Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 6 gości.

Chris Harman: Szturmując niebo

Barricade18March1871.jpg

Paryski lud wciąż miał broń, podczas gdy regularna armia została rozwiązana na mocy porozumienia z Prusami. Co więcej, wielu przedstawicieli zamożnej klasy średniej zaczęło opuszczać Paryż pozostawiając po sobie Gwardię Narodową, która stała się bardziej niż wcześniej reprezentacją klasy robotniczej.

Prezydent Louis Adolphe Thiers wiedział, że starcie z paryskimi masami jest nieuniknione. Zauważył posiadanie
przez Gwardię Narodową kontroli nad bronią, w tym 200 armatami, i wysłał żołnierzy, by zajęli wzgórza Montmartre.
Gdy żołnierze czekali na zaprzęgi, które odtransportują armaty, okoliczni mieszkańcy zaczęli z nimi pertraktować.

Jak relacjonował [historyk Komuny] Lissagaray:
„kobiety nie czekały na mężczyzn. Otoczyły karabiny maszynowe, wołając: „to wstyd, co wy robicie!”
podczas gdy żołnierze stali, nie wiedząc jak się zachować, grupa 300 gwardzistów przemaszerowała przy dźwiękach
bębnów wzywając ludność do oporu.

Jeden z generałów, Lecomte, trzykrotnie wydawał rozkaz ostrzelania tłumu. “Jego ludzie nie ruszyli się. Tłum zmieszał się z nimi, zaczęli się bratać a Lecomte
i jego oficerowie zostali aresztowani”.

O trzeciej tego dnia, 18 marca, Thiers i jego rząd opuścili stolicę. Jedno z największych miast świata znalazło się
w rekach uzbrojonych robotników i tym razem nie przeszło we władanie polityków z klasy średniej.

Nowy rodzaj władzy

Uzbrojone masy sprawdziły swą władzę na początek poprzez wybranych przywódców Gwardii Narodowej – ich
“komitetu centralnego”. Zorganizowali oni wybory do nowego ciała, Komuny, opartej na powszechnym prawie głosu
mężczyzn każdej miejscowości. W przeciwieństwie do normalnej reprezentacji parlamentarnej, wybrani mogli zostać
natychmiast odwołani przez swych wyborców i pobierali wynagrodzenie nie wyższe niż przeciętna płaca wykwalifikowanego robotnika. Co więcej wybrani
przedstawiciele nie mieli wyłącznie zatwierdzać ustaw, jak zwykli czynić wysoko opłacani biurokratyczni urzędnicy,
ale sami musieli wdrożyć w życie swoje ustawy.

W efekcie jak stwierdzał Karol Marks w swej obronie Komuny, Wojnie domowej we Francji , robotnicy zdemontowali
stare państwo i zastąpili je nowa strukturą, o wiele bardziej demokratyczną niż jakakolwiek, która powstała
od początku społeczeństwa klasowego.

“Zamiast raz na trzy lub sześć lat rozstrzygać, który z członków klasy panującej ma reprezentować i uciskać
lud w parlamencie, powszechne prawo głosowania miało służyć ludowi, zorganizowanemu w komuny

Ustrój komunalny oddałby organizmowi społecznemu wszystkie siły, dotychczas pożerane przez “państwo”, tę narośl pasożytniczą, która żywi się kosztem społeczeństwa i krępuje
swobodę jego ruchów.

Jej prawdziwa tajemnica polegała na tym, że była ona ze swej istoty rządem klasy robotniczej, rezultatem walki klasy
wytwórców z klasą przywłaszczycieli

- tą znalezioną wreszcie formą polityczną, w której mogło się dokonać wyzwolenie ekonomiczne pracy”.

Marks odnotował, że jako reprezentacja klasy pracowniczej Komuna przykładała wagę do dbania o jej interesy

- zabroniono nocnej pracy w piekarniach i nakładania przez pracodawcę kar na pracowników, pozwolono na przejmowanie przez pracowników zamykanych fabryk i warsztatów, prowadzono
renty dla wdów i powszechne szkolnictwo dla każdego dziecka oraz umorzono długi powstałe w czasie oblężenia, a także zakazano eksmisji za nieopłacony czynsz. Komuna dała też
wyraz swemu internacjonalizmowi burząc pomniki militaryzmu i akceptując niemieckiego robotnika na stanowisku
ministra pracy.

Nie miała szansy, by pokazać, jakie jeszcze kroki podjąłby robotniczy rząd. Władze republiki natychmiast przystąpiły
do organizowania wojska w celu obalenia Komuny, współpracując w tym ze swym “wrogiem” - Prusami. Do końca
kwietnia Thiers otoczył wojskiem Paryż zdecydowany zgnieść Komunę, a porozumienie z Bismarckiem dawało mu możliwość przekroczenia pruskich linii.

Komuna stanęła w obliczu zagrożenia atakiem. Istniał też inny problem. Jej wybrani przedstawiciele byli zdeterminowani walczyć za swą sprawę, jednak
brak politycznego rozeznania utrudniał im przeciwdziałanie zamiarom wrogich sił.

Dwa główne nurty

W ruchu robotniczym we Francji po 1830r. były obecne dwa główne nurty polityczne. Pierwszy był związany z
osobą Auguste’a Blanqui’ego. Podkreślał on rolę dobrze zorganizowanej, zakonspirowanej mniejszości działającej
na rzecz klasy robotniczej.

Drugi nurt wyrósł ze społecznych nauk (Pierre-Josepha) Proudhona. Uważał on, że robotnicy mogą rozwiązać swe problemy poprzez “mutualizm”, stowarzyszenia łączące się w kooperatywy - bez oglądania się na państwo.

Marks uważał oba te podejścia za niebezpiecznie niedostateczne. Była potrzebna zdecydowana akcja polityczna,
jak uważali blankiści, ale oparta o zorganizowaną aktywność mas, a nie o bohaterskie działania małych grup.

Potrzebna była też reorganizacja produkcji, jak twierdzili proudhoniści, ale nie obyłoby się to bez rewolucji
politycznej. Jednak Marks nie był w stanie wpływać na sytuację w Paryżu.

W Komunie działali ludzie gotowi do współpracy z Marksem, jak blankista Vaillant, ale nie było tam nikogo, kto
w pełni popierał jego idee. Zarówno Centralny
Komitet Gwardii Narodowej, jak Komuna, składały się nie z marksistów, ale z proudhonistów i blankistów, a ich decyzje
nosiły znamiona niedostatków obu tych tradycji.

Rząd republikański nie rozporządzał żadnymi siłami w momencie ucieczki z Paryża 18 marca. W tym momencie
było możliwe, by Gwardia Narodowa pomaszerowała na Wersal i ustanowiła swa władzę bez jednego strzału. Ale
“niepolityczna” tradycja proudhonizmu spowodowała, że Komuna spędzała czas wydając wspaniałe rezolucje, podczas
gdy Thiers zbierał żołnierzy.

Kontrrewolucja

Gdy Thiers okazał swe agresywne zamiary ostrzeliwując Paryż 2 kwietnia, wezwano do marszu na Wersal. Ale nie uczyniono żadnych poważnych kroków w tym kierunku. Oddano wciąż słabym siłom w Wersalu niepotrzebne zwycięstwo i zaprzepaszczono szansę na łatwe ich pokonanie.
 
Popełniono podobny błąd w samym Paryżu. Złoto całego kraju było w Banku Francji. Komuna mogła przejąć je, odciąć fundusze dla Thiersa i objąć kontrole nad ekonomią kraju. Ale ani blankistowska ani proudhonistowska tradycja nie pozwalały na taki atak na „prawa własności”.  Thiers skorzystał ze sposobności, by stworzyć olbrzymią armię. Wdarła się ona do Paryża 21 maja. Jeśli Thiers spodziewał się łatwego zwycięstwa, to się zawiódł. Paryscy robotnicy walczyli z nim ulica po ulicy, dzielnica po dzielnicy, budynek po budynku. Żołnierzom Thiersa zajęło tydzień wyparcie ich z bogatego zachodu miasta poprzez centrum do bastionu Komuny na wschodzie, by zgnieść ostatni punkt oporu nad ranem w niedzielę w Dniu Zesłania Ducha Świętego. Pokonanie Komuny zostało uwieńczone orgią przemocy niemal bezprecedensowej w nowoczesnej historii.
 
Każdy kto walczył po stronie Komuny był rozstrzeliwany na miejscu - 1900 osób w ciągu pierwszej doby (więcej niż podczas całego Wielkiego Terroru Rewolucji Francuskiej1793-94 w obrębie Paryża). Żołnierze patrolujący ulice zatrzymywali ubogich mieszkańców i skazywali wielu na śmierć po 30-sekundowych “procesach”, bo wyglądali oni na komunardów.  “Nieludzkie prawo zemsty z mocy którego wersalscy żołnierze rozstrzeliwali, zakłuwali bagnetami, rozpruwali więźniów, kobiety i dzieci jak sięgnąć wstecz pamięcią nie było w historii czegoś takiego.” (Londyński Times w 1871 r.)Całkowita liczba zamordowanych wynosi od 20 do 30 000 wg. wyliczeń współczesnych francuskich historyków. Kolejne 40 000 komunardów było przetrzymywanych przez rok na specjalnych statkach zanim postawiono ich przed sądem - 5000 skazano na deportację (głównie do Nowej Kaledonii) a kolejne 5000 na lżejsze kary.Jedną z deportowanych była najbardziej znana liderka walczących kobiet, Louise Michel. Powiedziała przed sądem: „nie będę się broniła i nie chcę być broniona. Całkowicie należę do rewolucji socjalistycznej. Jeśli zostawicie mnie przy życiu nie przestanę wołać oodwet.” Uprzedzenia tamtych czasów oznaczały, że Komuna cofnęła się przed przyznaniem kobietom praw wyborczych.
 
Mimo to kobiety z klasy robotniczej rozumiały, że zgniecenie Komuny jest zgnieceniem ich samych. Represje miały straszny wpływ na klasę robotniczą Paryża. Minęły prawiedwie dekady zanim wyrosło nowe pokolenie francuskich robotników, pamiętające zdławienie Komuny przez “republikański” rząd, ale zdeterminowane kontynuować walkę o lepszy świat.
Ostatnie słowo w sprawie Komuny należało do Karola Marksa. Zrozumiał, że reprezentowała ona największy dotychczasowy sprzeciw wobec świata kapitału – i największą inspirację dla nowej klasy wytworzonej przez kapitalizm, leczprzeciwstawiającą mu się. Napisał, że komunardzi „szturmowali niebo” i stanowili „nowy punkt wyjścia o światowym znaczeniu”.
 

Tłumaczenie: Piotr Ciesielski
Tekst ukazał się w majowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

LENIN