Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 25 gości.

Zbigniew Marcin Kowalewski, Dlaczego Gierkowi się nie udało

Edward Gierek

W niedzielę 20 grudnia 1970 r. o 8 wieczorem Edward Gierek pojawił się niespodziewanie na ekranach telewizorów jako nowy, przed chwilą wybrany w dramatycznych okolicznościach I sekretarz KC PZPR. Społeczeństwo było pod wrażeniem przerażających wydarzeń w Gdańsku i Szczecinie – wybuchu żywiołowego powstania masowego, wyprowadzenia wojska na ulice obu miast, strzelania do robotników. Gdy tylko z ust Gierka padło stwierdzenie o robotniczym charakterze „wystąpień”, stało się jasne, że doszło do przełomu politycznego.

Władysław Gomułka, któremu, jako rzecznikowi „polskiej drogi do socjalizmu”, 14 lat wcześniej tłumy śpiewały „Sto lat”, upadł w atmosferze nowego ciężkiego kryzysu społecznego i politycznego, ze stygmatem tego, który przewodząc partii mieniącej się robotniczą kazał strzelać do robotników i pozostawił po sobie kilkadziesiąt trupów – jak jego poprzednicy w Poznaniu.

I oto mało znany – poza Śląskiem – dygnitarz partyjny, zapewniający, że „partia musi zawsze utrzymywać ścisłą więź z klasą robotniczą” i że „nie wolno jej utracić wspólnego języka z ludźmi pracy” oraz obiecujący „odnowę socjalizmu” i „budowę drugiej Polski”, od razu zyskał niemal powszechne i zgoła entuzjastyczne poparcie społeczne. Wydawało się, że teraz „realny socjalizm” wyjdzie na prostą.

W pewnej mierze Gierek zawdzięczał to swojej osobowości i talentom politycznym, ale ważniejsze było coś innego: wśród klasy robotniczej pokłady wiarygodności socjalizmu były głębokie i on je aktywował. Gdyby pokładów tych nie było, żadne jego talenty na nic by się nie zdały.

Sprzeczność ustrojowa Polski Ludowej

Sęk i dramat w tym, że nie została rozwiązana podstawowa sprzeczność ustrojowa Polski Ludowej, która po raz kolejny doprowadziła do kryzysu. Gierek nie mógł jej rozwiązać, bo był nowym przywódcą ciągle tej samej biurokracji partyjno-państwowej – warstwy sprawującej władzę rzekomo w imieniu i interesie klasy robotniczej, a w rzeczywistości siedzącej jej na karku i dbającej o własne interesy, czyli przywileje materialne.

Warstwa ta pasożytowała na dynamice rozwojowej, którą wyzwoliło i na zdobyczach społecznych, które przyniosło obalenie kapitalizmu oraz zerwanie z półperyferyjnym, zależnym, skazującym kraj na niedorozwój położeniem Polski w światowym systemie kapitalistycznym.

Nacjonalizacja gospodarki i planowość rozwoju przyniosły taki postęp społeczny, o jakim w zależnym kapitalizmie nie można było nawet marzyć – tym bardziej w kraju, który w wyniku wojny światowej został tak zniszczony, jak nasz. Aby się o tym przekonać, wystarczy porównać Polskę Ludową z innymi krajami na świecie. Oczywiście nie z wysoko rozwiniętymi, stanowiącymi centrum systemu światowego i tym samym panującymi w gospodarce światowej, ale tymi, które w 1945 r. znajdowały się na podobnym poziomie rozwoju i w podobnym położeniu, a w których nie doszło do obalenia kapitalizmu i zerwania z zależnym rozwojem.

Lecz ten postęp miał dwie widoczne na horyzoncie i z biegiem czasu coraz bliższe granice. Jedna brała się stąd, że socjalizmu nie sposób zbudować w jednym kraju ani w każdym kraju z osobna – coś takiego, to tylko stalinowska chimera. Tymczasem w skali światowej panował nadal kapitalizm.

Druga granica, która znacznie szybciej stanęła na przeszkodzie dalszego rozwoju społeczno-gospodarczego, brała się z kolei stąd, że w Polsce, podobnie jak w całym bloku radzieckim, władzę sprawowała warstwa biurokratyczna.

Biurokratyczne bariery rozwoju

Budowa socjalizmu wymaga demokratycznej i samorządnej władzy robotniczej i pracowniczej, zarówno w skali zakładu pracy, a nawet wydziału czy brygady, jak i w skali całego państwa. Tylko pod taką władzą znacjonalizowana, planowa gospodarka może owocować na dłuższą metę. Władza biurokracji nad klasą robotniczą staje się nieubłaganie najpierw względnym, a z biegiem czasu coraz bardziej bezwzględnym hamulcem rozwoju, wynaturza go i wyjaławia materialnie zdobycze społeczne.

Stąd wziął się kryzys „realnego socjalizmu”. Gierek, podobnie jak wcześniej Gomułka, zażegnał go na pewien czas i niejako odsunął w czasie, ale im więcej razy udało się go zażegnać, tym głębszy i trudniejszy do zażegnania okazywał się, gdy wybuchał na nowo.

Władza gierkowska, mimo swoich sukcesów społeczno-gospodarczych, była nieuleczalnie uwikłana w tę sprzeczność. Potencjał rozwoju po linii ekstensywnej, polegającej na mnożeniu frontów inwestycyjnych, był w wielkiej mierze już na wyczerpaniu. Mógł on przebiegać dalej głównie po linii intensywnej, polegającej na rozwoju nowych sił wytwórczych, który zapewniałby coraz lepsze techniczne uzbrojenie pracy i przynosiłby systematyczny wzrost wydajności pracy,. Gierek stawiał na przejście w fazę intensywnego rozwoju, tylko co z tego – rządząca biurokracja była do tego strukturalnie niezdolna.

Nowoczesne technologie można było importować, ale nie można było ich skutecznie wdrożyć. Na przeszkodzie stała niemożność racjonalnego dysponowania środkami produkcji przez biurokrację, zapewnienia przez nią racjonalnej organizacji procesu pracy (zawsze wychodził z niej jeden i ten sam potworek: tayloryzm arytmiczny), racjonalnego zarządzania i planowania.

Nowe, wielkie środki inwestycyjne, bez których „budowa drugiej Polski” byłaby frazesem, można było uzyskać z zagranicy, za cenę zadłużenia, ale im większe były te środki, tym bardziej marnotrawiono je w biurokratycznym układzie władzy i zarządzania. Stąd podwójna gierkowska spirala zadłużenia i marnotrawstwa.

Zarwanie gospodarki planowej

Do tego doszło coś jeszcze – bardzo istotne zjawisko ery gierkowskiej. Biurokracja rządząca była niespójnym zestawem branżowo-terytorialnych grup interesów i nacisku, rywalizujących ze sobą o jak największy dostęp do funduszu inwestycyjnego. Od tego, jaką część tego funduszu udało się wydrzeć, nad jaką częścią inwestycji udało się zapewnić sobie kontrolę, zależała pozycja poszczególnych grup, ich reprodukcja rozszerzona, układ sił między nimi.

Powodowało to nieustającą presję na rozbudowę funduszu inwestycyjnego – kosztem funduszu konsumpcyjnego, a więc kosztem wzrostu stopy życiowej klasy robotniczej i przytłaczającej większości społeczeństwa. Przed Gierkiem presję tę do pewnego stopnia hamowała zwierzchnia pozycja centralnej biurokracji politycznej, stojącej niejako ponad wspomnianymi grupami nacisku.

Tak było jeszcze za Gomułki. Za Gierka uległo to wielkiej zmianie. „Desant śląski”, który wraz z nim obsadził centralną władzę polityczną, wyniósł do tej władzy potężne lobby branżowo-terytorialne, co gwałtownie zachwiało kruchą równowagę między grupami nacisku i zniosło czynnik powściągający ich presję na fundusz inwestycyjny.

Teraz jedna z tych grup nie tylko uzyskała bez porównania szerszy niż dotychczas dostęp do wspomnianego funduszu. Co więcej, jej presja na ten fundusz powodowała jego jeszcze większe niż dawniej rozdęcie – rozdęcie środków inwestowanych w przemysł ciężki kosztem przemysłu lekkiego i kosztem konsumpcji, której fundusz kurczył się nie tylko względnie, ale również bezwzględnie.

Jedno i drugie deformowało bardziej niż kiedykolwiek rozwój społeczno-gospodarczy, godziło w interesy ogólnospołeczne i destabilizowało życie gospodarcze. Biurokracja zawsze miała bardzo ograniczoną zdolność racjonalnego planowania, ale teraz uległa ona drastycznemu ograniczeniu, a nawet wykazywała objawy załamania.

Zakazał strzelać do robotników

Tendencje kryzysowe znów zaczęły dochodzić do głosu. Rozbudzone nadzieje na nową fazę postępu społecznego rozwiewały się – przede wszystkim w środowiskach robotniczych. Pozyskanie ich poparcia przez Gierka, gdy przejął schedę po Gomułce, było kluczem do sukcesu jego polityki. W czerwcu 1976 r. między władzą a klasą robotniczą powstała na nowo wyrwa.

Gierek, zachowując trzeźwość umysłu, którą Gomułka utracił w Grudniu 70, zakazał strzelać do protestujących robotników, ale natura jego władzy niczym przysłowiowe szydło i tak wyszła z worka. Poza cofnięciem podwyżki cen, która była bezpośrednią przyczyną protestu, miał im tylko do zaoferowania policyjne „ścieżki zdrowia” i wiece, na których piętnowano „warchołów”.

Pamiętam, że gdy w korowskim „Biuletynie Informacyjnym” przeczytałem wstrząsające relacje o „ścieżkach zdrowia”, ostatecznie zrozumiałem, że walka o prawdziwy socjalizm wymaga obalenia dyktatury biurokratycznej.

Dopiero gdy w cztery lata po Czerwcu 76 kryzys reżimu biurokratycznego wybuchł z całą mocą na nowo, a reżim ten stanął w obliczu groźby strajku powszechnego połączonego z okupacją fabryk, Gierek, realistycznie miarkując układ sił, powrócił do rokowań z komitetami strajkowymi, od których przecież zaczynał swoje rządy. Dotrzymał słowa, które dał na spotkaniu z delegatami strajkujących robotników w stoczni szczecińskiej w styczniu 1971 r.: do walki nie rzucił milicji i wojska.

Uczynił to już jednak z zupełnie innej pozycji – kapitał jego wiarygodności politycznej się wyczerpał. Konkurencyjne koterie biurokratyczne czym prędzej wykorzystały nowy zryw robotników do obalenia jego rządów. Sam padł ofiarą systemu, któremu służył, gdy „realny socjalizm” pogrążał się w kryzysie, który z biegiem czasu okazał się nieuleczalny.

Gigantyczne fabryki według gotowych wzorów zachodnich można budować również na rozkaz biurokracji, co prawda trzykrotnie drożej. Im dalej jednak, tym bardziej gospodarka ma do czynienia z problemem jakości, który wymyka się z rąk biurokracji niczym cień [...] W warunkach znacjonalizowanej gospodarki jakość wymaga demokracji wytwórców i konsumentów, swobody krytyki i inicjatywy, czyli warunków nie dających się pogodzić z totalitarnym reżymem strachu, fałszu i pochlebstw.

Lew Trocki, Zdradzona Rewolucja

Źródło: http://internacjonalista.pl/menu-kraj/prl/287-zbigniew-marcin-kowalewski...

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

BLOOD