Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 26 gości.

Szymon Merec: Wizualizacja powyborcza

Napieralski 9 października 2011

Tekst został nadesłany w ramach IV konkursu zorganizowanego z okazji 94. rocznicy Rewolucji Październikowej

Wizualizacja powyborcza.

9 października, godzina 23.55, budynek na ulicy Rozbrat w Warszawie.

Napieralski siedział na wygodnym fotelu w swoim gabinecie na drugim piętrze. Siwe włosy, szara cera i pokurczona sylwetka sprawiały, że ten przebojowy dotąd trzydziestosiedmiolatek wyglądał teraz na osobę mocno po pięćdziesiątce. Nie miał ochoty widzieć się z kimkolwiek i podejrzewał, że nikt nie ma ochoty widzieć się teraz z nim. Po krótkiej rozmowie z wiceprzewodniczącymi i szefem sztabu zaszył się szybko w swojej enklawie. Wokół panowała przejmująca cisza i półmrok lecz w jego głowie nadal głębiły się urywki zdań i liczby. Siedem koma siedem, osiem koma dwadzieścia cztery...

Po niemal dwóch godzinach sztywnego i samotnego siedzenia, Napieralski powoli wstał i zerknął do barku w poszukiwaniu pozostałości po świetlanych latach Oleksego i Millera. Na jego szczęście w barku stała niemal nietknięta butelka drogiego koniaku. Dwadzieścia minut później rzeczywistość w jego głowie nie była wcale bardziej kolorowa. Piąty przewodniczący zaczął obracać w rękach swój telefon komórkowy. Nikt nie dzwonił. Nawet nie dostał żadnego smsa.

Na Piekarską nawet nie liczył, bo to zła kobieta. "Kwaśniewski? Pewnie pijany" – pomyślał i zaczął przypominać sobie dalej swoich dawnych przyjaciół. Kalita... Temu też się nie dziwił, był młody a już skończony politycznie. Wenderlich... Jego oczy zaraz po ogłoszeniu wyników mówiły same za siebie. Na ludzi z Biznes Centre Club-u nawet nie liczył, bo zawsze zwracali się do niego jak do zwykłego śmiecia. Wikiński... Na jego pomocy zależało mu teraz najbardziej, ale widać i ten odwrócił się od niego w chwili klęski.

Napieralski opróżnił połowę butelki, gdy spostrzegł leżący pod biurkiem kabel do nagłośnienia. A gdyby tak ulżyć cierpieniom? ''Zrobią ze mnie drugiego Leppera, chociaż w sumie już nawet jego bardziej szanowali'' – pomyślał przewodniczący SLD. Długo wpatrywał się w kabel i już wstał aby po niego sięgnąć lecz w tym momencie z biurka spadła fotografia jego córek. ''Nie mogę im tego zrobić'' – powiedział na głos Napieralski i jednocześnie przestraszył się swoich myśli. '' Rzucę tą politykę w cholerę i zacznę sprzedawać jabłka na targu w Radomiu... Chociaż nie, konkurencja mnie zniszczy.

To zostanę przedszkolanką! Zawsze kochałem dzieci!'' Po chwili odrzucił i ten pomysł. Mogliby go posądzić o pedofilię. '' Zostanę górnikiem! Pokażę, że prawdziwy człowiek lewicy nawet jeśli przegrywa, to nie zapomina o ludziach pracy!'' Lecz ten pomysł też wydał się beznadziejny. '' Przecież dawno już o nich zapomniałem'' – rzucił na koniec.

W tym samym czasie w siedzibie Ruchu Poparcia Palikota, jego założyciel i przewodniczący z trudem wydostawał się z głośniej sali, gdzie hucznie świętowano zgarnięcie 40 mandatów poselskich. Palikot miał dość mdłego zapachu marihuany i głośnej muzyki. ''Czuję się jak na pieprzonej paradzie równości'' – myślał sobie filozof-przedsiębiorca uśmiechając się sztucznie do mijany ludzi.

W końcu przedarł się przez tłum pijanych sympatyków i spokojnie usiadł na kozetce, która stała w jego gabinecie. Gdy salę opuścili dziennikarze, sytuacja stała się dla Janusza nie do zniesienia. Balanga ciągnęła się w nieskończoność. Biedroń tańczył nagi na stole, Anna Grodzka siłowała się na rękę z Piotrem Tymochowiczem, a Roman Kotliński przebrany za księdza zataczał się z kąta w kąt. Nawet ubikacja była zajęta – od ponad godziny okupowali ją Urban i reanimujący go Leszczyński, obaj mocno pijani.

Palikot miał serdecznie dość tej hucpy. Miesiące harówki, a teraz jeszcze niekończąca się impreza pokazywały mu, gdzie są granice jego możliwości. Jako konserwatysta nie znosił tych wszystkich ćpunów, homoseksualistów i reszty, jak to określał – popapraństwa, z którym przyszło mu pracować. Wyciągnął się na kozetce i zamknął oczy. ''Coś jeszcze miałem zrobić'' – przyszło mu nagle do głowy – ''Kurwa, zapomniałbym''.

Zerwał się gwałtownie na baczność i wyciągnął telefon. Wybrał numer do Tuska. ''Halo? Szefie? Tak, Janusz. Szefie, melduję wykonanie zadania!'' - oznajmił z niekrytą dumą.
Szymon Merec

Społeczność

future2