego
powstrzymywała rzekoma religijność, to teraz pobudza nas ku temu i przymusza konieczna potrzeba”.

Obu tym świadectwom czasów i stosunków poświęciliśmy tutaj tyle miejsca, aby pokazać wyraźnie, bo to jest nieodzowne do zrozumienia reformacji, że będąca buntem przeciwko papiestwu reformacja ta była w swej istocie walką wyzyskiwanych z wyzyskiwaczami, nie zaś walką o jakieś pospolite dogmaty mnisze lub o jakieś nieokreślone hasła, jak np. jakimś zmaganiem się zasady „autorytetu” z
„indywidualizmem”.

Zarówno u feudalnej własności ziemskiej, jak i u papiestwa, tylko u niego wcześniej niż u tamtej, znajdujemy to samo wyśrubowywanie w górę wyzysku mas, w miarę tego, jak papiestwo stawało się mniej potrzebne a nawet szkodliwe. Rzecz oczywista, że musiała nastąpić w końcu taka chwila, kiedy ludom już wreszcie zabrakło cierpliwości, i kiedy pokazano drzwi wyzyskiwaczom.

Papieże przyśpieszyli zgubę swoją przez to, że stawali się coraz to bardziej pogardy godni. Jest to los każdej klasy panującej, która się przeżyła i dojrzała do upadku. Gdy jej bogactwo rośnie, wówczas jej funkcje zanikają i nie pozostaje jej nic innego, jak tylko trwonić na hulanki to, co wyciska z klas wyzyskiwanych. Pogrąża się ona w nicość intelektualną i moralną, a często ulega fizycznej zagładzie. A gdy jej niedorzeczne marnotrawstwo oburza biedujące masy, traci ona w tym samym czasie i w tej samej
mierze siły do utrzymywania swego panującego stanowiska. I w ten to sposób zostaje usunięta prędzej czy później każda klasa, która się stała dla społeczeństwa szkodliwa.
Papiestwo od czasu krucjat było dla wierzących powodem szczególnego zgorszenia moralnego i umysłowego.

Włochy, jak to już wiemy, były w średniowieczu najbogatszym krajem Europy zachodniej; zachowały one większość tradycji rzymskiego sposobu wytwarzania; były pośrednikiem handlu między Wschodem a Zachodem; we Włoszech rozwinęła się najpierw produkcja towarowa i najpierw powstał kapitalizm. Tam przeto przede wszystkim zrodziły się też nowe poglądy, przeciwstawiające się feudalnym i kościelnym. W młodzieńczym, szalonym swym zuchwalstwie burżuazja wyłamywała się z wszystkich tradycyjnych szranków; pobożność, karność, dawny obyczaj moralny – wszystko to ze śmiechem odrzucano na bok. Papieże nie mogli oprzeć się temu wpływowi otoczenia. Ba!, jako książęta świeccy kroczyli na czele nowego, rewolucyjnego kierunku umysłowego. W tym charakterze uprawiali oni tę samą, powyżej przez nas scharakteryzowaną politykę, co i wszyscy inni monarchowie owej epoki: popierali burżuazję, produkcję towarową, handel i wielkość narodową. Jako najwyżsi zwierzchnicy kościoła powinni byli, przeciwnie, być międzynarodowi i trwać wiernie przy tym, co podstawę potęgi kościelnej stanowiło, przy feudalnym sposobie produkcji. Jako książęta świeccy byli czynnikiem rewolucyjnym; jako książęta kościoła – reakcyjnym. W papieżach XV i początku XVI wieku znajdujemy dziwną mieszaninę tych dwóch tak odmiennych żywiołów: młodzieńczego zuchwalstwa i starczej lubieżności. Rewolucyjna pogarda dla tradycji, właściwa wybijającej się klasie, mieszała się u nich z nienaturalną żądzą uciech zmierzającej do zguby klasy wyzyskiwaczy. Ten osobliwy bigos, który będziemy musieli rozpatrzyć bliżej w rozdziale następnym, znajduje dla się wyraz w całym życiu umysłowym włoskiego odrodzenia. Mieszanina żywiołów
rewolucyjnych i reakcyjnych była osobliwością humanizmu, a pomiędzy innymi i humanisty Tomasza M o r e ' a [15].

Czy ostateczny wynik ten był reakcyjny, czy rewolucyjny, dawało to w rezultacie zawsze życie biegunowo sprzeczne z wszystkimi feudalnymi poglądami na to, co przystoi, i co jest obyczajne. A takie życie rozwiązłe w najlepsze rozkwitło właśnie wtedy, gdy Niemcy pozostawały wciąż jeszcze pod władzą feudalizmu. Rzym odgrywał podówczas tę rolę, która w następstwie i aż do ostatnich niemal czasów
przypadała w udziale Paryżowi. Jak cały świat jeździł potem w pielgrzymce do Paryża, tak aż do czasów reformacji każdy, kto miał na to, odbywał pielgrzymkę do Rzymu i niejednego dobrego Niemca spotkał tam wówczas ten sam los, który po trzech czy czterech stuleciach spotykał wielu jego potomków w Paryżu: dobry Niemiec próbował wziąć udział w „niemoralności” cudzoziemskiej, ale nie wyszła mu ona na zdrowie i pełen kociokwiku oraz oburzenia moralnego na wieżę Babel nad Tybrem powracał on do siebie za Alpy.

Jak powiadał Hutten, trzy rzeczy przywozili z sobą ludzie z Rzymu: nieczyste sumienie, popsuty żołądek i pustą akiewkę. Gdyby nie chodziło tu specjalnie o tę liczbę trzy, to jako czwartą rzecz mógł był Hutten dorzucić jeszcze kiłę. Łatwo się domyślić, że obraz „ojca świętego”, który tacy „pielgrzymi” do domu w duszy z sobą przywozili, bardzo słabo się godził ze średniowiecznym pojęciem o świątobliwości. Najbardziej zaś oburzającą rzeczą była dla dusz pobożnych niewiara, która wówczas panowała w Rzymie, i z którą papieże niemalże się nie ukrywali.

O Leonie X – papieżu, za którego zaczęła się reformacja, opowiadano, że oznajmił, iż toleruje bajkę o Chrystusie, bo wiele wyciągnął z niej korzyści. Ale to samo powiedzenie wkładano już w usta Bonifacemu VIII, który żył o całe dwa wieki przed Leonem. Był to więc albo stały dowcip na dworze
papieskim, albo pochodził z jakiejś zmyślonej anegdoty, którą brano powszechnie za dobrą monetę, bo snadź doskonale charakteryzowała papieży. Jest w każdym razie rzeczą pewną, że błogosławieństwa Leon X udzielał ludowi ze śmiechem, kapłanom zaś surowo zabraniał mieć w jego obecności kazanie dłużej niż przez kwadrans. A że papieże nie brali zbyt serio swych ślubów czystości, nie trudno to zgadnąć.

Sannazaro (1458-1530) mówi drwiąco o papieżu Innocentym VIII, iż ten, opustoszywszy Rzym swoim uciskiem, zaludnia go z powrotem swymi dziećmi. (Ludwik Geiger, „Renaissance und Humanismus in Italien und Deutschland” – „Odrodzenie i humanizm we Włoszech i Niemczech” – Berlin 1881, str. 261).
Jakkolwiek niewierzący mogli być papieże i ich dworacy, uważali oni wiarę za podstawę swej władzy i ona była nią istotnie. Kiedy zniknęły stosunki materialne, które uczyniły z papieża pana i władcę świata chrześcijańskiego, pozostały mu wówczas jedyną podporą odpowiadające owym stosunkom poglądy, które z każdym dniem stawały w coraz większej sprzeczności z faktami natury społecznej. Władzę
kościoła dało się utrzymać tylko pod warunkiem, że utrzymywało się lud w nieświadomości owych faktów,
że się go oszukiwało, ogłupiało i wszelkimi sposobami nie dopuszczało do jego rozwoju. Może ten motyw postępowania swego uświadamiali sobie w całej rozciągłości tylko nieliczni w kościele ludzie dalekowzroczni, wszędzie wszelako księża, a przede wszystkim rzymscy, gdy tylko tracili wiarę, zabierali się zaraz do kultywowania w ludziach głupoty, aby bić z niej dla siebie monetę. Zaczynały się oszukańcze praktyki z cudownymi obrazami, relikwiami itp. Rywalizacja rozmaitych kościołów i klasztorów w kłamliwym przypisywaniu swym relikwiom itd. największej cudownej mocy była jednym z najpierwszych
przejawów wolnej konkurencji, która się rozwijała wraz z produkcją towarową.

A z konkurencją tą pojawiła się też i rozwinęła władza zmiennej mody. Księża musieli wynajdywać raz po raz jakichś nowych świętych, których rozgłos nie przebrzmiał jeszcze, i którzy przyciągali masy ludowe urokiem nowości. Zauważyć należy, iż głupcy, którzy w owe czasy szli na lep relikwii, nie byli wcale głupsi od niezliczonych dzisiaj klientów znachorów z ich lekami uniwersalnymi. A jak to starzy
święci nie mogli podołać konkurencji nowopowstających, dowodem mogą służyć następujące liczby.

W Canterbury, w katedrze były trzy kaplice, do których
odbywano pielgrzymki z całej Anglii; jedna imienia Chrystusowego, druga Marii Panny, trzecia świętego Tomasza Becketa. Ten był kanonizowany dopiero w 1172 roku, a jego szczątki sprowadzono do owej kaplicy w r. 1221. O ile zyskowniejszy był dla kościoła ten nowy święty, świadczy następujący rachunek, który przepisujemy tu z Burneta „History of the Reformation” („Dzieje reformacji”). Burnet nie podaje niestety jego daty pisząc tylko, że pewnego roku złożono na ofiarę w kaplicy Chrystusowej 3 f. st. 2 sz. 6 p., w kaplicy Marii Panny 63 f. st. 5 sz. 6 p., a w kaplicy św. Tomasza 832 f. st. 12 sz. 3 p.; w roku następnym Chrystusowi nie złożono nic, Marii Pannie 4
f. st. 1 sz. 8 p., a św. Tomaszowi 954 f. st. 6 sz. 3 p. Widzimy stąd, iż nowozaangażowany święty okazał się
świetną siłą przyciągającą.

Z dochodów św. Tomasza i papież otrzymał również należną mu cząstkę. Śmierć męczeńska tego świętego zdarzyła się zimą, w najnieodpowiedniejszym czasie do pielgrzymek, więc mnisi z Canterbury prosili papieża o przeniesienie rocznicy męczeństwa na lato. Ówczesny „ojciec święty” Honoriusz III
zgadza się to uczynić tylko pod warunkiem, że będzie miał zapewniony odpowiedni udział w zyskach, które pielgrzymki letnie będą katedrze przynosiły. Zaczęły się teraz dłuższe targi. Papież zażądał dla siebie połowy zysków brutto; mnisi oświadczyli, że w takich warunkach nie mogą prowadzić świątobliwego interesu, bo nie będą wychodzić na swoje. Papież ustąpił wreszcie i zadowolił się połową zysku netto (S. E. Thorold Rogers, „Die Geschichte der englischen Arbeit” – „Dzieje pracy w Anglii” – str. 284).

Im bardziej szerzyła się i pogłębiała w papiestwie niewiara, tym gorliwiej popierało ono przesądy. Więc gdy niewiara ta napełniała goryczą pobożnych, przesądy oburzały wolnomyślnych.

Wszelako oburzenie moralne na niewiarę, przesądy i rozwiązłość nie byłoby odniosło decydującego skutku, gdyby papiestwo nie było się stało, jak już rzekliśmy, zwykłą – i to na domiar zgoła niepotrzebną skądinąd – maszyną do wyzysku. W drażliwym stadium moralnym znajdowało się ono jeszcze wtedy, zanim do szczytu władzy doszło (że przypomnimy tu „rządy ladacznic”, Marocji i jej córki, w X wieku, które obsadzały stolicę apostolską swymi kochankami i synami). Decydującą pobudką dla narodów, by się pozbyły papiestwa, stały się nie zmiany moralne, lecz ekonomiczne i polityczne, które z biegiem czasu zaszły.

W niektórych krajach, mianowicie też w Niemczech, wszystkie klasy miały w tym swój interes, aby zerwać z papiestwem: nie tylko wyzyskiwany lud, ale i sami wyzyskiwacze „narodowi”, tzn. będący na miejscu w kraju, których srodze to gniewało, że tyle z Niemiec wywozi się pieniędzy, które by oni chętnie byli inkasowali na własny rachunek. A i kler narodowy zainteresowany był w rozdzieleniu od siebie kościołów. Rzeczywiście bowiem był on w końcu już tylko poborcą podatkowym stolicy papieskiej, a z wszystkiego, co ściągał od ludu, lwią część musiał oddawać Rzymowi, najtłustsze też prebendy sprzątali
mu sprzed nosa rzymscy faworyci, gdy jemu samemu przypadały w udziale źle płatne i wymagające pracy niższe stanowiska parafialne. I przy tym właśnie ta część duchowieństwa, która miała jeszcze do spełniania w życiu państwowym pewne funkcje, duchowieństwo świeckie, cieszące się jeszcze jakimś szacunkiem u ludu – właśnie ono miało interes i powody do ostrej opozycji względem stolicy papieskiej.
Scentralizować kościół nie było dla papiestwa rzeczą bynajmniej łatwą; centralizację trzeba było wśród ciężkich walk narzucić dopiero organizacjom kościelnym w poszczególnych krajach.

Narzędziem najskuteczniejszym do ujarzmienia duchowieństwa całego świata chrześcijańskiego okazały się różne zakony duchowne. Jeszcze w XI wieku papież i biskupi niemieccy zachowywali się względem siebie zdecydowanie wrogo. Biskupi niemieccy byli po stronie Henryka IV, podczas gdy wyższa szlachta trzymała z papieżem. A podobnież i kościół francuski, i angielski udało się papieżom zmusić do uznania
najwyższego zwierzchnictwa Rzymu dopiero po ciężkich walkach. I właściwie ta walka pomiędzy Rzymem a rozmaitymi kościołami narodowymi nigdy całkowicie nie ustala, a po wyprawach krzyżowych przybrała tym ostrzejsze formy, że wyzysk ze strony papiestwa wzrastał, aż doprowadził w końcu rozliczne narody do całkowitego zerwania z papieżem i stolicą rzymską. Kierownictwo w tej walce z Rzymem objęło
duchowieństwo samo, mianowicie kler niższy – reformatorzy byli duchownymi, jak Luter, Zwingli, Kalwin itd.; to kler stworzył formy myśli, w których toczyć się miały walki o zmiany w kościele.

Kościół był w czasach reformacji inny niż w okresie wczesnego średniowiecza. W średniowieczu był on organizacją spajającą w jedną całość państwo i społeczeństwo; w epoce reformacji był zwykłym narzędziem administracji państwowej; podstawy państwa uległy już wówczas zmianie. Z oddzieleniem tedy kościoła od Rzymu zniknął ostatni czynnik, który pozwalał jeszcze, aby w państwie w dalszym ciągu
trwało do pewnego stopnia panowanie kościoła – złudzenie tradycyjne; duchowni kościołów reformowanych stali się już teraz wszędzie sługami władz państwowych, tam zaś gdzie władzę dzierżyli monarchowie – urzędnikami ich absolutyzmu. Nie kościół już określał, w co ludzie mają wierzyć i jak
postępować; władza państwowa określała, czego miał nauczać kościół.

Nie wszystkie narody i nie wszystkie klasy w tych narodach miały interes w zerwaniu z papiestwem. Więc przede wszystkim nikt we Włoszech. Im więcej rozwijała się produkcja towarowa, im myśl narodowa stawała się głębsza, tym bardziej Włosi robili się papiescy: panowanie papieży nad światem chrześcijańskim oznaczało panowanie nad nim Włoch, oznaczało jego wyzysk przez Włochy.
Pan krajów habsburskich, cesarz, też nie był zainteresowany w reformacji. I jego władza w Niemczech była niewiele więcej realna niż władza papieża; i jedna, i druga polegały częściowo na tych samych złudzeniach i musiały wraz z nimi zniknąć. Żądać więc od cesarza, by się papieża wyrzekł, było to żądać od niego samobójstwa. A równie mały interes miał on w reformacji jako pan pstrej mieszaniny
krajów habsburskich.
Między krajami tymi katolicyzm stanowił potężny czynnik łączności i tylko też pod wodzą katolicyzmu można było spodziewać się krucjaty całego chrześcijaństwa przeciw Turkom; taka zaś krucjata musiałaby przede wszystkim wzmocnić dom habsburski. Reformacja oznaczała wyrzeczenie się wszelkiej nadziei tej krucjaty.

Równie mało przyczyn do zrywania z papiestwem mieli władcy Francji i Hiszpanii, a w tych krajach decydowała wówczas władza i wola królewska. Handel i produkcja towarowa w obu tych krajach wcześnie się rozwinęły. Najwcześniej nastąpiło to we Francji południowej, gdzie zerwał się też pierwszy
wybuch oburzenia przeciw przemocy papieskiej – „kacerstwo” albigensów [16], których wytępiono w krwawej rozprawie na początku XIII wieku. Lecz co się nie powiodło republikom miejskim na południu Francji to udało się w następstwie królom francuskim. Ludwik „Święty” już w roku 1269 wydał sankcję pragmatyczną, którą w 1438 roku odnowił i rozszerzył Karol VI. Sankcja ta w znacznym stopniu
uniezależniała duchowieństwo francuskie od Rzymu i poddała je władzy króla, czyli dała ona w zasadzie to samo, co prawie w sto lat później książęta niemieccy osiągnęli w czasie reformacji. Król francuski miał decydujący głos przy obsadzaniu wyższych stanowisk kościelnych; opłaty na rzecz papieży bez pozwolenia królewskiego były we Francji zakazane.

Podobnie sprawy miały się w Hiszpanii. Od 1480 roku istniała tam inkwizycja jako narzędzie policyjne władzy króla, który mianował Inkwizytorów i posługiwał się ich instytucją do swych politycznych celów. I z Hiszpanii tak samo jak z Francji papież nie mógł otrzymywać pieniędzy bez
zezwolenia królewskiego.

Za zgodę na sprzedaż odpustów w kraju – która to sprzedaż dała impuls do reformacji – Leon X musiał drogo zapłacić Francji i Hiszpanii. Karol V otrzymał odeń pożyczkę 175 tysięcy dukatów; Franciszek I zatrzymał sobie ładną cząstkę dochodu z odpustu. Z książąt niemieckich tylko jeden prymas
moguncki, jako książę kościoła oraz władca świecki, był dość potężny, aby zażądać – i otrzymać – udział w
owym łupie. Inni książęta niemieccy nie dostali nic, co ich ogromnie oburzyło i wzmogło życzliwość ich dla reformacji.

Królowie i kler we Francji i Hiszpanii wskutek wyższego rozwoju ekonomicznego tych krajów już przed reformacją nie tylko otrzymali w ogólnych zarysach to wszystko, co książęta i kler w Niemczech musieli dopiero zdobywać w ciężkiej walce, lecz byli już tak silni, iż mogli w owych krajach myśleć o tym, aby z papieża uczynić swe narzędzie, aby wyzyskać dla samych siebie jego wpływy oraz władzę. Nie tylko więc nie mieli najmniejszego interesu wyrzekać się papiestwa, ale raczej przeciwnie, byli mocno
zainteresowani w tym, aby utrzymać jego władzę nad światem chrześcijańskim, bo ta władza była w istocie
ich władzą.

Już w początkach XIV wieku królowie francuscy wzmogli się dość na siłach, aby uzależnić od siebie papieży rzymskich, którzy też w latach 1308-1377 obrali sobie za siedzibę Avignon leżący na ziemi francuskiej. I nie wpływ kościoła, tylko wzmocnienie się Włoch i wzrost w nich myśli narodowej i monarchistycznej, które ich rozwój ekonomiczny za sobą pociągnął, umożliwiło w końcu papieżowi wydostanie się spod wpływów Francji i powrót do Rzymu. Ale wówczas Francuzi rozpoczęli próby poddania sobie Włoch razem z papieżem. Tę samą próbę rozpoczęła też Hiszpania, która w początkach
reformacji w najpomyślniejszym dla siebie była położeniu, gdy Karol V obie piastował korony, cesarskoniemiecką
i hiszpańską.

Gdy książęta niemieccy zaledwie ostrożnie i omackiem próbowali otrząsnąć się z jarzma papieskiego, właśnie wtedy obie potęgi katolickie, Francja i Hiszpania, zawzięcie walczyły z sobą o władzę nad papieżem. W 1521 roku papież Leon X poddał się cesarzowi Karolowi i ten w tym samym roku skazał Lutra na wygnanie z granic cesarstwa niemieckiego.

Następca Leona, Hadrian VI, był „kreaturą jego cesarskiej mości”. A gdy Klemens VII, który przyszedł po Hadrianie, usiłował wyzwolić się spod wpływów cesarza, wtedy ten obrońca wiary katolickiej wysłał przeciw „ojcu świętemu” swych lands-knechtów, kazał wziąć Rzym, złupić go i zniszczyć. Jeżeli Włochy, Francja i Hiszpania zostały katolickie, to nie należy tego, jak się zazwyczaj czyni,
przypisywać ich umysłowemu zacofaniu, ale raczej ich wyższemu rozwojowi ekonomicznemu17. Były one panami papieża i za jego pośrednictwem wyzyskiwały germański świat chrześcijański. Ten zaś był zmuszony wyzwolić się z pęt papiestwa, aby ujść wyzyskowi; ale mógł to uczynić tylko urywając łączność z najbogatszymi i najwyżej rozwiniętymi krajami w Europie. A przeto w tym sensie reformacja była
istotnie walką barbarzyństwa przeciw kulturze. Nie jest to przypadek, że czołowymi szermierzami reformacji stały się dwa najbardziej zacofane narody w Europie, Szwecja oraz Szkocja.

Przez to oczywiście nie chcemy ani trochę potępiać reformacji. Stwierdziliśmy fakt powyższy, bo on nam tłumaczy, dlaczego to w Anglii i Niemczech najbardziej wykształceni ludzie o reformacji wówczas nie chcieli nawet słuchać – rzecz niezrozumiała, gdy się jak dotychczas zazwyczaj przyjmuje, że reformacja jest w istocie swej zjawiskiem natury umysłowej, walką wyższej umysłowości protestanckiej przeciwko niższej, katolickiej. Rzecz miała się wprost odwrotnie. Humanizm był całkowitym przeciwieństwem reformacji.

Przypisy:

[12] Pisane przed laty sześćdziesięciu; w Polsce dopiero rząd demokracji ludowej ostatecznie zniósł zacofanie w tej dziedzinie.

[13] Joannici – zakon rycerski w Palestynie w czasach wypraw krzyżowych (X-XIII w.).

[14] Ulryk von Hutten (1488-1523) – niemiecki humanista i działacz polityczny. Po pewnych wahaniach poparł ruch
reformacyjny Lutra, a następnie wysunął program złamania władzy książąt siłami rycerstwa i pod wodzą cesarza. Cesarz
odmówił swego poparcia, lecz mimo to Hutten nie porzucił swego planu i w latach 1522-1523 wziął udział w słynnym
powstaniu rycerzy niemieckich, kierowanym przez Sickingena. Powstanie upadło, gdyż było buntem ginącej klasy społecznej i nie szukało oparcia wśród mas chłopskich.

[15] Tomasz More (1478-1535) – jeden z twórców utopijnego socjalizmu, napisał znaną książkę pt. „Utopia”, w której wyłożył swe poglądy komunistyczne. Został stracony w r. 1535 z rozkazu króla angielskiego Henryka VIII.

[16] Albigensi – sekta, która w XII i XIII w. miała wielkie wpływy w południowej Francji. Występowała gwałtownie przeciwko
panowaniu Kościoła rzymskiego oskarżając go o skalanie pierwotnego chrześcijaństwa i zepsucie wywołane posiadaniem
majątków.

Społeczność

LENIN