Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 17 gości.

O ruchu "Occupy Wall Street"

occupy.jpg

Oryginalny tekst ukazał się w języku angielskim, 22 grudnia 2011 roku, pod adresem: http://www.alternet.org/occupywallst/153541%3Fpage%3D1&usg=AFQjCNHnW5WUaFB1LJfocskByTZsIgeOGA
  
----------
 
 
  
 Publikujemy nasze tłumaczenie wywiadu dotyczącego amerykańskiego ruchu "occupy Wall Street". Zasadniczą ideologią tego ruchu jest przeciwstawianie 99% społeczeństwa najbogatszemu 1%.  Jak twierdzi Sarah Jaffe, tworzy to "nową świadomość klasową". Przy czym do "1%" zalicza się rzecz jasna nie cała burżuazja ale wyłącznie najbogatsi kapitaliści, natomiast 99% tworzy - z natury rzeczy - amalgamat kilku klas spolecznych - klasy robotniczej, drobnomieszczaństwa a nawet znaczna część drobnej  i średniej burżuazji. Nie jest to więc podejście marksistowskie, ponieważ upatruje się zasadniczej sprzeczności obecnego społeczeństwa nie w wyzysku pracowników najemnych, ale wyłącznie w pasożytniczym charakterze owych 1%, co też może prowadzić do utopijnych, keynesowskich w istocie złudzeń, że przy nieco większej redystrybucji bogactw będzie możliwy "kapitalizm z ludzką twarzą".  "Wielki myśliciel" Stephen Lerner, twierdzi bowiem że "zło" owego 1% polega na tym że :
 
 
"Ich dobrobyt i ich bogactwa, one nie są uzyskiwane normalnymi środkami – one pochodzą z oszustw i hazardu, i okradania nas, co wg mnie wadzi wielu ludziom na różny sposób"
 
 
Ten sam Lerner twierdzi wcześniej, że:
 
"Nie sądzę, że ludzie są wściekli na kogoś, kto wynalazł produkt lub założył firmę. Chodzi o to, że ludzie nie postrzegają Wall Street jako produktywne."
 
 
Co oznacza że posuwa się do stwierdzenia przeciwstawiającego "dobrych" "produktywnych" kapitalistów przemysłowych złemu kapitałowi finansowemu. Ta logika jest logiką budowania "kapitalizmu z ludzką twarzą" i nie prowadzi do obalenia systemu, bowiem nie pokazuje że istotą kapitalizmu nie są "nadzwyczajne zyski" bankierów ale wyzysk pracy najemnej.
Dyskusyjne dla marksisty może być także całkowite wyrzekanie się przemocy przez przedstawicieli ruchu, o czym wspomina Lerner. Można jednak stwierdzić że ma ono wyłącznie charakter taktyczny, aby przeciwstawić pokojowy charakter "okupujących"brutalności policji aby zjednać sobie tym samym poparcie społeczeństwa.
Mimo wszystko uważamy, że wszelkie ruchy protestu, nawet te o drobnomieszczańskiej bazie i krytykujące jedynie niektóre aspekty kapitalizmu, jak jego finansjeryzację, godne są poparcia, a tam gdzie one występują, rewolucyjny ruch robotniczy powinien dążyć do przejęcia nad nimi kierownictwa.
 
Redakcja WR 
 
 ----------  
 
 
 
  
  
 
 
 
99% kontra Wall Street: Stephen Lerner o tym, jak możemy się zmobilizować, aby stać się najgorszym koszmarem chciwego 1%
 
 
Obeznany organizator i wielki myśliciel Stephen Lerner rozmawia z AltrNet, jak odebrać władzę Wall Street
 
 
Wcześniej w tym roku, na długo za nim Occupy Wall Street zamienił Park Zuccottiego w Plac Wolności, Stephen Lerner, długoletni działacz robotniczy w SEIU [Service Employers International Union, Międzynarodowy Związek Pracowników Sektora Usług, zrzesza 1,8 mln pracowników w USA i Kanadzie – przyp. tłum.] i mózg kampanii Justice for Janitors [Sprawiedliwość dla Woźnych], napisał na New Labor Forum o „protestach okupacyjnych [sit-in], okupacjach i innych formach pokojowego obywatelskiego nieposłuszeństwa na wielką skalę, które muszą w sposób nieunikniony zwyciężyć nad napomnieniami sądowymi i naciskami politycznymi”.
 
 
Po krachu finansowym Lerner kierował bankowymi i finansowymi projektami SEIU, organizując pracowników i grupy lokalne, aby zwalczać lichwiarskie pożyczki i inne nieetyczne praktyki banków. Był również atakowany przez Glenna Becka [prawicowy dziennikarz] za proponowanie strajk dłużniczy [debt strike, odmowa spłacania długu wierzycielowi] jako sporu zbiorowego dla właścicieli domów i innych dłużników. Beck nazwał go „terrorystą ekonomicznym” i o trzymywał on groźby śmierci.
 
 
W roku, w którym świat i ludzie pracy stali się centrum protestów politycznych w USA i na świecie – kiedy nowy slogan „Jesteśmy 99 procentami” trafił na nagłówki i zmienił sposób, w jaki Amerykanie mówią o nierówności dochodów – słowa Lernera wydają się prorocze. Więc z kim jak nie z Lernerem dyskutować o mijającym roku, sytuacji obecnej i przyszłości ruchu Occupy? AlterNet niedawno spotkał się z Lernerem, aby porozmawiać o braniu na celownik Wall Street, strajkach dłużniczych, organizowaniu się w Ameryce i wielu innych rzeczach.
 
 
Sarah Jaffe: Czytając twój artykuł na New Labor Forum, odnosi się wrażenie, że jakbyś przewidział ruch Occupy. Co czułeś, kiedy to wszystko się zaczęło?
 
 
Stephen Lerner: Nie powiedziałbym, że go przewidziałem. Wielu z nas starało się wymyśleć przez długi czas, jak wydostać się z pułapki, w której się znaleźliśmy – robiliśmy to samo przez długi czas i nie dawało to rezultatów.
 
 
Ale to ekscytujące uczucie, zobaczyć to, o czym niektórzy marzyli całe życie, ten rodzaj dramatycznego wzrostu aktywności wymierzonej w kapitał finansowy, tych którzy naprawdę rządzą krajem.
 
 
Kampanie Sprawiedliwość dla Woźnych była kampanią, gdzie tradycyjne sposoby organizacji nie działały , więc musieliśmy zrobić coś zupełnie innego. Zorganizowaliśmy ludzi, których wszyscy uważali za nie do zorganizowania – robotników na pół etatu, u podwykonawców, często bez umowy.
 
 
Jest wiele przyczyn, dlaczego wg mnie się udało, ale myślę, że jedną z nich był fakt, że mieliśmy analizę tego, kto miał siłę. W połączeniu z organizowaniem społeczności i wieloma innymi rzeczami, jakie uczyniła kampania, strajkami i okupacjami, z których nic by nie zadziałało, gdyby nie skierowalibyśmy kampanii do tych z największą władzą – ludzi, którzy kontrolowali budynki sprzątane przez woźnych.
 
 
Kampania woźnych wybiegała w przyszłość albo patrząc na to z innej strony, wykorzystała wiele taktyk i strategii z przeszłości i wykorzystała je w jednej kampanii. Połączyliśmy kwestie praw pracowniczych, praw imigrantów, rasy, tego w jaki sposób mówimy o nierównościach w jedną kampanię realizującą ideę najbiedniejszych robotników walczących o sprawiedliwość z największymi bogaczami. Jednocześnie zdobyliśmy poparcie opinii publicznej i mieliśmy strategię wyrwania ludzi z biedy.
 
 
Prowadziliśmy kampanię, począwszy od 2007 roku przez wiele lat, skoncentrowaną na spółkach private equity. W ten sposób w coraz większym stopniu zorganizowany jest kapitał. Robotnicy i inne organizacje muszą się nauczyć organizować w nich.
 
 
Podobnie do jak z Sprawiedliwością dla Woźnych prowadziliśmy kampanię nacisku na spółki private equity, wśród których jest 6 z 10 największych pracodawców w kraju, aby wzięły odpowiedzialność za spółki, które posiadają i to jak płacą i traktują swoich pracowników.
 
 
W ruchu robotniczym, jak na pisałem w artykule na New Labor Forum, jesteśmy ograniczeni przez to, że jesteśmy powiązani z ludźmi, którzy kierują gospodarką. To nie krytyka, taka jest rzeczywistość. Więc ruch Occupy pojawił się jako trzecia siła, która zarówno wskazała, kto jest tym złym: Wall Street. Jednocześnie, ponieważ nie ma z nimi powiązań, może ich atakować w bardziej bezpośredni sposób, który podziałał na wyobraźnię opinii publicznej. Nie są ograniczeni związkami historycznymi.
 
 
SJ: Napisałeś, że „związki zawodowe są wystarczająco duże – i wystarczająco powiązane z strukturą władzy politycznej i gospodarczej – aby być ograniczonymi przy podejmowaniu takich działań, jakie są potrzebne”.
 
 
SL: Kiedy podkreślam, że na tym polega siła ruchu Occupy, to nie krytykuję związków za to, że żyją w realnym świecie. To część siły związków i mają realne zdobycze oraz chronią członków. Dlatego potrzebujemy czegoś jak ruch Occupy, który może robić to, czego nie były w stanie uczynić związki w ostatnich latach.
 
Wiesz, jeśli spojrzeć wstecz ku początkom organizowania CIO, strajkom okupacyjnym, po części byli do tego zdolni, bo nie mieli nic do stracenia. Trudno sobie wyobrazić, aby związki miały podejmować takie ryzyko teraz, ponieważ sam sukces związku oznacza, że ma fundusze emerytalne i budynki i aktywa do obrony oraz system prawny, który nakłada dotkliwe kary, jeśli kampanie będą miały realny wpływ na korporacje.
 
 
Niesamowicie ekscytujące jest przejście od teorii – mamy tyle problemów w kraju, tyle ludzi jest niezadowolonych z tego, co mamy, że potrzebujemy czegoś nowego i byłoby to inne do tego, co mamy teraz. Myślę, że można powiedzieć, że ruch Occupy to spotkanie teorii i praktyki.
 
SJ: Wspomniałeś o strajkach okupacyjnych i starych taktykach radykalnego ruchu robotniczego, których nie widzieliśmy od pewnego czasu. I chociaż związki mają wiele do obrony, tracą również swoje pozycje. Strategia „obrony posiadanych pozycji” raczej nie pomagała. Jako ktoś, kto kierował jedną z bardziej radykalnych akcji robotniczych ostatnich dekad, czy masz na ten temat przemyślenia?
 
 
SL:  To chybiona strategia – z czym wg mnie zgadza się większość w ruchu robotniczym – definiować swoją pracę i swoje plany i swoją strategię, broniąc kurczącej się bazy. To co mówię, nie jest niczym nowym, myśli tak wielu ludzi – związki stały się odizolowanymi wyspami.
 
Trudność brzmi, jaka jest zwycięska strategia? Myślę, że kluczowym elementem zwycięskiej strategii, jest głębokie zrozumienie tego, jak zmienia się gospodarka, wymyślenie jak walczyć z tymi, którzy rzeczywiście kierują gospodarką.
 
 
Podczas kampanii woźnych nie mówiliśmy, że jest to wojna z firmą sprzątającą, powiedzieliśmy, że była to wojna z ludźmi, którzy kontrolują ten przemysł. Myślę, że wielkim problemem dla wielu w ruchu robotniczym jest to, że walczymy z pośrednikiem, walczymy z ludźmi, którzy nie mają wcale tyle władzy, zamiast atakować tych, którzy naprawdę władają gospodarką.
 
SJ: Inna rzecz, której mówiłeś w swoim artykule, było to, że w kampanii woźnych wasze zwycięstwo nastało, kiedy cała społeczność spostrzegła to jako coś, co dotyczy nich, poza konkretnymi robotnikami, których próbowałeś zorganizować.
 
 
SL: Nigdy nie zapomnę, kiedy w latach 90., podczas zamieszek w Century City, policja zaatakowała strajkujących w Century City, wtedy jedną z rzeczy, jakie ciągle usłyszałem od społeczności latynoskiej było „Policja ciągle nas bije, jak nikt nie widzi; po raz pierwszy nagrano to na filmie”.
 
Powodem, dlaczego ludzie zareagowali, dlaczego było takie niewiarygodne poparcie dla związku po starciach z policją, nie było to, że ludzie stali się nagle prozwiązkowi czy zaczęli się przejmowac pensjami woźnych, ale bo stało się to symbolem tego, jak Latynosi czują się traktowani.
 
 
 Gdy mieliśmy kampanię, która pobudziła wyobraźnię ludzi na temat żądań i potrzeb tych robotników, zostaliśmy wplątani w to, co ludzie czują bardziej ogólnie w związku z brakiem dobrobytu i władzy.
 
Wszyscy wiedzą , że wykorzystywani przez banki i to co jest dobrego w Occupy to właśnie to, że stawia to jasno i otwarcie. Fakt, o którym wg mnie się zapomina, że oni byli na Wall Street. To nie było „Okupować jakiś park”, faktem jest, że to było w środku dzielnicy handlowej. I myślę, że na intuicyjnym poziomie ludzie z całego spektrum politycznego rozumieją, że ci goście są w centrum tego, jak gospodarka zorganizowana jest w sposób, który dla większości nie działa.
 
 
SJ: To ciekawe, bo wielu ludzi, którzy uważają się za klasę średnią, prawdopodobnie nie myślą o solidaryzowaniu się z woźnymi. Ale hasło z 99% obejmuje woźnych, obejmuje nauczycieli, obejmuje młodzież kończącą studia z 60 000 dolarów długu, obejmuje dosłownie wszystkich z wyjątkiem ludzi na samym szczycie. Czy uważasz, że jesteśmy świadkami nowego rodzaju świadomości klasowej w tym kraju?
 
SL: Na tym polega geniusz, myślę, że bardzo obrazowo pokazuje, jak ten kraj jest podzielony.
 
 
Gdyby to było wynikiem sondaży lub grup fokusowych, myślę, że nie podchwycono by tego jak „Jesteśmy 99 procentami” powiązanego w ludzkich umysłach z ludźmi dzielnie i heroicznie robiącymi coś w związku z „Jesteśmy 99 procentami”.
 
Powiedziałbym, że to bardzo ważne – że ludzi aresztowano, filmowano, spryskiwano gazem pieprzowym, ataki na ludzi w Nowym Jorku – wszystko to ożywiło, tak samo jak robiły to ruch na rzecz praw obywatelskich, strajki okupacyjne w jadłodajniach. Nie chodziło o to, że ludzie nie mówili przez lata, że prawa Jima Crow’a i segregacja były złe, chodziło o obraz ludzi atakowanych za to, że tak mówią…
 
 
Myślę, że coś się kotłowało pod powierzchnią przez dłuższy czas. Coraz więcej i więcej ludzi jest zniechęconych, ludzie nie wiedzą w co włożyć swój gniew i energię. Niektórzy ludzie przesuwają się na prawo, niektórzy szukają kozłów ofiarnych, ale naprawdę jest nie to „Jesteśmy 99 procentami”, ale „Jesteśmy 99 procentami i jest coś takiego jak Wall Street, które jest kluczową częścią 1 procenta”.
 
Myślę, że większość ludzi nie sprzeciwia się temu, że goście mają pieniądze. Myślę, że sprzeciwiamy się temu, że mają dużo pieniędzy, które zdobyli nieuczciwie. Myślę, że to jest ważny element.
 
 
Nie sądzę, że ludzie są wściekli na kogoś, kto wynalazł produkt lub założył firmę. Chodzi o to, że ludzie nie postrzegają Wall Street jako produktywne. Ich dobrobyt i ich bogactwa, one nie są uzyskiwane normalnymi środkami – one pochodzą z oszustw i hazardu, i okradania nas, co wg mnie wadzi wielu ludziom na różny sposób.
 
SJ: W zeszły weekend na nowojorskiej konferencji Netroots mówiłeś o wielu odnogach strategii, które mogą sprowadzić kryzys, jak powiedziałeś, do bardzo bogatych, którzy go wywołali. Mówiłeś o przejęciach, długu studenckim, aktywizmie akcjonariuszy. Możesz trochę opowiedzieć o tych poszczególnych rzeczach i potem pokazać, jak wg ciebie się łączą?
 
 
SL: Occupy Foreclosure [Okupować Przejęcia] i Occupy Our Homes [Okupować Nasze Domy] są częścią wg mnie organicznie związaną z ruchem – jest w sercu wielu rzeczy, o które wg mnie chodzi w Occupy. Wall Street i banki wywołały kryzys i dlatego ludzi wyrzuca się z domów. To kombinacja fizycznej obrony ludzi, którzy tracą domy, ale broniąc się, ci ludzi podważają władzę Wall Street w bardzo realny sposób. To wspaniały splot „okupantów”, ludzi w biednych społecznościach i ustanowionych grup lokalnych. Jest to powiązane z trwającą pracą.
 
 
Jeśli chodzi o studentów, to są wg mnie trzy rzeczy. Jest obecna sytuacja z ogólnymi cięciami w sferze oświaty, która jest głównym powodem dla, którego jesteśmy w tak głębokim długu.
 
Myślę, że tym co jest naprawdę ekscytujące na froncie studenckim, jest to, że coraz więcej studentów wiążę aktywizm studencki bezpośrednio z 1%, z Wall Street, które czerpie zyski kosztem ich edukacji.
 
„Move Your Money” [Przenieś Swoje Pieniądze], myślę, że to wspaniała część ruchu 99 procent. Przenoszenie pieniędzy indywidualnie to pierwszy krok, setki tysiące ludzi powiedziało: „Nie chcę być już okradanym przez wielkie banki”. Naprawdę ekscytujące jest to, że w Minneapolis oddali 11 000 petycji do rady szkolnej, twierdząc, że muszą przestać inwestować w Wells Fargo. W Los Angeles zaproponowano rozporządzenie w sprawie odpowiedzialnej bankowości, pozwalającej ludziom przenieść pieniądze publiczne z wielkich banków, ale też inwestować w to, co stwarza miejsca pracy. To fakt, że jeśli zainwestujesz lokalnie, pieniądze będą napędzać gospodarkę lokalną, natomiast jeśli dasz je Wall Street, 40% z tego pójdzie na odszkodowania dla prezesów.
 
 
Cała ta praca jest powiązana z większą kampanią redukcji. Musimy obniżyć ludziom hipoteki do realnej wartości domu, co dałoby średnio 400 dolarów miesięcznie do ręki właściciela domu. Stworzono by miliony miejsc pracy, jeśli banki zredukowałyby wartość początkową do obecnej i odniosły się do 700 mld dolarów w negatywnym kapitale własnym, który mają właściciele domów.
 
Jedną z nieopowiedzianych historii kryzysu finansowego jest jego nieproporcjonalny wpływ na społeczności mniejszości rasowych [communities of color]. Więc w walce z przejęciami, Occupy Our Homes i redukcji wartości początkowej chodzi o to, jak zwrócić bogactwo wyssane ze społeczności mniejszości rasowych.
 
 
Ostatnią częścią wokół, której widzimy teraz więcej energii jest „occupy shareholders meetings” [Okupować spotkania akcjonariuszy]. W coraz większym stopniu korporacje kontrolują nasz rząd, ale korporacje teoretycznie mają te spotkania, gdzie podejmowane są decyzje o ich zarządzaniu i ich inwestycjach. Ludzie powinni wykupywać akcje i powinniśmy odwiedzać głównych członków zarządu, powinniśmy mieć żądania wobec tych firm, powinniśmy się pojawiać na spotkaniach akcjonariuszy i mówić, że chcemy mieć coś do powiedzenia w sprawie zarządzania korporacjami, które rządzą krajem.
 
Więc dodajesz to wszystko do siebie i mamy strumienie, które gdy płyną razem, tworzą potężną rzekę, która może dać fundamentalne i przekształcające zmiany [sic] i w ten sposób ostatecznie odbudować ruch robotniczy. Tak robiliśmy w przeszłości, aby naprawdę przeciwstawić się władzy korporacyjnej – okupowaliśmy miejsca pracy.
 
 
SJ: Glenn Beck nazwał cię terrorystą ekonomicznym za proponowanie strajków dłużników jako taktyki, mimo to jesteśmy świadkami kampanii wokół strajków dłużników w tym roku. Jaką rolę odgrywają w nadchodzącej walce?
 
SL: Jakiś rok temu mówiłem, że korporacje zawsze wyjdą na swoje, czy to ogłaszając bankructwo, czy zrywając umowy lub renegocjując je, aby wykaraskać się z długów. Więc powiedziałem, co tak nakręciło Glenna Becka, co by było, gdybyśmy my jako konsumenci, jako robotnicy, zachowywali się w ten sam racjonalny sposób co korporacje? Gdybyśmy powiedzieli: „Nie spłacimy długu, zwłaszcza długu, w który nas wplątano oszustwem, nie zapłacimy, dopóki nie pozwolicie nam renegocjować na naszych warunkach”?
 
 
Wg mnie fascynujące jest to, że prawica się wściekła, dlatego że wskazałem na ich ogromny lęk, że jeśli zwykli ludzie zjednoczyli się i działali tak jak korporacje, moglibyśmy  rzucić wyzwanie ich władzy.
 
SJ: Myślę, że określeniem jakiego użyłeś, był spór zbiorowy właścicieli domów lub studentów lub kimkolwiek są dłużnicy.
 
 
SL: Po kryzysie ekonomicznym banki są bardziej skonsolidowane niż kiedykolwiek. Pięć największych banków kontroluje jakieś 40% bankowości w tym kraju. Masz małą grupkę ludzi, którzy zasadniczo podejmuje decyzje kontrolujące życie nas wszystkich. Więc jest ta bardzo prosta myśl: dlaczego nie targować się z nimi zbiorowo? Oni wszyscy spotykają się i decydują, że nie obniżą wartości początkowej [hipotek], a jaką masz szansę jako pojedynczy właściciel domu?
 
Więc pomysłem dla właścicieli domów lub studentów jest robienie tego, co robimy w związkach zawodowych. Jedna osoba nie strajkuje – mówisz: „Jeśli mamy masę krytyczną, strajkujemy”.
 
 
Kluczowa sprawa dla właścicieli domów – lub studentów – czy macie masę krytyczną? Nie zrobię tego sam, ale jeśli miliony innych ludzi, by to zrobiło, powiedzielibyśmy, że chcemy negocjować lepszą umowę i właściwie mielibyśmy ogromne środki, aby tak zrobić. Gdybyśmy wszyscy jednocześnie odmówili spłaty, wywarłoby to na nich ogromną presję finansową.
 
SJ: W artykule na New Labor Forum napisałeś: „Jeśli naszym celem jest nikogo nie obrazić, istnieje niebezpieczeństwo, że nie zrobimy nic”. Jak zrównoważyć potrzebę zdobycia realnej większości z potrzebą taktyki nasilenia?
 
 
SL: Sprowadza się to z powrotem do potrzeby istnienia różnych nurtów pracy. Myślę, że potrzebujemy sposobów, aby ludzie mogli się włączyć na poziomie dla nich dogodnym. Dlatego „Move Your Money” jest takie ekscytujące – jest to nietrudne, właściwie powoduje wspaniałą dyskusję o tym, co dzieje się z bogactwem w tym państwie, dlaczego Rezerwa Federalna daje biliony dolarów w pożyczkach nisko lub nieoprocentowanych bankom, podczas gdy miasta i stany muszą płacić wysokie procenty , aby je dostać.
 
Kluczem jest robić wiele na różnych poziomach równocześnie. Niektóre z nich to taktyki większościowe jak „Move Your Money”, a niektóre jak spotkania akcjonariuszy podekscytują wielu ludzi. Kiedy ludzie uświadomią sobie, że mogą kupić akcję Bank of America z 5 dolarów i dostać się na spotkanie akcjonariuszy, myślę, że to przywabi zupełnie inną grupę ludzi. Myślę, że wielkim błędem byłoby myśleć, że chodzi w tym tylko o to, żeby się dać aresztować. Większość ludzi tego nie zrobi.
 
 
Ale chcesz dalej nawiązywać do tych emocji, dać ludziom do zrozumienia, że nie robimy tego tylko dla zabawy, robimy to, ponieważ w tym tkwi problem tego kraju.
 
 
Przykład redukcji wartości początkowej [hipoteki] pokazuje, jak mówimy o rozwiązaniach. Kiedy powiesz komuś: „Gdybyśmy obniżyli hipoteki do ich realnej wartości, tak jak korporacje, gdy ogłaszają bankructwo lub zrzekają się nieruchomości, dałoby to do 400 dolarów do ręki przeciętnemu konsumentowi, a kosztów nie poniósłby nikt poza bankami”, ludzie powiedzą: „Wow!”
 
To są rodzaje rzeczy, które musimy wziąć pod uwagę, świadomie unikając polaryzowania dla samego polaryzowania. Wg mnie to delikatny taniec.
 
 
Jedna rzecz, która jest niezwykle ważna w tym wszystkim to zobowiązanie do niestosowania przemocy. Kiedy ludzie są zdolni zaryzykować aresztowanie i to w związku z ludźmi ponoszącymi ofiary lub robiącymi coś dla sprawy większej moralnie, jest na to duża tolerancja, nawet ze strony ludzi, którzy się nie zgadzają. Użycie przemocy jest destrukcyjne dla koncepcji większościowej. Jest to ogromne wyzwanie dla ruchu, zobowiązanie do niestosowania przemocy i jak przenika wszystko, co robimy.
 
Tego właśnie nauczyliśmy się podczas kampanii woźnych. Robiliśmy rzeczy, które w ogromnym stopniu zakłócały spokój, podczas strajku woźnych. Odpowiedź była zupełnie inna, kiedy to byli biedni robotnicy gotowi iść do więzienia, aby poprawić swoje życie, niż gdy ktoś podczas tradycyjnego strajku dokonywał aktów postrzeganych jako przemoc, nawet wobec własności.
 
 
SJ: Kiedy powiedziałam mojej matce-republikance o Occupy Our Homes i kiedy opowiedziałam jej konkretnie historię rodziny przy 702 Vermont, tutaj, w wschodnim Nowym Jorku, powiedziała: „Tak, popieram to”. Ta historia na nią podziałała w podobny sposób, jak We Are the 99 Percent Tumblr i Occupy Student Debt Tumblr naprawdę wywierają wpływ na ludzi. Myślę, że jesteśmy świadkami większej woli ze strony ludzi, aby dzielić się swoimi osobistymi historiami.
 
SL: Myślę, że kluczowe jest to, że ludzie zostali wychowani , aby się wstydzić, że są dłużnikami lub nie mogą spłacić rachunków. Mieliśmy wspaniałe doświadczenia, gdy ludzie wielu sąsiadów zbierało się razem i nie rozmawiali o niczym innym tylko o tym, że grozi im przejęcie domu lub że domy są o wiele mniej warte niż za nie zapłacili i tracą codziennie, gdy spłacają hipotekę.
 
Ludzie doznawali przełomu, gdy mówili: „Też jesteś w takiej sytuacji?”. Nawet w przypadku pożyczek drapieżnych lub nieuczciwych nie chcą się przyznać, że ich wykiwano. Ludzie nie chcą powiedzieć: „Jestem dorosły, jestem niegłupi i nie zauważyłem haczyka”. Słyszy się od ludzi o karach za przedwczesne spłaty. Kto kiedykolwiek w życiu pomyślałby: „Dostanę karę, jeśli wcześnie spłacę”?
 
Ludzie opowiadają swoje historię w różnych formach, niezależnie czy online, w grupach, na wideo daje to uczucie: „Aha, nie jestem izolowanym przypadkiem, to jest coś większego” i myślę, że daje to ludziom siłę do działania.
 
 
SJ: Wcześniej rozmawialiśmy o kurczącej się bazie związków zawodowych; możemy odbudować bazę związkową teraz, gdy nie jesteśmy już gospodarką przemysłową? Czy też szukamy innych sposobów organizowania się dla 99%?
 
SL: W pewien sposób sprowadza się to do kwestii analizy. Często patrząc na woźnych w jeden sposób, można powiedzieć, że to niewielkie miejsca pracy, naraz w budynku jest 5 osób, w budynku jest 10 osób, pracodawcy nie mają zbyt wielu robotników, można powiedzieć, że jest beznadziejnie. Ale naprawdę jest garstka spółek nieruchomościowych, które kontrolują całe miasto. Wtedy możesz myśleć o 1%.
 
 
Nie wiem, czy jest na świecie państwo, które miało prawdziwie postępowy ruch lub gdzie dokonała się taka zmiana, w którą większość z nas wierzy, bez tętniącego życiem ruchu robotniczego. A nie można mieć tętniącego życiem ruchu robotniczego reprezentującego tylko sektor publiczny. Musi reprezentować sektor prywatny.
 
 
Dlatego mam niezwykłą nadzieję, że to, co częściowo robi Occupy to budzi ludzi wobec faktu, że to nie ich wina, że mają kiepską pracę, że to nie dlatego, że nie pracowali wystarczająco ciężko. Następuje przebudzenie wobec wachlarza strategii i taktyk, począwszy od skupienia się na tym, kto stoi naprawdę na czele, skończywszy na myśleniu o tym, jak pokojowe nieposłuszeństwo obywatelskie i okupacje mogą wywrzeć presję finansową na tych, którzy wyzyskują robotników. I, jak to zrobiliśmy w przypadku woźnych, myśleniu o  geografii przemysłu, aby zorganizować się raczej w jednym czasie, niż w izolacji.
 
 
Kiedy patrzysz na historię ruchu robotniczego, widzisz, że wzrost zorganizowania nigdy nie był przyrostowy. Były czasy, gdy miały miejsce wybuchy, gdy dużo dobrej pracy się opłaciło i rozpoczęło pożar oraz urosło do czegoś większego. Oto wyzwanie dla zorganizowanego świata pracy, zrozumienie jaki jest nasz związek z tymi wyłaniającymi się ruchami. Jak je poprzeć? I kluczowe jest, że w zamian chcą zrobić to, do czego związki mogą być niezdolne, tj. że zburzą równowagę władzy, aby robotnicy mogli upomnieć się o swoje prawa.
 
 
SJ: Przed Occupy pierwsza walka w tym kraju miała miejsce w Wisconsin w związku z projektem ustawy o sporach zbiorowych. Nie wielu myślało, że atak na związki zawodowe może się spotkać z taką odpowiedzią.
 
SL: Myślę, że częściowym powodem dla którego Wisconsin i Ohio miało taką odpowiedź, był fakt, że było z kim walczyć. To byli politycy, można na nich nie głosować w wyborach lub zmienić ich zachowanie.
 
 
Occupy mówi i pokazuje, że możesz przekonać większość Amerykanów do idei, tak samo jak Wisconsin i Ohio przekonały ludzi, że ci politycy robili coś złego. Kluczem do ożywienia świata pracy jest przekonanie ludzi, że wielkie firmy oraz Wall Street i bankierzy robią coś złego, żeby gdy robotnicy zaczynają się organizować, nie postrzegano tego wyłącznie jako kampanii na rzecz wyższych pensji dla nich, to kampania na rzecz sprawiedliwej i zrównoważonej gospodarki.
 
SJ: Więc co przewidujesz w przyszłym roku? Rozmawialiśmy o strajkach dłużników, przejęciach, ale czy widzisz jeszcze gdziekolwiek ruch naprzód, którego nie omówiliśmy?
 
SL: Nie sądzę, aby ktokolwiek powinien postrzegać pewnego rodzaju świąteczną lub zimową przerwę w aktywności jako znak czegokolwiek. Jak się mówi, ruchy opadają i wzbierają, jeśli spojrzymy wstecz, na wiosnę zawsze znowu wszystko rusza. Jest naprawdę ważnym, żeby ludzie nie mówili: „Och, wszystko było na pierwszych stronach, a teraz nie jest”. Zamiast tego ludzie powinni spojrzeć z dystansem, mówiąc: „W trzy miesiące zrobiliśmy więcej, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić, teraz czas spojrzeć z dystansem i pomyśleć nad następnym krokiem”.
 
 
Wg mnie kiedy połączymy naszą retorykę i nasze działania, zarówno pobudzimy wyobraźnie ludzi, jak i opracujemy zwycięskie strategie i taktyki.
 
Myślami zawsze wracam do tego: prawdziwy ruch buduje się, gdy słowa i czyny wzajemnie się odzwierciedlają. Gdyby ruch praw obywatelskich głosił tylko, że prawa Jima Crowa i cała reszta są straszne i dlatego będzie pisać petycje, ludzie powiedzieliby, że to nie wystarczy.
 
 
Myślę, że robimy dużo dobrej roboty, ale to nie wystarczy, jeśli nie doda się do siebie wszystkiego, a słowa i czyny nie będą się wzajemnie odzwierciedlać w sposób, który naprawdę pozwala nam się przeciwstawić temu, co ma miejsce.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Społeczność

jednolity front