Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 18 gości.

Krzysztof Miśkiewicz: Balcerowicza recepta na sukces w Polsce B

Balcerowicz

Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu czytając wywiad dwóch dziennikarek „Gazety Wyborczej” z Leszkiem Balcerowiczem, w którym większa cześć  tekstu była poświęcona tłumaczeniu się tego wielkiego reformatora ze słów jakie wypowiedział jakiś czas temu dla tej samej gazety. Chodziło o stwierdzenie, że „Nie należy na siłę tworzyć nowych miejsc pracy we wschodniej Polsce, a mieszkańcy tych terenów maja dojeżdżać do pracy w Polsce centralnej”. Nie pierwszy to raz, gdy ten ekonomiczny demiurg, istota dotknięta niemal boskim geniuszem, musi się tłumaczyć ze swoich słów, bo przecież głupi naród nie zna się na tajemnych prawidłach ekonomii.
 
Zdaniem Balcerowicza został on źle zrozumiany, jemu chodziło przede wszystkim o to, by mentalnie odejść od epoki socjalistycznej w której równomiernie tworzono miejsca pracy w całym kraju, a przejść na całkowicie prywatny kapitał, który doskonale sam wie gdzie tworzyć miejsca pracy. „Trzeba dążyć do tego, by miejsca pracy były tworzone przez kapitał prywatny, a nie inwestycje publiczne. Bo publiczni decydenci tworzą miejsca pracy głównie w administracji. (...) Jeśli nie chcemy stale dokładać do raz już stworzonych miejsc pracy, pozwólmy to robić sektorowi prywatnemu – on stworzy je tylko tam, gdzie będzie to mu się opłacało, gdzie to będzie racjonalne”. Jakież to proste prawda? Pozamykajmy zakłady pracy na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie, bo przynoszą nie takie jak trzeba zyski, a kochanym prywaciarzom nie chce się ruszyć tyłka do „Polski B”.
 
 Zakręćmy kurek z pieniędzmi dla wschodnich województw, a ludzi zapakujmy na przyczepy oraz wozy drabiniaste i przywieźmy  na Śląsk i Mazowsze, bo tutaj robota leży na ulicy. Tak, tak słuchajcie Balcerowicza „Mnóstwo ludzi dojeżdża do pracy nawet z bardzo dużych odległości, czasem przez wiele godzin. Więc lepiej umożliwić im przeprowadzkę do miejsc, gdzie jest praca lub gdzie mogą powstać – bez publicznych subsydiów – nowe miejsca pracy”. Zostawcie swoje domy, ziemię oraz rodzinne sentymenty i dawajcie na Mazowsze budować naszą piękną (chciałoby się rzec socjalistyczną) stolicę.
 
 Chyba jednak, to pan Balcerowicz tkwi mentalnie w poprzedniej epoce, w której z resztą dobrze mu się wiodło mając PZPR-owską legitymację w kieszeni. Czy nie widzi faktu, że już teraz migracja ludzi młodych do dużych miast jest na bardzo wysokim poziomie? Co on chce ściągać tutaj jeszcze masowo dzieci i starców, a na ścianie wschodniej posadzić las? To już było w PRL-u. Ściągnięcie ludzi do rejonów z niskim bezrobociem to tylko początek wizji.
 Dalej Balcerowicz proponuje eksmitować wszystkich pijaków, agresywnych konkubentów i starców znoszących śmieci do mieszkań i przekazanie tych lokali pod wynajem dla przybyszów z Polski wschodniej. Tak, tak według Balcerowicza każdy komu grozi eksmisja musi być co najmniej pijakiem lub babskim bokserem.

„Mamy w Polsce socjalistyczne prawo o ochronie lokatorów, które sprawia, że prywatny kapitał boi się inwestować w mieszkania na wynajem, bo bardzo trudno pozbyć się lokatora, który dewastuje mieszkanie.
 
 
 
 
 
Nikt rozsądny przy tym absurdalnym prawie nie chce tego robić, dlatego mieszkań na legalny wynajem brakuje”. Mieszkań na legalny wynajem brakuje, bo po wywaleniu ludzi na bruk, bardzo często nawet gdy uczciwie płacili czynsz, przerabia się je na eleganckie hotele, sklepy i restauracje jak w Krakowie, czy w Warszawie. Z resztą po nowelizacji ustawy o ochronie praw lokatorów nikogo nie będzie stać na wynajem, mając w perspektywie kilka podwyżek czynszu w jednym roku, więc to całe pana wizjnerstwo dobrobytu i szczęścia między bajki można włożyć. Na koniec wywiadu Leszek Balcerowicz (nie byłby sobą gdyby o tym nie wspomniał, boże jaki on jest nudny i przewidywalny) musiał dopowiedzieć, że całe zło tego świata i Polski to „wysoka i niezróżnicowana płaca minimalna”.
 
Okazuje się, że ratunkiem dla ściany wschodniej, właściwie dla tych, którzy tam mimo wszystko pozostaną, mają być zarobki nie przekraczające 1317 złotych brutto. Może i ściągnęłoby to tutaj większy kapitał, ale o dobrobycie jaki ma "Polska A" to można sobie wtedy pomarzyć. Głodowe pensje nie budują przecież dobrobytu, bo z czego, jak cała wypłata idzie na życie. Ech... I jak tu nie zacytować pewnego klasyka z Samoobrony?
 
 
Tekst pochodzi ze strony http://krzysztof-miskiewicz.blog.onet.pl/

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

1917 rev