Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 18 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Wolność ludzi zbędnych

Karl-Marx-Karol Marks.jpg
See video

 
Jeżeli mówimy więc o racjonalności społecznej, to powinniśmy robić to na tle dialektyki między jednostkowym a społecznym. Marks nie był, mimo wmawiania mu tego przez rozlicznych marksistów, kretynem. Jeżeli pretendował do miana człowieka, który wniósł coś istotnego do skarbnicy ludzkiej wiedzy, to można by go potraktować poważnie. Pozorne sprzeczności myśli Marksowskiej ustępują, jeśli spróbujemy potraktować jego koncepcję jako całość, a nie jako oderwane od siebie kawałki, uwypuklane z powodu tego, że ktoś uzna je za nadające się do wykorzystania w konkretnej, przemijającej sytuacji bieżącej. 
 
Wolność, aby współgrała z racjonalnością społeczną, musi mieć twardo wyznaczone ograniczenia. Z granicami tymi eksperymentowali już myśliciele Oświecenia, którzy poczuli, że dawne ograniczenia tracą swą moc i, póki co, nie zostały jeszcze zastąpione nowymi. Koronny przykład zwyrodnienia, przytaczany przez ideologów konserwatywnej prawicy, marzących o powrocie do epoki sprzed Rewolucji Francuskiej, czyli przypadek markiza de Sade, jest właśnie rozpaczliwym poszukiwaniem owych granic naturalnych jednostkowej swobody. Jest przy okazji wyrazem wiary w to, że takie granice istnieją. Wyznaczone przez Naturę czy przez Boga, obojętne. Markiz de Sade natrafił na jedyną granicę, którą okazała się… nuda. 
 
Jeżeli człowiek ma zakodowane dążenia do przekraczania samego siebie, to trudno mu samemu postawić sobie granice. Musi zderzać się z czymś zewnętrznym, czymś, co stawia mu rzeczywisty opór. Inaczej, jak właśnie jest w odwrotnej stronie medalu wschodniej filozofii, odpływa od rzeczywistości. W zderzeniu z ekspansywną mentalnością społeczeństwa, które nie ma żadnych granic – wewnętrzne zostały zniesione, a zewnętrzne przezwyciężone jako podporządkowanie sobie klas, które mogłyby skutecznie stawić opór, społeczeństwo wschodnie stoi na przegranej pozycji. Co zostało zilustrowane w historii wystarczająco przekonująco. 
 
Racjonalność proponowana w teorii marksizmu nie polega na racjonalizowaniu działań będących odpowiedzią na chore stosunki i chore zjawiska, ale na zracjonalizowaniu warunków, które stanowią właśnie owe narzucone ograniczenia dla swobody indywidualnej. Precyzyjniej byłoby powiedzieć, że stanowią zaakceptowane przez społeczeństwo warunki obiektywne, w ramach których wszelkie działania jednostek są dozwolone. 
 
Jeżeli jednostka przekracza owe arbitralne siłą rzeczy ograniczenia, styka się z oporem. Oporem klasowym, oporem biurokratycznym, oporem tradycji i przyzwyczajenia, oporem bezwładu i zaniechania itd., itp. Prowadzi to do dramatycznych przeżyć jednostki, często do jej uzasadnionego poczucia niesprawiedliwości. Ale przy okazji znosi zarzut często stawiany wizji społeczeństwa bezklasowego – nie ma w nim miejsca na koniec historii czy na bezmózgą nirwanę. Nieszczęścia rozrywające wrażliwe dusze będą nadal miały pożywkę z własnego wnętrza do tworzenia wiekopomnych pomników owej wrażliwości. Będą autentyczne.

Dlatego, jeśli potraktować dzieło Marksa jako nie tyle dwie części (młody vs. stary) przeciwstawiające się sobie, ale jako etapy ewolucji tej teorii, to możemy zauważyć, że Marks ewoluował od pozycji, które dały się jeszcze uzgodnić z duchem liberalno-demokratycznego nurtu radykalnego drobnomieszczaństwa, rozczarowanego niekonsekwencją spadkobierców rewolucji burżuazyjnej. Szerokie tło rozumowania Marksa, pozostające często w szkicowej postaci, ale prekursorskiej w stosunku do tego, co wydarzyło się później, stanowiło fundament dla zawężającej koncepcji, która była owocem jego dojrzałych lat.
 
Życie gospodarcze jest glebą, na której rozwijają się elementy nadbudowy stanowiące prawdziwy wyraz ludzkiej mocy twórczej. W miarę rozwoju cywilizacji zachodniej, gleba ta kurczy się, a jednocześnie jej uprawianie staje się coraz bardziej intensywne. Życie społeczne odzwierciedla relację między człowiekiem a Naturą, ponieważ całość odbija się w części, czy się to nam podoba, czy nie. Natura jest coraz bardziej ograniczana, wypierana, podobnie jak ekonomiczny fundament istnienia społeczeństwa staje się coraz bardziej ograniczony. Co nie oznacza, że staje się mniej ważny. Nie, ponieważ to ten ograniczany i wypierany z naszego życia i naszej świadomości element staje się warunkiem ograniczającym naszej wolności.
 
Racjonalność w marksizmie odnosi się do organizacji tej sfery życia społecznego. Marksizm nie oddaje zarządzania owymi warunkami biurokracji, emanacji sił, które nie są bezpośrednio zaangażowane w tej sferze. Nie, ponieważ warunki ograniczające powinny mieć charakter spontaniczny. A oznacza to, że powinny być wyrazem partykularnego interesu klasy, która płaci swoim życiem i swoimi własnymi ograniczeniami za możliwość sprawienia, że dla pozostałych grup społecznych ich własne ograniczenia przestają być ograniczeniami. Nie da się wytłumaczyć jednostkom, że nie powinny używać samochodów indywidualnych tylko dlatego, że byłoby to z pożytkiem dla środowiska naturalnego. To byłoby jawne pogwałcenie swobód obywatelskich, nie mówiąc już o katastrofie dla gospodarki. Dzisiejsze, zróżnicowane podejście jednostek do różnorodnych zakazów narzucanych w związku z epidemią pokazuje skalę problemu. Gdyby cena dotyczyła tylko jednostek, które cenią sobie wyżej wolność niż zdrowy rozsądek, nie byłoby problemu. Jednak we współczesnym świecie żadna jednostka nie jest monadą. Takimi zachowaniami chciałaby jednak przekroczyć swoje poczucie braku swobody. Wszystkie zachowania w społeczeństwie, które liczy miliony jednostek, będą reprezentowane. Ze skutkami dotyczącymi szerszych grup. Wolność jednych uzasadnia roszczenia do wolności innych – np. żeby przeciwstawić się siłą i przemocą jednostkom stawiającym wyzwanie. Większość społeczeństwa (zgodnie z prawami statystyki) będzie za autorytarnym rządem jako mniejszym złem, ponieważ nie stać ich na spontaniczne przeciwstawienie się antyspołecznym jednostkom.
 
Poza tym, spontaniczne przeciwstawianie się prowadzi do jeszcze większego chaosu. Jednostki, które powinny stawić opór nie mają gruntu pod nogami, który nadawałby granice przemocy. Grupowe uzasadnienie spontanicznej przemocy ewoluuje wraz z ustaniem zagrożenia. Społeczność nakłada spontaniczną granicę na przemoc dzięki wygasaniu gotowości trwania jednostek w tej nawiązanej na prędce solidarności w obliczu zagrożenia. Całość społeczeństwa złożonego ze skrajnie różnorodnych jednostek stanowi stałe zagrożenie uzasadniające stan permanentnego autorytaryzmu. Coraz bardziej uszczegóławia się sfery zagrożenia i adekwatną na nie odpowiedź. W końcu zagrożenia te stają się abstrakcyjne dla części społeczeństwa, pozostając realnym zagrożeniem dla innej części. Ale kontrola odgórna biurokracji nie pozwala na różnicowanie. Stąd postulaty organizowania życia na szczeblu lokalnym, lepiej odzwierciedlającym faktyczne problemy i ograniczającym niebezpieczeństwo wprowadzania regulacji, które nie znajdują uzasadnienia w życiu konkretnej społeczności.
 
Jednak, w warunkach trwania społeczeństwa klasowego, społeczności takie nie mają racji bytu, ponieważ prędzej czy później zostaną wchłonięte przez dynamikę kapitału w charakterze „otoczenia niekapitalistycznego”. Odtworzą one nierówności klasowe jeśli nie w postaci relacji kapitalistycznych, to w charakterze relacji niewolniczych – złagodzonych paternalizmem.
 
Marks przestudiował bardzo szeroki materiał historyczny i społeczny. Na tym gruncie mógł sformułować warunki zaistnienia społeczeństwa bezklasowego odrzucając liberalno-demokratyczne frazesy o humanizmie podszytym fałszem w obliczu konieczności ograniczenia wolności dla jednych po to, aby dla innych była ona nieograniczona.
 
Walka klasowa nie jest zwrotem retorycznym, który ma pobudzać odruch serca. Serca znudzonego ciągłym pobudzaniem za pomocą odwoływania się do emocji. Podobnie, jak markiz de Sade odkrywamy, że za tym wszystkim stoi nuda. Opór musi mieć charakter subiektywny i być związany z żywotnym interesem grupy społecznej, nie tylko z jej refleksją. Każdej racjonalnej myśli można przeciwstawić inną racjonalną myśl, zaś partykularnemu interesowi trudno przeciwstawić coś innego poza sprzecznym z nim interesem. Eksplorowanie przestrzeni niemożliwego może być pasjonującą przygodą intelektualną. Nie jest jednak racjonalne wcielanie w życie wszelkich z tego wynikających fantazji tylko dlatego, że współczesna technika daje nam do tego sposobność. To brak faktycznego oporu powoduje nudę domagającą się eksploracji wykraczającej poza sferę wyobraźni. Poza sferę kultury.
 
Racjonalność w rozumieniu Marksa należy rozważać w tym kontekście, bardzo konkretnym, sprowadzającym rozwiązanie pozornie niezwiązanych ze sobą sfer (społeczne – przyrodnicze) do klasowych relacji społecznych. Iluzja całkowitego panowania nad przyrodą jest wynikiem realnego podporządkowania klasowego tej grupy społecznej, której praca stanowi więź między społeczeństwem a przyrodą. Panowanie nad tą klasą daje iluzję panowania nad przyrodą. Ponieważ to właśnie gatunkowy człowiek z jego potencjałem zapanowania nad warunkami swego życia stanowi problem dla niego samego i dla świata, rozwiązanie tego problemu stanowi rozwiązanie trudności znajdujących się w powiązanych mechanizmach.
 
Granice wolności, jednocześnie będącymi warunkiem rzeczywistego (nie mentalnego zaledwie) charakteru tej wolności, są wyznaczane subiektywnymi interesami konkretnej klasy. Dlatego właśnie są to cele osiągalne, a nie utopia, jak to widzi prof. Waldemar Czajkowski.
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
9 kwietnia 2020 r.
 

See video
Kontynuacja: 

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Resztka niedobitych marksistów a koronawirus

commie.jpg
See video

 
Współczesność pokazuje, że tak, jak konflikty narodowościowe zostały zamrożone przez istnienie systemu „realnego socjalizmu”, tak i normalny mechanizm działania kapitalizmu został na ten czas „zamrożony”. Dziś już cały świat nie czyni ogromnego wysiłku, aby neutralizować własnym kosztem nieracjonalności gospodarki kapitalistycznej. W efekcie mamy do czynienia z otwartymi wojnami ekonomicznymi… i nie tylko. 
 
 
Jeżeli ma rację Kagarlicki, że stoimy dziś w przededniu wydarzeń, które są analogiczne do tych, sprzed 1914 r., to musimy sobie zdawać sprawę z tego również, że mamy do czynienia z taką samą lewicą, co wówczas. Łudzi się ona tymi samymi iluzjami, co tamta: naturalna ewolucja kapitalizmu przyniesie prawa socjalne, które sprawią, że nie będziemy mieli więcej do czynienia z kapitalizmem, ale z jakimś systemem, który przybliży nas do socjalizmu bez tych wypaczeń, jakie niosła ze sobą zbyt radykalna postawa bolszewików, burząca zbyt wiele, a nie mająca możliwości skutecznego zbudowania w to miejsce stabilnego, nowego systemu. 
 
 
Faktycznie, dziś Rosja oraz niektóre inne kraje Europy nie znajdują się w sytuacji zacofania gospodarczego w stosunku do Zachodu. Może bardziej z powodu uwiądu Zachodu niż własnych zasług, niemniej szanse wydają się bardziej wyrównane. Sukces rewolucji proletariackiej nie będzie dziś zależał tak dramatycznie od losów rewolucji w Niemczech czy w USA. 
 
 
Nie oznacza to jednak, że wystarczy rząd Kiereńskiego. 
 
 
Kryzys kapitalizmu nie jest wygodnym okresem, w którym wystarczy tylko sprawiedliwie podzielić wytworzony dochód. A to jest warunkiem skutecznego rządu, który dąży do państwa opiekuńczego, socjalnego, a nie do zniesienia kapitalizmu. Przezwyciężenie kryzysu wymaga zmiany rewolucyjnej, jakiej nie wymaga stworzenie państwa socjalnego. 
 
 
To jest nowe uwarunkowanie obecnej sytuacji, które rozbija w proch rozumowanie nowoczesnej lewicy. Sytuacja, w jakiej była Rosja na początku XX wieku, ma szerszy charakter, czego nie było wówczas. Kryzys ujawnia grupy społeczne, które w kryzysowej sytuacji mogą stoczyć się do poziomu spauperyzowanych i sproletaryzowanych mas, nie mających jednak ujścia w przemyśle, jak to było na przełomie XIX i XX wieku, ani w nowych zawodach, które mogły się rozwijać na bazie solidnego uprzemysłowienia.
 
 
Przed lewicą stoi inne wyzwanie, które znosi jak domek z kart właściwe jej przekonanie, że za cały program wystarczy projekt gwarantowanego dochodu i opodatkowanie kapitału. Zorganizowanie podstaw materialnych reprodukcji społecznej wymusza przemyślenie doświadczeń lewicy marksistowskiej, zmiatając jednym pociągnięciem proste rozwiązania, które nowoczesna lewica ma za coś oczywistego.
 
 
Przygotowani jesteśmy do wygrywania minionych wojen - nie wchodzimy jednak dwa razy do tej samej rzeki.
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
22 marca 2020 r.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: W czyim interesie?

neolib.png
See video

 
Dlatego każde wychodzenie z zapaści systemowej kapitalizmu potrzebuje koniecznie jakiejś katastrofy, która by unicestwiła owe zalegające towary i umożliwiła kapitałowi bohaterski wysiłek odbudowywania gospodarki po jej zapaści. Bez katastrofy, która niszczy wytworzone bogactwo, nie ma mowy o wyjściu ze ślepej uliczki. Dlatego koronawirus jest olbrzymią szansą dla kapitału. Obiektywizuje mechanizm bufora, jakim dla wielkiego kapitału jest bankructwo drobnych przedsiębiorców i przekształcenie nadmiaru nieprodukcyjnej siły roboczej w rezerwową armię pracy, w proletariat – taki, o jakim się nie śniło dzisiejszym obrońcom pozycji proletariatu kontra robotnicy produkcyjni. 
 
 
Zasilanie ludności środkami płatniczymi dla umożliwienia im wykupu zalegających półki towarów nie przynosi rozwiązania problemów kapitału. Kapitał przeznacza w ten sposób część swojego zysku na wykup swej produkcji, co staje się absurdem dla gospodarki mającej przynosić zysk. Wszelkie środki pieniężne nie należące do siły roboczej, która bierze udział w produkcji owych dóbr, pochodzą z zysku (wartości dodatkowej). Kiedy nie ma produkcji, nie funkcjonuje także obrót (handel). Zasilany jest on bowiem wyłącznie przez strumień środków, które pochodzą z zysku kapitału (oraz z płac roboczych, choć w mniejszym zakresie). 
 
Kapitał odtwarza „otoczenie niekapitalistyczne” niejako swoim kosztem, którego ciężar szczęśliwie przerzuca on na zatrudnianą przez siebie siłę roboczą, powodując tym samym zmniejszenie strumienia zasilania obrotu i usług przez ten kanał. Jego istnienie i funkcjonowanie jest w maksymalnym stopniu uzależnione od redystrybucji zysku kapitalistycznego. A w sytuacjach kryzysowych środki te są potrzebne, aby prowadzić walkę konkurencyjną z innymi kapitalistami. To ci inni powinni zasilać „otoczenie niekapitalistyczne”, z którego będzie czerpał konkretny, egoistyczny kapitał.
 
We współczesnym świecie, gdzie nie ma możliwości, aby każdy był jakimś właścicielem środków produkcji, konieczna jest inna organizacja życia gospodarczego, a nie łatanie dziur w sypiącym się systemie, który ma jeszcze sporo możliwości pasożytowania na ciele społeczeństwa, ponieważ ma o wiele lepszy niż ono możliwości adaptacyjne. Przede wszystkim, potrafi czerpać natychmiastowe korzyści ze środków przeznaczonych na zasilenie popytu społecznego – ponieważ to zasilanie odtwarza konieczne kapitałowi niczym tlen „otoczenie niekapitalistyczne”.
 
Przypomina to zresztą walkę z plagami, takimi jak koronawirus. Im skuteczniejsza jest twoja taktyka zwalczania pasożyta, tym bardziej go zasilasz w niezbędne mu środki do przetrwania i zdobycia przewagi nad tobą.
 
Ze względu na konieczność podjęcia konkurencji przez poszczególne państwa o przetrwanie ich gospodarek narodowych, czerpanie z zysków kapitału jest mało możliwe. Dlatego kapitał ten jest raczej nawet zasilany – sens polega na wzmocnieniu krajowego kapitału do rywalizacji z zagranicznym. Póki co, narodowy punkt widzenia jeszcze nie został przez kapitał całkowicie wyczerpany. Dlatego zasilanie strumienia popytowego spada na kasę państwa. Skąd jednak państwo ma brać środki na sztuczne podtrzymywanie krajowej gospodarki? Skąd brać te respiratory dla chorego społeczeństwa?
 
Taktyka działania jest więc dwutorowa – należy wzmacniać własny kapitał, który ma nam umożliwić znalezienie się w gronie państw dopuszczonych do pasożytowania na upadających gospodarkach, na których trupie będzie się po raz kolejny reanimował kapitalizm globalny. Wewnętrzny popyt efektywny i hołubiony w słowach mały i średni biznes są przewidywanymi ofiarami na ołtarzu tego zbożnego celu.
 
Gospodarka planowa miała być, wedle marksistów, rozwiązaniem tego problemu, który pozostaje nierozwiązywalny w ramach gospodarki kapitalistycznej.
 
Niestety, podjęcie zadania sprzeciwu wobec systemu kapitalistycznego jako całości, a nie tylko w wybranych, lokalnych gospodarkach, jest nieosiągalne dla obecnej lewicy, która nie stanowi żadnej alternatywy i nie przedstawia żadnego, wychodzącego poza kapitalizm socjalny programu. Tymczasem, warunki działania kapitalizmu socjalnego są właśnie dziś realistycznie sprowadzone do obrazu przedstawiającego nagą prawdę.
 
Ten brak alternatywy wynika z przyjęcia przez lewicę punktu widzenia drobnomieszczaństwa, które nie ma nic wspólnego z jądrem relacji w systemie produkcji kapitalistycznej. W tym sensie, naturalne jest ciążenie drobnomieszczaństwa do koncepcji pozornie antypodycznych: skrajnie liberalnych. Przyjmują one bowiem, że wszelka działalność ludzka jest działalnością gospodarczą, a wszelka własność, w tym własnego potencjału umysłowego, jest własnością równoważną własności kapitału. Dlatego jest produkcyjna. Gdyby tak było, popyt efektywny grup nieprodukcyjnych nie byłby uzależniony od udostępniania przez kapitał produkcyjny własnych zasobów dla jego podtrzymania. Ba, kapitał produkcyjny nie byłby tak newralgicznym elementem utrzymywania równowagi na rynku produktów finansowych. Brak równowagi, spowodowany brakiem zasilania ze strony kapitału produkcyjnego, który natrafił na barierę klasycznej nadprodukcji, powoduje pękanie baniek finansowych. To samo jest z wynagrodzeniami w sferze nieprodukcyjnej – to też jest bańka, która została rozdmuchana w okresie względnej prosperity i w czasie kryzysu musi zostać sprowadzona do rzeczywistych rozmiarów, uzależnionych od stanu gospodarki w jej sektorze produkcyjnym.
 
Koronawirus jest wymarzoną okazją do przedstawienia koniecznego w gospodarce kapitalistycznej mechanizmu adaptacyjnego jako katastrofę naturalną. Pod tym pretekstem można dokonać wielkiej czystki, która pozwoli kapitałowi utrzymać się kosztem pasożytnictwa na „otoczeniu niekapitalistycznym”, stworzonym przez pandemię… i gnijący system kapitalistyczny. Którego istnieniu lewica nierzadko wręcz zaprzecza.
 
W czyim interesie?
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
7 kwietnia 2020 r.
 

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Bieżąca sytuacja a szanse lewicy

futleft.jpg
See video

 
Wszystko to prawda, niemniej sytuacja taka stwarza całkiem sporo sprzeczności i wewnętrznych konfliktów, czego lewica nie chce zauważać. 
 
Z jednej strony bowiem, Weston (a z nim liczni jemu podobni) zwraca uwagę na to, że ludzie przestają „wierzyć w kryteria ekonomiczne”. Jest to faktycznie jeden z punktów lewicowej ideologii, sugerujący postekonomizm, czyli pogląd ufundowany na przekonaniu o osiągnięciu najbardziej efektywnego mechanizmu ekonomicznego, gdzie jedynym problemem jest kwestia redystrybucji. Analogicznie adekwatnym mechanizmem redystrybucji powinien być system demokracji. Kształtu tej demokracji dotyczą polityczne aktywności lewicy. 
 
Mamy więc problem. 
 
Taki pogląd o efektywności istniejącego, kapitalistycznego mechanizmu ekonomicznego odpowiada świadomości warstw pośrednich, które reprezentuje tzw. nowoczesna lewica. Popierają one także postulat demokratycznej redystrybucji dokonywanej poprzez aparat państwa, a nie w przedsiębiorstwach. W ten sposób wydaje się, że dojście do władzy lewicy będzie polegało na przejęciu przez nią kontroli nad aparatem biurokratycznym państwa i dopilnowaniu, aby owa biurokracja wypełniała precyzyjnie swoje obowiązki. 
 
Rozwiązanie nie jest nowe, jak świadczy o tym poniższy cytat: 
 
„Dość powszechnym rozwiązaniem w wielu krajach, które chcą się obronić przed gwałtownym wzrostem bezrobocia, jest niemiecki Kurzarbeit. W ramach programu firmy dotknięte kryzysem mogą odesłać swoich pracowników do domu lub radykalnie skrócić im godziny pracy, a państwo pokrywa dużą część wypłat. Niemcy mają to rozwiązanie niemal od początku XX w., ale jego skuteczność przetestowali podczas kryzysu w 2009 r. Eksperci szacują, że dzięki Kurzarbeit mogło zostać uratowanych ponad 200 tys. miejsc pracy. Niemcy oceniają, że teraz z tego rozwiązania skorzysta ok. 2,4 mln osób, a koszt dla budżetu sięgnie ponad 10 mld euro. W szczycie kryzysu ponad dekadę temu Kurzarbeit obejmował 1,4 mln pracowników. Dopłata trafi do m.in. tymczasowo zwolnionych i wyniesie do 60 proc. ich przedkryzysowego wynagrodzenia. 
 
Niemieckie rozwiązanie zostało importowane przez wiele krajów. Od słynących z państwa opiekuńczego Skandynawów przez Francję czy Hiszpanię po Wielką Brytanię. Minister finansów tego ostatniego kraju ogłosił ostatnio program dofinansowania nawet 80 proc. pensji Brytyjczyków, do kwoty 2,5 tys. funtów miesięcznie. Wszystko po to, aby ludzie nie zostali zwolnieni. 
 
Utrzymanie zatrudnienia jest dla rządów ważne nie tylko ze względów politycznych, lecz także dlatego, że odbudowa miejsc pracy jest zawsze długotrwała. Jeśli uda się ochronić ich jak najwięcej, to można liczyć, że opanowanie epidemii pozwoli na szybkie uruchomienie produkcji, handlu i usług. Dlatego hojne pakiety finansujące płace zaproponowali też Francuzi. Tamtejszy minister finansów Bruno Le Maire zapowiedział już, że przez dwa miesiące na subsydiowanie pensji w firmach, w które uderzyła epidemia, zostanie wydane 8,5 mld euro. Hiszpania, która ma obecnie największy problem po Włoszech z opanowaniem koronawirusa, jest gotowa w ramach niedawno rozszerzonego programu ERTE pokrywać do 70 proc. wynagrodzenia. 
 
U nas rząd chce przeznaczyć ok. 1,5 proc. PKB (30 mld zł) na pakiet bezpieczeństwa pracowników, czyli „polskie Kurzarbeit”. Wynagrodzenie w firmach, które utrzymają zatrudnienie, ma wynieść do 40 proc. średniej płacy w gospodarce. Tyle samo ma wyłożyć pracodawca, a pracownik zgodzić się na obniżkę pensji o 20 proc., ale razem z obniżonym wymiarem pracy. Do tego jest „postojowe” i specjalny zasiłek dla samozatrudnionych czy osób na umowach zleceniach. 
 
W Europie regulacje związane ze zwolnieniem pracowników są dużo sztywniejsze niż w USA. Dlatego wzrost bezrobocia na Starym Kontynencie będzie mniejszy niż za oceanem. Tam szok epidemiczny dla gospodarki szybko doprowadzi do zwolnień, a administracja nie odpowiada subsydiowaniem zatrudnienia, tylko bezpośrednim transferem społecznym z państwa do kieszeni obywateli. Donald Trump i sekretarz skarbu Steven Mnuchin zapowiedzieli, że wkrótce zostaną Amerykanom rozesłane czeki w sumie na 500 mld dolarów.” („Kapitalizm zawieszony na czas epidemii koronawirusa”
 
W ten sposób, państwo tak czy inaczej dofinansowuje firmy ze środków budżetu. W przekonaniu większości grup pośrednich, wychodzi na to, że one same się finansują jako podatnicy, odciążając swoje firmy. Następuje tylko redystrybucja dochodów w ramach puli składkowej podatników. Animozje między poszczególnymi grupami podatników są wliczone w koszty niematerialne. 
 
Rozwiązanie jest możliwe na krótką metę. Po jakimś czasie budżet nie będzie miał środków na kontynuowanie programu. Państwo socjalne musi mieć solidną bazę produkcyjną lub zagwarantowaną możliwość czerpania ze środków zewnętrznych dzięki przewadze technologicznej lub sile fizycznej. Zakłada się, że sposoby odciążania firm od kosztów pracy zapewnią owym firmom przewagę konkurencyjną i niezakłócony wzrost. Na to są wszakże obliczone. Jeżeli jednak koszt siły roboczej jest stosunkowo niewysoki, to i oszczędność na tym wydatku stanowi jedynie część zasadniczego problemu. Jeżeli jednak rodzima siła robocza waży w kosztach, to proponowane posunięcie jest w istocie rzeczy wymuszeniem na niej wspomnianego w artykule 20-procentowego obniżenia płac, które przeciągnie się na okres powrotu do zdrowia, po zakończeniu fazy dekoniunktury. 
 
Lewica marksistowska, reprezentowana przez Westona, przewiduje w swoim radykalizmie nacjonalizację przedsiębiorstw należących do podstawowych gałęzi produkcji, a także nacjonalizację systemu służby zdrowia, której prywatny charakter nie sprawdza się w okresie zagrożenia. 
 
Radykalny program przejęcia odpowiedzialności za państwo burżuazyjne nakłada na nową władzę konieczność zachowania wysokości płac, ewentualnie zachowanie się jak państwo burżuazyjne, z tym, że w tym przypadku będzie to odczytane jako sprzeniewierzenie się własnym celom programowym.
 
Mamy więc sytuację, w której warstwy pośrednie przestaną zasilać budżet z własnych podatków. Przy okazji mogą się skurczyć różne formy dochodów państwa jako takiego ze względu na zamknięcie się możliwości opodatkowania przedsiębiorstw, które najczęściej uzyskują dochody nie z produkcji, ale z wykorzystywania różnych instrumentów finansowych. A właśnie te mechanizmy i te instrumenty zawodzą w sytuacji kryzysu. Zyski z owych instrumentów mają charakter ulotny. Mechanizm działa na zasadzie piramidy – dopóki nie zatnie się jakiś element układanki, strumienie finansowe kontynuują swój obieg w systemie. Problem w tym, że w gospodarce wirtualnej jeden element, który się wyłamuje, powoduje upadek całej konstrukcji.
 
Lewica, która tak się pali do zastosowania swych prostych rozwiązań, może znaleźć się z ręką w nocniku, w sytuacji podobnej do młodej władzy radzieckiej, kiedy to okazało się, że przejęcie burżuazyjnej machiny gospodarczej jest przedsięwzięciem trudniejszym, niż przewidywano.
 
W świadomości społecznej istnieje obawa przed zawaleniem się produkcji. W tej właśnie sytuacji wychodzi na jaw, które działy gospodarki mają kluczowe znaczenie. Świadczy o tym choćby sytuacja we Włoszech. Weston przytacza wypowiedź 61-letniej robotnicy, która wyraźnie formułuje opinie, że ona i jej koledzy nie mogą dźwigać na sobie ciężaru podtrzymywania gospodarki narodowej. Czego się po robotnikach przemysłowych dokładnie oczekuje. Dzikie strajki wybuchają jeden po drugim w fabrykach. Robotnicy są traktowani odmiennie niż reszta społeczeństwa – lekceważy się środki bezpieczeństwa, o kwarantannie nie ma mowy, tym bardziej o przerwaniu pracy.
 
Robotnicy domagają się racjonalnych środków, a ich determinacja powoduje zmianę nastawienia i radykalizację biurokratycznych i skonformizowanych związków zawodowych, które zaczynają popierać oddolne żądania. Żądania te obejmują zamknięcie fabryk produkujących dobra nie zaliczane do podstawowych; zamknięcie fabryk produkujących dobra podstawowe na kilka dni w celu przeorganizowania procesu produkcyjnego, tak aby można było zapewnić podstawowe bezpieczeństwo pracownikom, w tym odesłać do domu pracowników nie niezbędnych dla procesu produkcji.
 
Te środki nie rozwiązują zasadniczego problemu gospodarczego kapitalizmu. Zmiany organizacyjne na czas epidemii nie mają nic wspólnego z nowymi stosunkami pracy, chociaż pokazują robotnikom ich zasadniczą rolę w systemie produkcji. Są to jednak tylko środki techniczne. Dla skutecznego programu marksistowskiego brakuje spójnej wizji działania czynnika intelektualnego. Niezbędnym elementem jest stworzenie jednolitej koncepcji działania na poziomie państwa i na poziomie międzynarodowym w przypadku dojścia lewicy rewolucyjnej do władzy.
 
Dla lewicy mającej korzenie w ruchu anarchistycznym bardziej niż marksistowskim, zasadniczą kwestią jest zapewnienie demokratycznej zasady podziału na bazie produkcji, w której decydującą rolę odgrywają bezpośredni producenci. W porównaniu z marksistami, anarchiści nie kwestionują warunków rynkowych otoczenia, w jakim działają przedsiębiorstwa samorządowe. Nie różnicują przedsiębiorstw na produkcyjne i stanowiące opokę władzy państwa robotniczego i na pozostałe, ale traktują jako zasadniczą sprawę demokratyczne reguły panujące w nich. Bezpośrednia decyzyjność załogi w odniesieniu do wytworzonego produktu jest niezauważalnie znoszona dzięki organizacji społeczności lokalnej, która w praktyce znosi władztwo decyzyjne robotników. Załogi robotnicze są bowiem członkami społeczności lokalnych i w ten sposób uważa się ich decyzyjność za zagwarantowaną. Inaczej, ich decyzyjność wewnątrz firmy jest korygowana warunkami rynkowymi, wymuszając jak najbardziej racjonalne ograniczenia. Wynika to z podstawowej sprzeczności, jaką podnosi marksistowska teoria, a mianowicie z tego, że wartość dodatkowa pochodzi z wartości wytworzonej, ale nieskonsumowanej przez bezpośredniego producenta. W warunkach rynkowych, w przedsiębiorstwie samorządowym, załoga może rozporządzać całą wytworzoną wartością, ale socjalizacja wartości dodatkowej odbywa się, jak zwykle w kapitalizmie, poprzez rynek.

System klasowy pozostaje więc niezakwestionowany.
 
Alternatywa marksistowska zakłada uprawnienia decyzyjne klasy robotniczej na poziomie ponadzakładowym, co jest już zakwestionowaniem kapitalizmu (dyktatura proletariatu).
 
Faktycznie więc, o ile kapitał tylko czyni pozory troski o zwykłych obywateli, wykazując w całej rozciągłości sytuację zależności grup nieprodukcyjnych od kruchej równowagi między przewagą gospodarczą danego kraju a jego polityką socjalną wyrażającą się w tworzeniu otoczki obsługującej normalne funkcjonowanie państwa. Grupy te mogą funkcjonować dostarczając sobie nawzajem usług pod warunkiem obfitego nasmarowania trybów tego mechanizmu środkami finansowymi. Jeżeli nadchodzi kryzys i sprawdza rzeczywistość danego systemu, stajemy w obliczu konieczności uznania wielkiego odłamu społeczeństwa za „ludzi zbędnych”.
 
Nie oznacza to deprecjacji ich wysiłku i kreatywności, ale fakt, że mogą oni dobrze funkcjonować tylko w warunkach zdrowych podstaw gospodarczych. A te w przypadku globalnego kapitalizmu już od dawna nie są zdrowe. Postulowane przestawienie gospodarki z produkcji dla zysku na produkcję dla zaspokojenia potrzeb wymaga od lewicy marksistowskiej precyzyjnego zdiagnozowania, jak zorganizowana gospodarka będzie w stanie podporządkować się temu hasłu.
 
Wydaje się bowiem, że współcześni marksiści są głęboko przekonani, że wszelka aktywność komercyjna stwarza sama dla siebie popyt. Zamiast rozwijać Marksa, cofnęli się do Saya.
 
Oczywiście, można łatwo przewidzieć, że w przeciwieństwie do postulatu zapewnienia wszystkim chwilowo unieruchomionym w domu rekompensaty utraconych zarobków, wizja zmiany stosunków produkcji nie wywoła równego entuzjazmu.
 
Przyjęcie wizji marksistowskiej nie musi spotkać się z entuzjastycznym odzewem także wśród najbardziej zainteresowanych – robotników. Kapitał rysuje perspektywę łatwiejszą, a mianowicie utrzymanie systemu globalnej eksploatacji peryferii na rzecz uprzywilejowanej garstki państw Centrum. Populizm jest podsycany wyraźnie elitarnymi cechami współczesnych społeczeństw Zachodu, opozycją między elitami (politycznymi, artystycznymi) a robotnikami, którzy stali się ostatnio preferowanymi kozłami ofiarnymi propagandy obywatelskiej ze względu na swe tradycyjne rysy charakteru.
 
Sytuacja zapewne faktycznie przekształca się na naszych oczach w rewolucyjną. Niemniej lewica, aby wykorzystać nadarzającą się szansę musi się zmienić zasadniczo.
 
Z jednej strony, sami utrzymujemy od dawna, że zmiana wymaga przyłożenia maksymalnej siły do właściwego punktu, żeby przezwyciężyć inercję starego systemu. Epoka kryzysu wspomagana w tym sensie przez epidemię, podobnie jak wojna upraszcza widzenie pewnych sytuacji i ułatwia forsowanie rozwiązań, które w innych warunkach nie zostałyby zaakceptowane. Jednak zaraz po tym czai się skomplikowana sytuacja konieczności nadania nowym rozwiązaniom charakteru stabilnego, co nie należy już do zadań łatwych, jak uczy doświadczenie Rewolucji Październikowej.
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
24 marca 2020 r.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Świetlana przyszłość

ccommiefut.png
See video

 
Tymczasem, należy wziąć pod uwagę fakt, że dotychczasowe istnienie człowieka w przyrodzie zakładało przystosowanie się człowieka do warunków. Eliminowanie środowiska naturalnego i zastępowanie go środowiskiem sztucznym gwałtownie zachwiało mechanizmem dostosowawczym człowieka. Stopniowe eliminowanie środowiska na rzecz stworzonego przez nas samych powoduje wzmacnianie oporu organizmów, które też tracą warunki dotychczasowej równowagi. Mutują, bo przetrwać w tym niezwykle surowym i jałowym środowisku stworzonym przez człowieka, mogą tylko organizmy, które się do niego skutecznie przystosowały. Wirusy, jako organizmy na wpół ożywione, mają w porównaniu z nami – organizmami skomplikowanymi i trudno adaptującymi się z powodu tej złożoności – zasadniczą i niezbywalną przewagę. Wygląda na to, że za jakiś czas będą one naszym jedynym środowiskiem naturalnym. Wniosek jest prosty – należy się do siebie dostosować, a nie walczyć, bo nie mamy szans. Wniosek jest racjonalny, a nie oparty na normalnym podejściu, które zakłada agresywną reakcję na coś, co rozumiemy jako agresję.
 
Na agresji jest oparty świat, jak go stworzył miłosierny Bóg – wedle wierzeń ludzi religijnych. Z żalem, ale jednak godzimy się z wymieraniem w geometrycznym postępie kolejnych gatunków flory i fauny na naszej planecie. Dopóki my pozostajemy, to z nieszczęściem zwierząt i roślin jesteśmy w stanie dojść do ładu. Zostajemy sam na sam z bytem, dla którego jesteśmy żywicielem ostatniej szansy. Motywacja wirusów jest o wiele bardziej zdeterminowana niż nasza, dekadencka. One niekoniecznie poddają się emocjom, które osłabiają nasz system odpornościowy. Niczym dynamiczny, młody kapitalizm prą żywiołowo do przodu nawet nie zauważając co niszczą po drodze. Nie mają poczucia winy, która by osłabiała ich żywiołowy pęd.
 
Nie mamy z nimi szansy. Ba, szkoda byłoby je wyeliminować, ponieważ to jest jedyne, co nam pozostanie jako sentymentalne wspomnienie po locie żywych pszczół i świergocie żywych ptaków. Wirus jako zwierzątko domowe. A może to on nas udomowi?
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
5 kwietnia 2020 r.

E. Balcerek i W. Bratkowski: Wyzysk pracy twórczej z perspektywy marksizmu

_tylko_sztuka.jpg
See video

 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 
18 marca 2020 r.

E. Balcerek i W. Bratkowski: Rozum w czasach zarazy

Czerwona-zaraza.JPEG
See video

 
Mówiąc poważnie, prawda jest po trochu po obu stronach. W epoce przedkapitalistycznej, tzw. wolne zawody obsługiwały bezpośrednio klasy posiadające. Były za to wynagradzane z wartości dodatkowej, którą owe klasy uzyskiwały głównie z wyzysku chłopów. Tworząca się burżuazja, naśladująca arystokrację, wywołała zwiększony popyt na ludzi wolnych zawodów. Burżuazja, podobnie jak arystokracja, zapewniała jej dość stabilną sytuację ekonomiczną. Poza tą grupą istnieli rzemieślnicy, właściciele swoich środków produkcji. Narodziny kapitalizmu wiązały się z proletaryzacją nadwyżki zbędnych rąk na wsi oraz zagroziły rzemieślnikom. Demokratyzacja upowszechniła popyt na usługi wolnych zawodów, co było powodem poszerzenia tej grupy społecznej. Ale wraz z tym i z faktem, że grupa ta zaczęła obsługiwać klasy zatrudnione w produkcji, cieszące się niezbyt stabilnym dochodem, sytuacja dolnej części wykształconego drobnomieszczaństwa w konsekwencji przestała być stabilna. 
 
Faktycznie, rozrost siły biurokracji państwowej jest efektem nacisku owych grup, które potrzebowały stworzenia mecenatu zdolnego zastąpić mecenat prywatny arystokracji epoki przedkapitalistycznej. Oczywiście, nacisk ten pochodził z dołów owej warstwy, jako że ówcześni celebryci, podobnie jak ich współczesne odpowiedniki, cieszą się wyjątkowymi warunkami, możliwymi tylko dla nielicznych. 
 
Ruch socjalistyczny, kładąc nacisk na edukację robotników, także przyczyniał się do wzrostu zapotrzebowania na usługi tej grupy. Prawa socjalne, wywalczone przez robotników sprzyjały zapotrzebowaniu na umiejętności warstw pośrednich (usługi medyczne, kulturalne, ubezpieczeniowe, bankowe itp.) 
 
Pretensje tej grupy społecznej do roli produkcyjnej są wynikiem siły ruchu robotniczego przełomu XIX i XX wieku. Grupy te, w istocie, są niesamodzielne w tej kwestii, są zdane na łaskę i niełaskę swych klientów. Ich liczebność powoduje, że tylko jednostkom udaje się zyskać taki status społeczny i sławę, która zapewniałaby im stabilny dochód i wystarczające na trudne czasy oszczędności. 
 
Powstanie pierwszego państwa socjalistycznego, jakby nie było zdegenerowane, wprowadziło mechanizmy znoszące konsekwencje pewnych dolegliwych sprzeczności kapitalizmu. Przede wszystkim jednak, pierwsze państwo socjalistyczne nie wprowadziło – mimo szczerego zamiaru – systemu dyktatury proletariatu, ale system państwowego mecenatu w społeczeństwie, które miało przestać mieć charakter klasowy. Rozbudowano system zabezpieczeń społecznych, system powszechnej edukacji i upowszechniono dostęp do osiągnięć kulturowych. Czyli to wszystko, co stanowiło przedmiot postulatów drobnomieszczaństwa. Było to zgodne z ideologią i programami masowych partii socjalistycznych przełomu wieków. 
 
Nie wprowadzono jednak zasady pełnej demokracji i wolności obywatelskich. 
 
Bynajmniej nie z powodów błahych, ale dlatego, że były one wymierzone przeciwko klasie robotniczej i przeciwko dyktaturze proletariatu. Aby zaspokoić roszczenia grup, które nie zasilały klasy produkcyjnej i dlatego odbiegały od tego, czemu mogła sprostać owa klasa robotnicza, państwo „proletariackie” musiało wziąć „za pysk” przede wszystkim robotników. Z punktu widzenia ekonomicznego, prawa socjalne są potrąceniem z wartości dodatkowej. 
Wartość dodatkowa powstaje w wyniku potrącenia z wartości całkowitej kosztu utrzymania bezpośredniego producenta. Koszt utrzymania bezpośredniego producenta nie musi wystarczać do opłacenia uprawnień socjalnych w momencie, kiedy całością wartości dodatkowej zarządza biurokracja państwowa. Podwyższenie płacy producenta, jak pokazuje przykład państw kapitalistycznych, nie jest rozwiązaniem problemu, ponieważ istnieją różne mechanizmy, które pozwalają na sprowadzenie płacy nominalnej do jej realnego wyrazu, dużo mniej satysfakcjonującego. Zarządzanie na poziomie ogólnospołecznym jest narzędziem skuteczniejszym, jak wskazuje przykład realnego socjalizmu. Ważne jest jednak, kto zarządza. Biurokracja państwa nie może zastąpić klasy robotniczej w charakterze podmiotu zarządzającego wykorzystaniem wartości dodatkowej. To znaczy, może – jak widać z historii. Niemniej, nie jest to ten typ zarządzania, który przewidywał Marks czy Lenin. 
 
Nie ma tu znaczenia, czy jest to demokratyczny, czy niedemokratyczny (zdecentralizowany czy scentralizowany) sposób realizacji owego zarządzania. Lewica często plącze owe sprawy. Rzecz nie polega bowiem na tym, jak sprawić, aby jak najszersza rzesza społeczeństwa sprawowała kontrolę nad decyzjami redystrybucyjnymi (bo tak jest demokratycznie), ale na tym – w czyim interesie? 
 
Wszystko zależy od tego, jak sformułować i sprecyzować zasadniczy problem gospodarki nowego społeczeństwa. 
 
Wbrew oczekiwaniom różnych pięknoduchów, społeczeństwo bezklasowe nie ma być społeczeństwem klasowym, tylko bez ograniczeń naturalnych – ze strony środowiska. Z tymi ograniczeniami w postaci katastrofy klimatycznej czy pandemii (źródło jest jedno, objawy – różne) zaczynamy się stykać, a problem staje przed nami w całej okazałości. Zniesienie przeciwieństw klasowych w ten sposób, że przesuniemy w nieskończoność ograniczenia naturalne, okazało się płonne. Choć wielu jeszcze zachowuje przekonanie, że jak się wypuścimy w kosmos, to będzie co niszczyć jeszcze przez parę stuleci. 
Problem w tym, że przy potężniejącym poziomie sił wytwórczych i uzależnieniu ludzi od siebie w ramach społeczeństwa (kto dziś przeżyłby sam na izolowanej planecie? I czy by chciał?), nie ma takiej odległości, która nie zostałaby wypełniona techniką, sztucznym środowiskiem, uniemożliwiającym zasadniczo bezkolizyjne korzystanie z darmowych niemal dóbr przyrody na etapie zwierzęcym ludzkości. Sami zresztą należąc do tej kategorii dóbr przyrody. Tak, jak to miało miejsce, kiedy ludzie żyli jeszcze w stanie przedspołecznym. 
 
Problem więc nie rozwiązuje się, tylko nabiera skali, co już brzmi mało pocieszająco. 
 
Zasadniczym problem społeczeństwa nie jest niedostatek dóbr, ale porządek korzystania z nich. Marks kiedyś stwierdził, że dopiero w społeczeństwie mogło dojść do rażącej nierówności sytuacji poszczególnych ludzi. Im bogatsze społeczeństwo, tym bardziej rażąca nierówność. Im bardziej pracujesz, tym jesteś biedniejszy. 
 
Ideologicznie ludzi zniewala przekonanie, że sprawiedliwość polega na tym, aby za bardziej specjalistyczną, bardziej kwalifikowaną pracę, wynagradzać lepiej. Uzasadnia się to przydatnością społeczną takiej pracy, jej wpływem na osiąganie bogactwa przez dane społeczeństwo. Nie zwraca się tylko uwagi na to, że obecnie pracą można nazwać wszystko, za co można otrzymać wynagrodzenie. Tendencja do tego stanu rzeczy istniała od zawsze, weźmy choćby najstarszy zawód świata. Nie jest jednak, jak się zdaje, jakiś szczególnie nobilitujący trop myślenia. 
 
Ponieważ wszystkie relacje międzyludzkie zostały utowarowione, przynajmniej potencjalnie, otwierając drogę przyszłym możliwościom, należałoby wprowadzić jakiś porządek i hierarchię w pojmowaniu pracy. Czym istotnie różnią się od siebie różne rodzaje pracy? Jakie kategorie możemy tu wyróżnić? 
 
Nasze relacje z przyrodą od początku istnienia ludzkości miały charakter pracy, przetwarzania przyrody. Pozostałe przejawy aktywności nie miały na celu pozyskiwania dóbr od przyrody, ale tytułów do przechwytywania owych dóbr, a na wyższym etapie – przechwytywania dóbr od tych, którzy już je przechwycili. Podobnie jak z systemem finansowym, z kreacją papierów pochodnych, których replikacja wydaje się nie mieć końca, ani żadnego ograniczenia, tak i z pomnażaniem tytułów do przechwytywania dochodów w postaci kreowania nowych rodzajów pracy użytecznej społecznie. Wszystko można w te tytuły zamienić, ale w końcu okazuje się, że bańka musi pęknąć, bo rzeczywistość, na której to wszystko zbudowano – nie wytrzymała ciśnienia. 
 
Tworzenie pochodnych rodzajów pracy nie ma końca. Natomiast praca produkcyjna, pierwotna i oparta na przetwarzaniu przyrody, ma ograniczenie wmontowane w nią samą – jest nim wydolność organizmu, wydolność siły roboczej. Siła robocza wie najlepiej, ile wysiłku warto włożyć w celu osiągnięcia jakiegoś efektu, a po jakim wysiłku należy odpuścić i oddać się wypoczynkowi. Tytuły do przechwytywania wartości dodatkowej są nienasycone, gdyż otrzymują namiastki, towar niepełnowartościowy. Towar przekazywany dalej nie może być pełnowartościowy, ponieważ musi być podzielony na zbyt licznych odbiorców, więc jest rozwadniany w dowolny sposób. Zamiast wielkiego pałacu – mały domek, zamiast podróży własnym jetem – wycieczka turystyczna itd. 
 
Ale wypracowanie tego nie kosztuje nabywcy, więc uważa on, że należy tego produkować jeszcze więcej i więcej. Żywiołowość, która stanowi kwintesencję wolności osobistej, nie może tu więc postawić żadnej bariery wobec zachłanności – bo nie boli cudza praca, cudzy wysiłek. Naturalną barierą dla zachłanności jest własna praca. 
 
Marksizm nie proponuje sztucznych barier i ograniczeń. Proponuje wszystkim udział w pracy, o której granicach będzie spontanicznie decydował sam właściciel harującej siły roboczej. Czyli wszyscy będą mogli ocenić, czy im się opłaca dalej jeszcze przelewać pot, czy też należy przerwać i oddać się urokom czasu wolnego. 
 
Jeżeli więc mówimy o dobrach materialnych, to decyzja o podziale ich owoców należy do ich producentów, a nie do tych, którzy są nienasyceni. Dlatego też dyktatura proletariatu dotyczy politycznych i ekonomicznych warunków zabezpieczających prawo klasy robotniczej do decydowania o sposobie podziału wartości dodatkowej w sektorze produkcji materialnej. Pozostałe rodzaje aktywności zawodowej są narzuconymi przez kapitał sposobami pozyskiwania tytułów do udziału w podziale nadwyżki. Kapitał stoi między grupami społecznymi o wyraźnie przeciwstawnych interesach (zrodzonych zresztą przez system klasowy) i odgrywa rolę arbitra. 
 
Połączenie kapitału i biurokracji daje możliwość skutecznego utrzymywania w ryzach społeczeństwa i niedopuszczenia do walki klasowej. We współczesnym świecie istnieją tylko walki roszczeniowe. Tak jakby poziom tradeunionistyczny stał się wszechobejmującą pandemią umysłów. Roszczeniowość zakłada niezmienne istnienie kogoś ponad nami, kto decyduje. 
 
W tym fakcie najlepiej odbija się drobnomieszczańska mentalność korząca się przed biurokracją państwową jako jedyną siłą zdolną zmusić kapitał do podzielenia się zyskiem. Drobnomieszczaństwo nie jest w stanie oderwać się od mentalności kogoś, kto oczekuje, że kapitalista się z nim podzieli. I warczy jak pies na rywala, który też chciałby, żeby kapitalista rzucił mu jakiś ochłap. W 100 lat po burzliwym życiu ruchu robotniczego, współcześni robotnicy zostali pozbawieni świadomości, że sami trzymają w ręku produkcję. Na tej świadomości nie zależy ani kapitalistom, ani biurokracji, ani lewicy drobnomieszczańskiej. 
 
I Andriej Korjakowcew miał tu dobry przykład, podczas swojego kontaktu z robotnikiem. Wszyscy kradną, twierdzi robol. Żadnej subtelnej analizy, po chamsku – wszyscy kradną, łącznie z wypowiadającym te słowa. Ale, oczywiście, nie Korjkowcew. To on jest okradany przez „system”. Pogarda Korjakowcewa sięga zenitu. Bój się, Andriej. Resztka świadomości klasowej robotnika wyraża się w zdaniu: „ale ja kradnę to, co sam wyprodukowałem”. 
 
Nie wszystko stracone. 
 
Co to ma wspólnego z Althusserowskim strukturalizmem, z antyhumanistycznymi prawami historii? 
 
Ale jasne, robotnik nie człowiek. To tylko konstrukt dla Korjakowcewa. Wyidealizowany konstrukt służący powołaniu większego konstruktu – klasy robotniczej. Ci, którzy dzielą Marksa na „młodego” i „starego”, odrzucają humanistyczne odczytanie jego dzieła. Podział jest sztuczny. 
 
Pozostaje tylko problem, czemu Marks ewoluował tak właśnie, a nie inaczej. Czemu budził tak zawziętą nienawiść wśród liberalnych demokratów swego czasu, wśród anarchistów i większości przywódców robotniczych, którzy mieli poglądy zadziwiająco podobne do tych, jakie dziś głoszą „nietotalitarni” lewicowcy. Coś tu nie pasuje. 
 
Z punktu widzenia klasy robotniczej, Althusser czy Korjakowcew, to jedna banda wychwalająca wszechmoc biurokracji, choćby i z pozycji własnej wyższości. Banda akceptująca wszelkie wygibasy władzy, aby tylko skutecznie realizowała program ekonomiczny, do którego drobnomieszczaństwo nie będzie się wtrącało, bo od tego są fachowcy. Będzie piała hymny pochwalne na cześć neomerkantylizmu, czyli polityki ekonomicznej mającej na uwadze pełną akceptację włączenia się do rywalizacji na arenie gospodarki globalnej, o ile tylko silniejsi gracze pozwolą lub nadciągający kryzys ich zmusi. 
 
Można by się zabić własną pięścią, gdyby człowiek uwierzył, że o to właśnie chodziło Marksowi. 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski16 marca 2020 r. 
 
Załącznik:  
 
АНДРЕЙ КОРЯКОВЦЕВ: КАК УНИЧТОЖИТЬ РЕВОЛЮЦИОННЫЙ РАБОЧИЙ КЛАСС 
 
Продолжу тему.

Как уничтожить революционный рабочий класс? Капитализм во время мировой революции первой половины XX века это делал просто: отправлял на электрический стул многочисленных сакко и ванцетти, расстреливал мирные демонстрации - во имя, конечно, либеральных свобод. Но все это хлопотно и не гуманно. Преформированный бюрократией капитализм поступает тоньше и эффективнее: он заставляет буржуазию с рабочими делиться. Рабочие получают объект собственности (жилье, автомобили, любовниц etc), садятся на вэлфер, тем самым приобщаясь к великой буржуазной культуре потребления и осваивая ее. Экономика и культура начинают обслуживать его, в целом невзыскательные, интересы. Ширпотреб и попса, наряду с полетами в космос, торжеством просветительской парадигмы в образовании, массовым атеизмом, успехами массового здравоохранения и т.д. (причем, здесь имеется в виду не только и даже не столько Советский Союз) - вот памятники этой экономической диктатуры пролетариата середины XX века. Впервые в истории пролетариат наедается досыта, к великому раздражению номенклатуры левых партий и сект. Тут появляется Альтюссер и говорит: люди и их потребности - это все ненаучная и буржуазная фигня. Забудьте о них. Забудьте о гуманизме вообще. Коммунизм победит не благодаря людям. Он победит потому, что таков Закон. Вот и Маркс об этом писал. Ах, Маркс писал иначе?Так это неправильный Маркс, "ранний". И вообще у Маркса надо читать только то, что совпадает с генеральной линией партии.

С одной стороны, буржуазии экономическая диктатура пролетариата выгодна: она получает массового покупателя своих товаров и социальную стабильность. Кроме того, все черезчур идейные левые в данной ситации оказываются в щекотливом положении и нейтрализируются: продолжая бороться "против капитализма", они в данных условиях борются против социальной повестки, монополизированной гран(социал)бюрократией и против самого рабочего класса. С другой стороны, буржуазию тяготит налоговое бремя. И она, вместе с левацкой (прото)номенклатурой, начинает крестовый поход против "общества потребления" и welfare state. Поэтому, когда welfare state начинает ощущать дефицит ресурсов, связанный с ростом цен на них в конце 60-начале 70-х (а он начал происходить вследствие эмансипации Третьего мира), когда их стоимость начинает перекрывать стоимость рабочей силы, все социальные досттижения капитализма легко уничтожаются и начинается эпоха неолиберализма (после нескольких лет поисков выхода из тупика) - "как бы" эпоха капиталистической Реставрации. Почему "как бы"? Потому что буржуазная реставрация происходит в карикатурном виде: провозглашается рыночная свобода, но: 1. возврата к промышленному капитализму не просходит, все наоборот: национальная промышленность уничтожается в европах и США; 2. институционально welfare state сохраняется, лишь сокращаются объемы перераспределяемого продукта; 3. основным политическим субъектом остается государство, точнее, высшая бюрократия, "гранбюрократия", которая, конечно, делится с капиталом властью - но лишь так, как и насколько она посчитает нужным.

Так промышленный рабочий класс "центрового" капитализма был уничтожен второй раз в новейшей истории. Уже вместе со своей материальной основой, со средствами производства, которые были экспортированы в Третьи страны. 
 
Но успехи Китая, кризис 2008 г. и начавшиеся на фоне Великой рецессии экономические войны с КНР и Россией протрезвили гранбюрократию и крупный капитал развитых стран: в этой войне способен выиграть только тот, кто развивает национальную промышленность. Начинается эпоха неомеркантилизма. Это дает шанс возрождения национальной индустрии - а значит, и национальному рабочему классу. "Верхи", хотят они этого или не хотят, снова становятся от него зависимыми и снова оказываются перед необходимостью запустить механизм welfare state. Пусть в скромном объеме, но тем не менее - в больших масштабах, чем в неолиберальную эпоху.

Однако, не будем строить иллюзий: это возрождает отнюдь не революционный рабочий класс, а только его "буржуазное", потребительское состояние. Получается замкнутый круг, который не в силах разорвать даже самый радикальный левый дискурс, просто потому, что он остается в этих условиях дискурсом, фразой, которую трудящиеся либо не слышат, либо над которой смеются. Нечаевщина рискует воспроизвестись в расширенном виде. 
 
Где выход?

Я уже писал: революционность порождает не нищета; нищета буржуазна; истина нищеты - это и есть welfare state. Социальную революцию в ее последовательном виде порождают развитые, но неудовлетворенные потребности. Да, гран(социал)бюрократия накормит ЭТО поколение рабочего класса. Но следующее поколение потребует большего, относясь к достигнутому уровню как к должному. И так будет до тех пор, пока не появится такое поколение людей, которое потребует главного богатства: не еды, не одежды, не комфортабельного жилья, не авто и даже не маткапитал в размере ипотеки (не потому, что оно аскетично, а потому, что это все у него уже будет). Что же это "главное"? Так откройте Маркса, у него написано: "главное богатство человека - это его свободное время". Вот тогда и придет конец капитализму и всем его превращениям. 
 
za: https://www.facebook.com/andrey.koryakovtsev/posts/3069250493087358 
 

Społeczność

Pokój i ziemia