Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 14 gości.

Przemysław Wielgosz: Czytając Różę Luksemburg

Róża Luksenburg


 


 15 stycznia 2006 roku przypada 87. rocznica zamordowania Róży Luksemburg - ideolożki i działaczki ruchu robotniczego. Z tej okazji przedstawiamy tekst poświęcony omówieniu Jej idei.Wczesne teorie globalizacjiOstatnie ćwierćwiecze minionego wieku przebiegało pod znakiem niezwykle gwałtownych zmian. Odmieniły one nie do poznania społeczeństwa na całym globie, prowadząc wprost do radykalnej rekonstrukcji zasadniczych, określających ich kształt i charakter relacji na nowych podstawach. Reprodukcja panującego sposobu produkcji zyskała zupełnie nowe wymiary. To samo dotyczyło też większości wymiarów życia codziennego.<>


 


Obyczaje podlegały przyspieszonej ewolucji w stronę liberalizacji obowiązujących norm oraz rozpowszechnienia ich zachodniego modelu na całym świecie. W kulturze odbywała się permanentna rewolucja, w ramach której odrzucono niemal całe dziedzictwo przeszłości podążając konsekwentnie w stronę indywidualizmu, kosmopolityzmu, afirmacji wolności twórczego podmiotu i subiektywizacji recepcji jakości estetycznych. W zadziwiający sposób trendy te splatały się z postępującym umasowieniem i towarzyszącą temu bezwzględną komercjalizacją obiegu kulturowego. Tymczasem młodzież z klas średnich dawała wyraz swemu buntowniczemu usposobieniu w kostiumach zmieniających się dynamicznie subkultur miejskiej bohemy lub przyprawionej sporą dawką rustykalnych tęsknot ekologii.<br>


 


Na przekór panującemu mieszczaństwu fascynowano się tradycjami pozaeuropejskimi lub poszukiwano nowej, autentycznej religijności. Bodaj najjaskrawiej rzucającą się w oczy sferą owych przekształceń były nowe technologie. Przełom w tej dziedzinie był tak wielki, że całkiem uprawnione wydawało się stosowanie doń miana nowej rewolucji przemysłowo-komunikacyjnej. We wszystkich niemal gałęziach techniki odnotowano jakościowy skok w górę. Komunikacja nigdy nie była tak szybka i wygodna, przepływ informacji nigdy nie był tak precyzyjny i obfity, medycyna nigdy nie była tak skuteczna i niezawodna. Automatyzacja produkcji postawiła na ostrzu noża kwestię przydatności ludzi w procesie wytwarzania, wywołując gorące debaty nad koniecznością zagospodarowania wyrzuconych poza gospodarkę zasobów ludzkich. Dawne technologie korzystające z drogich, naturalnych źródeł energii zastąpione być miały całkowicie przez technologie oparte na tanich sztucznych źródłach energii. Raport z globalnej wioskiW ciągu trzech obfitujących w dramatyczne wydarzenia dekad narodził się, rozwinął i wreszcie zapanował nad światem nowy model kapitalizmu. Zanim jednak do tego doszło na rynku światowym zapanowała nieznośna ciasnota. W wyniku brawurowego wejścia do ekonomicznej gry nowych, agresywnych podmiotów z Europy i Dalekiego Wschodu nastąpił nie notowany wcześniej wzrost międzynarodowej rywalizacji. Jego bezpośrednim efektem był pogłębiający się spadek stopy zysku w sektorach produkcyjnych gospodarek najbogatszych państw świata. Nie potrafiąc znaleźć skutecznego panaceum na stagnację i recesję, które zablokowały stopę wzrostu gospodarczego, polityczno-ekonomiczny establishment krajów tworzących dotychczasowy twardy rdzeń świata kapitalistycznego podjął decyzję o porzuceniu dotychczasowych strategii akumulacji.


 


Istotą nowej koncepcji, która miała odwrócić zgubne tendencje i przynieść zbawienie zagrożonym zyskom, rentom i dywidendom były finansjeryzacja oraz liberalizacja. Ośrodkiem i nowym kołem zamachowym gospodarki stała się giełda, co pociągnęło za sobą wzrost wymiany międzynarodowej i rozlanie się kapitału z państw najwyżej rozwiniętych po całym świecie. W odróżnieniu od kapitału handlowego i typowych dlań stosunków wymiany nowy rodzaj eksportu niósł ze sobą nieporównanie większe zmiany i to zarówno w społeczeństwach eksportujących jak i, przede wszystkim, importujących go. Przejście od klasycznego eksportu towarów do eksportu kapitału ustanowiło stosunki na linii centrum-peryferie na nowych podstawach, ale jednocześnie poddało bezlitosnej restrukturyzacji stosunki klasowe we wszystkich, zarówno centralnych, jak i peryferyjnych społeczeństwach. Nowa, bardziej dynamiczna niż poprzednio faza koncentracji kapitału wymagała obezwładnienia klas podporządkowanych, szczególnie zaś pacyfikacji zorganizowanej klasy robotniczej, co osiągnięto za pomocą przemocy oraz korupcji biurokracji związkowych i partyjnych wciąganych do burżuazyjnych systemów politycznych tak by legitymizowały je w oczach swej proletariackiej klienteli. Dzięki temu otwarte zostały wrota dla niespotykanej wcześniej koncentracji kapitału: zaczęły powstawać wielkie koncerny, które następnie udowodniły, że chcą i potrafią dominować nad strukturami państw narodowych. To one właśnie stały się motorem, a zarazem głównym beneficjantem potężnej ekspansji kapitału na tereny pozostające dotąd poza jego bezpośrednim władaniem.


 


To, co stało się w ciągu lat 80. i 90. bez przesady można nazwać obaleniem ostatnich chińskich murów stojących na drodze do globalnej omnipotencji kapitalistycznego rynku. Zdawało się, że oto spełnia się przepowiednia Marksa wyłożona w Manifeście komunistycznym. Sforsowanie owych zapór odbyło się przy akompaniamencie zachwyconego jazgotu tzw. opinii publicznych, upatrujących w owym wydarzeniu najwspanialszego dowodu na szlachetność zachodniej misji cywilizacyjnej karzącej Białemu Człowiekowi uzdrawiać zamieszkujące despotyczny Wschód ludy zastrzykami z wolności, równości i braterstwa. Sukces włączania do rynku nowych obszarów był tym większy, że lokalni władcy przystali z entuzjazmem na zmianę swego statusu. Dzięki temu dawni udzielni władcy wschodnich despotii gładko przepoczwarzyli się w rasową burżuazję kompradorską. Zaostrzenie rywalizacji między gospodarczo-ekonomicznymi potęgami, które zasługiwały na nazwę imperiów nie oznaczało już tylko rozdrapywania nowych rynków na zewnątrz systemu, gdyż tego zewnętrza najzwyczajniej zabrakło. Tym razem zadziałał mechanizm tworzenia nowych rynków przez pauperyzację podporządkowanych segmentów klasowej struktury społeczeństw imperialnych metropolii. Wzrost wyzysku siły roboczej, prywatyzacja usług publicznych, giełdyzacja ubezpieczeń przyczyniły się walnie do rozszerzenia kapitału finansowego na skalę globalną.<br>


 


Nowe rynki i strefy generowania zysku pojawiały się wszędzie tam, gdzie bezwzględna walka klasowa prowadzona przez kapitalistów, korzystających ze wsparcia aparatów państwowych i ideologicznych, zdołała zrujnować dotychczasowe kruche regulacje na rynku pracy. Zaprawdę piękne to były czasy dla kapitału. Zyski szybowały w górę, a myśliciele i teoretycy społeczni ulegali czarowi tych podniebnych lotów wieszcząc, że historia dobiegła końca, zaś kapitalizm przezwyciężył swą antagonistyczną naturę. Tak uważali nie tylko liberalni czy konserwatywni ideologowie panującego porządku. Także w szeregach jego krytyków spod znaku lewicy nastąpiła symptomatyczna wolta. Pod wpływem triumfów globalnego kapitalizmu elity potężnych partii socjaldemokratycznych nawróciły się gwałtownie na wiarę w błogosławioną moc wolnego rynku. Adaptacyjne zdolności zaprezentowane rzekomo przez kontestowany do niedawna system, uznane zostały bez specjalnych oporów za przesłankę wystarczającą dla zakopania topora wojennego i rewizji proletariackiej polityki w duchu kapitulanckiego reformizmu. Jeszcze większą moc przekonywania miała ekspansja kapitału na tereny, które do niedawna uchylały się jego hegemonii. Aspirująca do miana odpowiedzialnej część lewicy uznała ów fakt za dowód na wyższość kapitalizmu nad wszelkimi rzeczywistymi, czy też tylko uzurpatorskimi historycznymi alternatywami.


 


Zmiana stanowiska lewicy nie ograniczała się tylko do gospodarki i strategii politycznej. Także nowe fale politycznej ekspansji kapitału odbywające się przy pomocy kanonierek zyskały uznanie liderów socjaldemokracji. Nowe wojny toczone przez europejskie i amerykańskie mocarstwa na peryferiach systemu światowego mogły liczyć na gorące wsparcie ugrupowań, które jeszcze kilkanaście lat wcześniej symbolizowały opór przeciw militaryzmowi.


 


 


 


Dawni buntownicy wkraczali do burżuazyjnych rządów, bez żenady odwołując się do radykalnie emancypacyjnej frazeologii dla legitymizowania brutalnych agresji militarnych przeciw krajom, których przywódcy nie do końca zrozumieli globalnego ducha nowych czasów. Kapitalistyczne déjà vuNie ma co mówić, ciekawe to były czasy. Tym ciekawsze, że wszelkie podobieństwo do zdarzeń znanych nam z autopsji jest całkowicie zamierzone. Czas już więc postawić kropkę nad „i” i stwierdzić, iż wbrew wszelkim pozorom i jak najsłuszniejszym skojarzeniom powyższa, nieco przydługa, charakterystyka nie odnosi się do ostatnich trzech dekad wieku XX, ale do okresu równo sto lat wcześniejszego. Cóż z tego wynika dla współczesnego czytelnika? Przede wszystkim to, że zjawiska, których oddziaływaniu panująca dziś neoliberalna ideologia chce podporządkować przyszłość świata w rzeczywistości należą do jego przeszłości. Dotyczy to przede wszystkim tak celebrowanej lub wyklinanej dziś globalizacji. Okazuje się ona mianowicie zjawiskiem pozbawionym przypisywanej jej często oryginalności. Niemal wszystkie charakteryzujące ją cechy doskonale opisują ostatnie cztery dekady przed wybuchem I wojny światowej. Weźmy tylko trzy przykłady z brzegu. Po pierwsze, podobnie jak dziś upadek berlińskiego muru spacyfikował byłych komunistów i aktualnych socjaldemokratów po obu jego stronach, tak wówczas masakra Komuny Paryskiej wywarła deprymujący wpływ na całą lewicę popychając te jej nurty, które chciały uchodzić za najbardziej poważne na drogę parlamentarnych gier i kompromisów zasadniczo rewidujących kurs polityki proletariackiej.


 


To dlatego rewolucje, które wybuchły na całym świecie w drugiej i trzeciej dekadzie XX wieku dokonywały się przeciwko ukształtowanym po roku 1871 partyjnym i związkowym biurokracjom, które wprawdzie zorganizowały miliony europejskich i amerykańskich robotników, ale tylko po to by w sierpniu 1914 poprowadzić ich na wojenną rzeź w imię imperialnych interesów. Po drugie da się porównać dzisiejszą ekspansję kapitału zachodniego do krajów Bloku Wschodniego z opanowywaniem resztek nieskolonizowanych obszarów Afryki i Azji. Wreszcie po trzecie, poziom wymiany handlowej osiągnięty do roku 1914 został przekroczony dopiero w latach 50-ych, a proporcje w jakich wzrastał w czterdziestoleciu 1870-1913 (500%) były większe niż te osiągnięte w półwieczu 1918–1971 (a także czterdziestoleciu 1929–1971), co pozwala na zestawianie wywołanego przezeń wrażenia z tym co dzieje się teraz(1). Nie oznacza to rzecz jasna, że mamy aktualnie do czynienia jedynie z mechanicznym powtórzeniem.


 


Jest raczej tak, że cykl reprodukcji kapitalistycznego systemu zatoczył kolejne koło, ale już na nowym terytorium i w nowym, aczkolwiek zachowujących pewne proporcje, kształcie. A zatem spojrzenie w, nie tak przecież odległą, przeszłość pozwala nam przekonać się, że globalizacja nie jest niczym nowym, że pozbawiona jest uroku i siły czegoś wcześniej niespotykanego, umykającego używanym dotąd i sprawdzonym przez nauki społeczne sieciom pojęciowym. Oglądana w takiej perspektywie nieodwołalnie traci rysy zjawiska, któremu nie sposób się oprzeć. Nie jest to jednak jedyna korzyść z odarcia jej z mitologizującej i mistyfikującej fasady oraz włączenia w porządek historii kapitalizmu.


 


Tak się bowiem składa, że także i teoretyczne ujęcie wszystkich tych obdarzanych dziś mianem globalizacji procesów nie jest skazane na wyważanie otwartych drzwi. Analiza globalizacji ma bowiem znakomitą poprzedniczkę w postaci rozwijanej na przełomie XIX i XX wieku teorii imperializmu. Powstawała ona nawet w podobnych uwarunkowaniach społeczno-politycznych. Tak jak krytyka globalizacji, teoria imperializmu rozwijała się w opozycji nie tylko do panującego porządku, ale i do głównego nurtu lewicy znajdując oparcie w ruchach i frakcjach kontestujących „odpowiedzialną” linię partii socjaldemokratycznych i w wielu miejscach przekraczających dotychczasową tradycję lewicowej polityki. Tak było w przypadku praktyki politycznej i teoretycznej najważniejszych ojców (a właściwie ojców i matek) założycieli teorii imperializmu.


 


Grupę tę tworzyli Włodzimierz Ilijcz Lenin, Lew Trocki oraz Róża Luksemburg. Pierwszy znalazł się w tym elitarnym towarzystwie za sprawą studium pt. Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu, drugi dzięki pewnym elementom ukutej przezeń koncepcji permanentnej rewolucji oraz klasycznej wykładni prawa nierównomiernego rozwoju, a wreszcie trzecia dzięki monumentalnej pracy zatytułowanej Akumulacja kapitału. Wszyscy oni byli skłóceni nie tylko z kierownictwami swych partii, ale też z większością ich członków. Być może przyczynił się do tego sam temat ich studiów. Przecież nawet reprezentujący prawicę niemieckiej SPD Rudolf Hilferding w swym czołowym i doprawdy znakomitym dziele poświęconym imperialistycznej fazie rozwoju kapitalizmu pt. Kapitał finansowy sytuował się po przeciwnej stronie barykady w stosunku do reformistycznej ortodoksji II Międzynarodówki. Podobieństwa teorii imperializmu do współczesnych badań nad globalizacją nie mogą wszakże przesłonić dość zasadniczych różnic między nimi. Mimo wszystkich zbieżności ta pierwsza posiada zupełnie zasadniczą przewagę nad dzisiejszymi próbami skonceptualizowania procesów, takich jak finansjeryzacja czy koncentracja kapitału w strukturach wielonarodowych korporacji.


 


Polega ona nie tylko na tym, że teoretycy imperializmu podjęli trud wniknięcia w naturę przedmiotu swych dociekań wcześniej. Wartością teorii imperializmu z przełomu ubiegłego stulecia jest to, że nie zatrzymywała się ona na cytowaniu tyleż imponujących, co przerażających statystyk i wynikającym z nich moralnym oburzeniu. Jej twórcy sięgnęli poza najbardziej efektowne, a zarazem powierzchowne postacie ówczesnej fali globalizacji, wprost ku ich korzeniom.


 


Dzięki temu epistemologicznemu cięciu, odsłonili powiązania widocznych gołym okiem procesów z naturą kapitalistycznego sposobu produkcji. Nawiązując wprost do Marksa położyli nacisk na ukazanie międzynarodowego charakteru kapitalizmu i reguł jego rozszerzonej reprodukcji. Teoria imperializmu, jak też przede wszystkim uświadomienie sobie jego historycznego faktu, odegrały ogromną rolę w rozwoju krytycznej teorii społecznej w minionym wieku. Poza prekursorstwem w stosunku do tak modnych dziś dyskursów „globalizacyjnych” stanowiła ona teoretyczny fundament dla teorii zależności oraz teorii światowego wymiaru systemu kapitalistycznego oraz ważny punkt odniesienia (jeżeli nie punkt wyjścia) dla wszelkiej poważnej krytyki europocentrycznego nastawienia zachodniej historiografii i nauk społecznych.<br>


 


Na tym jednak nie koniec, albowiem do teorii imperializmu w różnym stopniu nawiązuje cała analiza dynamiki hegemonicznej w ramach kapitalistycznego systemu-świata, jak też teoria długich cykli wyznaczających kolejne fazy reprodukcji kapitalistycznego sposobu produkcji z teorią cykli Kondratiewa na czele. Polski kapitalizm, peryferie i hierarchie systemu-świata Spośród wielu analiz imperializmu, które powstały na przełomie XIX i XX wieku najważniejsza wydaje się ta przedstawiona przez Różę Luksemburg. Co więcej, można z powodzeniem postawić tezę, że cała twórczość polsko-niemieckiej rewolucjonistki obracała się wokół problematyki światowego charakteru kapitalistycznej akumulacji i reprodukcji. Poza wszystkim jej wartością jest także to, że w dziele autorki Akumulacji kapitału znajdziemy całkiem wyraźne tropy prowadzące ku tym ujęciom współczesnego kapitalizmu, które ukształtowały się wiele dziesięcioleci po krwawym finale globalizacyjnej fali sprzed stu lat. Znajdziemy je nie tylko w jej najważniejszym dziele i poprzedzających je pracach krytycznych z ekonomii politycznej, ale też w tekstach o charakterze publicystycznym, takich jak choćby słynna „Broszura Juniusa”, czy polemiki z bernsteinowskimi reformistami. W tekstach Róży są bowiem istotne przyczynki zarówno do teorii zależności, jak i analizy relacji centrum-peryferie w ramach kapitalistycznego systemu-świata. Wydaje się, że problematykę tej ostatniej koncepcji avant la lettre znaleźć można bez trudu już w jej debiucie książkowym.<br>


 


Wydana w roku 1897 praca Rozwój przemysłu w Polsce naznaczona jest w naszym kraju obciążającym rzekomo piętnem antypatriotyzmu. Ten podchwycony swego czasu przez stalinistów zarzut całkowicie zaciemnia recepcję tej książki. Nie dlatego rzecz jasna iżby Róża Luksemburg była ukrytą wielbicielką polskiego nacjonalizmu, ale dlatego, że zupełnie ignoruje rzeczywisty jej temat. Wbrew krytykom problemem, który autorka poddała analizie w Rozwoju przemysłu... nie była kwestia niepodległości, ale sprawa wagi międzynarodowych powiązań ekonomicznych dla kształtu i charakteru gospodarek narodowych. Luksemburg podejmuje tu wszak kwestię niesamodzielności ekonomicznej terytorium, które wskutek różnych czynników historycznych zepchnięte zostało do roli peryferium wielkiego imperium. Analizując powiązania gospodarcze Królestwa Kongresowego z Rosją Luksemburg ukazała zarazem okrężną drogę integracji gospodarczej ziem zaboru rosyjskiego z rynkiem światowym. Zależność w jej ujęciu miała tu zatem charakter podwójny.


 


Po pierwsze, wyznaczały ją hierarchiczne relacje z wewnątrzrosyjskim centrum, po wtóre zaś biegnące via owo centrum powiązania zewnętrzne. W ten sposób autorka pokazała specyficzny charakter tworzącego się w kongresówce kapitalizmu. Już u swych początków był to w jej ujęciu kapitalizm zależny. W napisanym w tym samym czasie artykule „Krok za krokiem. Przyczynek do historii klas burżuazyjnych w Polsce” Luksemburg podkreślała, że już same narodziny polskiego przemysłu odzwierciedlały jego zależny status. „Przemysł polski stał się przemysłem wywozowym do Rosji jeszcze przed zdobyciem rynku wewnętrznego w samym kraju, a burżuazja polska stała się przedstawicielem zlania Rosji z Polską na długo przedtem, zanim zdobyła wpływ na życie społeczne wewnątrz Polski.”(2) Nawet jeśli gospodarka zaboru rosyjskiego była bardziej zindustrializowana niż jej bliższe centrum (ośrodki przemysłowo-handlowe Rosji), to i tak pozostawała w stosunkach zależności z owym centrum choćby ze względu na pełnioną przez nie rolę pośrednika z centrum dalszym (Europa Zachodnia).


 


 


Odkrycie tych powiązań otwierało drogę do zrozumienia genezy oraz charakteru gospodarczego zacofania ziem polskich. Zależna natura kapitalizmu kształtującego się nad Wisłą uwarunkowana była bowiem analogicznym statusem przedkapitalistycznych form gospodarki Pierwszej Rzeczypospolitej w ich relacjach z europejskimi centrami kapitalizmu położonymi na zachód od Łaby. Na marginesie zauważmy, że o ile polemiczne ostrze Rozwoju przemysłu... kierowało się wprawdzie historycznie przeciw socjalpatriotycznym ignorantom ekonomicznym i politycznym oportunistom z prawicy PPS, to teoretyczną konsekwencją przyjęcia tez tej pracy jest demaskacja konceptu budowy socjalizmu w jednym kraju. Imperializm i natura kapitalistycznej akumulacji Oryginalność i doniosłość odkryć Luksemburg polega na tym, że ukazała imperializm nie tylko jako najwyższe stadium kapitalizmu, ale jako tendencję obecną już w chwili jego narodzin.


 


Obraz jaki wyłania się z jej pism dowodzi, że imperializm jest tylko historyczną formą, którą na określonym etapie rozwoju przyjmuje kapitalistyczna akumulacja, stanowiąca jądro systemu jako takiego. To, co Marks zamykał w historycznych ramach akumulacji pierwotnej, a Lenin przyporządkowywał jedynie schyłkowej postaci kapitalizmu, Róża odnalazła w samym rdzeniu jego natury. O ile historycznym fundamentem działalności teoretycznej Luksemburg były polityczne i ekonomiczne praktyki imperialistycznej fazy rozwoju światowego kapitalizmu przed I wojną światową, o tyle punktem wyjścia jej analiz w obrębie samej teorii społecznej pozostaje konstatacja niepełności schematów reprodukcji kapitału przedstawionych przez Marksa w II tomie Kapitału. Odkryty przez autorkę „Strajku masowego, partii i związków zawodowych” brak w marksowskiej rekonstrukcji przebiegu reprodukcji jawi się szczególnie dojmująco w sytuacji, gdy proces historyczny czyni ową problematykę częścią codziennego doświadczenia. Kolonializm i będąca bezpośrednią konsekwencją wyczerpania się przestrzeni jego ekspansji rywalizacja imperialistyczna sprawiają, że związek między ekonomicznymi mechanizmami akumulacji kapitalistycznej a „czysto” politycznymi postaciami ekspansji i dominacji ujawnia się w sposób szczególnie jaskrawy.


 


Według Luksemburg sytuacja ta nie jest jedynie wynikiem szczególnego zbiegu historycznych okoliczności czy też cechą szczególną pewnego, przejściowego etapu rozwoju rynku światowego. To nie kolonialne mrzonki europejskich elit władzy pchnęły kapitał na drogę ekspansji za pomocą zasadniczo mu obcych środków pozaekonomicznych. W rzeczywistości to sam kapitał z mocy rządzącej nim wewnętrznej logiki stojącej na straży realizacji jego najbardziej żywotnych potrzeb powołał do życia kolonializm. Rozgrywające się w ostatniej ćwierci XIX stulecia brutalne rozdrapywanie Afryki, Imperium Osmańskiego i Chin nie było w tym kontekście jedynie ekscesem porządku, który w pewnym momencie swego antagonistycznego rozwoju dochodzi do zadławienia się postępami własnej ekspansji, jak to przedstawiał Lenin. Te dramatyczne wydarzenia stanowiły natomiast bezpośrednią kontynuację polityki ogradzania chłopskich pól (czyli wywłaszczenia) i eksterminacji ludzi luźnych w XVI-wiecznej Anglii czy europejskiego uwalniania chłopów z okowów feudalnego poddaństwa oraz urynkowienia rolnictwa w XVIII i pierwszej połowie XIX w. „Przy akumulacji pierwotnej, tzn. w historycznym zaraniu kapitalizmu w Europie obejmującym okres od schyłku średniowiecza aż po wiek XIX, wywłaszczenie chłopów w Anglii i na kontynencie było najznakomitszym środkiem masowego przekształcania środków produkcji i sił roboczych w kapitał.


 


To samo wszakże zadanie spełnia panujący kapitał w nieporównanie większej skali do dziś dnia we współczesnej polityce kolonialnej.”(3) Kolonializm i imperializm, zdaniem Luksemburg, pozostają kontynuacją akumulacji pierwotnej nie tylko w sensie następstwa czasowego, ale i logicznie. Procesów tych po prostu nie sposób pojąć oddzielnie. O ile bowiem niemożliwy jest specyficznie kapitalistyczny rozwój bez wzrostu, czyli bez akumulacji kapitału, o tyle proces ten musi dokonywać się przez wykraczanie kapitału poza swe granice, ku jego zewnętrznemu otoczeniu. Luksemburg podkreśla, iż „co najmniej wartość dodatkowa kapitalizowana i odpowiadające jej części kapitalistycznej masy produktów w żadnym razie nie mogą być zrealizowane wewnątrz sfer kapitalistycznych i bezwarunkowo muszą szukać nabywców poza ich obrębem, w warstwach i organizmach społecznych produkujących w sposób niekapitalistyczny.”(4) Z tych właśnie powodów „istnieje nierozerwalny związek między imperializmem a rozwojem kapitalistycznym, którego jest on prawowitym dzieckiem, pomimo swej odrażającej brzydoty, lub raczej właśnie w swej odrażającej brzydocie.”(5)<br><br>


 


Różnica między okresem wzmożonej rywalizacji imperiów kapitalistycznych na przełomie wieków, a wcześniejszymi etapami rozwoju systemu jest w opinii Luksemburg jedynie ilościowa. „Wprawdzie niepohamowany pęd produkcji kapitalistycznej do krajów niekapitalistycznych przejawia się od chwili jej wystąpienia na arenie historycznej, przewija się czerwoną nicią przez cały jej rozwój i nabiera coraz większego znaczenia, by w ciągu ostatniego ćwierćwiecza, w stadium imperializmu, stać się wręcz decydującym i dominującym czynnikiem życia społecznego.”(6) Oznacza to, że kapitalizm nie może rozwijać się na jakimś obszarze np. wyznaczonym granicami państwowymi. Z samej definicji jest on systemem globalnym, a „światowa wymiana handlowa jest a priori historycznym warunkiem istnienia kapitalizmu”(7).


 


 


 


Tu właśnie tkwi sedno dokonanego przez Luksemburg uzupełnienia marksowskiego schematu reprodukcji. Jeżeli Marks ukazywał ów proces, przyjmując jako robocze założenie zaistnienie globalnego społeczeństwa składającego się wyłącznie z kapitalistów i proletariuszy, to Luksemburg twierdziła, że w takich warunkach reprodukcja mogłaby mieć charakter jedynie prosty. Tymczasem tym co odróżnia kapitalizm od innych sposobów produkcji jest właśnie konieczność reprodukcji rozszerzonej. „Akumulacja w środowisku wyłącznie kapitalistycznym jest niemożliwa.”(8)


 


 


Aby była ona możliwa, stwierdza Luksemburg, aby zatem możliwa była realizacja wartości dodatkowej, kapitalizm potrzebuje niekapitalistycznego otoczenia. Dopiero tam kapitał będzie mógł zrealizować wartość dodatkową. Dopiero tam znajdzie środki produkcji i siłę roboczą. Chodzi tu przy tym nie tylko o otoczenie w sensie geograficznym, ale także strukturalnym, nie tylko zatem o państwa czy inne jednostki polityczno-ekonomiczne ewoluujące na niekapitalistycznych ścieżkach rozwoju, ale też o niekapitalistyczne gałęzie gospodarek krajów kapitalistycznych. Skoro zatem „Tylko kapitał ze swymi środkami technicznymi jest w stanie w tak krótkim czasie dokonać tak zdumiewających przewrotów” to jest to możliwe „tylko na przedkapitalistycznym gruncie bardziej prymitywnych stosunków społecznych.”(9) Taka jest właśnie historyczna podstawa wszelakich dobrodziejstw, którymi tak szczyci się burżuazja. Dotyczy to zarówno materialnego dostatku, jak i swobód politycznych. Marks pisał o amerykańskim niewolnictwie, jako warunku wolności pracy w Europie.(10)<br>


 


Trocki z kolei wskazywał, że to „z części czerpanych zysków w koloniach, zysków nadzwyczajnych, burżuazja metropolii była w stanie zapewnić swemu proletariatowi, a przede wszystkim jego wyższym warstwom uprzywilejowaną pozycję.” To samo dotyczy sfery politycznej, albowiem „bez tego nie byłby możliwy żaden ustrój demokratyczny. Najszerzej nawet pojęta demokracja burżuazyjna stała się i pozostaje nadal formą władzy dostępną jedynie najbardziej arystokratycznym i eksploatatorskim narodom. Starożytna demokracja opierała się na niewolnictwie, demokracja imperialistyczna opiera się na grabieży kolonii.”(11)


 


Narzędziem umożliwiającym kapitalizmowi dokonywanie przewrotów, „cudów” i emancypacji stanowiących tytuł do jego chwały nie jest więc jakaś niewidzialna ręka rynku, tak jak fundamentem akumulacji w skali gospodarki narodowej nie są tak lubiane przez ekonomistów abstrakcyjne relacje między abstrakcyjnymi wartościami towarów z utowarowioną siłą roboczą na czele. W obydwu wypadkach siłą wprawiającą w ruch ten kapitalistyczny świat pozostaje naga przemoc klasowego panowania burżuazji.


 


 


Tak jak pod „czystym” pojęciem kapitału skrywa się żywa, a zatem brudna treść społecznego stosunku między wyzyskiwanym a wyzyskującym, tak też gładka formuła ekonomicznej ekspansji kapitału na rynki zewnętrzne ma jako swą treść krwawą rzeczywistość militarnych agresji i towarzyszących im grabieży. „Jeżeli będziemy rozpatrywali historię nie taką, jaką mogła lub powinna była być, lecz jaką była rzeczywiście, to będziemy musieli stwierdzić, że wojna stanowiła nieodzowny czynnik rozwoju kapitalizmu”(12).


 


Okazuje się więc, że w zarysowanej tak na podstawie analizy procesu dotychczasowego historycznego rozwoju perspektywie wojna i przemoc pozostają prawdziwą treścią światowego rynku i „wolnej” wymiany. Tak więc, podsumowując, należy stwierdzić, że „proces akumulacji kapitału wszystkimi swymi stosunkami wartościowymi i rzeczowymi – kapitałem stałym, kapitałem zmiennym i wartością dodatkową – związany jest z niekapitalistycznymi formami produkcji. Stanowią one jego dane środowisko historyczne.” Ma to ogromne konsekwencje dla wszelkiej aspirującej do tego miana teorii społecznej, albowiem „akumulacji kapitału nie tylko nie można przedstawić, gdy zakłada się wyłączne i absolutne panowanie kapitalistycznego sposobu produkcji, lecz co więcej, bez środowiska niekapitalistycznego jest ona w ogóle nie do pomyślenia.”(13)


 


 


Wbrew pozorom Luksemburg nie zrywa tu jednak z koncepcją Marksowską. Odwołuje się raczej do zapoznanej przez współczesnych jej socjaldemokratów części jego teoretycznego dziedzictwa, które dochodzi do głosu już na kartach Manifestu komunistycznego. Wszak to tam właśnie przyszły autor Kapitału dobitnie eksponuje światowy charakter kapitalistycznego sposobu produkcji i jego agresywnie ekspansywny charakter. Nie znaczy to, że propozycja uzupełnienia schematów reprodukcji nie rodzi żadnych problemów. Po wyczerpaniu zewnętrznego środowiska kapitalizm musiałby stracić grunt pod nogami co jest historyczną nieprawdą.


 


Trwanie kapitalizmu mimo likwidacji niekapitalistycznego otoczenia wydaje się więc anulować dokonania teoretyczne Luksemburg. O tym czy jest tak w istocie wypadnie rozstrzygnąć poniżej. Na razie zaznaczmy tylko, że stanowisko autorki Wstępu do ekonomii politycznej daje szansę wybrnięcia ze sprzeczności zawartych w „uzupełnieniu” i że jej poglądy na kwestię krachu kapitalizmu świadczą, iż z tej szansy skorzystała.


 


Krew, brud i zyski czyli krótka historia misji cywilizacyjnej


 


<br>Wszelako nawet jeśli zaproponowany przez Luksemburg uzupełniony schemat reprodukcji jest kulawy, to jej historyczna analiza ekspansjonistycznego i pasożytniczego charakteru kapitalizmu nie tylko zachowuje moc i aktualność, ale też pozostaje jednym z najdonioślejszych ujęć kapitalistycznego sposobu produkcji w dziejach myśli społecznej. Wagę takiej analizy podkreślała zresztą sama pisząc, że „ponieważ akumulacja globalna kapitału przedstawia rzeczywisty proces historyczny kapitalistycznego rozwoju, zdaniem moim nie można jej zrozumieć, gdy abstrahuje się od wszystkich warunków tej historycznej rzeczywistości.”(14)<br>


 


Przedstawiając historyczne warunki akumulacji autorka „Reformy socjalnej i rewolucji” dokonuje wnikliwej analizy poszczególnych poziomów ekspansji. Opisuje zatem niszczenie gospodarki naturalnej, destrukcję gospodarki towarowej i chłopskiej. Scenami, na których rozgrywa się ponury dramat globalnego wzlotu gospodarki rynkowej jawią się Indie, Chiny, Afryka, Ameryka Północna i Rosja. Akumulacja kapitału przynosi błyskotliwą i w pełni zasługującą na miano kanonicznej wykładnię walki, jaką kapitalizm prowadzi ze stosunkami i społeczeństwami niekapitalistycznymi. Luksemburg zaczyna od brytyjskiej ekspansji w Indiach.<br>


 


Jej przebieg stanowił jedno wielkie pasmo zniszczenia, grabieży i wyzysku. Był to podbój, ale podbój odmienny od wszystkich poprzednich, których kraj ów doświadczył w swych dramatycznych i długich dziejach. W odróżnieniu od najeźdźców arabskich, mongolskich czy afgańskich, którzy podporządkowywali sobie Indie w przeszłości Brytyjczycy uderzyli w podstawy organizacji społecznej, handlu i wreszcie egzystencji milionów Hindusów. Luksemburg zauważa, iż „jeden podmuch cywilizacji kapitalistycznej w krótkim czasie dokonał tego, czego dokonać nie zdołały tysiąclecia i miecz ordy nogajskiej: zburzył całą organizację społeczną narodu.”(15).


 


I nic w tym dziwnego, albowiem o ile poprzedni zdobywcy zadowalali się hołdami i daninami, nie ingerując w reguły reprodukowania się stosunków wewnętrznych Indii, to głównym celem kapitału angielskiego było tam „W ostatecznym wyniku (...) zawładnąć samą podstawą egzystencji indyjskiej wspólnoty – zagarnąć jej ziemię”(16). Aby go osiągnąć stosowano cały wachlarz środków od zbrojnej przemocy poczynając, a na osławionej budowie kolei kończąc. Ideologicznej podbudowy dostarczył utylitarny liberalizm w wydaniu Jamesa Milla. To na jego wywodach zbudowano pseudoteorię, zgodnie z którą zanim nastąpił europejski podbój „w koloniach cała ziemia była własnością panującego”.(17)


 


;


 


 


 


Koncepcja ta była częścią popularnej nie tylko wśród liberałów, ale i na ówczesnej lewicy teorii orientalnego despotyzmu. W perspektywie owej teorii kolonizacja jawiła się dosłownie jako wyzwolenie ludów pozaeuropejskich od archaicznych kajdan, w których dotychczas tkwiły. Oznaczało to zaś, że przejmując władzę kolonizatorzy mogą szczodrobliwie „rozdać” chłopom należącą do despotów ziemię. Dokonana w ten sposób parcelacja publicznej własności stała się warunkiem wstępnym jej koncentracji w rękach stworzonej naprędce elity kolonialnych urzędników i ich miejscowych kolaborantów.<br>


 


<br>


 


Trzeba było już tylko utowarowienia produkcji, podatkowej śruby i lichwiarskich pożyczek, aby zmusić indyjskich chłopów by z własnej woli sprzedawali swą ziemię. „W ten sposób w Indiach w ciągu krótkiego czasu powstała wielka własność ziemska, podczas gdy chłopi na ogromnych przestrzeniach kraju zostali przekształceni w zubożałą, sproletaryzowaną masę drobnych dzierżawców z krótkimi terminami dzierżawy.”(18)<br>


 


Młot kapitału zmiażdżył nie tylko indyjskie rolnictwo. Jego celem była bowiem cywilizacyjna infrastruktura kraju(19), a przede wszystkim tamtejszy przemysł, który jeszcze na początku XIX w. w niektórych dziedzinach przewyższał swego brytyjskiego konkurenta. Analogiczne procesy śledzi Luksemburg w zdobytej przez Francuzów po długiej i dosłownie ludobójczej wojnie Algierii (1830-1848).


 


 


 


 


Także tutaj pierwszym celem kolonizatorów było zniszczenie organizacji społecznej i także tutaj dokonano tego przez prywatyzację i utowarowienie ziemi. Towarzyszyła temu taka sama podbudowa ideologiczna jak w Indiach. Ziemia, która w okresie przedkolonialnym miała według francuskich propagandzistów należeć do państwa tureckiego została w ramach misji cywilizacyjnej oddana chłopom. Konsekwencje rozpoczętego tą drogą wywłaszczenia usunęły w cień mordercze skutki opisywanej przez Marksa akumulacji pierwotnej. „Podobnie jak w Indiach dopiero klęska głodowa 1866 roku w dramatyczny sposób ukazała oczom opinii publicznej chlubne rezultaty angielskiej polityki kolonialnej (...) tak dopiero masowy głód i niebywała śmiertelność wśród Arabów oraz dochodzące z Algierii głosy rozpaczy zaalarmowały opinię europejską wystawiając wymowne świadectwo dziesięcioletnim rządom Francuzów”(20).


 


Powołana przez paryski parlament komisja doszła wszelako do jakże odkrywczego wniosku, „że jedyną deską ratunku dla Arabów jest – własność prywatna!”(21). Byłoby to nawet zabawne gdyby nie oznaczało wyroku śmierci na tysiącach algierskich chłopów. Jednakowoż najdobitniejszym przykładem charakteru ekspansji kapitalistycznej były stosunki europejsko-chińskie w XIX stuleciu. Imperium Środka było wprawdzie zbyt potężne, aby można je było opanować(22), ale konfrontacja z zachodnim agresorem osłabiła je na tyle, że jego ogromne terytorium i takież zasoby stały się znakomitym polem akumulacji. Nic więc dziwnego, iż w dziejach wojen opiumowych niczym w soczewce skupiły się niemal wszystkie elementy kapitalistycznej ekspansji – przemoc zbrojna, ideologia wolnego handlu, podwójne standardy czyli żądanie otwarcia granic przy jednoczesnej ochronie własnych, korumpowanie miejscowych elit, wreszcie narzucenie uzależnionemu krajowi rządów ultrakonserwatywnych elit wspierających swe panowanie na kompradorskim uczestnictwie w międzynarodowym podziale własności środków produkcji. Na przykładzie tym autorka dobitnie pokazuje, że kapitał dosłownie żywi się rujnowaniem stosunków niekapitalistycznych, że jego historyczna rola jest wyłącznie negatywna. W ten sposób „Wolny handel, polityka ‘otwartych drzwi’ stały się specyficzną formą bezbronności krajów niekapitalistycznych wobec kapitału międzynarodowego”.(23)


Historyczne studia Luksemburg znakomicie współbrzmią z teoretycznym opracowaniem specyfiki inwestycji kapitałowych dokonanym przez Rudolfa Hilferdinga w jego Kapitale finansowym. Niemiecki ekonomista stwierdził mianowicie, że w odróżnieniu od klasycznej wymiany towarowej eksport kapitału pozostaje organicznie związany z procesem podporządkowywania politycznego krajów dla owego eksportu docelowych. Jest to konieczne, gdyż stanowi warunek wstępny do stworzenia sytuacji, w której „zastosowany za granicą pozostaje do dyspozycji kraju i kiedy kapitaliści krajowi mogą rozporządzać wytworzoną przez ten kapitał wartością dodatkową”.(24) Uzależnienie owo pojawia się już z chwilą, gdy dominujące w pierwszym okresie kolonizacji inwestycje kredytowe przekształcają się w bezpośrednie tworzenie w obcych krajach nowych gałęzi gospodarki.(25)


 


Powiązania ekonomiczne to jednak za stanowczo mało. „Najlepiej jednak czuje się kapitał eksportowany – pisze Hilferding zupełnie w duchu Luksemburg – wtedy, gdy nowy obszar jest całkowicie opanowany przez władzę państwową jego kraju.”(26) Luksemburg wypełnia koncepcje Hilferdinga historyczną treścią, dokonując rekonstrukcji przebiegu ekspansji kapitału niemieckiego w Turcji, brytyjskiego w Indiach, francuskiego w Algierii. Prawdziwa twarz postępu Historyczne studia przedstawione w Akumulacji kapitału poza wszystkim miały także istotny walor polemiczny. Przemyślenia Luksemburg były bowiem zasadniczo sprzeczne z dominującą w jej czasach (a i obecnie mającą się całkiem dobrze) ewolucjonistyczną wizją historii eksponującą postępowy charakter kapitalistycznego rozwoju na pewnym etapie procesu dziejowego. Lektura prac polsko-niemieckiej rewolucjonistki skłania do wniosku, że wedle jej opinii kapitalizm nie niesie żadnego postępu na terenach, na których odbywa się jego militarystyczna ekspansja. Jedynym rodzajem postępu, w którym zaznacza on swój udział, jest postęp środków represji. W ten sposób w myśli Luksemburg pojawia się refleksja nad kwestią europocentryzmu.


 


Dokonana przez nią ocena kapitalistycznego postępu niezależnie od używania europocentrycznej frazeologii oświetla właściwy wymiar waloryzacji historycznej roli nowoczesnego systemu światowego, jako jednoznacznie negatywnej. Luksemburg posługuje się wprawdzie europocentrycznym językiem, w którym relacje między kapitalistyczną Europą a obszarami niekapitalistycznymi będącymi przedmiotem jej agresji, ukazywane są w kategoriach zetknięcia nowoczesności ze społecznościami prymitywnymi czy zacofanymi, ale konkluzje jej rozważań stanowią bodaj pierwsze w historii myśli społecznej tak radykalne zerwanie z duchem europocentryzmu. Ekspansja imperialistyczna kapitału przynosi krajom nią objętym postęp, ale jest to postęp jedynie w znaczeniu przybliżenia warunków rewolucyjnego wybuchu społecznego. Ta przewrotna definicja procesów zwanych modernizacyjnymi sprawia, że w rzeczywistości wizja postępu Róży Luksemburg jest paradoksalną figurą retoryczną, mającą podkreślić regresywny i niszczycielski wpływ kapitału na stosunki w krajach nie-zachodnich. Jak pisze, postęp oznacza tu jedynie wzmożenie represyjności systemu przez dodanie do starych form opresji form nowych, zaimportowanych z Europy. Chodzi zatem jedynie o postęp w znaczeniu ogólnej tendencji historycznej, o zaostrzenie przeciwieństw klasowych aż do poziomu charakteryzującego sytuację przedrewolucyjną. „Oto jedyna kulturalna i postępowa strona tzw. wielkiego dzieła kultury w krajach prymitywnych.”(27)


 


 


Co więcej, w ramach owego postępu kapitalistyczne metropolie wspierają najbardziej konserwatywne siły w swych posiadłościach lub strefach wpływów, a często wręcz instalują tam archaiczne i jednoznacznie regresywne formy społeczne. Analizując rolę kapitału brytyjskiego w Indiach i francuskiego w Algierii Luksemburg pokazuje jak w ramach kapitalistycznej modernizacji stworzono w obydwu tych krajach quasi-feudalną wielką własność ziemską. „Anglia najpierw, kosztem odwiecznych praw własności wspólnot chłopskich, sztucznie stworzyła w Indiach arystokrację ziemską, by potem bronić chłopów przed tymi ciemięzcami i przekazywać ‘bezprawnie uprawianą ziemię’ w ręce angielskich kapitalistów.”(28)


 


Historyczne realia odsłaniają całą nędzę misji cywilizacyjnej, którą elity kulturalne Zachodu tłumaczą kolonializm. „Dla burżuazyjno-liberalnych ekonomistów i polityków – pisze Luksemburg – koleje, szwedzkie zapałki, kanalizacja ulic i domy towarowe stanowią ‘postęp’ i ‘kulturę’. Lecz rzeczy te same w sobie, zaszczepione w prymitywnych warunkach nie stanowią ani kultury, ani postępu, opłacone są bowiem gwałtowną gospodarczą i kulturalną ruiną ludów, które na raz zmuszone są przeżywać wszystkie klęski i nieszczęścia dwóch formacji historycznych: tradycjonalnych stosunków władczych opartych o gospodarkę naturalną oraz najnowocześniejszego, najbardziej wyrafinowanego kapitalistycznego wyzysku.”(29)


 


 


Wtym kontekście jasne jest, że dla Luksemburg pochód kapitalizmu przez wszystkie kontynenty nie ma „dobrej strony” i nie da się niczym usprawiedliwić. Jego treścią pozostaje wyłącznie zniszczenie i ludobójcza eksploatacja. Z tych względów nie można w żadnym razie przypisywać Róży jakichkolwiek związków z mechanistycznym ekonomizmem II Międzynarodówki, ani tym bardziej z wywodzącą się z tego ostatniego teorią modernizacji. Dlatego też nie ma racji Andre Gunder Frank oskarżając ją o „europocentryzm pomalowany na czerwono”.(30)


 


 


Zawarta w „Broszurze Juniusa” krytyka „wielkiego dzieła kultury w krajach prymitywnych”, radykalnie zrywa z linearną, postheglowską i ewolucjonistyczną wizją procesu historycznego i proponuje pojmowanie dziejów raczej w aspekcie synchronicznym, w którym dynamika zmian rodzi się w antagonizmie klasowym i relacjach między centrum a peryferiami, a zatem w pustych miejscach systemu, w naddatkach, nadwyżkach znaczącego w obrębie jego struktur. Co więcej, koncepcja kluczowej roli napięcia i relacji między kapitalistycznym a niekapitalistycznymi formami produkcji dla istnienia kapitalizmu jako sposobu produkcji wskazuje na szczególny charakter panowania tego systemu. „Kapitalizm nawet i wtedy, gdy jest już w pełni dojrzały, pod każdym względem zdany jest na jednoczesne istnienie warstw i społeczeństw niekapitalistycznych.”(31)


 


 


Jego panowanie jest zatem paradoksalne. Aby mogło zaistnieć potrzebuje luk, dziur, wymykających się mu przestrzeni. W tej niepełności, której zachowanie umożliwia trwanie (rozszerzające się) systemu, tkwi podstawowa sprzeczność kapitalizmu, sprzeczność stanowiąca rację jego istnienia. Owa specyfika historyczna kapitalistycznego sposobu produkcji, ów negatywny rys jego natury uchwytne są dzięki ujęciu rzeczywistości społecznej w kategoriach sprzeczności dialektycznej. W tej perspektywie, a zatem „w duchu nauki marksowskiej” możliwe jest włączenie wspomnianych wyżej „pustych miejsc” do teorii systemu. Według Luksemburg zrozumienie specyfiki kapitalizmu „leży w dialektycznej sprzeczności polegającej na tym, że akumulacji kapitału potrzebne jest do jej ruchu otoczenie niekapitalistycznych formacji społecznych i że tylko w stałej wymianie materii z nimi postępuje ona naprzód i trwać może tylko tak długo, jak długo znajduje to środowisko.”(32)


 


Czy oznacza to zatem, że zdobywając cały świat kapitalizm podkopuje warunki swej egzystencji? Czy jego globalny triumf, musi być triumfem ostatnim? Czy zatem paradoksalnie w interesie rewolucjonisty jest triumf ów przyspieszyć? Kolonizacja metropolii czyli globalizacja w Pierwszym ŚwiecieNajbardziej wulgarna interpretacja stworzonej przez Luksemburg koncepcji ekspansjonistycznej natury kapitalizmu, którą ochoczo podchwycili jej wrogowie z prawicy socjaldemokratycznej, a później stalinowcy, każe wyciągać z niej wniosek o nieuchronności krachu kapitalizmu. Ma on rzekomo nastąpić już z mocy działania obiektywnych praw ekonomicznych, charakteryzujących ten sposób produkcji. Wizja ta w zupełności zasługuje na miano wyjątkowo prymitywnej za sprawą swego mechanistycznego ekonomizmu – karykatury marksowskiej teorii antagonistycznego charakteru kapitalistycznego rozwoju. Problem w tym, że takiej a nawet tylko podobnej wizji u Róży Luksemburg po prostu nie ma. W odróżnieniu od burżuazyjnych i socjaldemokratycznych ekonomistów autorka „Strajku masowego...” była jak najdalsza od wiary w ślepy determinizm bazy. Nic zatem dziwnego, że problem wyczerpania się źródeł kapitalistycznej akumulacji i ewentualnego krachu systemu rozpatruje ona na zupełnie innym niż klasyczna ekonomia gruncie.


 


Przede wszystkim dokonuje znakomitej teoretyzacji nowych form ekspansji, które wyłaniają się w sytuacji osiągnięcia przez kapitał geograficznych i politycznych granic swej ekspansji. Jest ona interesująca nie tylko ze względu na wagę, jaką odekonomizowanie teorii Luksemburg ma dla jej powszechnej recepcji, ale też dlatego, że analizy autorki Rewolucji rosyjskiej plastycznie ukazują rzeczywistość bliźniaczo podobną do tej, której doświadczają dziś społeczeństwa tzw. Triady, czyli elity państw dominujących w światowym systemie kapitalistycznym (Unia Europejska, USA, Japonia). Konsekwencje globalnego triumfu imperializmu w społeczeństwach zachodnich, tak jak je przedstawia Luksemburg, są analogiczne do tych obserwowanych dzisiaj i wiązanych z globalizacją. Wszystko zaczyna się „gdy rozwój przemysłu osiągnie swój punkt szczytowy i na rynku światowym kapitał poruszać się zacznie po krzywej spadku”(33).


 


W tej sytuacji następują gorączkowe poszukiwania nowych źródeł generowania wzrostu stopy zysku. Wobec narastającej konkurencji międzynarodowej zagrożony kapitał ucieka się do dwojakiej strategii. Po pierwsze stawia na koncentrację w ramach karteli (dziś powiedzielibyśmy międzynarodowych korporacji), po wtóre zaś na rozwój rynków finansowych czyli giełdyzację gospodarki.(34) Ten zwrot stawia klasę robotniczą w sytuacji szczególnie niekorzystnej. „W gospodarce skartelizowanej i sfinansjeryzowanej walka związków zawodowych stanie się podwójnie trudna: po pierwsze, ulegnie pogorszeniu obiektywna koniunktura na rynku siły roboczej, gdyż popyt będzie wzrastał wolniej, a podaż szybciej niż obecnie; po drugie, kapitał rzuci się tym bezwzględniej na należną robotnikowi część produktu, aby w ten sposób powetować sobie straty poniesione na rynku światowym.”(35) Wszystko to zgodnie z dobrze nam znaną i jakże nowocześnie (a właściwie ponowocześnie) brzmiącą zasadą, wedle której „redukcja wynagrodzenia za pracę jest wszak jednym z najważniejszych środków hamujących spadek stopy zysku”.(36)


 


Wzmaganie się walki klasowej kapitału przeciw sile roboczej, czyli to, co dziś nazywamy socjalną kontrreformacją, stawia na porządku dnia problem trwałości demokratycznych zdobyczy społeczeństwa mieszczańskiego. W dobie imperializmu okazują się one poważną przeszkodą dla generowania zysków. Wobec alternatywy: zysk albo prawa człowieka, przypisywany kapitalizmowi rzekomo organiczny związek z ideami wolności, równości i braterstwa ujawnia całą swą przypadkowość. Gdy w grę wchodzi interes akcjonariuszy albo rady nadzorczej kartelu, demokratyczne pryncypia można swobodnie wyrzucić na śmietnik historii, najlepiej napiętnowawszy je uprzednio okropnym mianem populizmu. W określonych warunkach najzwyczajniej w świecie „liberalizm stał się (...) dla społeczeństwa burżuazyjnego zasadniczo zbędny”.(37) „Powstanie gospodarki światowej – pisze Luksemburg – oraz zaostrzanie i upowszechnienie się walki konkurencyjnej na rynku światowym uczyniły z militaryzmu i marynizmu decydujące narzędzie zarówno wewnętrznej, jak i zagranicznej polityki wielkich mocarstw.”(38) W kontekście politycznym, jaki stwarza na początku XXI wieku polityka USA pod rządami partii wojny prezydenta Busha juniora, słowa te brzmią bardzo aktualnie. Jeszcze aktualniejsze podsumowanie kwestii odwołania demokracji w dobie imperializmu formułuje Luksemburg, gdy stwierdza, że „Jeżeli jednak polityka światowa i militaryzm wykazują w obecnej fazie tendencję wzrostu, to w konsekwencji ruch demokracji burżuazyjnej musi odbywać się po linii spadkowej.”(39)


Nic dodać nic ująć! Wszak wszyscy wiemy, że świat zmienił się po 11 września, zaś Patriot Act i ustawodawstwo antyterrorystyczne czytelnie wskazują wektor tendencji współczesnych demokracji. Gwałtowne zaostrzanie represyjności w obrębie liberalnych demokracji ma też wymiar edukacyjny. Prawda, że jest to edukacja iście makabryczna. Przypatrując się wstrząsowi, jaki rzeź I wojny światowej wywarła w Europie Luksemburg pisała o podszytej rasizmem krótkowzroczności kultury starego kontynentu. Wszak „ów świat ‘kultury’ (...) przypatrywał się biernie jak ten sam imperializm [który wywołał wojnę – PW] skazywał dziesiątki tysięcy Hererów na najstraszliwszą śmierć napełniając pustynię Kalahari obłąkańczymi krzykami ginących z pragnienia i rzężeniem umierających; jak w Putumayo w przeciągu dziesięciu lat zakatowanych zostało przez europejskich kondotierów przemysłu czterdzieści tysięcy ludzi (...); jak w Chinach żołdactwo europejskie (...) oddało prastarą kulturę na pastwę wszelkich okropności zniszczenia i anarchii (...); jak w Trypolisie ogniem i mieczem wgnieciono Arabów w jarzmo kapitału”. Ów kulturalny świat raczył dostrzec ten nieodłączny wymiar kapitalistycznej cywilizacji dopiero wtedy „kiedy bestie wpiły już swe drapieżne pazury w łono, z którego wyszły: w burżuazyjną Europę”.(40)


 


Wszystkie te zjawiska skłaniają Luksemburg do skonstatowania, że „cechą znamienną imperializmu, jako ostatniego stadium walki konkurencyjnej kapitału o zdobycie panowania nad światem jest (...) iż krąg rozwoju zaczyna się zamykać – że ta rozstrzygająca walka o możliwości ekspansji przerzuca się na powrót do macierzystych krajów”. Opanowując cały świat kapitał nie napotyka wcale na ścianę, o którą będzie musiał rozbić się jego łeb. Wobec wyczerpania zasobów zewnętrznych odnajduje on w sobie zdolność do wygenerowania zewnętrza na własnym gruncie. Sferą akumulacji staną się zatem klasy pracujące krajów kapitalistycznego centrum. Będą one finansować ekspansję, tak jak dotychczas zmuszano czynić to narody nie-zachodnie. Zamiast eksploatować zamorskie posiadłości zwycięski kapitał zaczyna intensyfikować wyzysk, czyli eksploatację swych posiadłości krajowych, czyli wzmaga wyzysk siły roboczej dążąc do trwałej dewaloryzacji jej wartości. „Tym samym imperializm przenosi katastrofę, jako formę bytowania kapitału, z peryferii rozwoju kapitalistycznego z powrotem do jego punktu wyjścia.”(41)


 


Skoro zatem zabrakło już obszarów do podbicia, należy je stworzyć w samym sercu kapitalistycznej cywilizacji. Jak już zaznaczyliśmy wyżej koncepcja powrotu niszczycielskiej ekspansji do jej europejskiego matecznika daje szansę wybrnięcia ze sprzeczności zawartych w pomyśle uzupełnienia marksowskich schematów reprodukcji. Skoro kapitalizm może akumulować także po opanowaniu niekapitalistycznego środowiska, tedy punkt ciężkości kwestii reprodukcji nie tkwi już wyłącznie w dialektyce kapitalistycznego i niekapitalistycznych sposobów produkcji, ale w dialektyce między kapitałem a jego społecznym otoczeniem.


 


Kapitał jako stosunek społeczny ustanawia warunki swej reprodukcji na drodze przekształcenia owego środowiska w siłę roboczą, zaś dynamika samej reprodukcji zależy od stopnia wyzysku siły roboczej. Jest jednak jeszcze jeden aspekt kwestii „otoczenia” kapitału. W pewien sposób nawiązuje on do koncepcji Luksemburg. Chodzi o dialektykę między różnymi odmianami kapitalizmu. W tym sensie można powiedzieć, iż dokonane przez Luksemburg odkrycie zdolności kapitalizmu do tworzenia sobie sfer akumulacji „u siebie”, do spychania całych społeczeństw i pewnych klas, dotychczas cieszących się przywilejami z racji usytuowania w centrum, na peryferie systemu (bądź w dół klasowej hierarchii), było prekursorskie wobec teorii zależności wypracowanej przez ekonomistów i socjologów trzecioświatowych (przede wszystkim z Ameryki Łacińskiej) w latach 50. i 60. XX wieku.


 


Badany przez nich kapitalizm zależny okazał się nie pozostałością archaicznych, niekapitalistycznych form społecznych, jak przez długi czas mniemano, ale formacją jak najbardziej nowoczesną. Stanowi twór powołany do życia wskutek oddziaływania powiązań między centrum a peryferiami światowego rynku. U jego źródeł leży zatem nie odległość od centrów gospodarczych świata, ale bliskość i intensywność integracji z nimi. Jako taki pozostaje jednostką społeczną obsługującą potrzeby kapitalizmu centrum.<br><br>


 


Trwałość kapitału i konieczność socjalizmuFormuła „socjalizm albo barbarzyństwo” stanowi jeden z najdobitniejszych w historii myśli społecznej przejawów wiary w sprawczą moc ludzkiej interwencji w procesy dziejowe. W 1915 roku Luksemburg pisała, iż „bierny fatalizm nigdy nie może być rolą takiej partii rewolucyjnej, jak socjaldemokracja”.(42) Historia, wedle Luksemburg, nie jest linearnym procesem, w którym nowe etapy wyłaniają się ze starych, niczym wełniana nić z kłębka.<br>


 


Stanowi ona proces nieciągły, załamujący się i wstrząsany przewrotami, wojnami, rewolucjami. Motorem dziejów nie jest prosty rozwój, ale antagonizm, który ów rozwój rozsadza. Różnica między Luksemburg a współczesnymi jej rosyjskim ekonomistą Tuganem Baranowskim(43) oraz przywoływanym już tu Hilferdingiem, a zarazem tajemnica wagi jej prac tkwi w tym, że nie była ona typową dla swej epoki marksistowską ekonomistą. Wszak samo pojęcie marksistowskiej ekonomii, wbrew temu co twierdzili ideologowie II Międzynarodówki pozostaje wewnętrznie sprzeczne.


 


Luksemburg w odróżnieniu od różnych lewicowych ekonomistów nie uprawiała marksistowskiej ekonomii, ale marksistowską krytykę ekonomii politycznej. Stąd właśnie brała się zasadnicza odmienność jej interpretacji procesów charakteryzujących kapitalizm na przełomie wieków.


 


Jeżeli Tugan i Hilferding dowodzili, że kartelizacja i finansjeryzacja wskazują, że system nie potrzebuje indywidualnego popytu robotników żeby przetrwać i kontynuować ekspansję, że nadto koncentracja kapitału prowadzi do jego uspołecznienia, oraz wysnuwali stąd uspokajające wnioski o nieograniczonych możliwościach dostosowania się kapitalizmu, o jego zdolności do trwałej stabilizacji, a nawet ewolucyjnego przejścia do socjalizmu, to Róża widziała ten sam proces jako najistotniejsze źródło kryzysu. Nie chodziło jej jednak tylko i wyłącznie o inną interpretację tych samych faktów ekonomicznych. W swym sporze z ekonomistami Róża, jako krytyk ekonomii, wkraczała na grunt, który pozostawał (i wciąż pozostaje) niedostępny dla akademickiego dyskursu tej nauki.


 


Autorka Akumulacji kapitału nie rozpatrywała problemu przetrwania kapitalizmu, jako izolowanej od kontekstu społecznego gry wartości i mechanizmów ekonomicznych. Dlatego właśnie, gdy mówiła o krachu kapitalizmu, wcale nie miała na myśli jego niezdolności do akumulacji wbrew realizacji potrzeb klasy pracującej. Krach nie był dla niej zakłóceniem działania mechanizmu czysto ekonomicznego, ale wręcz przeciwnie. Można powiedzieć że stanowi on wynik nadmiaru, nadwyżki jego sprawności. Owa nadwydajność czy też nadracjonalność odpowiadają mniej więcej temu, co Herbert Marcuse wiele lat później nazywał nadrepresywnością kapitału. Specyfika kapitalizmu tkwi właśnie w tym, że może on trwać i odnawiać swe struktury zupełnie niezależnie od kondycji podporządkowanych mu ludzi. Wszak w klasycznej ekonomii popyt nie musi mieć nic wspólnego z potrzebami przeważającej części społeczeństwa.


 


Co więcej, w imperialistycznej czy też globalnej (a zatem zfinansjeryzowanej) fazie rozwoju kategorie te zdecydowanie przeciwstawiają się sobie. Nie tylko nie ma sprzeczności między kapitalizmem a barbarzyństwem, ale też nieosłonięte niczym barbarzyństwo dochodzące do głosu w dobie imperializmu stanowi historyczną tendencję kapitalizmu jako takiego. Nędza, bezrobocie, epidemie i śmierć głodowa milionów w niczym więc nie zagrażają procesowi akumulacji. Dlatego używana przez Luksemburg formuła o krachu kapitalizmu nie oznacza jego upadku w sensie ekonomicznym, ale tylko i wyłącznie ludzkim.


 


Krach oznacza tu ostateczną demaskację wszelkich ideologicznych konstrukcji usiłujących uzasadnić i uczłowieczyć kapitalizm, oznacza zatem wydobycie na światło dzienne ponurej prawdy, że aby trwać musi on człowieczeństwu praktycznie zaprzeczać. Nadmiar ekonomicznej racjonalności okazuje się zarazem stanem barbarzyństwa. Jego nieuchronność kryje się właśnie w wymogach nieograniczonego generowania zysku i poprawy rentowności, które napędzają kapitalistyczny sposób produkcji, a zatem popychają burżuazyjne społeczeństwo ku nadmiarowi. Dlatego też nieuchronny nie jest rozpad samego systemu, rozumianego jako wyizolowana i obdarzona autonomią maszyneria ekonomiczna, ale alternatywa socjalizm albo barbarzyństwo. Luksemburg zgadza się ze zwolennikami poglądu o niezwykłych zdolnościach przystosowawczych systemu, ale zamiast wyciągać stąd ekonomistyczne wnioski o mechanicznej konieczności socjalizmu, ukazała palącą konieczność powyższej alternatywy.Przypisy: (1) Dane cyt. za Eric Hobsbawm The Age of Empire 1875-1914, London 1987. (2) R. Luksemburg „Krok za krokiem” w: Wybór pism, t. I, Warszawa 1959, s. 69. (3) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, Warszawa 1963, s. 469. (4) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., ss. 454-455. (5) R. Luksemburg „Drobnomieszczańska a proletariacka polityka światowa”, w: Wybór pism, t. II, Warszawa 1959, s. 218. (6) R. Luksemburg Akumulacja kapitału op. cit., s. 619. (7) R. Luksemburg Akumulacja kapitału op. cit., s. 455. (8) R. Luksemburg Akumulacja kapitału op. cit., s. 727. (9) R. Luksemburg Akumulacja kapitału op. cit., s. 453. (10) K. Marks Kapitał t. I, w: Karol Marks, Fryderyk Engels Dzieła, t. XXIII, Warszawa 1968, s. 901. (11) L. Trocki „Prawo nierównomiernego i kombinowanego rozwoju” w: Rewolucja nr 1/2001, s. 213. (12) R. Luksemburg „Reforma socjalna czy rewolucja?”, w: Wybór pism, t. I , Warszawa 1959, s. 174. (13) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., s. 462. (14) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., s. 617. (15) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., s. 472. (16) Tamże. (17) Tamże. (18) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., s. 476. (19) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., s. 487. (20) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., s. 486. (21) Tamże. (22) Na temat relacji między Chinami a mocarstwami europejskimi w XIX i XX w. patrz: Giovanni Arrighi, Iftikhar Ahmad i Miin-wen Shih „Poza hegemoniami zachodnimi” w: Lewą Nogą nr 15/2003, ss. 153-226. (23) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., s. 572. (24) R. Hilferding Kapitał finansowy, Warszawa 1958, s. 644. (25) R. Hilferding Kapitał finansowy, op. cit., s. 681. (26) R. Hilferding Kapitał finansowy, op. cit., s. 661. (27) R. Luksemburg „Kryzys socjaldemokracji. (Broszura Juniusa)”, w: Wybór pism, t. II, Warszawa 1959, s. 386. (28) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., ss. 475-476. (29) R. Luksemburg „Kryzys socjaldemokracji”, op. cit., s. 386. (30) A.G. Frank „Re-Orientacja teorii społecznej”, http://www.uni.wroc.pl/~turowski/frank-reorient.htm. (31) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., s. 462. (32) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., s. 463. (33) R. Luksemburg „Reforma socjalna czy rewolucja?”, op. cit., s. 167. (34) R. Luksemburg „Reforma socjalna czy rewolucja?”, op. cit., ss. 154-155. (35) R. Luksemburg „Reforma socjalna czy rewolucja?”, op. cit., s. 167. (36) Tamże. (37) R. Luksemburg „Reforma socjalna czy rewolucja?”, op. cit., s. 209. (38) Tamże. (39) Tamże. (40) R. Luksemburg „Kryzys socjaldemokracji”, op. cit., 387. (41) R. Luksemburg Akumulacja kapitału, op. cit., s. 730. (42) Cyt. za: N. Geras „Barbarzyństwo i upadek kapitalizmu w myśli Róży Luksemburg”, w: Rewolucja nr 1/2001, s. 165. (43) Stanowiska Luksemburg i Tugana porównuje M. Kalecki w artykule „Zagadnienie realizacji u Tugana Baranowskiego i Róży Luksemburg”, w: Wokół teorii ekonomicznych Kapitału, Warszawa 1967, ss. 7-23.Przemysław Wielgosz Tekst pochodzi z pisma "Lewą Nogą" z 2006 roku .

Społeczność

Pokój i ziemia