Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 29 gości.

Ryszard Nazarewicz: Lewicowo-demokratyczne ugrupowanie oficerów WP

Wielka Wojna Ojczyźnana

Tekst pochodzi z kwartalnika WPH 1/1971 str. 73-81

Autor: Ppłk rez. dr RYSZARD NAZAREWICZ

LEWICOWO-DEMOKRATYCZNE UGRUPOWANIE OFICERÓW WP I JEGO WSPÓŁDZIAŁANIE Z ARMIĄ RADZIECKĄ W WALCE Z HITLEROWSKIM OKUPANTEM

CZĘŚĆ I

Artykuł niniejszy poświęcony jest omówieniu udziału w walce z okupantem hitlerowskim licznej grupy oficerów wojska II Rzeczypospolitej. Do walki po stronie Armii Radzieckiej przystąpili stosunkowo wcześnie i w skomplikowanej sytuacji. Włączyli się do niej ochotniczo w momencie szczególnie ważnym - bezpośrednio po agresji hitlerowskich Niemiec na ZSRR - gdy od stawienia oporu faszystowskiej machinie wojennej zależał los i przyszłość Kraju Rad, Polski i całej cywilizowanej ludzkości. Podjęli ją na odcinku niezwykle ważnym i niezwykle niebezpiecznym. Wielu z pośród nich, jak i z pośród tych Polaków, którzy zasilili ich szeregi na terenie kraju, oddało życie dla wspólnej sprawy.

Działalność grup spadochronowych tworzonych z oficerów o przekonaniach demokratycznych i lewicowych, którzy po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej dobrowolnie zgłosili się do walki u boku Armii Radzieckiej, a następnie po przybyciu do kraju, podjęli walkę z okupantem, przedewszystkim na odcinku rozpoznania strategicznego, zasłużyła na specjalną uwagę. Doniosłą rolę odegrała zwłaszcza grupa oficerów dowodzona przez kpt. Mikołaja Arciszewskiego, która do chwili rozbicia jej przez aparat hitlerowski zdołała stworzyć szeroko rozgałęzioną polską organizacje antyfaszystowską i udzielić wydatnej pomocy naszemu najważniejszemu sojusznikowi w rozpoznaniu sił i ruchów armii hitlerowskiej na terenie Polski.

Działalność ta doczekała się już wielu wzmianek i artykułów, głównie prasowych. Dostarczyły one podstawowych informacji, m. in. o przybyciu do kraju w sierpniu 1941 r. grupy sadochronowej oficerów WP, o utworzeniu przez nich i rozbudowie organizacji "Michał", o ich działalności wywiadowczej oraz tragicznej likwidacji w lecie 1942 r. Są to przedewszystkim wspomnienia uczestników i świadków wydarzeń oraz oparte na wspomnieniach i relacjach artykuły prasowe i wzmianki w książkach.

Niektóre artykuły prasowe przedstawiały jednak wydarzenia w formie sensacyjno-przygodowej, bogato zabarwionej fantazją i własnymi domysłami autorów. Na istotne trudności natrafiało takie opracowanie problemu, które by w oparciu o materiał pochodzący z różnych źródeł ukazało rzeczywistą działalność organizacji i jej wkład w antyfaszystowską walkę Polski i ZSRR. Trudności te wynikały z faktu, iż cały dostępny do niedawna materiał oparty był wyłącznie na wspomnieniach uczestników i świadków wydarzeń, relacjach i listach. W toku poszukiwań archiwalnych napotkałem również odnoszące się do tej sprawy meldunki informacyjne i inne materiały wywiadu AK. Brakło jednak rzeczy najważniejszej, niezbędnej zwłaszcza do opracowania działalności wywiadowczej: potwierdzenia faktu istnienia bieżącego, roboczego kontaktu i współdziałania ze Sztabem Generalnym Armii Radzieckiej, i wreszcie oceny rzeczywistych efektów działalności wywiadowczej, dokonanej przez sztab wojskowy, który z wiadomości tych korzystał.

Ostatnio luka ta została wypełniona. Na prośbę Głównej Komisji Historycznej ZBoWiD, popartą przez MON, kompetentne czynniki radzieckie potwierdziły fakt działania grupy "Michał" i niektórych innych grup złożonych z Polaków w notatce opartej na materiałach archiwalnych, świadczącej o konkretnych wynikach tej pracy. W ten sposób znalazła autorytatywne potwierdzenie ofiarna działalność licznej grupy wojskowych polskich, którzy łącząc patriotyzm z internacjonalizmem, działali na jednym z najważniejszych i najniebezpieczniejszych odcinków walki z okupantem.

Ukształtowanie się lewicowego odłamu wśród oficerów WP internowanych w 1939 r. na Litwie i Łotwie

Po klęsce wrześniowej w obozach na Litwie i Łotwie znalazło się kilka tysięcy internowanych żołnierzy polskich. Były to obozy w m. Kulautuva i Kalwaria na Litwie oraz Litene, Litaste i Ulbroka na Łotwie, w lipcu 1940 r. przeniesione do Kozielska (obw. smoleński RSFRR). Wszędzie tam gdzie znajdowali się wówczas Polacy, a zwłaszcza w skupiskach ludzi aktywnych, wykształconych, patriotycznie zaangażowanych, jakimi były obozy oficerów - uczestników walk wrześniowych, toczyły się zażarte dyskusje, dokonywał się proces polaryzacji politycznej.

Niewątpliwy wpływ miały na internowanych oficerów przebywających w tych obozach ośrodki starszyzny obozowej, popierane przez wielu znajdujących się tam oficerów zawodowych, a także b. funkcjonariuszy policji i władz administracyjnych oraz innych reprezantantów kół sanacyjnych.

Po przeminięciu szoku spowodowanego wydarzeniami wrześniowymi i tam do głosu zaczęli dochodzić wojskowi nastawieni antysanacyjnie, szczerze popierający Sikorskiego, obciążający obóz legionowy, sterujący dotąd polityką polską, odpowiedzialnością za los narodu i państwa. Byli to często ludzie o róznych, często nie sprecyzowanych poglądach politycznych, przeważnie oficerowie rezerwy, nauczyciele itp.

Początkowo niewiele ludzi dostrzegało społeczno ustrojowe przyczyny klęski II Rzeczypospolitej oraz taką perspektywę dalszego rozwoju wydarzeń wojennych, która doprowadzi do wejścia ZSRR do wojny i powstania sojuszu polsko-radzieckiego oraz wspólnego zwycięstwa w wojnie z hiterowską III Rzeszą. Niełatwo było wówczas głosić takie poglądy wobec pozostawania ZSRR poza wojną przy dezorientacji spowodowanej wieloma niesłusznymi (jak to oceniają politycy i historycy radzieccy) wypowiedziami publicznymi i artykułami w prasie radzieckiej oraz przy braku szerszej informacji w warunkach obozowych. Mimo to przeciwstawili się oni antyradzieckiej nagonce, kwalfikującej ZSRR na równi z III Rzeszą jako wroga Polski. a nierzadko jako pierwszego, głównego wroga. Stanowisko takie zajmowali przedewszystkim internowani oficerowie rezerwy związani przedewszystkim z polskim ruchem komunistycznym i antyfaszystowskim, tacy jak np. por. Andrzej Adryan, por. Eugeniusz Milnikiel, ppor. Leon Kukulski.

Adryan był od dawna związany z działalnością KPP i należał do MOPR. Powołany do wojska w sierpniu 1939 r., wraz z Kukulskim i innymi oficerami kwatermistrzostwa garnizonu wileńskiego znalazł się na Litwie. Wkrótce stał się duchowym przywódcą grupy lewicowych oficerów w obozie Kalwaria. Zawdzięczał to zarówno wyrobieniu politycznemu jak i zaletom charakteru.

"Obóz obsługiwany był wyłącznie przez Polaków. Sami gospodarzyliśmy wewnątrz obozu, który był maleńkim państwem polskim. Sami więc świadczyliśmy sobie wszelkie usługi - od palenia w piecu, wydawania chleba, gotowania, wydawania żywności itd. Wyżywienie moim zdaniem było zupełnie wystarczające... Ponadto wydawano nam machorkę, zapałki i mydło toaletowe. Bieliznę osobistą oraz pościelową oddawaliśmy do prania sąsiedniemu kołchozowi".

"Wszyscy uczciwi, niezacietrzewieni internowani wnikliwie obserwowali i pozytywnie oceniali stosunek pracowników komendu obozu do oficerów WP. Stosunkowi temu nie można było nic zarzucić... Od czasu do czasu do niektórych budynków, bloków, po rosyjsku zwanych korpusami, przychodzili na pogawędki politrucy. Ciężka i niewdzięczna była praca politruków. Nad podziw opanowani, cierpliwi, spokojni, tłumaczyli, przekonywali. Nie dawali się sprowokować. Słuchali z pobłażliwym uśmiechem różnych bzdur, tak jak słucha stary, doświadczony człowiek głupstw rozkapryszonego, krnąbrnego dziecka... Mówili przy tej okazji: Jesteście do nas uprzedzeni. Może przyjdą inne czasy, wyjdziecie z obozu, będziecie razem z nami pracować...".

Istotnej zmianie uległa wówczas ogólna sytuacja polityczna i wojskowa. Po upadku Francji, wobec niebezpieczeństwa inwazji zagrażającej W. Brytanii, malały i oddalały się nadzieje na wyzwolenie Polski w wyniku zwycięstwa mocarstw zachodnich. Choć w oficjalnych wypowiedziach radzieckich oficerów politycznych, wygłaszających w obozie pogadanki i referaty, brakło wówczas sformułowań, które by uzasadniały pogląd o bliskiej wojnie niemiecko-radzieckiej, w rozmowach w węższym gronie rozważali oni tę ewentualność. Uważni czytelnicy prasy radzieckiej, szeroko dostępnej w obozie, zauważyli w jej tonie zmiany świadczące o nasileniu siły obronnej ZSRR, o wzroście napięcia w stosunkach niemiecko-radzieckich. Krystalizowały się wówczas postawy i poglądy wielu ludzi. Do grupy skupionej wokół Adryana, Arciszewskiego, Milnikiela i Kukulskiego przyłączali się nowi zwolennicy.

Na wiosnę 1941 r. było ich już ok. 60, a wraz z sympatykami około 150 oficerów. Powstało więc wyraźne ugrupowanie polityczne, które określiło się jako "Lewica Demokratyczna", o rosnącym stopniowo wpływie na liczącą około 2500 ludzi społeczność obozową. Nie była to, oczywiście nazwa oficjalna, lecz przyjęta umownie i używana głównie przez członków organizacji. Przeciwnicy określali ich jako "gminę komunistyczną", "czerwoną grupę", obrzucali wyzwiskami i obelgami. "Lewica Demokratyczna" nie była partią ani formalną organizacją z normalnymi atrybutami. Stanowiła jednak politycznie określony i coraz bardziej zwarty związek ludzi, którzy widzieli przyszłą Polskę w sojuszu z ZSRR.

"Była to organizacja łącząca w sobie coś z partii politycznej, towarzystwa przyjaźni polsko-radzieckiej i towarzystwa naukowego".

Członkowie tego ugropowania zbierali się przeważnie w bibliotece - czytelni, korzystając ze zgromadzonej tam literatury marksistowskiej oraz innych książek i czasopism radzieckich, w tym wielu w języku polskim, dyskutowali nad zagadnieniami politycznymi zarówno we własnym gronie, jak i z innymi oficerami z obozu. Zażarte spory toczyły się pod głośnikami radiowęzła. Do zwyczaju obozowego należało wysłuchiwanie komunikatów radia radzieckiego.

"Po nadaniu wiadomości któryś z asów legionowych , obwieszony orderami oficer prowadził komentarz, oświetlając odpowiednio sytuacje. Wtedy właśnie we Lwowie rozpoczęła działalność Wanda Wasilewska i grupa naszych intelektualistów z Boyem-Żeleńskim na czele. Nie oszczędzano ich w komentarzach, obrzucając różnymi epitetami. My po prostu ze zwykłej ludzkiej uczciwości zaprotestowaliśmy przeciwko temu".

Trudno ściśle sprecyzować poglądy polityczne "Lewicy Demokratycznej". Wszystkich jej zwolenników łączyło jednak to, że rozumieli, iż jedynie słuszną i zbawienną drogą dla Polski jest współpraca i przyjaźń z ZSRR oraz bezwględna walka z Niemcami. Uważali to za niezbędny wymóg polskiej racji stanu. Sympatie części z nich do Związku Radzieckiego wynikały ponadto z socjalistycznego charakteru jego ustroju.

Głoszenie takich poglądów wymagało wielkiego hartu ducha, narażało bowiem na różnego rodzaju obelgi i represje, na zarządzony wobec nich przez starszyznę obozową bojkot towarzyski, na zapowiedź rozprawienia się z nimi bądź postawienia przed sądem w niepodległej Polsce.

"Zostaliśmy zdegradowani i zasądzenia na karę śmierci przez rozstrzelanie w <>. Łagodny wyrok umotywowano tym, że ja i Kukulski byliśmy <>, podczas gdy inni członkowie naszej grupy zasądzeni byli na śmierć przez powieszenie, jako <>.

Niektórym wręczono nawet pisemne wyroki śmierci, wydane przez sądy kapturowe.

Wpływowa elita obozowa, złożona przeważnie z wyższych oficerów zawodowych, w większości reprezentowała, podobnie jak przed wojną, orientacje antyradziecką.

"Większość oficerów myślała po staremu. Chciała przywrócenia w Polsce profaszystowskich stosunków. Nie pragnęła nawet wąskich reform społecznych. Odrzucała możliwość jakiegokolwiek porozumienia czy współpracy ze wschodnim sąsiadem. Wierzyła w przyszłą wojnę kapitalistycznych krajów Zachodu ze Związkiem Radzieckim".

Obok licznej grupy, którą można określić jako "proangielska", była też grupa proniemiecka.

"Wśród niektórych elementów korpusu oficerskiego zaczęło się rozpowszechniać mniemanie, że Niemcy to jednak naród kulturalny, można z nimi dojść do porozumienia - że wcale pod ich rządami nie jest tak źle... Przypomniano sobie rok 1914, kiedy to można się było z Niemcami dogadywać. Głoszono pogląd, że istnieją różne polskie koncepcje i że w razie konieczności wyboru między Niemcami a Związkiem Radzieckim należy stanowczo postawić na Niemcy".

Z "Lewicą Demokratyczną" związali się przedewszystkim oficerowie młodsi, przeważnie z rezerwy, wśród nich: ppor. sap. Stanisław Wiński, ppor. Zygmunt Królski, ppor. Jerzy Lewis of Menard, ppor. Julian Michniewicz, ppor. Antoni Pawłowski, ppor pil. Medard Konieczny, a także oficerowie zawodowi, jak kpt. Jerzy Smoleński, por. Aleksander Rolewski i inni.

Wśród sympatyków "Lewicy Demokratycznej" znaleźli się również niektórzy wyżsi oficerowie reprezentujący pogląd o potrzebie porozumienia ze Związkiem Radzieckim i współdziałania z nim w walce z Niemcami, m. in. komendant obozu, ppłk Podwysocki, i mjr Łodziński.

Jeszcze w obozach na Łotwie i na Litwie wyłoniła się dość duża i zwarta grupa młodych wiekiem i stażem oficerów i podchorążych, pełnych patriotycznego zapału, ostro krytykujących koła rządzące II Rzeczypospolitej. Nie godząc się z poglądami i postępowaniem starszyzny obozowej, starającej się wygodnie urządzić w obozach kosztem ogółu, znaleźli się z nią w konflikcie.

Trzon grupy "młodych" stanowili nowo promowani oficerowie lotnictwa, głównie niedawni absolwenci podchorążówek w Warszawie i w Dęblinie: ppor. Igor Mickiewicz, ppor. Zbigniew Romanowski, ppor. Jerzy Ziółkowski, ppor. Tadeusz Juśkiewicz.

Arciszewski, z którym większość z nich zetknęła się dopiero w Kozielsku, stał się moralnym przywódcą i przewodnikiem grupy "młodych".

"Miał świetną pamięć, doskonale znał historię, większość wydarzeń politycznych. Świetnie interpretował sprawy międzynarodowe. Potrafił wyciągnąć z faktów logiczne wnioski i nie miał najmniejszej wątpliwości, że nowa Polska nie będzie już ta sama, która była przed wojną, że mimo wszelkich sentymentów czy antypatii, koniecznością dziejową jest istnienie Polski w oparciu o sojusz z ZSRR, że hitleryzm musi załamać się właśnie w ZSRR. Jego trafne sądy, oparte na niezbitych faktach, nie przysporyły mu syympatii wśród wygodnych panów z przeciwnej grupy, natomiast w nas utwierdziły to, co czuliśmy raczej podświadomie".

Poprzez Arciszewskiego "młodzi" zaprzyjaźnili się z członkami grupy lewicowych oficerów.

"Najczęściej dyskutowaliśmy z kpt. Andrzejem Adryanem. Wyróżniał się dużą znajomością zagadnień marksizmu, twardą postawą ideowca, przekonanego o słuszności swych teoretycznych założeń. W obozie zdobył duży autorytet i uznanie, z szacunkiem zwracali się do niego nawet przeciwnicy polityczni".

Rozpoczęła się ostra walka o młode dusze. Elementy sanacyjne używały różnych sposobów, by wyrwać je z pod wpływu "Lewicy Demokratycznej". Straszyły oficerów usunięciem z wojska, pozbawieniem emerytury, postawieniem przed sądem w Polsce, a następnie oskarżyły ich przed władzami radzieckimi o to, że występują przeciw układowi radziecko-niemieckiemu. Część z nich, a przedewszystkim Arciszewski, zostali przesłuchani. Oświadczyli wtedy, że są przekonani, iż Niemcy uderzą na ZSRR. Wkrótce zjawił się przedstawiciel władz centralnych.

"Był to bardzo kulturalny człowiek, mówiący dobrze po polsku. Rozpoczęły się z nim dyskusje na ten temat. Z początku nacierał ostro, ale kiedy wysłuchał nas, stwierdził, że mamy racje i, że władze są tego samego zdania, ale nie mogą tego publicznie głosić, dlatego, że muszą jak najbardziej odsunąć moment rozgrywki, ale bezwględnie sytuacja tak się rozwinie, bezwględnie będziemy jeszcze razem walczyć, spotkamy się we wspólnym froncie. W rezultacie przyznał nam racje. Od tego czasu nie mieliśmy żadnych problemów ze strony władz radzieckich".

Społeczność

rot front