Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 124 gości.

Mateusz Birkut: Ofiary Chucka Norrisa

Chuck Norris

Jak w każdą niedzielę, dziś, 18 marca, publikujemy stałą pozycję na WR - felieton tow.Mateusza Birkuta dotyczący bieżących wydarzeń politycznych ostatniego tygodnia

Redakcja WR
 
 
 
 
 
 
 
To i owo w ubiegłym tygodniu w pięknym kraju nad Wisłą się wydarzyło, więc przyjrzyjmy się tym wydarzeniom chłodnym okiem, a Wasz ulubiony, niżej podpisany, felietonista skomentuje wszystko tak, że nie ma bata.
 
 
 
Hołubiony przez toruńskie, raczej nie heavy metalowe, radio Prezes Prawych i Sprawiedliwych wyprowadził na ulicę niezadowolonych, czyli tych, którzy nie chcą – pomimo rządowych uśmiechów pełnych uprzejmej zachęty – harować do siedemdziesiątego roku życia. Oczywiście nie wszyscy przeciwni tej harówce ochoczo i niefrasobliwie do maszerującego Prezesa dołączyli, pamiętając mu zapewne, że gdy sam był premierem, to w jakiś szczególny sposób ludziom pracy nie pomagał, a za to obniżył podatki najbogatszym Polakom. Ci jednak, którym towarzystwo Prezesa nie przeszkadzało, nieśli transparent z napisem: „Żuj gumę >Donald< naród zrobiony w balona.”
 
 
Nie wiem, czy Donald rady posłuchał, mogę się jedynie domyślać, że podczas swego cotygodniowego joggingu nad morzem ma o czym myśleć. Wdycha jod, rozładowuje stresy, wywołane trudami sprawowania rządów w kraju niewdzięczników i zgrzyta wybielonymi przez najlepszych dentystów zębami, tudzież implantami i niewykluczone, że towarzyszą mu takie myśli:
 
 
O co tym ludziom w ogóle chodzi – bogacą się, komórki mają, sklepowe półki – w przeciwieństwie do PRL-owskich – są pełne delikatesów solonych wyborną solą wypadową, niektórzy nawet mają robotę na umowę o dzieło (w trosce o bezpieczeństwo pracodawców), na pięknych stadionach nasi piłkarze będą już teraz tylko wygrywać, po pięknych, czasami tylko pękających autostradach rodacy pędzą w swych dwudziestoletnich samochodach - czemu więc niewdzięcznicy nie mieliby przepracować marnych kilku lat więcej? Służba zdrowia leczy tak, że nie ma chuja we wsi – wystarczy poczekać kilka lat w kolejce na operację lub kilka miesięcy na wizytę u specjalisty, banki rozdają kasę na prawo i lewo, a do korzystania z ich usług zachęcają już nie tylko polscy celebryci, ale i sam Chuck Norris. Ludzie żyją dłużej i dostatniej, niech robią! „Pracodawcy” z pewnością zadbają o to, by żwawi siedemdziesięciolatkowie mieli pracę. Bez reform w kryzysie się nie obejdzie, a bogatym nie ma sensu niczego zabierać, bo wtedy przestaliby być bogatymi, natomiast biednym nie można niczego dawać, bo przestaliby być biedni. Najlepiej niech zajmą się podsuniętym usłużnie tematem zmian w finansowaniu Kościoła...
 
 
 
Zostawmy premiera i jego tok myślenia, niech sobie biega dalej ku uciesze liberałów, a niekoniecznie ludzi pracy, którzy za jego cotygodniowy jogging nad morzem, a ściślej za przeloty ze stolicy do Trójmiasta, słono płacą.
 
 
Zajmijmy się Prezesem, który tak gorliwie wystąpił przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego. Oczywiście dał się zaraz podpuścić Tuskowi i natychmiast podchwycił temat „zmian finansowania Kościoła”, występując w obronie tego ostatniego, który – jak wiadomo – jest nieustannie szykanowany, atakowany i okradany. Co prawda chciałbym ja być tak szykanowany i okradany – zwłaszcza przez Komisję Majątkową; nie miałbym też nic przeciwko temu, by Tusk zaproponował mi zmiany w finansowaniu, na skutek których wzbogaciłbym się o 10 mln. - a do tego plany rządowe wobec Kościoła mogą się sprowadzić, jeśli tylko wierni nie zawahają się podczas wypełniania PIT-u.
 
 
 
Dzielny Prezes poczuł w sobie moc i siłę średniowiecznego rycerza, obrońcy wiary i natychmiast gromkim głosem oświadczył, że „Kto atakuje Kościół, ten atakuje Polskę.”
 
 
Sam Kościół jest powściągliwy. Fundusz wszakże dawał komfort, którego po jego likwidacji już nie będzie. Wierni – słysząc napastliwe homilie ,w rodzaju tych wygłaszanych przez księdza Natanka lub tych, w których oświadcza się, że rodzice dzieci z in vitro to konsumpcjoniści – mogą się zawahać, więc – o zgrozo! - w takiej sytuacji trzeba będzie się z nimi zacząć liczyć.
 
 
 
Liczyć potrafią banki – niestety, nie licząc się przy tym z klientami; zdobywając kasę tak samo boleśnie, jak Chuck Norris, który do korzystania z ich usług zachęca. Jeden z banków (co prawda nie ten od Norrisa) wymyślił więc „promocję”. Maciej Samcik opisuje ją w swoim blogu. Pozornie wszystko przedstawia się kusząco – oprocentowanie 9,9 proc. w skali rocznej. Brzmi świetnie, żeby jednak o takim oprocentowaniu pomarzyć, trzeba wziąć ponad 20.000 zł kredytu. Jeśli ktoś bierze mniej, to go wykasują: przy kwocie 5000 zł – oprocentowanie 12,9, ale po pierwsze trzeba mieć konto w danym banku i bulić 15 zł miesięcznie, po drugie trzeba kupić ubezpieczenie ze stawką 2,99 proc rocznej składki liczonej od wartości kredytu.
 
 
Jeśli ktoś wziąłby z tego banku 5 000 zł pożyczki na rok, musiałby zapłacić poza standardowymi odsetkami: 150 zł stawki ubezpieczeniowej, 170 zł za konto w czasie trwania pożyczki, w sumie 356 zł odsetek i 320 zł kosztów dodatkowych. Taka to szczególna promocja.
 
 
Szpital im. Strusia w Poznaniu miał podobnie miłą promocję - „zawiesił” leczenie pacjentów objętych programem badawczym Polskiej Grupy Badawczej Chłoniaka. Władze placówki powodów swej decyzji nie podały, lecz zdaniem Janusza Szczepanika, członka PGBCh nadzorującego badanie, jest nim strach przed NFZ, który mógłby obciążyć szpital dodatkowymi kosztami.
 
 
 
I życie w kraju nas Wisłą toczy się dalej – banki kasują boleśnie, Donald biega i zachęca nas do harówki do późnej starości, Jaro łyka tematy zastępcze, a szpitale leczą nas tak, że do siedemdziesiątki będziemy silni, jak Chuck Norris. Lub raczej jak ci, którzy stanęli na jego drodze.

Społeczność

Obama rev