Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 18 gości.

Włodzimierz Lenin: Co to są "przyjaciele ludu" i jak oni walczą przeciwko socjaldemokratom?

Platforma Obywatelska - przykład współczesnych "przyjaciół ludu".

«Russkoje Bogatstwo» ruszyło w pochód przeciwko socjaldemokratom. Już w Nr 10 z roku zeszłego jeden z przywódców tego czasopisma, p. N. Michajłowski, zapowiedział «polemikę» z «naszymi tak zwanymi marksistami, czyli socjaldemokratami». Następnie ukazały się artykuły p. S. Krywienki: «W kwestii samotników kulturalnych» (Nr 12) oraz p. N. Michajłowskiego: «Literatura a życie» (NrNr 1 i 2 «R. B.» z r. 1894). Co się tyczy własnych zapatrywań czasopisma na naszą rzeczywistość ekonomiczną, to wyłożył je najpełniej p. S. Jużakow w artykule: «Zagadnienia rozwoju ekonomicznego Rosji» (w NrNr 11 i 12). Roszcząc sobie w ogóle pretensje do reprezentowania w swym czasopiśmie poglądów i taktyki prawdziwych «przyjaciół ludu», panowie ci są zdeklarowanymi wrogami socjaldemokracji. Spróbujmy więc przyjrzeć się tym «przyjaciołom ludu», ich krytyce marksizmu, ich poglądom, ich taktyce.

Pan N. Michajłowski największą uwagę zwraca na teoretyczne uzasadnienie marksizmu i dlatego zajmuje się zwłaszcza analizą materialistycznego pojmowania dziejów. Po przedstawieniu w ogólnych zarysach treści rozległej marksistowskiej literatury, zawierającej wykład tej nauki, p. Michajłowski zapoczątkowuje swą krytykę taką oto tyradą:
«Powstaje przede wszystkim — powiada — samo przez się. pytanie: w którym dziele wyłożył Marks swe materialistyczne pojmowanie dziejów? W «Kapitale» dał nam próbkę skojarzenia siły logiki z erudycją, z drobiazgowym badaniem zarówno całej literatury ekonomicznej, jako też i odpowiednich faktów. Wyprowadził na światło dzienne dawno zapomnianych lub nikomu dziś nieznanych teoretyków nauki ekonomicznej i nie przeoczył najdrobniejszych szczegółów w jakichś sprawozdaniach inspektorów fabrycznych lub świadectwach rzeczoznawców w różnych ko¬misjach specjalnych; słowem, przewertował przytłaczającą masę materiału faktycznego częściowo celem uzasadnienia, częściowo zaś gwoli zilustrowania swych teorii ekonomicznych. Jeśli stworzył «całkiem nowe» pojmowanie procesu dziejowego, jeśli wyjaśnił całą przeszłość ludzkości z nowego punktu widzenia i podsumował wszystkie istniejące dotąd teorie filozoficzno-historyczne, uczynił to oczywiście z takąż starannością: istotnie przejrzał i poddał analizie krytycznej wszystkie znane teorie procesu dziejowego, opracował masę faktów z dziejów powszechnych. Porównanie z Darwinem, które się tak utarło w literaturze marksistowskiej, umacnia jeszcze bardziej w tym mniemaniu. Czym jest cała praca Darwina? Kilka uogólniających idei, związanych jak najściślej z sobą, wieńczących cały Mont Blanc materiału faktycznego. Gdzież jest odpowiednia praca Marksa? Nie ma jej. I nie dość, że brak takiej pracy Marksa, ale nie ma jej również w całej literaturze marksistowskiej, mimo jej całą ilościową rozległość i jej rozpowszechnienie».

Cała ta tyrada jest nadzwyczaj znamienna dla wyjaśnienia sobie, jak mało rozumie publiczność «Kapitał» i Marksa. Przy¬tłoczona olbrzymią siłą dowodową wykładu, kłania się pięknie Marksowi, chwali go — a zarazem pomija zupełnie podstawową treść nauki i ciągnie dalej, jak gdyby nigdy nic, starą śpiewkę «socjologii subiektywnej». Nie podobna pominąć przy tej sposobności bardzo słusznego motta, wybranego przez Kautsky'ego w jego książce o nauce ekonomicznej Marksa:

Wer wird nicht einen Klopstock loben?
Doch wird ihn jeder lesen? Nein.
Wir wollen weniger erhoben
Und fleissiger gelesen sein! [ ]

Otóż to! Pan Michajłowski powinien by mniej chwalić Marksa, ale natomiast pilniej go czytać lub raczej poważniej przemyśleć to, co czyta.

«Marks dał nam w «Kapitale» próbkę skojarzenia siły logiki z erudycją» — powiada p. Michajłowski. Pan Michajłowski dał nam w tym frazesie próbkę skojarzenia błyskotliwego frazesu z jałowością treści, jak zauważył pewien marksista. Uwaga ta jest istotnie zupełnie słuszna. W czymże naprawdę ujawniła się owa siła logiki Marksa? Jakież dała ona wyniki? Gdy się czyta przytoczoną tyradę p. Michajłowskiego, można by pomyśleć, że ta siła skierowana była na «teorie ekonomiczne» w najwęższym znaczeniu tego terminu — i tyle. Aby zaś bardziej uwydatnić wąski zakres pola, na którym Marks ujawnił siłę swej logiki, p. Michajłowski kładzie nacisk na «najdrobniejsze szczegóły», na «drobiazgowość», na «nieznanych nikomu teoretyków» itp. Wygląda tak, jak gdyby Marks nie wniósł do metod konstrukcji owych teorii nic istotnie nowego, godnego wspomnienia, jak gdyby pozostawił granice nauki ekonomicznej w takiej samej postaci, w jakiej istniały u dawnych ekonomistów, jak gdyby ich nie rozszerzył, nie wniósł «całkiem nowego» pojmowania samej owej nauki. A tymczasem każdy, kto czytał «Kapitał», wie, że jest to zupełna nie¬prawda. Nie sposób pominąć przy tej okazji tego, co pisał o Marksie p. Michajłowski 16 lat temu, polemizując z banalnie burżuazyjnym p. J. Żukowskim. Czy to czasy były wówczas inne, czy też uczucia świeższe — ale zarówno ton, jak i treść artykułu p. Michajłowskiego były zupełnie odmienne.

— «Celem ostatecznym tego dzieła jest wykazanie prawa rozwoju (w oryginale: Das oekonomische Bewegungsgesetz — ekonomiczne prawo rozwoju) społeczeństwa współczesnego» — powiada K. Marks o swym «Kapitale» i trzyma się ściśle swego programu»—taką opinię wydawał p. Michajłowski w r. 1877. Przypatrzmyż się bliżej temu ściśle konsekwentnemu — według świadectwa krytyka — programowi. Polega on na «wykazaniu ekonomicznego prawa rozwoju społeczeństwa współczesnego».

Już samo powyższe sformułowanie stawia nas w obliczu kilku zagadnień, wymagających wyjaśnienia. Czemu to Marks mówi o społeczeństwie «współczesnym (modern)», gdy wszyscy ekonomiści przed nim prawili o społeczeństwie w ogóle? W jakim sensie używa on wyrazu «współczesny», na podstawie jakich cech wydziela osobno to społeczeństwo współczesne? I dalej — cóż to znaczy: ekonomiczne prawo rozwoju społeczeństwa? Zwykliśmy słyszeć od ekonomistów — i jest to między innymi jedna z ulubionych myśli publicystów i ekonomistów tego środowiska, do którego należy «Russkoje Bogatstwo» —że jedynie wytwarzanie wartości podlega samym tylko prawom ekonomicznym, podczas gdy podział, jak powiadają, zależy od polityki, od tego, na czym będzie polegało oddziaływanie na społeczeństwo ze strony władzy, inteligencji itp. W jakim więc sensie mówi Marks o ekonomicznym prawie rozwoju społeczeństwa i na domiar nazywa tuż obok owo prawo Naturgesetz — prawem natury? Jak to zrozumieć, skoro tylu rodzimych socjologów wypisało stosy papieru o tym, że dziedzina zjawisk społecznych wydziela się osobno z dziedziny zjawisk przyrodniczo-historycznych, że zatem i do badania zjawisk pierwszego rodzaju stosować należy zupełnie odrębną «metodę subiektywną w zakresie socjologii»?

Wszystkie te wątpliwości powstają w sposób naturalny i konieczny, i tylko, oczywiście, zupełny nieuk może je omijać, mówiąc o «Kapitale». Aby zorientować się w tych zagadnieniach, przytoczymy na wstępie jeszcze jedno miejsce z przedmowy do «Kapitału»—o kilka tylko wierszy niżej:
«Stanowisko moje polega na tym — powiada Marks — że zapatruję się na rozwój ekonomicznej formacji społecznej jako na proces przyrodniczo-historyczny».

Wystarczy po prostu porównać choćby tylko przytoczone dwa ustępy z przedmowy, aby zobaczyć, że tutaj właśnie zawarta jest myśl podstawowa «Kapitału», przeprowadzona, jak słyszeliśmy, ze ścisłą konsekwencją i z wyjątkową siłą logiki. Zaznaczmy przede wszystkim w związku z tym dwie okoliczności. Marks mówi tylko o jednej «formacji społeczno-ekonomicznej» — o kapitalistycznej, tj. mówi, że zbadał prawo rozwoju tylko tej jednej formacji i żadnej innej. To po pierwsze. Po drugie zaś zaznaczmy sposoby, za pomocą których opracował Marks swe wnioski: sposoby te polegały, jak słyszeliśmy tylko co od p. Michajłowskiego, na «drobiazgowym badaniu odpowiednich faktów».

CAŁOŚĆ TEKSTU DO POBRANIA W FORMACIE .PDF.

ZałącznikWielkość
Włodzimierz Lenin - Co to są «Przyjaciele ludu» (...).pdf412.89 KB

Społeczność

Obama rev