Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 27 gości.

Wyzyskiwani, wyśmiewani, pogrążeni w depresji, skłonni do samobójstw: tragedia na wyspie Jersey odsłania kryzys

Samobójstwo

Wyzyskiwani, wyśmiewani, pogrążeni w depresji, skłonni do samobójstw: tragedia na wyspie Jersey odsłania kryzys

Samotny, odizolowany od społeczeństwa żywot wielu Polaków żyjących na Wyspach Brytyjskich oznacza ciągłą możliwość eksplozji.

Sarah Morrison i Jenny Stevens

Wyspa Jersey gdzie ostatnie morderstwo miało miejsce niemalże 15 lat temu była uznawana przez policję za najbardziej bezpieczne miejsce w Świecie Zachodnim. Teraz po tym jak zadźgano 6-cio osobową rodzinę w spokojny, letni wieczór nikt nie jest bardziej wstrząśnięty niż mała polska społeczność na Wyspie.

Detektywi śledczy po początkowych wynikach śledztwa opisują przebieg tragedii w następujący sposób: budowlaniec, Damian Rzeszowski (30 lat), zadźgał swoją żonę Izabelę (30 lat), oraz ich dwójkę dzieci, pięcioletnią Kingę i dwuletniego Kacperka, swojego teścia Marka Garstkiego, ich znajomą Martę de la Haye (34 lata), oraz jej 5-cio letnią córkę, Julię, po szaleńczym ataku i zabiciu ich wszystkich popełnił samobójstwo (zabójca przeżył- dop. WR).

Pomimo iż nadal nie wiadomo co skłoniło opisywanego jako "godnego zaufania" i "robiącego wszystko dla rodziny" Damiana Rzeszowskiego to tej zbrodni wiadomo już że nie wszystko było tak kolorowe jak to się wydaje; przyjaciel rodziny Dominika Nalichowska (30 lat) twierdzi że miesiąc przed tragedią próbował odebrać sobie życie w wyniku długotrwałej depresji dla której podłożem miały być problemy małżeńskie i finansowe.

W celu znalezienia odpowiedzi na pytania związane z przyczynami tej zbrodni śledczy chcą dotrzeć do większości 5-cio tysięcznej polskiej społeczności na Wyspie Jersey. Problem polega na tym że społeczność z Jersey podobnie jak większość z szacowanej na 521 tysięcy osób narodowości polskiej na Wyspach[1] która mieszka i pracuje na Wyspach nie jest przyzwyczajona żeby ktokolwiek chciał jej słuchać.

Eksperci szacują że samotność i odizolowanie od reszty społeczeństwa które dotyka większości polskiej społeczności to ciągłe życie pod presją psychiczną co często kończy się wybuchem którego wyrazem jest przemoc- zwłaszcza skierowana przeciwko samemu sobie. Spowodowane jest to m.in brakiem objęcia Polaków brytyjskim systemem pomocy psychologicznej.

Podczas gdy Damian Rzeszowski wyładował swoją gniew na najbliższych większość Polaków wyładowuje ją na sobie popełniając samobójstwo. Polski Konsul w Manchesterze szacuje że około 30 procent zgonów wśród Polaków zamieszkałych w północnej Anglii i w Walii to efekty samobójstw. Pracownicy socjalni dodają że w obliczu kryzysu gospodarczego narastającymi problemami są: bezdomność, depresje, nadużywanie alkoholu i rosnące zadłużenie gospodarstw domowych. Jako ważny problem określa się wyzysk którego ofiarami padają pracownicy ze strony pozbawionych skrupułów pracodawców. Podkreśla się konieczność zapewnienia pomocy odizolowanym grupom Polaków.

Możliwość pracy na Wyspach Brytyjskich dało otwarcie brytyjskiego rynku pracy dla Polaków w 2004 roku. Jednakże wg. od niedawna nieobowiązującego Workers Registration Scheme (pol. System Ewidencji Pracowniczej) nie mogli oni korzystać z żadnych form pomocy społecznej przed przepracowaniem min. 12 miesięcy na Wyspach Brytyjskich. Fundacja Reconnections z miasta Leeds twierdzi że 63 % Polaków którym pomogła wrócić do kraju twierdziło że czuli się tutaj obywatelami drugiej kategorii.

"Podczas gdy większość polskich imigrantów to przedsiębiorczy ludzie którzy osiągneli sukces musimy pamiętać o marginesie tych którym się nie udało. W Polsce rodzina, znajomi, lokalna społeczność to ważna rzecz. Ci ludzie potrzebują tego tak samo na Wyspach jak w Polsce" twierdzi Ewa Sadowska szefowa fundacji Barka.

Wg. Sadowskiej "jest coraz mniej pomocy społecznej" i "mniej wsparcia dla potrzebujących". "Ciagle zmniejsza się liczbę programów wsparcia dla imigrantów" dodaje; "To są ludzie którzy stoją przed wielkimi wyzwaniami i często nie mogą od nikogo oczekiwać wsparcia".

Budowlaniec Arkadiusz Stypułkowski wie co może spowodować brak systemu bezpłatnej pomocy psychologicznej; Pewnego późnego, lipcowego wieczoru gdy wracał z pracy spodziewał się zastać swoją żonę śpiącą w ich sypialni. Zdziwiony faktem iż łóżko było puste, zaczął szukać małżonki w pokoju ich 9-cio letnich bliźniaków. Po chwili znalazł żonę powieszoną na futrynie drzwiowej w łazience, nie żyła już od dłuższego czasu.

31-letnia Marta Sypułkowska była sprzątaczką. Po tym jak Wielka Brytania otworzyła rynek pracy podobnie jak około miliona Polaków wyjechała na Wyspy w poszukiwaniu lepszego życia. Sen okazał się jednak koszmarem ubóstwa i samotności. To beznadziejność codziennego życia była tym czego nie mogła znieść.

Sekretarz Konsularny Monika Panasiuk uważa że głównym źródłem problemów jest rozbieżność pomiędzy tym czym Polakom wydaje się być w kraju Wielka Brytania a tym czym okazuje się na miejscu.

Maria Witkowska, szefowa projektu Upper Room zajmującego się udzielaniem różnego rodzaju wsparcia dla imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej zauważa: "Bardzo często ludzie padają ofiarą wyzysku. Zdarza się że pracują za darmo miesiąc lub dwa. Kiedy przyjeżdzają tutaj i nic nie idzie zgodnie z ich planami stres może być za duży żeby móc sobie samemu z nim poradzić."

Według danych zebranych przez różne organizacje charytatywne z Londynu, 25 % osób żyjących na ulicach brytyjskiej ulicy to osoby z Europy Wschodniej. Mimo zniesienia Workers Registration Scheme w maju ciężko nadrobić zaległości w pomocy ludziom z tych krajów tak szybko.

"Znaczna liczba osób korzystających z naszej pomocy czuje beznadzieję swojego położenia, czuje smutek. Około 30-40 % osób z Polski którym pomagamy jest w poważnej depresji" twierdzi Keith Armitage z organizacji pomagającej bezdomnym w Londynie- Providence Row.

Niepublikowane badania Uniwersytetu z Wolverhampton dowodzą że niemalże połowa niedawno przybyłych polskich imigrantów do Wielkiej Brytanii żyje w wielkim stresie i ma duże szanse popadnięcia w głębokie choroby psychiczne. Wskaźniki problemów psychicznych wśród Polaków są wyższe niż wśród ludności rodzimej czy jakiejkolwiek innej grupy imigrantów.

Ale to nie problem tylko nowoprzybyłych- wg. Gera Drymer szefowej Londyńskiego Biura Porad Dla Mieszkańców Europy Wschodniej które rocznie pomaga około 3,400 osobom z których 97% to Polacy przebywający na Wyspach od pięciu do dziesięciu lat też mają w większości takie problemy. W ciągu ostatnich miesięcy liczba oczekujących pomocy zwiększyła się kilkakrotnie.

Wg. Niej: "Ludzie mogą popaść w problemy psychiczne bardzo łatwo- dopóki nie mają żadnego wsparcie. Każde ograniczenie aktualnie istniejących ośrodków wsparcia grozi że wielu ludzi w razie problemów nie będzie miało się gdzie zwrócić o pomoc.

Adam Szymanski (imię i nazwisko zmienione) mający 35 lat wyjechał ze swego małego miasta na południu Polski na Wyspy w 2004 roku cztery miesiące przed akcesją Polski do UE, po tym jak firma budowlana w której pracował jako sales manager splajtowała. Zamieszkał w Londynie razem z żoną i synem i zatrudnił się na stanowisku pomocy kuchennej za 9 funtów za godzinę.

4 lata później zarabiał płacę minimalną (5.93 funta za godzinę pracy) i był w separacji z żoną. Gdy jego małżeństwo się rozpadało dwukrotnie próbował popełnić samobójstwo. "Życie na Wyspach różni się od życia w Polsce. Moje małżeństwo się rozpadło. Pracowałem po 18 godzin dziennie. Byłem bardzo przywiązany do swojego kraju".

Od pierwszej próby samobójczej do drugiej minął miesiąc. W międzyczasie nikt nie próbował mu pomóc. "Lekarze nie chcieli rozmawiać o moich problemach. Nikt mi nie pomógł" dodaje.

Studiom przypadku:

Krystyna (prawdziwe imię zmienione) przyjechała do Wielkiej Brytanii cztery lata temu wraz ze swoim chłopakiem. Zniechęcona pracowaniem po 15 godzin dziennie jako architekt wnętrz w Polsce liczyła na lepszy standard życia w Anglii dla siebie i swojej 6-cio letniej córki która została w Polsce razem z jej matką. Teraz pozostaje w separacji ze swoim partnerem i mieszka w schronisku dla ofiar przemocy domowej i mówi że rozważała popełnienie samobójstwa kilkakrotnie. Myśl o jej córce zawsze ją przed tym powstrzymywała.

"Mieszkałam razem z chłopakiem. Bił mnie od dłuższego czasu ale nie uważałam że to coś złego. Tak samo żyła moja matka więc myślałam że to normalne. Pewnego razu złamał mi obojczyk przez co nie mogłam pracować.[...]
Gdy go zostawiłam zostałam bezdomna. Pomieszkiwałam u naszych znajomych ale bałam się wrócić do chłopaka. Byłam pozostawiona sama sobie. Gdy nie miałam innej możliwości spałam w autobusie. Linia 149 daleko jedzie więc ma się dużo czasu żeby spać. "

"W Polsce miała pracę rodzinę i wielu znajomych. Tutaj jestem obcą. Jestem tylko imigrantem. Nikt się mną nie przejmuje. Równie dobrze mogę umrzeć jak i nie wstać rano z łóżka.

Źródło:"Independent" wydanie niedzielne, Niedziela 21 sierpnia 2011
http://www.independent.co.uk/news/uk/crime/exploited-ignored-depressed-s...

Tłumaczenie pochodzi od redakcji "Władzy Rad"

Społeczność

Lenin 005