Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 36 gości.

Chris Harman: Marksizm w działaniu - Rozdział VI - Kryzys ekonomiczny

"Akumulacja bogactwa z jednej strony a nędzy z drugiej" - oto jak Marks podsumowywał dążenia kapitalizmu. Ponieważ kapitalista boi się konkurencji każdego innego, wymaga od swych podwładnych jak najbardziej wytężonej pracy, starając się płacić im tak mało jak tylko się da.

Wynika z tego dysproporcja pomiędzy wzrostem środków produkcji z jednej strony a bardzo ograniczonym wzrostem zarobków z drugiej. Marks twierdził, że to było właśnie główną przyczyną kryzysów ekonomicznych.

Najłatwiej zorientować się w tym zadając sobie pytanie:, kto kupuje tak rozrastającą się ilość towarów? Wskutek niskich zarobków robotnicy nie są w stanie pozwolić sobie na rzeczy wyprodukowane własną pracą. Kapitaliści zaś nie mogą zwiększyć zarobków, bo to zmniejszyłoby zysk, zasadniczą siłę systemu.

Jeżeli jednak firmy nie są w stanie sprzedać wyprodukowanych towarów, są zmuszone zamknąć fabryki i wyrzucić robotników. Wtedy ogólna liczba zarobków bardziej jeszcze się zmniejsza i coraz więcej firm traci możność sprzedaży swych wyrobów. Powstaje kryzys "nadprodukcji" we wszystkich działach, z gromadzącymi się towarami, których ludzie nie mają, za co kupić.

To było powtarzającą się sytuacją w kapitalistycznych społeczeństwach w ciągu ubiegłych 160 lat.

Każdy jednak bystry zwolennik systemu zwróci uwagę na to, że istnieje łatwy sposób wydobycia się z kryzysu. Trzeba tylko, aby kapitaliści zainwestowali swe zyski w nowych fabrykach i maszynach. To stworzy możliwości pracy dla robotników, którzy będą mogli wskutek tego wykupić niesprzedany towar. Znaczy to, że póki funkcjonują nowe inwestycje, wyprodukowane towary mogą być sprzedane i prawie pełne zatrudnienie robotników będzie zapewnione.

Marks nie był głupi i przyznawał temu rację. Jak już była o tym mowa, rozumiał on, że zasadniczą cechą systemu spowodowaną konkurencją jest presja, aby kapitaliści inwestowali? Ale - zapytywał - czy to znaczy, że kapitaliści będą istotnie inwestować cały swój zysk i to stale?
Kapitalista inwestuje swój majątek tylko wtedy, gdy sądzi, że to mu zagwarantuje "odpowiedni" zysk.

Jeśli nie spodziewa się, że przedsięwzięcie będzie zyskowne, nie zaryzykuje ulokowania swych pieniędzy w inwestycjach. Włoży je do banku i tam zostawi.

Czy kapitalista zainwestuje swe pieniądze czy nie, zależy od tego, jak oceni ekonomiczną sytuację? Jeżeli wygląda ona pomyślnie, wszyscy kapitaliści gwałtownie inwestują w tym samym czasie, wyprzedzając jedni drugich, wyszukując odpowiednie tereny do budowy, zakupując maszynerię, przetrząsając ziemię w poszukiwaniu surowców, przepłacając wykwalifikowanych robotników.

Jest to zwykle nazywane "szczytem" lub "boomem".
Jednak dzika konkurencja o ziemię, surowce i pracowników podbija ceny na to wszystko. I nagle przychodzi moment, kiedy niektóre firmy stwierdzają, że koszty produkcji tak się podniosły, że nie ma mowy o zysku.

Nagle inwestycyjny szczyt zamienia się w inwestycyjny "krach". Nikt nie buduje nowych fabryk - robotnicy budowlani zostają zwolnieni z pracy. Nikt nie chce nowych maszyn - przemysł wytwarzający nową maszynerię wpada w kryzys. Nikomu nie jest potrzebna stal i żelazo, a więc okazuje się, że huty produkujące stal pracują "poniżej swych możliwości" i stają się "nierentowne". Zamykanie i likwidowanie fabryk przenosi się z jednej gałęzi przemysłu na drugą, wywołuje bezrobocie, a w konsekwencji zmniejsza możliwości kupowania przez robotników artykułów z innych fabryk.

Historia kapitalizmu jest historią takich okresowych, powtarzających się kryzysów, które prowadzą do zwariowanej sytuacji, w której bezrobotni głodują przed zamkniętymi fabrykami, podczas gdy niszczeją stosy "zbędnych" towarów.
Kapitalizm tworzy te kryzysy nadprodukcji raz po raz, bo nic się tu nie planuje, tak, że nie ma sposobu zatrzymania panicznego pędu kapitału do dokonywania inwestycji lub ich zaprzestania.

Ludzie kiedyś myśleli, że państwo mogłoby to zmienić. Że mogłoby utrzymywać produkcję na równym poziomie przez ingerencję w sprawy ekonomii, zwiększanie inwestycji państwowych, kiedy prywatne są za niskie, i zmniejszanie ich, kiedy prywatne inwestycje nabierają rozpędu. Jednak dzisiaj państwowe inwestycje są również częścią tego obłędu.
Popatrzmy na "British Steel", huty państwowe. Kilka lat temu poinformowano robotników pracujących w hutach, że zostają zwolnieni wskutek wprowadzenia ogromnych, zautomatyzowanych pieców hutniczych, przy których można produkować więcej stali i taniej. Dzisiaj w przemyśle stalowym panuje zastój i wiele świeżo wprowadzonych nowoczesnych maszyn stoi nieużywanych, bo Anglia nie była jedynym krajem, który wprowadził te kosztowne inwestycje. Francja, Niemcy, Stany Zjednoczone, Brazylia, Wschodnia Europa, Południowa Korea i Polska zrobiły to samo. Obecnie na całym świecie nastąpił kryzys nadprodukcji wskutek nadmiaru wyrabianej stali. Państwowe inwestycje zostały wszędzie obcięte.

Więc oczywiście hutnicy ucierpieli na tym podwójnie.
To jest cena, którą ludzkość stale płaci z powodu systemu, w którym władza nad masową produkcją bogactwa znajduje się w rękach niewielkich, uprzywilejowanych grup, które interesuje tylko zysk. Obojętne, czy te małe, uprzywilejowane grupy składają się z właścicieli przemysłu, czy też zarządzają nim pośrednio, jako ludzie kierujący państwem (jak pokazuje przykład British Steel). W każdym przypadku używają oni swojej władzy, aby rywalizować między sobą o jak największy udział w zyskach (czy to na terenie własnego kraju czy międzynarodowym), a tymi, którzy cierpią przez to - są pracownicy.

Obłędem w tym systemie jest fakt, że ten "kryzys nadprodukcji" wcale nadprodukcją nie jest. Cały ten "nadmiar" stali na przykład mógłby dopomóc rozwiązać sprawę głodu na świecie. Wieśniacy w różnych częściach świata orzą ziemię drewnianymi pługami. Stalowe pługi mogłyby zwiększyć plony. Ale wieśniacy są bez grosza, więc system kapitalistyczny nie jest nimi zainteresowany - system nie może na nich zrobić zysku.

Dlaczego kryzysy przybierają na sile?

Kryzysy nie pojawiają się z monotonną regularnością. Marks przepowiedział, że z biegiem czasu będą stawały się coraz groźniejsze.

Jeżeli nawet inwestycje są wprowadzane równomiernie, bez nadmiaru i błędów, nie zapobiegnie to ogólnej tendencji do kryzysów. Dzieje się tak, dlatego, że konkurencja między kapitalistami (i kapitalistycznymi państwami) zmusza ich do wprowadzenia maszynerii oszczędzającej pracę człowieka.
Obecnie w Anglii prawie wszystkie nowe wynalazki mają na celu zmniejszenie liczby zatrudnionych pracowników. Dlatego dziś pracuje mniej robotników w przemyśle niż 10 lat temu, mimo że produkcja wzrosła w tym czasie.

Tylko przez "racjonalizację produkcji", przez zwiększenie wydajności i zmniejszenie zatrudnionego personelu kapitalista może zdobyć większy zysk niż inni. Jednak skutek tego dla systemu jako całości jest niszczycielski, bo znaczy to, że liczba robotników nie zwiększa się nawet w przybliżeniu w tym tempie, co wzrost inwestycji.

A przecież praca robotników jest źrodłem zysku i paliwem, na którym upiera się system. Jeśli stale powiększać inwestycje, nie zwiększając równocześnie źródła zysków, zmierza się do katastrofy. Jest to tak pewne, jak to, że nie można jechać limuzyną zużywając tę samą ilość benzyny, co przy maluchu.
Dlatego Marks przepowiedział sto lat temu, że wielki sukces kapitalizmu we wprowadzaniu ogromnych inwestycji w fabrykach prowadzi do tendencji do obniżania się stopy zysku, a przez to do stale pogarszających się kryzysów.

To jego twierdzenie może być z łatwością zastosowane do kapitalizmu w dobie dzisiejszej. Zamiast "złych okresów" przechodzących w "dobre" -od krachów przechodzących w szczyty, znajdujemy się dzisiaj w nigdy nie kończącym się kryzysie. Wszelkie zmiany na lepsze i spadek bezrobocia są ograniczone i krótkotrwałe.

Zwolennicy systemu twierdzą, że przyczyną są niedostateczne inwestycje. Bez nowych inwestycji nie ma możliwości zatrudnienia nowych pracowników, a bez nowych pracowników brakuje pieniędzy na zakup nowych wyprodukowanych dóbr. Możemy zgodzić się z tym, ale nie z uzasadnieniem przyczyny, dlaczego tak się dzieje.

Ich zarzut dotyczy zarobków. Mówią, że zarobki robotników są za wysokie, co obniża zysk niemal do zera. Kapitaliści lękają się inwestować, bo nie otrzymują "dostatecznego wynagrodzenia".

Jednak kryzys pogłębiał się przez długie lata, w czasie, w których polityka wypłat i decyzje państwowe obcięty robotnikom płace, obniżając poziom życia i zwiększając zyski. Lata 1975-78 były okresem największego obniżenia się poziomu życia robotników w tym stuleciu w Anglii i bogacenia się bogatych. Udział 10-ciu procent najbogatszych ludzi w narodowym majątku wzrósł z 57,8% w 1974 r. do 60% w 1976.
Mimo to wciąż jest niedość inwestycji, aby zakończyć kryzys - i to nie tylko w Anglii, lecz również we Francji, w Japonii i Niemczech.

Lepiej jest więc posłuchać, co Marks powiedział 100 lat temu niż przysłuchiwać się tym, którzy płaszczą się przed dzisiejszym kapitalizmem.

Marks przepowiedział, że w miarę starzenia się kapitalizmu kryzysy staną się gorsze, ponieważ źródło zysku, praca, nie zwiększa się równie szybko jak wkład inwestycyjny, który ją umożliwia. Marks pisał o tym, kiedy wartość instalacji i maszynerii potrzebnej do zatrudnienia każdego robotnika była stosunkowo niska. Rozrastała się ona od tego czasu i dzisiaj może być oceniana na 20 a nawet 30 tysięcy funtów.

Konkurencja między firmami kapitalistycznymi wymuszała na nich wprowadzanie coraz droższej maszynerii. Dziś jest ogólnie przyjęte, że wprowadzenie nowej maszynerii jest równoznaczne z potrzebą mniejszej ilości pracowników.

Organizacja Współpracy i Rozwoju Gospodarczego (OECD) przepowiada, że w światowych głównych działach przemysłowych zmniejszy się liczba ludzi zatrudnionych w ciągu następnych pięciu lat, nawet, jeśli jakimś cudem inwestycje dynamicznie się zwiększą.

Cudu jednak nie będzie. Kapitaliści dbają, bowiem o swój zysk i jeżeli ich inwestycja zwiększy się czterokrotnie, a zysk tylko dwukrotnie, to ich to bardzo zdenerwuje. Jednak tak się napewno stanie, jeśli przemysł będzie rozwijać się szybciej niż źródło zysku - praca.

Jak Marks stwierdził, stopa procentowa zysku będzie mieć tendencję zniżkową. W końcu przyjdzie okres, kiedy każda nowa inwestycja będzie się wydawać coraz bardziej niebezpieczna. Wielkość wydatków potrzebnych na nowe instalacje i maszynerię będzie kolosalna, a procent zysku stanie się niższy niż kiedykolwiek przedtem. Kiedy to stadium zostanie osiągnięte, każdy kapitalista (lub kapitalistyczne państwo) będzie marzył o programie nowych wielkich inwestycji, ale będzie lękać się go zrealizować w obawie plajty.

Dzisiejsza gospodarka światowa właśnie tak wygląda. W Anglii Rover planuje nowe modele samochodów, ale boi się strat finansowych. British Steel roi o tych wielkich instalacjach, które zaplanowało przed pięcioma laty - ale nie może ich zrealizować, bo nie jest w stanie sprzedać swych obecnych wyrobów. Japoński przemysł stoczniowy zaniechał wprowadzania inwestycji w swych nowych zakładach, a niektóre ze starych zamknął.

Ten właśnie sukces kapitalizmu w budowaniu coraz większej i bardziej produkcyjnej maszynerii doprowadził cały system do kryzysu, który wydaje się nie mieć końca.

W niewolniczych społeczeństwach starożytności i w feudalnych społeczeństwach średniowiecza przychodził moment, kiedy bądź rewolucja mogła te społeczeństwa zmienić, bądź też wchodziły one w okres stałego kryzysu, który wpływał na to, że cofały się w rozwoju. W przypadku Rzymu brak rewolucji doprowadził do zagłady rzymskiej cywilizacji i do ciemnego okresu średniowiecza. W przypadku niektórych feudalnych społeczeństw (w Anglii, a potem we Francji) rewolucje obaliły dawny system i doprowadziły do nowego społecznego postępu w okresie kapitalizmu.

W chwili obecnej przed kapitalizmem otwierają się możliwości: albo stałego kryzysu, który w końcu pogrąży ludzkość na nowo w barbarzyństwie wskutek biedy i wojny, albo też socjalistycznej rewolucji.

Społeczność

jednolity front